Dwie heroski, obie jakże różne od siebie zarówno pod kątem osobowości, wyglądu, ubioru, stanu wyżywienia czy posiadanych mocy, lecz połączone w tej chwili jednym przeznaczeniem, a przynajmniej celem do wykonania. Wychodząc z domostwa wójta kobiety zgodnie ze wskazówkami niezbyt chętnego do rozmowy wieśniaka, udały się na południowy zachód, celem dotarcia do położonej na uboczu chaty zielarki. Droga do niej miała zająć około dwadzieścia minut, z czego połowa już upłynęła, pozwalając Veśnie oraz Elice na opuszczenie terenu wioski i zapuszczenie się na teren dość rzadkiego lasu, który ją otaczał. Co warte uwagi i wspomnienia, wydostanie się z wioski dosłownie było dla nich wydostaniem się. Przez czas spędzony w rezydencji wójta obie nie zdawały sobie z tego sprawy, ale ciała obu kobiet zareagowały z dużą radością na powiew świeżości w postaci czystego powietrza i nieba, które jaśniało tutaj jakby nieco jaśniej...? Zupełnie tak, jakby niewidzialny nacisk został zdjęty z ich barków, pozwalając wreszcie w pełni się wyprostować i wziąć głęboki oddech. Dziwne, ale to najprawdopodobniej sprawka przytłaczającej atmosfery w wiosce... Prawda? Nie liczyło się to jednak w tym momencie aż tak, ot jedyne co, to najprawdopodobniej obie dziewczyny z radością przyjęły fakt, że po prostu poczuły się lepiej, niezależnie od powodu.
Droga, którą szły nie była specjalnie wydeptana, chociaż można było w niej zauważyć ślady sporadycznego przetaczania powozu czy jazdy konnej. Inna rzecz jednak zwróciła uwagę kobiet w nieco większym stopniu, ale po kolei. Elice z racji na swój wzrost nie zwracała szczególnej uwagi na to, co znajdowało się pod jej stopami, idąc z wysoko podniesioną głową i mogąc dzięki temu zauważyć coś, co z pewnością umknęłoby spłoszonej Veśnie, skupionej zresztą na czymś zupełnie innym. Lwica otóż napotkała wzrokiem coś, co próbowało imitować krzak, lecz z pewnością nim nie było. Dziwny zlepek liści, gałęzi i jakby brunatnych żył rósł, czy też raczej spoczywał niedaleko jednego z drzew, które wyrastało z gleby nieopodal traktu. I tak, jak obdarzona niebywałym wzrostem kobieta nie znała się na biologii, tak na pierwszy rzut czujnego oka mogła powiedzieć, że drzewo to nie było zdrowe. Łuszcząca się kora, odpadające liście i jakby dziwny porost okrywający je od strony, którą stykało się z krzewem świadczyły najprawdopodobniej o jakiejś chorobie... Czyżby to była Anomalia? Chociaż, czy przybyła niedawno do tego świata Elice w ogóle mogła mieć okazję by o niej słyszeć? Wszakże zarówno ona, jak i jej dotychczasowy towarzysz nie mieli jeszcze okazji zetknięcia z tą zagrażającą ludzkości siłą. Nie inaczej było w przypadku Vesny, która po uzupełnieniu swoich zapasów jeszcze w domu wójta, zamiast bujać w obłokach, jak zwykle miała spojrzenie utkwione w okolicach gleby. Nie tylko ze względu na swój charakter, ale głównie przez chęć zaznajomienia się z miejscową fauną. Już na pierwszy rzut oka białowłosa mogła zauważyć, że występują tutaj rośliny, których nie widziała wcześniej na oczy. Większość z nich nie była jakaś szczególnie niezwykła, lecz to, co przykuło jej uwagę najbardziej to fakt, że niewielka część z roślin porastających ściółkę zdawała się... Żyć. Zabrzmi to dziwnie, gdyż jak wiadomo wszystkie rośliny są organizmami żywymi, lecz te, które wyrastały tutaj stanowiąc niewielką, przynajmniej na oko, część ekosystemu, zdawały się żyć w zupełnie inny sposób. Drobne, fioletowe kwiaty obracały się nie w stronę słońca, a bardzo subtelnymi ruchami skręcały tak, by podążać za ruchem kobiet, źdźbła trawy z czerwonymi kropkami poruszały się łagodnie mimo braku wiatru, a niektóre grzyby... Kobieta może nie miała okazję przyjrzeć się im bliżej, lecz zdawało jej się że zauważyła, jak purchawki zaczęły nadymać się, jak tylko nawet nie tyle co przeszła wraz z Elice obok nich, lecz gdy skierowała na nie swój wzrok.
Kobieta spokojnym krokiem szła tuż obok swojej towarzyszki, w jednej dłoni trzymając całkiem spory kawałek sera, z którego co jakiś czas brała gryza. W kieszeni zachowała sobie dwa jabłka, lecz co ciekawe nie były ona przeznaczona dla niej, choć jakby się nad tym zastanowić, może byłoby mądrzejszym wzięcie trochę większej ilości prowiantu na przyszłość. Co do samych owoców, Vesna planowała przynieść je zielarce jako formę „prezentu powitalnego”. Jeśli ta bałaby się o to, iż te zostały wcześniej przez nich otrute to cóż, mówi się trudno.
Przechadzając się po drodze, uwagę Vesny prędko przykuły wyjątkowo dziwne i wcześniej niespotkane przez nią rośliny. Prawie do każdej z nich podchodziła, kucając tuż nad nimi i dokładnie je obserwując. Kto by się spodziewał, że byle źdźbło jakiegoś zielska mogło zachowywać się w podobny sposób do zwierząt czy innych, bardziej rozumnych istot żywych. Właśnie przez to Vesna nie odważyła się zerwać nawet jednego liścia którejkolwiek ze spotkanych roślin. Wystarczył jej sam fakt, że mogła się im dokładnie przyjrzeć i spotkać się z tym całym, dziwnym fenomenem. Jeśli rozmowa z zielarką pójdzie dobrze, najprawdopodobniej kobieta spyta się o te wszystkie na wpół świadome kwiaty.
Gdy w końcu Vesna zakańczała swoje obserwacje, prędko wstawała na równe nogi i szybkim krokiem wręcz podbiegała do Alice, która przez sam fakt różnicy we wzroście była dwa razy szybsza niż ona.
— Polecam Ci uważać na te kwiaty. Zdają się na pozór… świadome. — rzuciła w stronę towarzyszki, jakby w obawie przed tym, iż te rośliny mogłyby wyrządzić im jakąś krzywdę. Cóż, Vesna wolała być nadzwyczajnie ostrożna, niż później zmuszona do walki z jakimś ożywionym drzewcem, który obudził się na niemy dźwięk konających z jej rąk roślin… Zresztą, jeśli te zachowywały się w tak dziwny sposób, to kto mógł stwierdzić, czy nie czułyby one prawdziwego bólu? Może były jakieś magiczne i były w nich zaklęte dusze zmarłych… Cóż, ta myśl napawała ją jeszcze większym niepokojem niż wcześniej.
Elice faktycznie zauważyła drzewo, które wyglądało na chore. Oczywiście nasza lwica nie mogła wiedzieć, że to anomalia. Ale musiała się podzielić tym znaleziskiem. - Roślinnośc tutaj nie wygląda najlepiej. Dziwne, że dzieje się to obok zielarki, czyli osoby jednak związanej z nimi. Choć może chce coś z tym zrobić, ale nie może. - podzieliła się swoimi spostrzeżeniami. Nie mniej po chwili pojawiły się żyjące rośliny. To zaczęło zmieniać ciut jej punkt widzenia. - Dobrze będę uważać. Dziękuję za ostrzeżenia. - podziękowała jednak, zanim dodała co ją trafi. - Chore rośliny, a potem te jakby żyjące i świadome... Mam wrażenie, że zielarka lubi eksperymenty. - odparła. No cóż coś musiało spowodować chorobę roślin. Jak i sprawić, że zachowywały się jak żywe. Choć niby to drugie może być po prostu cechą tego świata. Oczywiście ten aspekt też brała pod uwagę. Ale postanowiła nie mniej uważać nie tylko na rośliny, ale na zielarkę także...
Obie kobiety wyciągnęły bardzo dobre wnioski, z których część wkrótce mogła okazać się słuszna. Ani Vesna ani Elice nie mogły oczywiście w tym miejscu stwierdzić, czy faktycznie mutacje roślin mają podłoże w jakiejś magii, zaklęciu w nich dusz zmarłych, czy co gorsza jakichś pozbawionych etyki eksperymentów zielarki, która nagle miałaby obrócić cały las przeciwko sobie. Czujność, którą obie heroski podjęły w takiej sytuacji była jak najbardziej słuszna, i najprawdopodobniej wyłącznie dzięki temu nie spotkał je po chwili los tragiczny w swojej naturze. Jako, że miały swoje zadanie do wykonania, tak obie odrodzone w innym świecie niewiasty szły dalej, bacznie rozglądając się dookoła i widząc przy tym, jak otaczająca je flora robi się coraz bardziej dziwna. Osobliwa mieszkanka fioletów, czerwieni i brunatnych odcieni z każdym kolejnym przebytym metrem, była bardziej uwypuklona w krajobrazie, a tak, jak wcześniej obie nie uświadczyły w okolicy żadnego żywego stworzenia czy choćby lekkiego powiewu wiatru, tak obecnie las wokół nich zdawał się szumieć. Zupełnie jakby reagował na ich kroki, odpowiadając na nie dziwnym rytmem, który w zaskakujący sposób zaczął przypominać ludzki oddech. Cała ta atmosfera i poczucie zaszczucia a także ucisku zewsząd, gdyż oprócz wyżej wspomnianego poruszenia, zagajnik w dziwny sposób zdawał się coraz bardziej gęsty, zaciskając się praktycznie wokół kobiet, zmusiła je do przyspieszenia kroku, i tak w tej chwili obie były dosłownie parę minut drogi od zielarki. Gorzej tylko, że ta według słów jednego z wieśniaków miała mieć swoją chatkę pośrodku łąki, a tutaj jak okiem sięgnąć rozpościerał się las. Nie to jednak było w tym wszystkim najgorsze. Niepokój, nieprzyjemna atmosfera i poczucie zaszczucia to jedno, lecz w pewnej chwili obie kobiety usłyszały głośny trzask nad swoimi głowami. Jak zostało wcześniej wspomniane, tylko i wyłącznie fakt, iż obie postanowiły zachować należytą czujność, ocalił je w tej chwili od bycia zmiażdżonym przez spadający z góry fragment drzewa. Wyglądałoby to tak, jakby około jego połowa wraz z koroną właśnie złamała się i odpadła, uderzając centralnie w przestrzeń między Elice i Vesną, z czego ta druga była oczywiście bardziej z tyłu. Drzewo to jednak już w chwili głośnego, podnoszącego kłęby pyłu z podłoża upadku, zdawało się łamać na fragmenty, czy też co o wiele bardziej trafne, doznawać metamorfozy. Głośny trzask drewna łączył się z dźwiękiem, który do złudzenia przypominał łamanie kości i odrywanie od nich tkanki mięśniowej, a drzewo które właśnie zmieniało swoją formę, szybko przestało je przypominać. Fragmenty jego konstrukcji, gałęzie i po prostu pień uległy nagłej i wyjątkowo głośnej ale i szybkiej deformacji, przybierając formę czegoś nie będącego ani żywym stworzeniem, ani tym bardziej rośliną. Ostre ostrza niczym u modliszki wyrastały nierównomiernie i nieregularnie z korpusu tej dziwnej istoty, która natychmiast zaczęła próbować podnieść się na równe nogi, które to przybrały formę tych pajęczych. Korona z liści dalej rozpościerała się nad potworem, lecz i ona szybko zaczęła się zmieniać i wyginać, ewidentnie również próbując przeobrazić się w coś zupełnie innego. Jakby w ramach odpowiedzi na ten festiwal osobliwości, cały zagajnik wokół kobiet zaczął się wić, zewsząd dobiegały odgłosy cichych trzasków, pęknięć i szarpania mięsa, lecz póki co tylko dwa wcześniej nieożywione w sposób rozumny fragmenty krajobrazu zdawały się przejść praktycznie pełną przemianę.
Dwa, bowiem w pewnej odległości za Vesną stary, omszały pień z wbitym w niego kawałkiem głazu, nagle wystrzelił wręcz z ziemi, a na oczach dziewczyny jego korzenie zmieniły się w cztery nieforemne, ostro zakończone kończyny, ponownie na wzór jakiegoś makabrycznego owada. Drzewiec, który rozdzielił kobiety od siebie dalej próbował się podnieść i dokończyć przemianę, lecz wielki pniak jakby wyczuwając, gdzie heroski stoją, momentalnie zaczął kuśtykać w kierunku krótkowłosej, otrzepując się przy tym z resztek ziemi, z której to właśnie się wydostał. Sytuacja nie jawiła się zbyt dobrze, przynajmniej dla Vesny. W teorii Elice mogła ją w każdej chwili zostawić i pobiec dalej, a ta musiałaby się zmierzyć z dwoma potworami, które ją otaczały z obu stron, blokując wyjście w każdym możliwym kierunku. No, chyba że kobieta odważyłaby się zejść ze ścieżki i wejść w szumiący las, który jak najbardziej zdawał się na nią czekać.
Na widok spadającego z nieba kawałku drewna, Vesna jakby od razu zrozumiała, co za chwile miało mieć miejsce. Jakby odruchowo zacisnęła szczękę i przybrała odpowiednią do walki pozycję – czyli po prostu jeszcze bardziej skuliła się, lekko zniżając się do ziemi, jak gdyby chcąc w ten sposób uniknąć wzroku drzewca. Co innego mogła przecież zrobić? Nie miała przy sobie żadnej broni, a walka z ożywioną fauną nie zapowiadała się zbyt ciekawie. Pięścią przecież drzewa nie uderzy – nie była jeszcze aż tak głupia. Jeden dobrze wycelowany cios obu tych bestii z łatwością pozbawiłby kobietę życia. W takiej sytuacji Vesna musiała podejść do tej potyczki w trochę bardziej strategiczny sposób.
Oba stwory nie należały raczej do zbyt zwinnych i szybkich. Miały one jednak przewagę na prostym i pozbawionym przeszkód terenie, jakim była prosta ścieżka. W bardziej zarośniętym lesie enty musiałyby przedzierać się przez całą roślinność, by dostać się do Vesny, która to z drugiej strony mogła wykorzystać swoje bardziej… miniaturowe rozmiary w celu szybszego poruszania się po gęstwinie.
Jej uwagę skupił o wiele mniejszy ent, ale z przyczepionym do pleców głazem, który, choć może stanowił dla niego jakiś rodzaj pancerza, to najprawdopodobniej niepotrzebnie obciążał kreaturę, jeszcze bardziej przeszkadzając mu w jakimkolwiek pościgu przez las. W końcu Vesna nagle wystrzeliła prosto w bok – do tych wszystkich równie podejrzanych roślinek. Korzystając jeszcze z okazji, kobieta jedną ręką zbierała wszelkie kamyki, które to napatoczyły się na jej drodze.
Gdy w końcu opuściła ścieżkę, Vesna zrobiła jeszcze kilkanaście kroków do przodu i schowała się za jednym z pobliskich drzew, panicznie modląc się o to, iż przynajmniej ono nie zamieni się w kolejnego drzewca. Kobieta odruchowo wzięła jeden z kamyków do swojej pokrytej bandażem dłoni, a nieożywiony obiekt prędko został otoczony pojedynczymi, czarnymi stróżkami bliżej nieokreślonej energii, którą to z bliska ledwo co było można zauważyć. Vesna, choć na dobrą sprawę nie używała swoich mocy zbyt często, to w przeciągu tych dwóch tygodniu od pierwszego obudzenia się na wyspie, zdążyła w jakimś stopniu odkryć, co takiego potrafiła zrobić. Stąd też w jej głowie pojawił się plan spowolnienia obu bestii. To był zdaniem jedyny sposób, aby mieć jakiekolwiek szanse na walkę z oboma entami. Zresztą głupio byłoby tak nie pomóc swojej towarzysze niedoli i zostawić ją z dwoma, ożywionymi drzewami.
Ostrzał kreatur prędko się rozpoczął. Gdy tylko Vesna oddała jeden „strzał”, to prędko przemieszczała się w stronę kolejnego drzewa, przy okazji zabierając każdy z kamyków, który tylko nadawał się na amunicje. Nie mogła przecież stać bezczynnie w jednym miejscu, zwłaszcza że nie była pewna, czy kolejne roślinki, na których to teraz chodziła, nie postanowią się przyłączyć do bitwy.
Jej obawy okazywały się słuszne. Roślinnośc stawała się coraz dziwniejsza. Z samym umieszczeniem chatki zielarki też coś nie pasowało. Skoro miał być na łące to czemu idą w głęboki las. Gorsze jednak miało dopiero najeśc. A tym gorszym było ożywienie się drzew. Sytuacja, która nastała, akurat dawała Elice tę szansę, że teoretycznie mogła zostawić Vesnę. Ale to nie było w jej stylu. A już zwłaszcza, gdy widziała, jak rzucała kamykami w ożywiony element natury. Nie wiedziała jak to mogło pomóc. Zamiast tego postanowiła użyć swojej zdolności powiększania się. I tak oto Elice urosła do 15 metrów, po czym postanowiła po prostu zdeptać jednego z entów stopą, bo teraz znacznie nad nimi górowała. Choć co do nazwy ent to go tak nazwała roboczo. Albo właściwie taka nazwa jej się pojawiła w głowie. Ale w praktyce takie zjawisko mogło nazywać się zupełnie inaczej.
Vesna miała pewną dozę szczęścia, a mianowicie kamienie, które zebrała w swoją drobną dłoń, nie były porośnięte żadnym roślinnym nalotem. Umożliwiło to kobiecie na faktyczne nasycenie przedmiotu magią, by następnie cisnąć nim w powoli odwracającego się w jej kierunku drzewca. Magia przepływająca przez palce nadal nie była dla białowłosej czymś naturalnym, dając jej jednak dziwne uczucie spełnienia i ekscytacji, które jednak szybko musiało ustąpić czemuś innemu. Vesna jak najbardziej miała rację, objawiając się wejścia do lasu. Faktycznie, kuśtykający przez jedną, zdeformowaną nogę ent utknął, czy też raczej mocno zwolnił schodząc ze ścieżki, przez szalejącą wokoło roślinność. Heroska niestety praktycznie wskoczyła w tym momencie do basenu pełnego piranii, co niemal od razu poczuła w bardzo bolesny sposób. Ostre niczym najprawdziwsze ostrza liście pokrytej fioletowymi plamami plamy, z każdym kolejnym ruchem raniły płytko jej nogi na wysokości kostek, skutecznie spowalniając, ale i przede wszystkim upuszczając na ziemię krople jej krwi, które w przedziwny sposób potęgowały wzrost roślin tam, gdzie padły. Dopadnięcie do drzewa było dobrym pomysłem, gdyż wokół jego pnia było stosunkowo spokojnie, lecz praktycznie cała flora w okolicy kobiety zdawała się nie tylko żyć, ale i być najzwyczajniej głodna, mając ochotę na jej świeże mięso. Stojąc obecnie na wzniesieniu i trzymając się kurczowo pnia drzewa, Vesna musiała odpuścić początkowy plan by skakać od jednego do drugiego, obrzucając przy tym potwory małymi kawałkami skał. Nie miała bowiem na to siły. Zaledwie krótki bieg po leśnej ściółce rozorał jej nogi tak, że ta ledwo mogła obecnie stać, ze strachem zawierzając swoją stabilność pniu drzewa, o które się oparła. Na szczęście dla niej, to nie wydawało się przejawiać chęci do metamorfozy. Cała przestrzeń wokół falowała jednak głodna, gotowa zaatakować jeśli białowłosa opuści chociaż na krok bezpieczne schronienie na niewielkim wzniesieniu. Jednakże, tak mocne podburzenie flory miało też swoje zalety. Idący powoli w jej kierunku ent z głazem na górze ciała, był już nie tylko spowalniany, ale i jedzony żywcem przez żądne krwi rośliny porastające glebę. Na oczach Vesny kilka niewielkich kwiatów zawirowało i niczym małe piły do drewna, rozcięty nogę potwora gdy ten po nich przechodził, obalając go. Była to cenna informacja na temat tego, że las nie do końca był jednym ekosystemem, który zawsze będzie ze sobą współpracował. Pochwalić należy również wytrwałość heroski, która napełniając kamienie, a później fragmenty z pnia drzewa, o jakie była oparta, obrzucała dalej sumiennie dwójkę wrogów. Pierwszy padł jak zostało to już wspomniane, dość żałośnie próbując kuśtykać dalej, na oczach kobiety jedzony żywcem, drugi zaś... Starczy powiedzieć, że Elice urosła. Magia w jednej chwili rozparła jej ciało, dając kobiecie poczucie bycia niepokonaną. Użycie umiejętności było zaskakująco intuicyjne, gdy tylko lwica zapragnęła górować nad przeciwnikiem tak, jak robiła to nad większością ludzi, energia odpowiedziała na jej wezwanie, drastycznie zwiększająca jej rozmiar.
Normalnie użycie zaklęcia byłoby bezbolesne, lecz z racji na dość ciasną przestrzeń wokół, ramiona Elice zostały brutalnie poranione drzewami, które ta obaliła nagle zwiększając swój wzrost ponad siedem razy. Nie były to obrażenia tak znaczne jak w przypadku Vesny, lecz nadal dość bolesne, co bez wątpienia nie wywołało uśmiechu na twarzy heroski. Mógł jednak zrobić to fakt, że plan zgniecenia enta powiódł się idealnie. Nie bez konsekwencji oczywiście, bo do tych przejdziemy później, lecz kilkumetrowa istota została sprawnie obalona tąpnięciem ogromnej kobiety, po kolejnych kilku celnych ciosach nogą pękając na drobne kawałki, pomiędzy którymi można było zauważyć dziwną tkankę. Ta nie przypominała ani mięsa, ni to faktycznego drewna, brocząc brunatnym płynnem na pobliską faunę, która i w tym przypadku znacznie się ożywiła. Będąc tak wysoką, Elice spoglądając w odpowiednim kierunku mogłaby już zauważyć majaczący w oddali dom zielarki, który jawił się niczym drobna, malutka wręcz i skryta w cieniu wielkich drzew polana, lecz póki co lwica miała gorsze rzeczy na głowie. Nie dość, że przebijając cielsko enta butem, naruszyła strukturę swojego ubioru, innymi słowy dosłownie wbijając sobie drzazgę w spód stopy. Tym sposobem również krew Elice spłynęła na leśną ściółkę, a las wokół zawył. Wszystkie drzewa w okolicy głośno trzasnęły, jakby łamiąc się w środku, co swoją drogą musiało wprawić Vesne w jeszcze większy niepokój, by następnie na parę sekund nastała cisza. Obie kobiety przez ten ułamek chwili mógłby obserwować, jak przez las przetacza się fala kolorów z kumulująca się w jednym miejscu. Fala ta przetoczyła się niczym powiew wiatru, poruszając wszystkimi roślinami, by zatrzymać się w końcu na wielkim drzewie za plecami przerośniętej lwicy. Tak, jak wszystkie drzewa wokoło były wysokie, mierząc w większości okolice czterdziestu metrów, tak ten okaz był paradoksalnie nieco niższy, dorastając do dwukrotności heroski, lecz przy tym bardziej masywny i grubszy pod kątem budowy. Magia zdawała się w kim kumulować, wręcz kipiąc i rozrywając drewno z głośnym rykiem uwalniającego się spomiędzy pęknięć powietrza, by ponownie w parę sekund przekształcić okaz pięknego drzewa w monstrum. To o dziwo było o wiele bardziej humanoidalne od poprzednich, co mogło świadczyć, że okoliczna flora uczy się na podstawie tego, co uda jej się zjeść, wątpliwym było jednak by obie kobiety miały czas na takie analizy. Elice bowiem momentalnie została odepchnięta do tyłu masywną ręką giganta, który po transformacji wymuszającej utworzenie kończyn zmniejszył się do okolic dwudziestu metrów. Byt był przy tym jednak silny, jednym ruchem nie tylko odpychając kobietę, ale i przez zranioną stopę zmuszając ją do łapania równowagi. Heroska dając kilka kroków do tyłu obalała przy tym mniejsze drzewa i krzewy, które tylko jakimś cudem nie leciały w kierunku przytulonej do drzewa Vesny. Mniejsza spośród dwóch kobiet również jednak nie była w tym lesie na wczasach, niestety dla samej siebie. Wprawdzie po impulsie magii roślinność wokół uspokoiła się, zamierając nawet w niektórych miejscach, co mogłoby dać jej wreszcie szansę na zmianę pozycji, tak w jej najbliższej okolicy kwiaty nie ustąpiły. Raz posmakowały już jej krwi, najwidoczniej zamierzając to powtórzyć, rozpoczynając na jej oczach przedziwny akt kanibalizmu. Rośliny momentalnie zaczęły się rozszarpywać, łączyć na nowo i zmieniać, aż z małej łąki kwiatów, obok której rosło drzewo Vesny, ostało się zaledwie pięć osobników. Te jednak dzięki metamorfozie i wymuszonej zjadaniem swoich braci mutacji, nabyły najwidoczniej zdolność do pokracznego poruszania się, póki co nieśmiało próbując stawiać kroki na swoich dziwnie zbudowanych kończynach w kierunku kobiety, jakby idealnie wyczuwając miejsce, w którym ta spoczywała, najprawdopodobniej dzięki świeżo otwartym ranom.
Pomimo tego, jak dobrze początkowo plan kobiety zdawał się spełniać, to jak zwykle coś musiało szybko pójść nie po jej myśli. Vesna głośno syknęła, czując szczypiący ból w okolicach obu nóg. Gdy tylko odważyła się schylić głowę i spojrzeć na zranione miejsce, jej serce jakby jeszcze bardziej przyśpieszyła. Spodziewała się różnego rodzaju poczwar skrywających się w lesie, ale ostrych jak sztylety roślin już nie. Heroska odruchowo ruszyła w okolicę drzewa, które to zdawało się jedynym bezpiecznym zakątkiem. W zaledwie paru susach dotarła na miejsce, lecz poranione łydki już dawały się jej nieźle we znaki. Kobieta w końcu nie była jeszcze przyzwyczajona do walki, ani też do olbrzymiego bólu, jaki towarzyszył różnym zranieniom. Mimo tego mu Vesna musiała szybko wziąć się w garść, inaczej może już nawet tego bólu nóg nie czuć.
Jej uwagę przykuła bardzo dziwna reakcja roślinności na jej własną krew – cała ta fauna zdawała się oszalała na punkcie krwi niczym jakiś dziwny wampir… To, że krwiożercze rośliny postanowiły rzucić się również na enta, sprawiło, że w głowie heroski pojawił się kolejny pomysł: jeśli sama była w dużym stopniu bezużyteczna w walce z całą tą roślinnością, może po prostu łatwiej byłoby użyć jednego do pokonania drugiego? Cokolwiek przeżyje, najprawdopodobniej będzie już słabe i zmęczone, więc wykończenie „zwycięscy” nie powinno stanowić zbyt dużego problemu dla jej sojuszniczki, która to teraz przybrała formę 15 metrowej kobiety. Ech, gdyby tylko Vesna wiedziała o mocach swojej towarzyszki wcześniej… Aktualnie ani dwójka entów, ani też nowoprzybyły gigant niezbyt interesowała znajdującą się w olbrzymich tarapatach kobietę. Teraz musiała poradzić sobie jakoś z tymi wszystkimi roślinami, a dopiero wtedy będzie mogła myśleć o pomocy dla Elice, choć jakby tak spojrzeć na ich nowego wroga… Cóż, Vesna pod tym względem była dla niego niczym mała muszka owocówka.
Chwilowy spokój heroski jednak nagle się zakończył, kiedy to obserwowane przez nią rośliny zaczęły wzajemnie się pożerać i… ewoluować? Ech, jeszcze tego w tym wszystkim brakowało. Po krótkiej chwili Vesnie jednak udało się wymyślić kolejny plan. Szybkim ruchem zerwała płachtę kory z drzewa, rozdrabniając ją na coraz to mniejsze kawałki, które prędko wypełniła swoją magią. W ten sposób wytworzone pociski szybko rozrzuciła prosto na siebie, licząc na to, że większość ze znajdujących się bardzo blisko bestii zostanie przez nie trafiona i jeszcze bardziej spowolniona. Wszystkie te kreatury ledwo co zdobyły możliwość chodzenia, a co za tym idzie, nie należały najprawdopodobniej do najszybszych. To jednak nie zmieniało faktu, że Vesna nie powinna była siedzieć bezczynnie w jednym miejscu. Pomimo wielkiego bólu, kobieta chwyciła za ledwo co trzymający się reszty jej nogawki fragment spodni, odrywając w ten sposób średniej wielkości płachtę materiału, którą to szybko zaczęła wycierać swoje rany i zbierać jakże cenną w tej sytuacji krew.
Dziwne, roślinne bestie zdawały się nie posiadać ani oczu, ani uszu, co świadczyło o tym, iż polegają one jedynie na swoim węchu. Sporządzona w ten sposób przez Vesne szmata nasączona jej krwią a co za tym idzie i zapachem, miała stanowić pewnego rodzaju przynętę dla kreatury. Początkowo kobieta trzymała materiał przy sobie, powoli zbliżając się w stronę dwóch walczących ze sobą olbrzymów. Dopiero gdy roślinne pieski nabrały trochę więcej odwagi i zaczęły poruszać się znacznie szybciej, Vesna postanowiła rzucić przynętę prosto pod nogi nowoprzybyłego enta, licząc na to, iż ten albo rozdepcze je swoją nogą, albo to właśnie pieski bez zastanowienia rzucą się w stronę drzewnego olbrzyma.
Na samym końcu kobieta ostatkiem sił postanowiła rzucić się do ucieczki, która to raczej szybko się zakończyła, jeśli to pieski nie ruszyły w jej stronę. Vesna chciała jedynie schować się za następnym drzewem, bez przerwy próbując ominąć wszelkie, dobrze znane już jej krwiożercze rośliny.
Niestety już na start została ciut poraniona tym powiększeniem. Ale to wpisywała akurat w straty. Najważniejsze jednak, że widziała chociaż chatkę. Do której jednak wydawało się być tak daleko. Zwłaszcza, że wbiła jej się drzazga. A to był dopiero początek problemów. Prawdziwym bowiem problemem było to, że kolejne drzewo ożyło. I to było o wiele potężniejsze od poprzednich. Tak potężne, że aż została odepchnięta do tyłu. Przy okazji spora lwica spojrzała też w dół próbując zlokalizować swoją mniejszą przyjaciółkę (choć dla niej przyjaciela, Elice nie ogarnęła, że Vesna to dziewczyna, ale dla niemieszania jest już opisywana rodzajem żeńskim). I ta niestety też miała problemy. Nie mniej Elice też nawet nie mogła jej pomóc, bo miała własne zagrożenie. I to niezbyt przyjemne, zważywszy na fakt, że Elice jednak przewidywała, że po prostu rozwali jednego enta, a jej koleżanka zajmie się drugim. A tu pojawia się kolejny twór... Zaczęła się zastanawiać czy jednak nie lepiej było wykorzystać zdolność polegającą na sile. Tylko że teraz było już za późno... No nic. Pozostało jej jedno. Postanowiła walczyć z masywnym drzewem. Trudno to jednak uznać za klasyczną walkę. Bardziej skupiała się na wyrywaniu z niego kolejnych gałęzi, na które się składał. Bo też co więcej w zasadzie mogła zrobić, no może poza ucieczką, ale wtedy Vesna zostałaby sama.
Poraniona Vesna mimowolnie uroniła kilka łez, operując przy swoich poranionych nogach. Jej skóra była w opłakanym stanie, i chociaż wszystkie nacięcia były stosunkowo płytkie, mając głębokość od paru milimetrów do centymetra, tak sącząca się z nich łączna ilość krwi naprawdę przyspieszała bicie serca. Co tylko doprowadzało do szybszej jej utraty, ale cóż, reakcji ciała nie dało się powstrzymać. Mimo tych wszystkich przeciwności, i zupełnie nowych stadium bólu poznawanych właśnie przez białowłosą, ta walczyła dalej. Zerwanie materiału, a następnie zaciśnięcie zębów z całej siły, by otrzeć nim łydki było dobrym pomysłem, szczególnie przy wcześniejszym spowolnieniu większości małych przeciwników. Cztery z pięciu stworzeń oberwały rzuconymi odłamkami, piąty zaś i bez tego poruszał się póki co dość niemrawo, najpewniej przez zakończone pojedynczym, zagiętym pazurem nogi. Wstając z bólem i cichym jękiem, a także fragmentem materiału w dłoni, Vesna skutecznie zwróciła na siebie uwagę piesków, opuszczając wreszcie bezpieczny zakątek. Miała przy tym sporo szczęścia, że stworzenie giganta, który właśnie z ogromnym hałasem wymieniał ciosy ze zwiększoną Elice, najwidoczniej znacznie uszczupliło zasoby magiczne okolicy. Flora poruszała się niemrawo, co pozwoliło białowłosej przyjąć na siebie ledwie kilka kolejnych nacięć. Samo zbliżenie się do atakujących się tytanów stanowiło jednak wyzwanie, gdyż sam ich ciężar powodował dudnienie, które raz za razem obalało umęczoną i poranioną Vesne, raz po razie nadwyrężając jej nogi. Upadając po raz kolejny, heroska mogła zauważyć jak pieski zbliżyły się do niej niebezpieczne blisko, już prawie mogąc wgryźć się w nią za pomocą swoich kwiatów. Trzeba było działać. Jednym, pełnym desperacji zrywem białowłosa podbiegła kawałek do przodu, krzycząc wewnętrznie z bólu, by wykorzystując moment, w którym lwicy udało się oderwać prawą rękę bytu, rzucić w niego swoją przynętą i odskoczyć. Ból był niemal nie do zniesienia, lecz skrawek tkaniny trafił idealnie w nogę drzewca, rozbryzgując się na niej i przyklejając do kory. Bestie, które wcześniej ją goniły zadziałały przy tym instynktownie i zwróciły się w jego kierunku, tym bardziej, że drewno było już obficie zroszone krwią Elice. Potworne chichuaha zaczęły wdrapywać się po nodze enta, niezauważone przez mocno zajętą walką lwice, by finalnie osiąść gdzieś w okolicy kolana, zaczynając się w nie wgryzać. Jeśli zaś chodzi o przebieg walki anomalii, czy jakkolwiek by nie nazwać tego monstrum, z heroską, to... Cóż, blondwłosa kobieta nie wybrała najprostszej drogi. Zamiast zacząć wymianę ciosów z bardziej ociężałym i mniej zwinnym oponentem, lub chociaż spróbować go obalić, ta zaczęła naruszać strukturę drzewca, wyrywając mu kawałki ciała. Nie był to ruch zły sam w sobie, a wręcz dość udany, gdyż zlepione magią fragmenty drzewa łatwo odchodziły od siebie pod naporem rąk gigantki, jednak pozwoliło to entowi na wykonanie kilku udanych ataków. Jego większa, lewa ręka, rozorała bok heroski, wyciągając fragment jelit na wierzch, co równało się z bólem, jakiego ta najprawdopodobniej nie czuła nawet w swoim poprzednim życiu.
Bryzg krwi na szczęście nie wywołał kolejnych mutacji, ale rozsierdził jej oponenta, który dodatkowo przydeptał jej i tak już zranioną stopę swoją wielką nogą. Dzięki temu jednak, lwica wreszcie znalazła się bliżej, paradoksalnie poza zasięgiem jego niezdarnych, bazujących na sile ciosów. Osłabienie wywołane głęboką raną jeszcze nie dało się herosce we znaki na tyle, by ta nie była w stanie wykorzystać wszystkich atrybutów swojego ogromnego ciała. Raz po raz odrywając kawałki drewna z wroga, kobiecie udało się oderwać jego prawą, upośledzoną rękę, która z głuchym łoskotem odleciała w las, rzucona z pełnym złości impetem. Kobieta przyjęła niestety przy tym kolejny cios rozjuszonego potwora, który za pomocą swojej głowy uderzył ją prosto w twarz, rozbijając lewy łuk brwiowy, zalewając krwią część jej pola widzenia. To jednak tylko rozjuszyło heroske. Jej gniew wreszcie też mógł zostać dobrze spożytkowany, gdyż jedno z kolan anomalii pękło, zmuszając normalnie wyższego drzewca do przyklęknięcia przed nią, sprawiając że lwica wreszcie nad nim górowała, tak jak robiła to niemal zawsze nad każdym dookoła. Głośno rycząc, niczym prawdziwy lew, kobieta chwyciła oburącz za środek konstrukcji enta, napinając następnie wszystkie swoje mięśnie, by nie bez ogromnego wysiłku, z trzaskiem drewna rozerwać monstrum na pół. Jego zwłoki opadły bezwładnie do tyłu, wywołując kolejny rumor, a sama Elice zatoczyła się do tyłu, raz jeszcze o mały włos nie zgniatając uciekającej ostatkiem sił do drzewa Vesny. Tej udało się je w końcu dopaść i ponownie praktycznie zalec przy jego pniu, jednakże koszt w postaci wysiłku był na tyle duży, iż ta zdawała sobie, że bez wyleczenia się więcej nie poruszy nogami. Elice tak samo była ranna i wyczerpana, jelito wystające z jej lewego boku broczyło krwią, podobnie jak lewa stopa. Co gorsze, okolicy raz wraz z krwią kobiety zdawał się również wyciągać z niej magię. Heroska mogła poczuć, jak siły witalne z niej ubywają z każdą kolejną sekundą, zmniejszając czas działania umiejętności. Jeśli obie kobiety chciały przeżyć i dostać się do zielarki, tak musiały działać szybko. Na ich korzyść w tej chwili działał bowiem wyłącznie fakt, że wcześniejsza walka wydrenowała okoliczny las z magii, co spowodowało że ten w końcu nieco się uspokoił.
Vesna ledwo co dała radę zwrócić uwagę roślinnych piesków na inny cel, a już w jej stronę zaczął spadać kolejny kawałek drzewa, którego to ledwo co udało jej się uniknąć. Kobieta syknęła głośno, czując, jak jej płytkie rany ponownie zaczynają szybciej krwawić pod wpływem zbyt gwałtownego ruchu. Przez krótką chwilę wręcz zupełnie wyłączyła się na otaczający ją świat – ignorując, co tak naprawdę działo się z jej towarzyszką. Cichy głos w jej głowie domagał się, aby ta wpierw zainteresowała się swoimi własnymi uszkodzeniami, niżeli śmiertelną raną swojej sojuszniczki. Kobieta nie mogła sobie pozwolić na zostanie kaleką, przynajmniej nie po jej pierwszym w życiu zleceniu. Była przecież herosem, kimś stworzonym do walki i przynoszenia sprawiedliwości na ten świat! Jakiż to wielki wstyd, iż w walce jedynie uciekała, wykorzystując własnych wrogów przeciwko im samym… Nie była taka jak Elice – jej zdolności i brak broni nie pozwalały jej na stanięcie oko w oko z przeciwnikiem, bez względu na to, jak bardzo sama Vesna chciałaby właśnie tak podejść do całej tej walki.
Cała ta prowizoryczna złość zaczęła wpływać na wcześniej zgromadzoną przez naznaczenie energię, która to wcześniej jakby bezcelowo unosiła się dookoła kobiety – zupełnie niewidoczna i zupełnie bezużyteczna… przynajmniej do czasu. W końcu Vesna poczuła, jak ta sama energia zaczyna oplatać jej liczne rany i stopniowo uśmierzać jej ból. Ta krótka chwila, bo zaledwie ułamek sekundy sprawił, że heroska w końcu mogła poczuć, jak całe jej ciało się odpręża, a umysł ponownie wraca do skupienia. Ta sekunda przyjemności niestety została zastąpiona przez kolejną sekundę, tym razem jeszcze gorszego cierpienia. Pod wpływem magii rany kobiety zaczęły powoli się zasklepiać – czuła jak jej skóra sama wręcz z siebie się porusza, a uczucie to nie należało niestety do najprzyjemniejszych.
Porównać je można było do pokrycia wszystkich tych ran gęstą warstwą soku z cytryny lub soli. Kiedy to wszystko jednak się zakończyło, Vesna spoglądając na swoje nogi, zdała sobie sprawę, iż… te wróciły do normalności. Jedyne co pozostało po cięciach jej skóry to drobne strupy, będące bardziej wynikiem braku doświadczenia heroski, niżeli winą samej magii.
Ta już wcześniej zdawała sobie sprawę z tego, iż jej magia pozwala jej również na leczenie swojego własnego ciała. Testowała to niegdyś na pomniejszych zadrapaniach czy siniakach, które to nabyła w czasie swojej podróży. Nigdy jednak nie próbowała wyleczyć się z tak wielu obrażeń naraz, co raczej było widać po jej reakcji, gdyż przez pierwsze kilka sekund wpatrywała się w swoje nogi z dziecięcym zachwytem. Kiedy w końcu jej umysł powrócił do aktualnej sytuacji, Vesna prędko stanęła na równe nogi i podbiegła do swojej towarzyszki, spoglądając na nią niczym mała mrówka.
— Jeśli starczy ci sił, weź mnie i pobiegnij do zielarki! Jeśli nie, to weź… zmniejsz się! Tak nie mam jak ci nawet pomóc! — krzyknęła w stronę heroski, widząc, iż jej aktualny stan nie jest zbyt… dobry.
— Jak tu będziemy stać, to na pewno zginiemy, a w wiosce nikt nam nie pomoże. Co najwyżej wieśniacy zareagują złością i przyjdą do nas z widłami. W razie czego ochronię cię przed zielarką, jakby miała złe cele! Widzisz? Jestem w pełni sił! — kontynuowała, ledwo co nie zdzierając sobie gardła, byleby dotrzeć do kobiety.
Elice walczyła i walczyła. Choć zapewne jedyne co ją jeszcze trzymało na nogach to była adrenalina. Nie mniej jak widać musiała ona starczyć, bo udało się powalić drzewca. Czuła jednak, że zaraz nie tyle nawet skończy się jej umiejętnośc, co po prostu zaraz może zemdleć. W sumie co się dziwić, dosłownie wystawały z niej wnętrzności. Wtedy usłyszała z dołu głos Vesny. Ta faktycznie jakimś cudem wyglądała na całą. Jak i zwróciła uwagę na kluczową kwestię. Czy Elice wytrzyma? Sama lwica nie miała pewności. Ale z drugiej strony... - Nie chcę ryzykować. A dom zielarki jest jedyną nadzieją. Przy moim chwilowym wzroście do chatki zielarki jest parę kroków. Wezmę Cię. - odparła. Lepiej się oddalić z tego punktu. Oczywiście zielarka nie była koniecznie bezpieczną opcją. Ale... Próba przebicia się z powrotem graniczyła z cudem. Stąd też nie było wyjścia. Wzięła Vesne w rękę i przeszła z nią pozostałą odległość do chatki zielarki. Gdy były już na miejscu to odstawiła ją na ziemię, a następnie anulowała zdolnośc i wyczerpana padła na ziemię. Nie była już w stanie nawet wstać, tym przebiciem się wyczerpała resztki sił... Wybór tego czy Vesna woli zapukać wpierw do zielarki czy inaczej jej pomóc, pozostawiła jej.
Magia Vesny, użyta po raz pierwszy na tak szeroką skalę, w bezdźwięczny sposób zaczęła wnikać w jej rany, by je zasklepić i zatamować krwawienie. Cały marazm jaki zdobyła wcześniej, w jednej chwili przestał być jedynie iluzoryczną walutą, unoszącą się w jakiejś meta przestrzeni wokół kobiety, zostając wydanym by uśmierzyć jej ból i cierpienie. Tymczasowo wprawdzie je potęgując, magiczne łączenie się fragmentów rozerwanej i broczącej krwią skóry nigdy nie należało do przyjemnych, lecz przynajmniej wspomniana krew przestała już wypływać. Heroska niestety straciła już jej dużo, co objawiło się zawrotami głowy, zroszeniem jej bladego czoła zimnym potem, a także kołataniem w klatce piersiowej. Było to jednak nic przy tym, co właśnie czuła biedna Elice, mająca rozorany pazurami drzewca bok. Ból był nie do zniesienia, a samo uczucie tego, że część z jej organów znajduje się poza ciałem, wywoływała odruch wymiotny. Podnosząc Vesne i zaczynając z nią iść, kobieta była przekonana że nie da rady. Utykanie na ranną stopę i podtrzymywanie lewego boku tylko po to, by jej jelita doszczętnie nie wyleciały na ziemię, to wszystko nie ułatwiało marszu, podobnie zresztą jak las dookoła. Barki lwicy były ciągle ranione gałęziami drzew, podobnie zresztą jak jej nogi, a z każdym kolejnym krokiem pole widzenia kobiety się zmniejszało, finalnie rozmywając wszystko na wzór błądzenia we mgle. Ta jednak dalej szła. I tylko wyłącznie dzięki jej żelaznej woli, obie kobiety dotarły żywe do chatki zielarki. Flora bowiem zdążyła już obudzić się do życia, ospale je goniąc, lecz tytaniczny rozmiar Elice pozwolił jej na dotarcie do niewielkiej polany, która jak mogła zauważyć z góry Vesna, otoczona była czymś na kształt kręgu ochronnego. Nierówna, fioletowa linia otaczała małą, drewnianą chatkę, emitując w powietrze ledwo zauważalny dym, który zdawał się odstraszać rośliny. Przechodzącej przezeń herosce nie uczynił jednak żadnej krzywdy, ta jednak nie była w stanie nawet tego odnotować. Wypuszczając Vesne kawałek nad ziemią, sama opadła na kolana jednocześnie się zmniejszając, by następnie opaść bezwładnie na glebę. Nie utraciła przytomność, jeszcze nie, upadek nawet lekko ją ocucił, lecz samo wstanie na równe nogi byłoby dla niej wyzwaniem w obecnej chwili. Vesna też nie miała się najlepiej, upadek z około dwóch metrów nieco ją poobijał, boleśnie wyrzucając powietrze z płuc, zmuszając tym samym kobietę do powstrzymania odruchu wymiotnego i łapczywego łapania powietrza między zęby. Jednakże mimo tego wszystkiego, udało się. Dotarły na miejsce. Tylko dlaczego chatka wyglądała na opuszczoną? Mimo ochronnego kręgu, drzwi do domostwa były lekko uchylone, q wyzierająca zza nich ciemność nie wróżyła niczego pozytywnego, podobnie jak wybite siłą okna i ślady krwi na omszałych stopniach. Oprócz samego domostwa, kobiecie przy tym mogła rzucić się w oczy mała, rozpadająca się przybudówka, spomiędzy szpar której wystawało kilka ostrzy mieczy i włóczni, pokrytych już pewną warstwą rdzy. Najwidoczniej mała zbrojownia, ugryziona już intensywnie wbijającym się w nią zębem czasu.
Herosce nie zajęło zbyt długo powstanie na równe, zmęczone nogi. Pomimo trochę spokojniejszej sytuacji, jej ciało nadal w dużym stopniu podtrzymywane było przez adrenalinę i ciężko się dziwić, gdyż jej serce przez całą drogę głośno kołotało w obawie przed tym, iż Alice nie daj boże się potknie, a sama Vesna zaliczy upadek z dziesięciu metrów prosto w kolejne, ostre roślinki. Pewnie, gdy tylko całe to zadanie w końcu się zakończy, to kobieta padnie nieprzytomna gdzieś pod jakimś na pewno niemagicznym drzewem i da sobie chwilę odpoczynku, ale teraz musiała użyć resztek swojej energii, aby uchronić swoją towarzyszkę przed pewną śmiercią.
Prędko podbiegła do Elice, pomagając jej przewrócić się na zakrwawiony bok. Może i było to wyjątkowo bolesne, biorąc pod uwagę potrzebę wepchnięcia jej wnętrzności z powrotem do środka, ale był to najprostszy i najszybszy sposób na lekkie zatamowanie jej krwawienia własną masą ciała.
— Leż i się nie ruszaj, dobrze? Oszczędzaj siły. Ja poszukam zielarki albo przynajmniej czegokolwiek, co mogłoby ci pomóc. Za chwilę wrócę. — rzuciła w stronę kobiety, starając się ją w jakiś sposób uspokoić. W końcu na jej miejscu Vesna raczej albo zaczęłaby już zupełnie panikować, że umrze, albo po prostu zemdlała z samego bólu i myśli, że jej wnętrzności nie są tam, gdzie powinny być.
Po tej krótkiej wypowiedzi Vesna szybkim truchtem podbiegła do małego budynku przybudowanego do chatki zielarki. Kobieta prędko przeanalizowała wzrokiem znajdujące się w środku bronie, szukając czegokolwiek co chociażby w najmniejszym stopniu przypominało znaną jej już glewie. Nawet jeśli czegoś takiego nie znalazła, heroska wolałaby wziąć już jakąś zardzewiałą włócznię, niżeli wchodzić do niezbadanego miejsca bez żadnej broni. Z drugiej strony pewna myśl lekko zaniepokoiła Vesne… po co zielarce miniaturowa zbrojownia z taką ilością broni? Nawet jeśli ta posiadała jakąś broń do samoobrony, to na co było jej aż tyle sztuk mieczy i włóczni… Jedna lub dwie powinny spokojnie wystarczyć.
Mniejsza jednak o to. Zabierając ze sobą jedną z broni, Vesna ruszyła prosto do środka głównego budynku, wpierw pukając w uchylone drzwi i bez żadnego oczekiwania wchodząc do środka.
— Ktokolwiek w domu? Przychodzimy w pokojowych zamiarach, potrzebna jest nam natychmiastowa pomoc! — krzyknęła, stojąc jeszcze w drzwiach i rozglądając się po pierwszym pomieszczeniu jakby w poszukiwaniu jakichkolwiek pułapek czy czyhających w ciemnościach niebezpieczeństw. Jeśli nic takiego nie przykuło jej uwagi, Vesna postanowiła wejść nieproszona do środka i rozpocząć przeszukiwania podniszczonej już z lekka chaty. Z pewnością gdzieś w jakiejś szafie lub półce musiały znajdować się jakieś bandaże, a może nawet mikstury lecznicze. Cokolwiek co tylko mogło pomóc Elice przeżyć, byłoby na wagę złota.
Elice za to... Co tu dużo mówić. Leżała i czekała, bo co jej zostało. I tak nie było już w niej sił, żeby się ruszać. Mogła tylko liczyć, że Vesna jej pomoże. Albo ewentualnie zielarka, choć mimo wszystko bardziej ufała Vesnie, którą chociaż zna. Za to zielarka cóż... Tu jest w sumie pewen spór czy to ona nasłała na nich te drzewce czy sama przeciwko nim stworzyła krąg ochronny. Bo Elice gdy już tak leżała to zauważyła że wokół chatki jest sporo kamieni, a sama okolica wydaje się z jakiegoś powodu dużo spokojniejsza. Stąd też wysnuła, trafną swoją drogą, diagnozę, że jest tu jakiś rodzaj ochrony. Tylko czy przeciwko własnym czy obcym tworom... Tu już jak stwierdzono, w sumie nie wiadomo. Swoją drogą Elice miała ochotę na lizaka... Ale w obecnej sytuacji nie może wziąć go nawet z kieszeni, tak leżąc po prostu nie dosięga. I jest jej z tego powodu bardzo smutno. Ale nie będzie prosić Vesny o pomoc. Mimo wszystko po co lizak jak najpierw trzeba przeżyć...
Elice nie miała już nawet siły odpowiedzieć Veśnie, jedynie lekko stękając gdy ta ją odwróciła na bok, próbując jakkolwiek zatamować krwawienie. Ewidentnie trzeba było działać szybko, z czego też białowłosa doskonale zdawała sobie sprawę. Zaczynając najpierw od szopy na narzędzia, tudzież broń, kobieta ledwo uniknęła uzbrojenia, które wypadło zza rozlatujących się drzwi. Część z broni była tak zniszczona, że połamała się uderzając o podłoże, lecz szczęśliwym zrządzeniem losu heroska wypatrzyła w kącie szopki coś, co mogło się jej przydać. Po krótkich oględzinach broń ta jawiła się jako prototyp, na którym kowal uczył się ozdabiania drewna i pracy z obróbką stopów metalu. Faktycznie była to glewia jakiej Vesna szukała, lecz o dość krótkim jak na tę broń drzewcu i małej wadze, najprawdopodobniej spowodowanej ostrzem konstrukcji. To nie zardzewiało jako jedyne z całej szopy, a to najprawdopodobniej przez wzgląd na to, że sam metal nie był żelazem. Dziwna mieszkanka różnych, nieznanych jej stopów miała w sobie warstwy i ścieżki, niczym olej wylany na powierzchnię wody, broń była pozbawiona charakterystycznych dla glewii kolców, co nieco jej umniejszało, lecz niezniszczone ostrze i drzewce broni, jedynie w paru miejscach osmalone i pokryte nalotem, było najlepszym co ta mogła znaleźć w miejscu takim jak to. Tak czy siak, trzymając nowo zdobyty oręż, który wymagał lekkiego polerowania, zostawiając w jej dłoniach parę drzazg, białowłosa nie bez lęku weszła do środka chatki. Nikt nie nie odpowiedział, a w środku nie wydawało się być żywej duszy. Wnętrze było niewielkie, ascetyczna kuchnia z małym, żeliwnym piecykiem, pokój z paroma szafkami, dębowy stół z uchwytami na mikstury, kilka wieszaków na suszone rośliny, mała biblioteczka i łóżko pokryte jakimś starymi szmatami. Nic konkretnego nie przykuło uwagi dziewczyny, mętny płyn we flakonikach nie wyglądał, jakby był zdatny do spożycia, a zioła w większości nie przypominały herosce niczego, co by już znała. — Alicjo... — Cichy, ochrypnięty głos zaniósł się kaszlem od strony łóżka ze stertą starych ubrań, które okazały się żywą osobą. Jeśli Vesna wytężyła wzrok, tak mogła zauważyć leżącą na nim staruszkę, będąca w fatalnym stanie. Zapadnięta, pergaminowa skóra, którą którą praktycznie przebijały, ślady krwi na ustach jasno wskazujące na krwioplucie i ledwo zauważalny ruch klatki piersiowej, mówiący o słabym oddechu. Zresztą same słowa zielarki nie wskazywały na to, by ta w ogóle jeszcze kontaktowała. — Ach moja ukochana córeczko, wróciłaś mnie odwiedzić... — Każdemu słowu towarzyszył spazmatyczny napad suchego kaszlu, który ewidentnie dosłownie dusił kobietę, której krwawa plwocina spływała z kącików ust. — Harold jest z Tobą...? Obiecałam mu, że gdy w końcu mnie odwiedzicie, to dostanie ode mnie... — Spazmatyczny kaszel —... te mikstury o które prosił. Zresztą, pewnie nie będzie chciał mnie widzieć, po tym co ostatnio mu wygarnęłam... — Kobieta mówiła do siebie, przekrwionymi oczami błądząc po suficie w ciemności, zdając się nie zauważać ani otoczenia, ani swojego stanu, nic nie robiąc sobie z napadów kaszlu, które praktycznie łamały ją w pół. —... lepiej będzie jak Ty je weźmiesz, są w kuchni. W tamtej szufladzie, z której zawsze podjadałaś ciasteczka... — Cichy śmiech, który natychmiast zmienił się w krwawy kaszel. —... weź też tamte karmelowe słodkości na patyku, dla Juliette... Jak się miewa moja ukochana wnuczka...? — Każde słowo przychodziło zielarce z trudem, lecz ta dalej majaczyła, ewidentnie coraz bardziej obciążając swój organizm. Ale w zasadzie, czy był to w ogóle problem Vesny? Kobieta wszakże właśnie znalazła możliwe miejsce, gdzie znaleźć by się mogły tak poszukiwane przez nią mikstury.
Czy powinna obchodzić ją jakąś staruszka w delirium, która myli ją z własną córką? Tym bardziej, że kobiety nie dało się w łatwy sposób oczyścić z podejrzeń, jakie krążyły dalej w głowie poszkodowanej w walce Elice, leżącej właśnie na granicy przytomności przed domem. Co najgorsze, ból jej ciała powoli ustępował miejsca apatii, a to nigdy nie wróżyło dobrze. Podobnie jak fakt, że magiczna bariera zdawała powoli słabnąć pod naporem magii lasu, co obecnie jednak umykało obu heroskom.
Utrzymana w porównaniu do innych broni w bardzo dobrym stanie glewia była jednym z milszych zaskoczeń, jakie spotkało tego dnia Vesne. Choć nie była to dokładnie broń, jakiej poszukiwała kobieta – dziwnie krótki drzewce mógł okazać się problematyczny, jeżeli chodzi o trzymanie przeciwników na bezpiecznej odległości, ale z drugiej strony oręż ten był wyjątkowo lekki, a jego długość nie przeszkadzałaby herosce w poruszaniu się. Zresztą Vesna nie mogła w takiej sytuacji wybrzydzać – cokolwiek co tylko mogło pomóc jej w walce, było aktualnie jak na wagę złota.
Kobieta oddała się poszukiwaniom czegokolwiek, co mogłoby pomóc Elice w przeżyciu, kiedy tylko zdała sobie sprawę z tego, iż w budynku nie czyha na nią niczego niebezpiecznego. Jedynie głos starej kobiety przestraszył biedną Vesnę, która to nawet nie zauważyła leżącej w bezruchu zielarki. „Alicjo?” To imię zupełnie nic nie mówiło herosce, chociaż biorąc pod uwagę jej amnezję, to nie był to raczej za bardzo zaskakujący fakt. Mimo tego ta zdecydowała się podejść do kobiety, słysząc, jak ta kontynuuje swoje majaczenie. Biedna staruszka była już w na tyle opłakanym stanie, iż nie kontaktowała zbyt dobrze z rzeczywistością. Cóż, przynajmniej zielarka miała jeszcze wystarczająco siły, aby mówić.
— Tak mamo, wróciłam. Przepraszam, że nie przyszłam wcześniej. — Vesna ewidentnie zdecydowała się po prostu udawać tę całą córkę staruszki. Kobieta była przecież już ledwo co świadoma, więc może myśl, iż jakaś krewna postanowiła ją odwiedzić, lekko poprawiłaby jej humor? Cóż, przynajmniej tylko tyle heroska mogła dla niej aktualnie zrobić. Słysząc o jakichś miksturach dla „Harold’a”, Vesna momentalnie odwróciła się w stronę kuchni i rzuciła się do dalszych poszukiwań. Znalezienie kilku ewidentnie naruszonych już przez czas flakonów nie zajęło zbyt długo. Kobieta początkowo próbowała przeczytać, co takiego znajdowało się na starej etykiecie, ale niestety bez względu na to, jak bardzo próbowała, Vesna nie była po prostu w stanie rozczytać starych i zniszczonych już zapisków. Nieprzyjazny kolor, jak i osad również niezbyt zachęcały do spożycia nieznanej cieczy, ale była to na dobrą sprawę ostatnia deska ratunku dla Elice. Tak więc kobieta postanowiła wpierw przetestować miksturę na samej sobie – jeśli poczuje jakikolwiek nawet i drobny efekt, to przynajmniej będzie w stanie stwierdzić, czy powinna ją w ogóle podać swojej towarzysze.
Po wcześniejszym wstrząśnięciu flakonu Vesna z lekkim trudem otworzyła miksturę i wzięła pojedynczego, bardzo skromnego łyka. Dopiero po tym, uwaga kobiety ponownie padła na słowa starej zielarki, która to zaczęła majaczyć coś o jakichś karmelowych słodyczach i Juliette… Ech, gdyby tylko heroska znała którąkolwiek ze wspomnianych osób, być może coś by jej to dało. Vesna oczywiście nie potrafiła odmówić i po prostu postanowiła zabrać słodycze ze sobą – tak na wszelki wypadek.
— Juliette ma się bardzo dobrze, rośnie nam jak na drożdżach. Im więcej czasu mija, tym bardziej przypomina mi ciebie mamo, wiesz? — kontynuowała, nadal odgrywając swoją rolę. Po tych słowach Vesna w końcu wyszła z kuchni i ponownie wróciła do zielarki, wyciągając pojedyncze jabłko z jednej ze swoich kieszeni i kładąc je obok łóżka chorej.
— Przyniosłam jabłko. — palnęła głupio. Jakby jeszcze tylko zielarka miała wystarczająco energii, aby to jabłko wziąć do ręki, a co dopiero przeżuć i połknąć… No cóż, liczy się sama myśl.
— Proszę, odpocznij już. Wyglądasz naprawdę blado. Postaram się do ciebie jeszcze dzisiaj wrócić. — dodała, spoglądając na staruszkę. Veśnie zrobiło się w pewnym stopniu szkoda zielarki. Ta ewidentnie spędzała już swoje ostatnie chwile na tej ziemi zupełnie sama. Jej własna rodzina nawet nie raczyła jej odwiedzić. Nikt przecież nie zasługiwał na śmierć w samotności, bez względu na to, jak wyglądała przeszłość danej osoby… Cóż, jeśli tylko herosce uda się spotkać tę całą Alicję, będzie musiała z nią „poważnie porozmawiać”.
I właśnie dopiero wtedy do kobiety dotarła pewna, trochę wręcz niepokojąca myśl. Co, jeśli to ona była tą Alicją? W końcu heroska zupełnie nie pamiętała o swojej przeszłości, zielarka może jednak nie była w delirium, a to, że Vesna znalazła się akurat na tej wyspie, nie było zbiegiem przypadków? Co, jeśli cała ta Juliette była tak naprawdę jej córką…? Nie, nie teraz nie mogła o tym myśleć. Takie myśli jedynie ją rozpraszały. Elice przecież nadal tam leżała i konała, ona nie mogła teraz sobie w najlepsze rozmawiać z jakąś byle starą babą.
W końcu kobieta ruszyła do drzwi, prędko podbiegając do leżącej dalej heroski.
— Znalazłam tylko to. Nie smakuje dobrze, ale to twoja jedyna deska ratunku. — wytłumaczyła ledwo co przytomnej Elice, która pewnie nawet nie ogarniała co się dzieje dookoła niej. Mimo wszystko mikstura nie była zbyt smaczna, ale z drugiej strony zupełnie nie skręciła Vesny. Stąd też kobieta zdecydowała się przyłożyć do ust towarzyszki szklany pojemnik i powoli wlać jej do ust całą tę podejrzaną miksturę, pilnując, czy ta przez przypadek nie zaczęła się dławić.
Staruszka uśmiechnęła się szerzej, słysząc słowa kobiety, a jej drżące dłonie uniosły się do góry, próbując ją objąć. Musnęła jednak jedynie lekko ramię kobiety, nie mając siły na nic więcej. Jej majaczenie za to nakierowało heroskę na rozpadające się szafki w kuchni, gdzie faktycznie znalazła kilka drobnych buteleczek. Płyn w ich wnętrzu stracił swój pierwotny kolor, rozwarstwiając się ciecz i gęsty osad, a obwoluta z opisem ją niegdyś pokrywającą, była już nie do odczytania. Po wstrząśnięciu i upiciu łyka, dziewczyna poczuła w swoich ustach cierpki, wyjątkowo nieprzyjemny smak, który zostawił po sobie jednak uczucie lekkiego orzeźwienia i ciepło, przepływając wzdłuż przełyku. Zabierając finalnie mikstury, oraz karmel na patyku, też widocznie leżący tutaj od lat, Vesna postanowiła wrócić do heroski, dalej odpowiadając jej by wszystko wyglądało tak, jakby to naprawdę jej córka zrobiła po latach. Cóż, w końcu ledwo tyle mogła zrobić. Przynajmniej jeśli nie liczyć wręczenia staruszce, która ledwo miała siłę oddychać jabłka. Kładąc je koło łóżka, heroska mogła usłyszeć, jak melodia którą starsza kobieta próbowała nucić w międzyczasie przechodzi w rzężenie, jednak... Wyglądało na to, że ta irracjonalna czynność przebiła się na krótką chwilę nawet za zasłonę pokrywającą umysł zielarki, a ta nagle złapała swoją wychudzoną ręką za dłoń Vesny. — Piwnica... — Ogniskując spojrzenie załzawionych oczu na tę jedną sekundę świadomości, kobieta z trudem wyrzuciła z siebie pojedynczą frazę, by po chwili znowu opaść bezwładnie na łóżko. Nie było jednak czasu zastanawiać się nad jej majakami, jakkolwiek przez tę krótką chwilę nie wydawałyby się sensowne. Na zewnątrz bowiem właśnie ktoś umierał. Gdy Vesna obróciła się na pięcie i żwawym krokiem ruszyła w kierunku drzwi, do jej uszu dobiegły kolejne słowa z ust staruszki. — Och Alicjo, już wychodzisz...? Muszę jeszcze Cię uczesać, szkoda żeby Twoje piękne, kasztanowe włosy zaplątały się w krzak jagód. Twoje koleżanki mogą przecież chwilę poczekać... Dobry Boże, macie już po czternaście wiosen, a dalej brykacie po lesie niczym małe jelonki... — Zdania składane przez staruszkę były jeszcze cichsze niż wcześniej, ale równie pozbawione sensu, chociaż najwyraźniej kobieta w myślach przeniosła się w czasie jeszcze bardziej. Może to mogło pomóc dziewczynie w jakiś sposób zdecydować, czy jej rozważanie sprzed chwili miały rację bytu, lecz raz jeszcze, czas ją gonił. Dopadając do półprzytomnej Elice, Vesna nieomal siłą wlała jej do ust jedną zawartość mikstury. Białowłosa mogła zauważyć przy tym, jak kolor delikatnie zaczyna powracać na jej pobladniętą skórę, sama lwica zaś poczuła najpierw niezwykle nieprzyjemny smak w ustach, potem zaś płyn rozlał się w jej ciele przyjemnym ciepłem. Było to jednak za mało, i Vesna doskonale to wiedziała. Do ustabilizowania stanu drugiej heroski potrzebowała zużyć zawartość wszystkich buteleczek, a i tak gdy ta nie bez bólu mogła w końcu podnieść się z ziemi, tak jej bok zdobiła paskudna, świeża blizna. Krwawienie zostało jednak zatrzymane, a wnętrzności wróciły do ciała. Elice dalej nie czuła się najlepiej, wszystko ją bolało a mdłości po wypiciu paskudnej w smaku mikstury nie pomagały, w końcu jednak przestała umierać. Ostrość wzroku i słuchu wróciła dość szybko, a przy drobnej pomocy towarzyszki, heroska mogła bez większych problemów wrócić na równe nogi. Tylko, co mogły zrobić dalej? Niebezpieczeństwo nagłej śmierci Elice zostało może i zażegnane, lecz las dalej napierał na eteryczną barierę na tyle, by przerwać ją w paru miejscach. Pędy roślin powoli, lecz nieubłaganie zdawały się wpełzać do do tej pory bezpiecznej strefy, a zarówno uzdrowiona lwica jak i mająca wątpliwości co do swojej egzystencji Vesna nie wiedziały, co mogą począć dalej...
Vesna w głębi duszy odetchnęła z ulgą, słysząc zaledwie kilka słów staruszki “Piękne, kasztanowe włosy”. Cóż, przynajmniej ten jeden raz jej przedwczesna siwizna nie była powodem do obaw, gdyż jej włosy ani nie były piękne, ani tym bardziej kasztanowe. Teraz jednak nie było czasu na zastanawianie się nad tym wszystkim, aczkolwiek heroska postanowiła zapamiętać wspomnienie zielarki o piwnicy. Vesna w końcu nie miała wystarczająco czasu, aby rozejrzeć się po całym budynku. Nie widziała również nigdzie zejścia do piwnicy, lecz to mogło być ukryte gdzieś dalej… Kobieta na pewno wróci tutaj, gdy tylko cała ta sytuacja się uspokoi.
Elice zmuszona została przez towarzyszkę do wypicia wszystkich trzech flakoników mikstury, która to na całe szczęście przyniosła wyjątkowo pozytywny efekt. Vesna jednak nie dała zbyt długiej chwili lwicy na powrót do pełni sił i już zaczęła dzielić się z nią następnym planem.
— Jeśli tu zostaniemy, cała ta roślinność się na nas rzuci. W dwójkę nie damy z nimi rady, zwłaszcza gdy obie jesteśmy nieźle poobijane. Może uda nam się jakoś zabarkować w tej chatce? — wytłumaczyła, w międzyczasie podając kobiecie dłoń, aby pomóc jej wstać na równe nogi.
— Zielarka coś mamrotała na temat jakiejś piwnicy, może uda nam się coś tam znaleźć, coś, co by nam pomogło z tymi wszystkimi roślinami? Zresztą sama zobacz. — po tych słowach, Vesna pokazała Elice jej nowe znalezisko w postaci całkiem dobrze wyglądającej glewii.
— To miejsce nie jest takie bezużyteczne, jak się z pozoru może wydawać... Zresztą i tę kobietę wypadałoby gdzieś schować, żeby nie pożarły ją kwiaty. —
Elice poczuła niezbyt smaczny napój w ustach. I tak jednak go piła, no bo co jej zostało. Na szczęście nie była to trucizna, a lekarstwo. Dzięki temu powoli dochodziła do siebie. Z naciskiem na powoli. Tak dostała, że wiadomo, iż ciągle coś czuje. Do tego gdy już była na tyle przytomna, by zorientować się w sytuacji, to sytuacje wyglądała tak, że bariera zaraz pęknie. Jakim cudem bariera działa tyle czasu, ale nie akurat w momencie, gdy one są w środku chatki. No dobra może to nie jest złośliwość rzeczy martwych, a sam fakt, że raz wkurzyły las, a zielarka zapewne jedynie się broniła, a dwa trzy ofiary to nie jedna. Stąd też trzeba było planować. - Masz rację nie damy rady. Straciłam za dużo sił. - zauważyła. Uzdrowienie uzdrowieniem, ale sam fakt utraty krwi dalej odczuwa. Dobrze, że przy pomocy Vesny chociaż stanęła na drodze. Piwnica natomiast w sumie brzmiała dobrze. - Piwnica nie brzmi źle. Może faktycznie dostaniemy tam choć chwilę. Bo rośliny i tak będą cały czas na zewnątrz. Albo co gorsza zaczną wchodzić do środka. - zauważyła. Piwnica da im czas. Ale to tyle. - Jest jeszcze druga opcja. Mam cały czas w zanadrzu moc zwiększenia drastycznie prędkości swojego biegu. Jakby była jakaś luka, przez którą można szybko przebiec to powinno się udać uciec. - zaproponowała też swoją część planu. Wybór pozostawia już Vesnie. - Choć w sumie zielarki też nie należy zostawiać. - to musiała przyznać. Więc może jednak na razie barykada i szukanie u zielarki wszystkiego co się da...
Zbierając się w sobie i wreszcie, praktycznie dopiero po raz drugi od rozpoczęcia zlecenia cokolwiek wspólnie planując, obie kobiety zdecydowały się pójść tropem piwnicy. Troska o dobro zielarki i brak wiedzy o tym, czy gdziekolwiek jest bezpiecznie, świdrowała myśli herosek, ale sytuacja pchała je przy tym do działania, nie pozwalając wstać w miejscu. Niezależnie od użytej magii i mikstur, obie były zmęczone, poranione, głodne, zmagając się jednocześnie ze skutkami anemii, lecz mimo to w ich głowach dalej była nadzieja. Jakże płonna i niewinna, lecz dalej tląca się w odmętach świadomości jednej i drugiej dziewczyny, i to najprawdopodobniej właśnie ta nadzieja dotycząca tego, że wszystko skończy się dobrze, pchnęła je raz jeszcze do chatki zielarki. Ta już nie była w stanie nic mówić, jedynie zanosząc się spazmatycznym kaszlem raz po raz, lecz dopiero teraz kobiety mogły zauważyć coś, co wcześniej umknęło Veśnie z oczu przez pośpiech. Jedno miejsce na podłodze było czystsze, jakby bardziej wydeptane i pozbawione aż takiej ilości kurzu. W przeciwieństwie do kuchni, w której ta chwilę wcześniej znalazła słodycze i mikstury leczące, grubość brudu wskazywała jedynie na parę dni braku sprzątania, a nie na kilka tygodni. Po przyjrzeniu się bliżej, oczom którejś z bohaterek mógł ukazać się przy tym niewielki uchwyt wtłoczony w drewno podłogi. Cóż, najprawdopodobniej to właśnie było zejście do piwnicy tego malutkiego budynku, lecz po podniesieniu klapy, nie bez trudu zresztą, gdyż mechanizm zawiasów nie był naoliwiony, oprócz zarysu drewnianych schodów heroski mogły ujrzeć jedynie ciemność. Cóż, przynajmniej stamtąd nic ich nie atakowało. Gdyż las wokoło zaciskał pętlę z każdą kolejną sekundą, nienaturalnym szumieniem skutecznie rozpraszając heroski. W skupieniu się nie pomagała również ciemność w pomieszczeniu, a także spazmatyczny kaszel zielarki, która zwinęła się już w pozycję embrionalną z bólu. Gdyby mimo tych czynników dziewczyny zdecydowały się prowadzić poszukiwania czegokolwiek przydatnego w kuchni i małej sypialni, tak w oczy rzucało się jedynie parę ogarków świec, resztki wyschniętego jedzenia i parę ziół, smętnie zwisających z półek. Zupełnie tak, jakby wszystko albo z domku zniknęło, albo zostało gdzieś przeniesione...
Vesna weszła pewnym krokiem do środka, ponownie rozglądając się po budynku. Tym razem raczej szybko jej uwagę przykuło dziwne miejsce, wyglądające na o wiele bardziej zadbane niż reszta chatki. Kątem oka kobieta spojrzała również na konającą na łóżku zielarkę. Mimo chęci pomocy Vesna bardzo dobrze zdawała sobie sprawę z tego, iż nie ma za bardzo jak pomóc staruszce. Nie miała ona nawet pojęcia, co dokładnie jej dolegało, a co dopiero mówić o jakimkolwiek odratowaniu jej… no, chyba że uda im się znaleźć coś przydatnego w piwnicy.
Heroska pozwoliła Elice na otworzenie włazu, którego to sama raczej nie dałaby rady podnieść ze względu na swój brak siły w rękach. Nim jednak obie mogły zejść na dół, przydałoby im się znaleźć jakieś źródło światła, z którego to mogłyby skorzystać. Mimo wszystko Vesna nie pakowałaby się prosto w ciemności bez żadnego zastanowienia.
— Jeśli możesz, zabarykaduj proszę drzwi wejściowe. Nie wiem, ile to da, ale na pewno to będzie lepsze niż nic. Ja w międzyczasie poszukam jakiegoś źródła światła. — rzuciła w stronę Elice, szybko rozpoczynając swoje przeszukiwania. Chwilę minęło, nim kobiecie udało się zebrać parę prawie zupełnie wypalonych już świec i schowane w jednej z szuflad, bardzo stare krzesiwo. Vesna postanowiła wszystko, co tylko nadawało się do spalenia, wsadzić do jednego z zakurzonych pieców, gdzie mogła bezpiecznie zacząć rozpalać ogień. Wpierw podpaliła wysuszone zioła, które to stanowiły perfekcyjną rozpałkę. Płomienie prędko urosły do wystarczających rozmiarów, aby móc zapalić od nich dwie resztki świec. Jedną z nich wręczyła Elice, a drugą zostawiła dla samej siebie.
Uzbrojona już w źródło światła, heroska postanowiła w końcu ruszyć w stronę zejścia do piwnicy i udać się na dół.
Wyszło na to, że wchodzą jednak do środka. Lwica nie wiedziała w sumie wcześniej o stanie zielarki, więc widok dosłownie umierającej osoby był przykry. Szkoda, że to jej ostatnie chwile, ale no taki już krąg życia. Choć była lekko zdenerwowana na Vesne. Mogły jednak uciekać, zielarki nie było już ratować. Jak nie drzewce zabije ją po prostu śmierć naturalna. Ale no skoro już tu są, a Vesna przywróciła ją z rozkmin słusznym stwierdzeniem, że należy zabarykować drzwi, to faktycznie się tym zajęła. Miała nadzieję, że wystarczy to na chwile. Na szczęście choć na tym piętrze nie było praktycznie nic, to przynajmniej udało się znaleźć źródło światła. Wzięła świece do Vesny. A potem cóż zejście do piwnicy. Dalej nie była pewna czy to dobry pomysł, ale nie było już odwrotu. Miała jedynie nadzieję, że przez sytuacje nie skończy się to tym, że w tej piwnicy będą liczyć na cudowny ratunek. Oby faktycznie co ciekawsze rzeczy były jednak pod spodem chatki.
Przesuwając pod drzwi stare, rozlatujące się szafki, wieszak na ubrania będący zresztą w podobnym stanie i co tylko wpadło jej w ręce, lwica w przeciągu paru chwil stworzyła prowizoryczną barykadę za drzwiami. Nikt nie łudził się, że ta wytrzyma kilka mocniejszych uderzeń, lecz faktycznie zgodnie z tym, co heroski myślały, mogła im przynajmniej kupić chwilę czasu. W międzyczasie Vesna zajęła się rozpaleniem ognia, w końcu przynosząc do małej chatki odrobinę światła. Drgające płomienie rozjaśniły malutki pokój połączony z kuchnią, nie wywołując jednak żadnej reakcji u ledwo zipiącej staruszki. Elice w swoich przemyśleniach w zasadzie miała rację, ta albo umarła by od choroby, albo zabita przez enty, lecz tak przynajmniej zginie z przeświadczeniem o tym, że przed śmiercią jej córka przyszła ją odpowiedzieć, zostając z nią do samego końca. Nie mając tego luksusu i możliwości, by dalej zastanawiać się nad etyką całej tej sytuacji, obie heroski ujęły w dłonie ogarki, postanawiając zejść na dół w sobie tylko znanym celu. Wybrały zostanie na miejscu zamiast łatwej ucieczki, co z pewnością przyniesie za sobą jakiejś konsekwencje, lecz najpierw skupmy się na tym, co ujrzały ich nieprzyzwyczajone do blasku świecy przed twarzą oczy. Pomieszczenie na dole było dużo, metrażem zbliżone do części nadziemnej, lecz o wiele lepiej zagospodarowane i zadbane. Było tutaj miejsce nawet na mały siennik i żeliwny piec, nie będący pokryty sądzą i brudem jak ten u góry. Kobiety po zejściu na dół otoczyły stoły, półki z książkami i kilka gablot ze składnikami do mikstur, a przede wszystkim je same stojące w kilku różnych stojakach. Schodząca na dół jako pierwsza Vesna mogła zauważyć do tego instalacje kilku kandelabrów przy suficie i w rogach pomieszczenia, które po rozpaleniu, dość dobrze rozjaśniły całość. Na pierwszy rzut oka było widać, że zielarka na stare lata przeniosła się w całości tutaj, a chatka była wyłącznie mocno niezadbanym przedpokojem prowadzącym do całości. Patrząc na stan wszystkiego wokoło, bałagan i nieporządek jasno świadczył, że staruszka nad czymś ostatnio pracowała, i to w pocie czoła. Zresztą, to co mogła zauważyć Elice w momencie, gdy białowłosa rozpaliła światło, to sporych rozmiarów słój stojący na jednym z blatów, w dwóch trzecich wypełniony połyskującą delikatnie, fioletową substancją. Ta zdawała się być dokładnie tym samym, do tworzyło barierę wewnątrz domu. Oprócz tego, tak jak zostało wspomniane, w szafkach było kilka książek mówiących o różnego rodzaju ziołach, tworzeniu mikstur, ogrodnictwie, minerałach itp, lecz obecnie większość z nich leżała na blatach dokoła, pootwieranych na różnych stronach, z dopiskami i zaznaczeniami na każdej z nich. Dodatkowo obok słoju znajdował się stary, gruby notes, stworzony z wielu połączonych ze sobą rzemieniem kartek. Jego stronnice pokrywały staranne, choć prędko zapisywane komentarze kobiety i inne zapiski sporządzone jej dłonią. Ostatnia kartka na której ten był otwarty, była jednak pełna bazgrołów i przekreśleń, zupełnie tak jakby kobieta miotała się, nie wiedząc co zrobić. Ilość książek również o tym świadczyła, podobnie jak rozłożone wszędzie odczynniki alchemiczne i mikstury, ewidentnie mieszane ze sobą w jakimś celu. Kto wie, może właśnie płyn w słoju był tym magnum opus kobiety? Chociaż sądząc po tym, że las w końcu przebił się za barierę stworzoną przy jego pomocy, tak nie wydawało się to pewne. Na górze zaś, kaszel kobiety wreszcie ucichł...
Nie było czasu na zbyt dokładne przeszukiwanie tego miejsca, stąd też Vesna postanowiła wykonać jedynie powierzchowne oględziny piwnicy. Szybkim ruchem zdjęła ze swoich pleców zawieszony wcześniej worek, do którego postanowiła wrzucać wyglądające na trochę bardziej użyteczne rzeczy. Przy samej półce z książkami wybierała jedynie te, który były jeszcze w jako takim stanie, a tekst zamieszczony na ich stronach był jeszcze całkiem dobrze czytelny – ostatecznie i tak nie było ich zbyt dużo, a sama heroska zdecydowała się nie być zwykłym chamem i po prostu podzielić się znaleziskiem z Elice.
— Bierz, co tylko wygląda na użyteczne i znikamy. Trzy czwarte pozwolę sobie przywłaszczyć, w końcu i tak powinnaś mi być nadal wdzięczna za to, że nie zostawiłam cię ranną. Później i tak możemy dokładnie to sobie podzielić, teraz musimy po prostu przeżyć. — wytłumaczyła towarzyszce, przeglądając nadal okoliczne książki. Ostatecznie uwaga kobiety spadła na notatnik zielarki, który to leżał niechlujnie rzucony na jeden ze stolików. Vesna w końcu zdecydowała się wziąć go do dłoni i spróbować rozszyfrować zamieszczone w nim informacje. Być może udałoby im się w ten sposób dowiedzieć trochę więcej na temat całego tego ożywionego lasu oraz wcześniej chroniącego ich kręgu, który stanowił dziwną i jednocześnie bardzo potężną barierę. Gdy tylko heroska zdecydowała się zakończyć lekturę po zaledwie kilku minutach, ta wepchnęła dodatkową makulaturę do swojego wora, do którego to spróbowała wcisnąć jeszcze trochę znajdujących się w gablotach składników do mikstur – tak o, na wszelki wypadek. Ostatecznie wysuszone rośliny nie mogły być przecież aż tak ciężkie, czyż nie?
Tak jak wcześniej powiedziała – Vesna pozostawiła część przydatnych rzeczy swojej towarzyszce, w tym również i słój z dziwną, fioletową substancją. Sama zresztą nie chciała za bardzo się przeciążać, to mogło jedynie źle wpłynąć na kolejne walki.
— Przejdź jeszcze dookoła ścian i przejrzyj, czy nie ma przez przypadek nigdzie jakiegoś ukrytego zejścia dalej, choć szczerze się tego nie spodziewam. Jak już to skończymy, musimy jak najszybciej się stąd wynosić. Zielarce już nie pomożemy, ale wszystkie jej rzeczy z pewnością mogą okazać się przydatne w przyszłości. Jakiś pomysł, żeby wydostać naszą dwójkę z tego piekła szybko i w jednym kawałku? — rzuciła w stronę Elice, zawiązując już swoją torbę i zarzucając ją ponownie na plecy.
Elice wzięła część tego, co znajdowała Vesna, nie zajmując się na razie za bardzo tematem podziału łupów. Ale że będzie chciała więcej dla siebie to wiadomo. Też dlatego Elice została poraniona, bo broniła także Vesny, choć w teorii mogą ją porzucić. Ale nie zamierzała się licytować, gdyż jak słusznie towarzyszka stwierdziła "teraz muszą przeżyć". Gdy wśród łupów pozostała tajemnicza fioletowa substancja, zdecydowała się ją wziąć. Miała wobec niej pewien plan, ale z gatunku ryzykownych. Najpierw jednak sprawdziła tajemnicze przejścia dalej. Niby była szansa, że coś klikną i nagle znajdą ukryte dodatkowe pomieszczenie. Lub jeszcze lepiej tunel. Ale to byłby raczej nadmiar szczęścia. Stąd też podczas szukania ukrytych przejść od razu postanowiła odpowiedzieć. - Też wątpię w znalezienie więcej ukrytych miejsc. Stąd też mam dwa plany. Plan A zakłada użycie tajemniczej substancji. Może w jakiś sposób chroni ona przed tutejszą roślinnością, przynajmniej na tyle, by się ulotnić z powrotem do miasta. Nie mniej dobrze byłoby jednak coś o niej wiedzieć. Znalazłaś może coś w notatkach? - spytała. Bez informacji ten plan jest jednak ryzykowny, może to równie dobrze tylko wzmocnić rośliny. Wszak dalej nie znają źródła ich istnienia. Mogą być nieudanym eksperymentem zielarki. Albo nawet tylko wyglądała ona na poczciwą staruszkę. - Plan B to natomiast... Próba prześlizgnięcia się jakoś między wrogami i ucieczka przy pomocy mojej zdolności przyspieszenia. Mogę Ciebie wziąć na barana. - odparła. Nie mniej ten plan też nie był najlepszy. W sumie miała wrażenie, że bez potwierdzenia tego, iż plan A może jakkolwiek pomóc albo bez znalezienia więcej ukrytych przejść mogą tylko ryzykować, bo prostej drogi wyjścia nie ma.
Vesna, zaczynając zbierać książki z półek, wybrała cztery pozycję, które najbardziej ze wszystkich wpadły jej w oko, wkładając je następnie do płóciennego worka, który miała zawieszony na plecach. Pomyśleć, że jeszcze parę godzin temu była na tyle głodna, że przez głowę przechodziły jej myśli, by spróbować spożyć jego skórzane elementy... Na szczęście nie zrobiła tego, a torba przydała jej się teraz jak nigdy. Cztery średniej grubości książki wypełniły większość miejsca w tym przenośnym bagażu, podczas gdy Elice z racji na brak bagażu, musiała znaleźć kilka tomików o nieco mniejszej powierzchni, by te zmieściły się nie w kieszeni. I tak, po paru minutach zbieractwa, obie heroski zajęły się innymi zajęciami. Elice, gdyż to od lwicy właśnie zaczniemy, przyglądała się ściana po ścianie sposobie zbudowania piwnicy, szukając czegokolwiek, co mogliby odbiegać od schematu. Niestety, każdą cegła była porządnie wmurowana w konstrukcję, brakowało też jakichkolwiek ukrytych mechanizmów, czy choćby czegokolwiek, co mogłoby dać tę złudną nadzieję, że z pomieszczenia prowadzi inne wyjście, niż to po schodach na górę. Vesna natomiast, otworzyła dziennik, początkowo kartkując go, by następnie zatrzymać się na kilku ostatnich stronach. Zapiski zielarki były pełne cóż, jej zapisków właśnie, lecz ostatnie dwa tygodnie notatek jawiły się jako moment, w którym wszystko się zaczęło.
Te pieprzone rośliny szaleją... Odkąd jakiś świr zabił Vigila, tak nie ma dnia, bym nie czuła jak pędy obracają się za mną, a trawy falują pomimo braku wiatru. Może zwariowałam na stare lata...? [...] Psiakrew, miałam rację. Wcześniej to mogły być zwidy, ale dzisiaj na własne oczy widziałam, jak pierdolona gałąź ucina łeb pierdolonemu niedźwiedziowi! [...] Jest źle. Anomalia się rozrasta, a ja nie wiem co robić. W książkach nie ma nic o czymś podobnym, ale może, chociaż tylko może uda mi się przyrządzić jakiś wywar… [...] Jest prawie gotowy, jeszcze tylko brakuje mi wyciągu z niezapominajek. Ach, gdyby tylko moja córka mnie odwiedziła raz na jakiś czas i pomogła z ich pielęgnacją, to nie musiałabym używać suszonych… [...] Udało się. Mikstura działa, chociaż jest jej mało. Psiakrew, mam nadzieję że ta baryłka na dwóch nogach naprawdę posłała oo herosów, chociaż pewnie nawet nie wie co się tutaj dzieje. Mam dziwne wrażenie, że coś zabija wszystkie gołębie pocztowe, jakie do niego wysyłam… [...] Bariera wokół domu została postawiona, chociaż nie wiem jak długo wytrzyma. Dalej brak śladu po tych całych herosach, więc albo są o kant dupy rozbić, albo tucznik poskąpił złota. Tak czy siak najprawdopodobniej jesteśmy zgubieni. Wywar by zadziałał, należałoby rozlać w samym sercu anomalii, zanim ta w pełni dojrzeje, a sama nie dam rady się tam dostać. Ba, jeśli ta wiadomość kiedykolwiek trafi do potomnych to niech wiedzą, że próbowałam! Cholera, jak tylko wystawiłam stopę zza bariery, to od razu jakiś dziwny pęd wbił mi się pod skórę. Jutro będę myśleć dalej nad tym, co mogę zrobić. Na razie idę się położyć, strasznie boli mnie głowa…
Co w tym wszystkim najdziwniejsze, to fakt, że ostatnia notka była z… dzisiaj. Nic nie wskazywało na to, by stan kobiety wówczas był taki zły. Zanim jednak białowłosa mogła podzielić się swoimi spostrzeżeniami z lwicą, tak ta, stale zwracająca uwagę na otoczenie i wypatrująca śladów ukrytych przejść, mogła usłyszeć ugięcie się podłogi nad jej głową, zupełnie jak od kroków. Pierwszy raz można by zrzucić na karb starego domostwa, tak samo drugi czy trzeci, lecz czwarty już znalazł się na drabinie, a heroski mogły zauważyć na niej stopę zielarki. Jak miło z jej strony, że jednak udało się jej wstać z łóżka i zejść na dół przywitać się z gośćmi, prawda?
— Dziwne… Najnowszy ze wpisów je~ — Nim jednak mogła w pełni dokończyć swoje słowa, Vesna zauważyła, jak jej towarzyszka zostaje przez coś nagle spłoszona. Dopiero po drugim ugięciu się podłogi Vesna w końcu zrozumiała, co się właśnie działo. Szybko podeszła w stronę wyjścia, stając tuż przy jednej ze ścian i spoglądając w stronę Elice.
— Stań przede mną. Jak tylko ktoś wejdzie do środka – obie musimy tę osobę obezwładnić. Jeśli to jakiś drzewiec lub cokolwiek ewidentnie nieludzkiego, możesz od razu go zabić. Jeśli to człowiek, możesz przybić go do ziemi. — wyszeptała w pośpiechu, chcąc ustalić jeszcze jakiś plan działania przed tym, aż nieznajoma osoba postanowi wprosić się do piwnicy. Nie mogła być to przecież zielarka – kroki słychać było w zbyt krótkich odstępach od siebie jak na osobę, która mogłaby ich zrobić zaledwie kilka i upaść bezwładnie na ziemię. Zresztą obie bardzo dobrze wiedziały, w jakim dokładnie stanie znajdowała się kobieta – ona nawet nie wiedziała, gdzie się znajduje, ledwo co miała siły, by oddychać (czego i tak zaprzestała w końcu robić), jaka niby magia miałaby sprawić, iż ta nagle wstała na równe nogi i postanowiła ich odwiedzić? W głowie Vesny pojawiały się tylko dwie możliwości: osoba konająca na łóżku wcale nie była zielarką. To tłumaczyłoby, dlaczego ostatni wpis w dzienniku był z dzisiaj, a kobieta, którą ujrzały obie heroski była ledwo co żyjąca. Drugą możliwością było to, iż był to jakiś kolejny, roślinny ożywieniec. Kto wie, może rośliny przejęły władanie nad ciałem zmarłej kobiety, albo przybrały humanoidalną postać?
Cóż, to i tak teraz zdawało się nie mieć większego znaczenia.
Vesna pewniej chwyciła za swoją glewię, czekając aż jej pierwsza linia obrony stanie przed nią. Mimo wszystko białowłosa nie była zbyt dobra w zwykłym siłowaniu się i wolała tę kwestię pozostawić Elice. Jej zadaniem było asekurowanie towarzyszki i pomoc, jeśli sytuacja miałaby wyjść spod kontroli.
Kolejne kilka kroków odbijających się pełnym skrzypienia echem, lekko chybotliwych, ale to zdecydowanie były nogi starszej kobiety. Bose stopy, luźno zwisająca na starym ciele halka jasno na tym wskazywały, podobnie jak melodia nucona zachrypniętym głosem, który Vesna słyszała chwilę wcześniej... Starsza pani zdążyła zejść obecnie do połowy schodów, więc obie heroski zobaczyły również jej zwisające luźno ręce, które nie poruszały się wraz z ruchem nóg. To jednak na pewno była osoba, która chwilę wcześniej umierała w łóżku...
Elice jak zresztą podejrzewała nic nowego nie znalazła. Nie mniej słyszała dziwne skrzypienie. Podejrzewała, że niestety jednak bariera ostatecznie pękła i ożywione rośliny weszły do środka. Stanęła szybko w obronie koleżanki. Faktycznie akurat siła fizyczna była atutem naszej dużej lwicy lubującej się w lizakach. Nagle jednak wyszło na jaw, że widać stopy zielarki. Skoro ta leżała jednak półżywa to nie powinna być ona. Elice stąd też zaczęła łączyć kropki. - Może i wygląda jak zielarka, ale to nie jest ona. Jak chciałaś mi zapewne powiedzieć ostatni wpis jest zbyt świeży. - odparła. Vesna co prawda nie zdążyła dokończyć, ale Elice słusznie wydedukowała, że zdziwienie wywołała zbytnia świeżość wpisu. Inne zdziwienie mogłoby być jeszcze ewentualnie na wyrwanie czegoś, ale to by było raczej widać. - Podejrzewam, że miała ostatnio nieprzyjemne spotkanie z drzewcami, podczas którego została zatruta czymś i przez to jej stan się pogorszył, w czym pomogło też już stare, chorobite ciało. A po śmierci zaczęło działać na nią to samo, co ożywiło rośliny. - dodała. Wyjaśnienie Elice w sumie nie miało większego znaczenia może poza jednym. Jeśli by teoria się spełniła, a jej przebieg raczej wskazywał na brak wpływu zielarki na ożywienie lasu, to brakuje elementu tego, kto ten las ożywił. Dalsze obserwacje pozwoliły lwicy też na zauważenie nie ruszających się rąk, co tylko potwierdzało, że obecnie zielarka jest bardziej ożywieńcem. Mimo to Elice póki co stała tak jak stała. Szczerze powiedziawszy jedno ją niepokoiło. Jedna sprawa to zaatakować drzewca, a drugie walczyć z ożywioną staruszką. Nawet jeśli było to tylko świeże truchtło... blokada psychiczna może powstać w takim przypadku. Choć poza tym można też poczekać aż chociaż zejdzie po schodach i zobaczyć co stanie się dalej.
Niezależnie od tego, co obie heroski uważały, jakie myśli i przypuszczenia krążyły obecnie w ich głowach, kobieta schodziła dalej. Skrzypienie było w tej chwili jedynym odgłosem, który przebijał ciszę jaka zapadła, gdy tylko kobiety usłyszały kroki nad sobą. Po chwili z ciemności zaczęło wyłaniać się coraz więcej ciała staruszki, w dziwny sposób jednocześnie bezwładnego, jak i napiętego, jakby od środka. Gdy wreszcie również jej głowa znalazła się na takiej wysokości, by zarówno Vesna jak i Elice mogły ją zobaczyć, pewnym stało się, że coś jest nie tak. Wcześniej możnaby zrzucać winę na karb choroby, gorączki czy czegokolwiek innego, lecz przymknięte, drgające szaleńczo oczy zielarki, napięta na jej twarzy skóra nadająca jej upiornego wyglądu, czy wreszcie na wpół rozchylone usta, w głębi których coś zdawało się poruszać... To wszystko wskazywało na to, że teoria lwicy była jak najbardziej słuszna. Zakażona czymś kobieta nie ruszyła jednak dalej, zatrzymując się na drugim od dołu stopniu drabiny i lekko chwiejąc się w przód i w tył. Jeśli heroski przyjrzały by się bliżej, tak mogłyby zauważyć również, że klatka piersiowa kobiety się nie porusza, a przynajmniej nie w regularnym, ludzkim rytmie. Zamiast tego dziwnie drgała, jakby raz jedno raz drugie płuco wypełniało się powietrzem, bądź czymś innym, serce kurczyło się i rozszerzało w losowych momentach, a żołądek kobiety zdawał się rozdymać, symulując przez chwilę spożycie połowy obiadu serwowanego zazwyczaj wójtowi. Zielarka jednak, jeśli dalej można ją tak nazywać, nie wykazywała żadnych agresywnych ruchów w kierunku dziewczyn. Ciszę przestało przerywać więc nawet skrzypienie desek pod jej stopami, dzięki czemu Vesna i Elice mogły usłyszeć ciche rzężenie spomiędzy jej rozchylonych warg, nijak nie przypominające oddechu. Chwila niepewności dłużyła się w nieskończoność, wtem jednak, zielarka runęła w przód jak długa, kompletnie bezwładnie opadając w kierunku lwicy, która akurat w tym momencie stała bliżej drabiny.
Słysząc jak zielarka stanęła w miejscu, Vesna postanowiła po prostu czekać w tej niezręcznej ciszy i liczyć na to, że Elice zrobi to samo. Kiedy to ciało kobiety nagle upadło do przodu, białowłosa już prawie odruchowo rzuciła się do ataku na i tak pozbawiony już energii worek skóry. Kiedy jednak jej umysł w końcu zarejestrował to wszystko, co miało właśnie miejsce, na twarzy Vesny namalował się dziwny grymas – dziwny, gdyż kobieta zwykle nie pozwalała sobie za bardzo na odsłanianie swoich emocji ot tak.
Mimo tego teraz spoglądała teraz na wcześniej żyjącą jeszcze kobietę z dziwnym żalem w oczach. Jej chwyt na glewii jeszcze mocniej się zacisnął, pomimo faktu, iż heroska opuściła z lekka swoją gardę, widząc, iż wcześniejsze zagrożenie na chwilę postanowiło uciąć sobie drzemkę.
— Trzeba ją dobić, nim wstanie i dobije nas. — rzuciła w stronę Elice, podchodząc niepewnie do zielarki i podnosząc swoją glewię do góry, zupełnie niczym kat, gotowy wycelować prosto w szyję skazanego na śmierć więźnia. Już mogło się zdawać, iż Vesna po prostu zamachnie się i szybko zakończy całą sprawę, ale ta ewidentnie wahała się przez dobre kilka sekund. Czuła w sobie tą dziwną barierę, która nie pozwalała jej na dobicie wcześniej jeszcze żyjącego człowieka, który to zdawał się mieć własną historię, własną rodzinę, własne życie – wszystko to, czego w tej chwili Vesna nie znała. Heroska czuła, iż ten czyn byłby przekroczeniem właśnie tej bariery, której nie powinna pozwolić sobie na przekraczanie. W końcu czy będzie ona różnic się od tych całych drzewców, jeśli zamorduje bogu winnego człowieka?
Jako heros nie powinna zabijać tych, którzy dotknięci zostali przeciwnościami losu… Ona powinna obezwładnić kobietę i pozostawić ją tutaj samą sobie – kto wie, może jednak udałoby się ją w jakiś sposób ocalić. Jej zdrowy rozsądek jednak nakazywał na wykonanie zamachu – na pozbycie się niebezpieczeństwa, które zagrażało jej własnemu życiu. W końcu śmierć w takim stanie byłaby wyzwoleniem, czyż nie?
Ostatecznie Vesna głośno westchnęła, opuszczając swoją broń bez naruszenia ciała dawnej zielarki.
— Nie będę tępić ostrza. Ty to zrób… Wykręć kark, stań na głowie, cokolwiek, bylebyśmy miały pewność, że nie wstanie i nie spróbuje nas zabić po drodze. Ja idę zobaczyć, jak sytuacja wygląda na dworze. W razie czego krzycz. — rzuciła, omijając ciało i ruszając w stronę wejścia na górę.
Widok zielarki, a raczej tego co się z nią stało, był po prostu smutny. Stąd też sama nie wiedziała do końca, co tu robić. Wiadomo, że Vesna nawoływała do dobicia, ale łatwo jej to mówić. Wcale także nie ma wątpliwości. Zresztą szybko się okazało, ze choć Vesna pierwsza chciała zadać ostateczny cios, to szybko skapitulowała. Za to ciało zielarki leciało już w stronę Elice. No nic... Nie chciała imo tego robić. Ale skoro i tak ciało leciało w jej kierunku, to postanowiła wpierw jednak się oddalić parę kroków, by nie spadło wprost na nią. Następnie za to wzięła deskę i uderzyła tak mocno, że można stwierdzić, iż po prostu rozwaliła głowę. Miała nadzieję, że mimo wszystko ożywieniec kieruje się jakimiś zasadami i z rozwaloną głową już nie wstanie. A potem czekała już tylko na sygnał od Vesny. Zielarka jak zielarka, ale z tego lasu trzeba jeszcze wyjść! Przy okazji wzięła jeszcze parę mikstur, może się nada.
Zrzekając się wszelkiej odpowiedzialności za dobicie staruszki, która wcześniej nazywała ją swoją córką, Vesna po długiej chwili walki z samą sobą, uciekła z piwnicy, wchodząc po schodach na górę. W tej części mieszkania staruszki w zasadzie się nie zmieniło, chociaż jeśli miała do wyjrzenia przez szparę w drzwiach bądź oknach, tak mogła łatwo zauważyć, że las zaczął już dosłownie oplatać budynek, próbując się w te niewielkie szczeliny wcisnąć. Wciąż jednak były bezpieczne, prawda? Zielarka była wszakże praktycznie obezwładniona swoją bezwładnością, a w rękach Elice pozostało tylko jej dobicie, jeden prosty ruch mieczem... Ale nie. Lwica nie wiedzieć czemu wybrała jedną z formujących blat desek, jako narzędzie do rozwiązania problemu. Było to rozwiązanie brutalne, okrutne i niezrozumiałe, a także jak miało się za chwilę okazać niosące za sobą poważne konsekwencje. Czaszka zielarki pękła bardzo łatwo, zupełnie jakby już miała uszkodzoną strukturę od środka. Drewno trzymane w dłoniach heroski zagłębiło się w resztki jej mózgu z obrzydliwym, głośnym dźwiękiem, nie było to jednak wszystko. Pękająca głowa rozpadła się na kawałki niczym dorodna piniata, bryzgając wokół krwią, resztkami mózgu, a także dziwnymi, biały witkami... Otwierając ciało zielarki w tak brutalny sposób, jak miało to miejsce przed chwilą, heroska dosłownie wypuściła na wolność wszystko, co wcześniej wiło się w jej ciele. Ono samo zaczęło się wyginać na podłodze, jakby w pośmiertnych drgawkach i spazmach, wypuszczając przy tym do otoczenia z dziury w głowie chmury czegoś, co nawet w oczach laika mogło być niczym innym, jak zarodnikami. Będąc tak blisko miejsca erupcji, w postaci rozbitej przez siebie puszki pandory, Elice chcąc nie chcąc zaczerpnęła powietrza, mającego w sobie białe drobiny, od razu dostając napadu kaszlu. Chcąc wydostać się z piwnicy, kobieta musiała w tym momencie przeskoczyć na trzęsącym się niczym podczas silnego napadu epilepsji ciałem, które z każdym kolejnym ruchem rozrzucało chmary zarodników, oraz stopniowo rozrastało się wokoło, przy pomocy drobnych białych wici opuszczających każdy zakamarek z pewnością już martwego ciała kobiety.
No cóż, Vesna pozostawała zupełnie obojętna na to, co działo się w piwnicy gdy tylko ją opuściła. Nieprzyjemne dźwięki jedynie świadczyły o brutalnym sposobie pozbycia się zielarki ze świata żywych, czego białowłosa nie chciała za bardzo oglądać. Przecież w ciągu tych zaledwie kilku chwil zdążyła w jakiś sposób zżyć się z nieżyjącą już kobietą… Oglądanie jej zmasakrowanego truchła mogło jedynie jeszcze bardziej wpłynąć na psychikę i tak wykończonej już heroski.
W międzyczasie ta rozejrzała się jeszcze raz po budynku, zauważając, iż otaczająca ich ze wszystkich stron roślinność próbuje się przebić do środka ich małej fortecy. Z tego, co zapamiętała z notatek, musiały odnaleźć jakieś „serce anomalii” i tam rozlać zabrany przez Elice płyn. Żadna z nich nie miała jednak pewności, czy takie coś naprawdę pomogłoby w powstrzymaniu całych tych oszalałych roślinek. Kto wie, może już dawno było po czasie i jedyne co zostało, to obserwować jak całe to miejsce zostaje pochłonięte przez anomalię? Może jednak najlepszym sposobem na rozwiązanie tego całego problemu, była po prostu ucieczka z miejsca zdarzenia i zapomnienie o całym tym zleceniu… zresztą kto się teraz przejmował tym zleceniem? Zabójca, jak i jego tożsamość nie miały już najmniejszego znaczenia – teraz największym problemem były te wszystkie ożywione i krwiożercze rośliny…
Ostatecznie kobieta postanowiła podejść do wcześniej ustawionej przez Elice barykady i zacząć ją powoli rozbierać, aby obie mogły jak najszybciej opuścić to przeklęte miejsce.
Elice widziała, co się dzieje. Prawdę powiedziawszy oprócz tego, że musiała wstrzymać oddech, to sam widok był strasznie obrzydliwe. Vesna po chwili mogła usłyszeć kaszel, gdy Elice starała się wstrzymywać oddech jak najdłużej. A potem mogła też słyszeć następujące słowa... - Nie mamy czasu, już lepiej było jej nie dobijać! - Po tych słowach lwica od razu zaczęła spektakularną ucieczkę, nie zapominając oczywiście tego wszystkiego, co wcześniej zabrała, w tym zwłaszcza ten tajemniczej mikstury, która dalej ma nadzieję, że pomoże, ale no nie będzie jej zużywać na pojedyncze siedlisko, trzeba jej użyć na zewnątrz. Chwilę dotarcie na górę zajęło, bo musiała jeszcze przeskoczyć nad tym, co zostało z ciała zielarki. Jak dobrze, że Elice ma duże i zwinne nóżki, co akurat pomogło zrobić odpowiedni sus nad ciałem. Ale gdy dobiegła na górę niestety zauważyła, że barykada, która wcześniej je chroniła teraz stała się problemem. Stąd też ekspresowo dołączyła do rozbierania jej. Lekkie oddalenie się pozwoliło także zaczerpnąć parę świeższych oddechów, ale nie pozbyło irytującego kaszlu.
Naruszona przez Vesne barykada, stopniowo ustępowała pod naporem jej drobnych rąk, podczas gdy w piwnicy za jej plecami działu się rzeczy koszmarne. Uderzona chmarą zawodników Elice pospiesznie przeskoczyła nad przechodzącą atak pośmiertnej epilepsji zielarką, by następnie nie bez trudu wspiąć się na górę. Czemu nie bez trudu? Słoik swoje ważył, a latający wszędzie wokół biały pył nie pomagał, tym bardziej że heroska próbowała zakryć swojej usta, by wdychać jej jak najmniej. Nie omieszkała przy tym jednak odezwać się do białowłosej, która po paru sekundach mogła zauważyć, jak lwica wychodzi z piwnicy, dosłownie kaszląc non stop od dziwnego, białego pyłu którym była pokryta. Kobieta nie szczędziła czasu na zrzucenie z siebie okrycia bądź oczyszczenie się z zarodników, tylko od razu podbiegła w okolice Vesny, zaczynając w szybkim tempie rozbierać barykadę. Sprawiło to, że chmara zarodników pojawiła się i w pokoju na górze, zaczynając powoli wylatywać z piwnicy, jak i odpadać od ciała i ubrań Elice. Po krótkiej chwili szamotaniny ze starymi szafkami, kobietom udało się dostać do drzwi i je otworzyć, mogąc wreszcie zaczerpnąć świeżego powietrza. Kilka wijących się pędów wykorzystało tę okazję by wejść do środka, o dziwo jednak las zdawał się nieco uspokoić. Był bardziej niemrawy, powolny, jakby główne siły przekierowując zupełnie gdzie indziej, a poza tym... Jeśli którakolwiek z herosek chciała zadać sobie trud przyjrzenia się scenerii bliżej, tak mogłaby zauważyć, jak każda pojedyncza roślina, każdy jej element od źdźbła trawy aż po liście i płatki kwiatów, pulsował. Praktycznie niezauważalnym rytmem, który jednak łudząco przypominał bicie serca, które każda z nich miała w klatce piersiowej. Nie wiedziały co to oznaczało, lecz osłabienie roślin zwiastowało jedno - mogły spokojnie uciec. Zignorować zapiski zielarki i pobiec w kierunku Belhatova, lub też w jakimkolwiek innym kierunku, oddalając się od palącego niebezpieczeństwa. Gdyż tak, jak Vesna to zauważyła, zlecenie straciło na znaczeniu, a im powinno zależeć wyłącznie na przeżyciu. Co jeśli jednak, to wyłącznie w ich rękach leżała przyszłość tego miejsca, i tylko one mogły powstrzymać katastrofę, która wkrótce miała nadejść...?
Heroska widząc wydostającą się z piwnicy chmarę zarodników oraz okrytą w nich Elice, odruchowo zaprzestała swojego siłowania się z meblami i szybkim ruchem zdjęła bandaż znajdujący się na jej lewej dłoni. W tej chwili raczej dbanie o swoją estetykę było znacznie mniej ważne, od zabezpieczenia własnych płuc przed tą dziwną substancją. Vesna zawiązała kawałek materiału dookoła swoich ust i nosa, tworząc w ten sposób prowizoryczną maskę. Może chwilowo przeszkadzało jej to w oddychaniu i komunikacji z towarzyszką, ale raczej nie był to zbyt duży problem.
Kiedy tylko drzwi na zewnątrz zostały odblokowane, kobieta szybko wyszła z chatki zielarki i kątem oka rozejrzała się po okolicy. Dziwny stan, w jakim znajdowały się szalone rośliny, jedynie jeszcze bardziej napędzał jej obawy.
Choć przez krótką chwilę w jej umyśle pojawił się plan zwykłej ucieczki: zostawienia tego wszystkiego i ruszenia prosto przed siebie, byleby uciec z tego przeklętego miejsca, to Vesna prędko otrząsnęła się z tego stanu. Nie mogła teraz się poddać. Jej brak wcześniejszego działania sprawił, iż biedna staruszka zginęła. Mimo wszystko była przecież herosem i właśnie do wypędzania takich abominacji została stworzona… czyż nie? Zresztą nadal pozostawała kwestia ich towarzyszy. Vesna wolała jednak trzymać się z innymi takimi jak ona, więc pozostawienie Elice, Nero, Vihila i Diany nie brzmiało jak zbyt honorowy ruch.
Po kilku sekundach analizy otoczenia, białowłosa w końcu zwróciła się do towarzyszki, którą z uwagą przeanalizowała wzrokiem – tak dla pewności, czy przez przypadek nie wyrasta z niej żadna, dziwna gałąź.
— W notatkach tej zielarki znajdowała się informacja, iż całą tę fioletową miksturę musimy rozlać w jakimś… sercu anomalii, nim ta zdąży dojrzeć. Może być już za późno, ale to ostatnia szansa na uratowanie tego miejsca. Zresztą spodziewam się, iż nasi towarzysze również mogli się tam udać. Mimo wszystko spędziłyśmy całkiem sporo czasu w tym lesie. — szybko wytłumaczyła, na chwilę kończąc swój niepotrzebny wywód.
— Chyba że chcesz skulić pod sobą ogon. Nie będę cię za to winić. — dodała, zupełnie niepewna czy jej towarzyszka będzie chciała kontynuować tą jakże niebezpieczną przygodę. Mimo wszystko to właśnie Elice była bliżej śmierci niż Vesna, stąd też białowłosa nie byłaby za bardzo zdziwiona, gdyby heroska zdecydowała się odpuścić i wrócić w jakieś bezpieczne miejsce. Biorąc jednak to w jak dużym stopniu ta pokryta była tymi dziwnymi zarodnikami, to cóż… Vesna na jej miejscu wolałaby pozbyć się tych dziwactw raz na zawsze.
— Jeśli nadal chcesz w to brnąć, to wierzę w to, iż wymyślisz jakiś dobry sposób na szybkie odnalezienie tego „serca” i dostania się do niego. —
Elice niestety nie wyglądała najlepiej. Starała się jednak jakoś trzymać. Gdy udało się otworzyć drzwi, widok ją zaskoczył. Rośliny niby były cały czas żywe, ale coś jakby mniej aktywne. Choć wyczuć można było coś podobnego do bicia serca, co wzmagało poczucie, że jest dziwnie. By dowiedzieć się co dalej, lwica spojrzała na towarzyszkę. Do uczucia bicia szybko dołączyła informacja ze faktycznie jest jakieś serce anomalii. Trzeba spróbować tam z tą miksturą. Ale najpierw... - Obawiam się, że sama mogłam paść już ofiarą tych zarodników... - stwierdziła z przerwami na kaszel. - Więc no odrobinę muszę zużyć bo tu też powinno działać. - dodała usprawiedliwiając to, że po chwili wzięła drobny łyk z zawartości mikstury. Reszta będzie już na serce, ale to powinno pomóc jej funkcjonować. No chyba, że dostanie sraczki. - Nie zamierzam jednak już odpuszczać. Odnajdźmy te serce. Trzeba słuchać gdzie będzie mocniej słychać rytm roślin. - nie tylko postanowiła się nie poddać, ale dać też wskazówkę. Im mocniej rośliny będą pulsować tym powinny być bliżej serca...
Smak jak i zapach mikstury były obrzydliwe, jasno sugerując, że ta ma za zadanie zabijać niechciane formy życia, w postaci roślinnej anomalii. Parujący wywar przepłynął przez jej gardło, wywołując spore podrażnienie i utrudniając mówienie, rozlewając się następnie w jej żołądku w tak nieprzyjemny sposób, że ten zaczął się buntować, a kobieta odczuła silne mdłości. Jeśli jednak zacisnęła zęby, te po chwili przeszły, a jej ciało zaczęło emitować delikatne, fiołkowe opary, które prędko zabiły wszystkie zarodniki, jakie na niej osiadły, jak i te dalej latające w jej pobliżu. Jaki będzie to miało efekt dla jej żołądka, to już jedynie czas mógł pokazać, lecz istotne w tym momencie było to, że obie heroski postanowiły nie zostawiać sprawy samej w sobie, a dopiąć ją do końca. Postanowienie to jednak jedno, a samo działanie nie zostało jeszcze podjęte. Kobiety dalej stały do domek zielarki, a czas nieubłaganie tykał, odmierzając kolejne sekundy do sobie tylko znanego zakończenia...
Białowłosa przyglądała się minie, jaka pojawiła się na twarzy spożywającej podejrzaną miksturę Elice. Gdy kobieta w końcu zakończyła swoje „delektowanie” się naparem, Vesna głośno westchnęła i wskazała na wybraną przez siebie ścieżkę, która miała zaprowadzić ich prosto w głąb lasu.
— Tym razem ja pójdę przodem. Mam ze sobą glewię, więc w razie czego mogę wyciąć wszystkie rośliny, które staną nam na drodze. Ty trzymaj słój i zgodnie z planem będziemy iść tam, gdzie to wszystko em… bardziej pulsuje…? — stwierdziła, żwawym krokiem ruszając we wcześniej wyznaczoną stronę. Nie było czasu przecież czekać – ich towarzysze mogli prowadzić właśnie jakąś niebezpieczną walkę i oczekiwać pomocy.
Jedynie jedno pytanie pojawiło się w głowie Vesny: skąd Elice wiedziała, że wypicie całej tej mikstury miałoby jej w jakimkolwiek stopniu pomóc…? Ech, nie powinna kwestionować wyborów jej towarzyszki. Jeśli wypiła zbyt dużo tej tajemniczej mikstury to cóż, przynajmniej białowłosa będzie wiedziała na kogo zrzucić całą winę.
Elice nie czuła się najlepiej, ale starała się to maskować. Miała też nadzieje, że dalej będą mieli wystarczająco mikstury. Choć wypiła i tak tak mało, że to praktycznie cały czas jest tyle samo, więc nie zaakceptuje, że parę kropelek z pięciu litrów mogłoby stanowić różnice. Co miało też kolejną niewątpliwą zaletę. Jakby wypiła więcej to na pewno by ją od razu przeczyściło. A tak może skończy się na nieprzyjemnych uczuciach w żołądku. Nie było jednak też sensu czekać. - Dobrze. Idź przodem. Ja będę osłaniać. - odparła. Lwica miała zamiar być teraz oczami Vesny, by na pewno żadna roślina nie zaatakowała ich do tyłu. Potem ruszyła, będąc jednak cały czas czujna. W jej głowie oczywiście pojawiały się też pytania, co z ich towarzyszami. Czy też ich poslało w tym kierunku? Wbrew pozorom nie wiadomo, nie znalazły chyba jednoznacznych dowodów, że rośliny były odpowiedzialne za śmierć myśliwego. Mogły się toczyć dwa niezależne wątki. A jak jednak coś było to Elice już po prostu nie zanotowała tego w głowie i może być zaskoczona jak resztę bohaterów też spotka przy bijącym serduszku tegoż wspaniałego lasu, który byłby naprawdę piękny, gdyby kurwa nie chciał ich zabić.
Dziewczyny raz jeszcze nie traciły czasu, zagryzając zęby i pomimo zmęczenia, śladów po odniesionych obrażeniach, a w przypadku Elice dodatkowo po spożyciu dziwnej substancji, ruszyły dalej. Wiedzione różnymi pobudkami, od zaspokojenia własnych ambicji, przez pomoc towarzyszom, aż po zwykłą chęć do pozbawienia się ewentualnych wyrzutów sumienia, chwyciły mocniej swoje bronie oraz słój, zaczynając marsz w promieniach popołudniowego słońca. Podążając za pulsowaniem udały się na północ, zostawiając dom zielarki i jej wciąż telepiące się zwłoki za swoimi plecami, wchodząc raz jeszcze w głąb spaczonego lasu. To, że ten się uspokoił wcale nie napawało aż takim optymizmem, patrząc na to, że cała ta wcześniej buzująca dookoła energia magiczna, musiała teraz być gdzieś przenoszona. Magia w końcu nie rozpłynęłaby się od tak, chociaż może właśnie tak było? Kto wie. Istotnym jednak dla herosek bardziej, niż dywagacje nad anomalią było to, że nie musiały walczyć z roślinami na każdym kroku. Vesna raz na jakiś czas musiała odgonić jedynie zbłąkane pędy trawy, poruszające się tak ospale, że kobiety nie musiały nawet przyspieszać kroku by je wyminąć. Z każdym kolejnym krokiem stawało się jasne również to, że anomalia w jakiś przedziwny sposób się wycofywała. Oczom białowłosej zaczęło ukazywać się coraz więcej roślin, które do tej pory już znała, zamiast wszędobylskich jeszcze niecałą godzinę temu mutacji. Po kilkunastu minutach marszu, obie dziewczyny mogły zorientować się, dlaczego tak się działo. Podczas gdy one poruszały się tempem prędkiego chodu w kierunku serca lasu, magia robiła to samo. Przyspieszając nieco kroku, heroski zauważyły przed sobą coś na kształt wysokiej, czerwonej fali spaczenia, która stopniowo cofała w kierunku, w którym i one zmieszały. Wysoka aż do koron drzew strefa najeżona była kolcami, dziwnymi wypustkami i przelewającym się płynem przypominającym krew, który zdecydowanie nie powinien utrzymywać się w powietrzu w taki sposób, w jaki robił to przed ich oczami.
Vesna wraz z Elice były w stanie zrównać się tempem z Anomalią na tyle, by pozostawać za nią w stałej odległości kilkunastu metrów, obie więc doskonale widziały, jak ta tym razem zamiast mutować las, kurczy się i wchłania jego zasoby. Im dalej szły, tym czerwona ściana zostawiała za sobą coraz bardziej wyschnięte drzewa, coraz mniej zieloną trawę, i coraz bardziej pozbawioną wody ściółkę. Las wokół nich przynajmniej nie próbował już ich zabić, lecz do czegokolwiek siła poruszająca się przed nimi nie potrzebowałaby takiej ilości energii życiowej, tak z pewnością zgromadziła już jej wręcz niesamowitą ilość. Być może wystarczającą, gdyż po kolejnych kilkunastu krokach, ściana zafalowała, przesuwając się jeszcze kawałek do przodu, by następnie się zatrzymać. Dlaczego nie musiała się już dalej kurczyć? Być może powodem tego był olbrzymi, wysoki ponad czubki drzew mur, który mogły zobaczyć przed sobą na granicy wzroku, lecz oczywiście mogły jedynie snuć domysły na ten temat. Anomalia przed nimi zgęstniałą, pulsując czerwienią w rytm bicia serca, zdając się skoncentrowana jak nigdy wcześniej. Po próbie dotknięcia spaczonych, pokrytych dziwną, przypominającą tkankę substancją drzew, ta z herosek która się na to odważyła, mogła poczuć że rośliny te parzą dłonie niczym dorodne ukwiały. Każde z drzew pokryte było porostem mającym w sobie setki tysięcy pęcherzyków, które pękały przy dotknięciu, uwalniając silnie drażniącą substancję, wysoce nieprzyjemną dla odsłoniętej skóry. Las zgęstniał na tyle, że pomiędzy drzewami ledwo dałoby się przejść i bez tego, lecz warstwy narośli pokrywające dolne partie pni były na tyle grube, że już na pierwszy rzut oka obie kobiety mogły odnieść wrażenie, że bezmyślna próba przeciśnięcia się pomiędzy nimi skończyłaby się źle. Z drugiej strony, zmieniające stale swoją barwę pomiędzy różnymi odcieniami fioletu i czerwieni korony drzew, również nie były pozbawione pęcherzyków, chociaż faktycznie było ich tam zauważalnie mniej. Lwica wraz z Vesną mogły również oczywiście odpuścić sobie jakiekolwiek dalsze planowanie i po prostu utorować sobie drogę miksturą, nie zważając na to, co będzie dalej. Powinny mieć jednak na uwadze to, że bicie serca w rytm którego wszystko wokół pulsowało, z minutę na minutę stawało się coraz silniejsze…
Obie pewnie szły dalej w głąb lasu, podążając za dziwną falą energii, jak gdyby ta miała zaprowadzić je do jakiegoś zaginionego skarbu. Białowłosej ewidentnie nie podobał się za bardzo aktualny stan rzeczy. Coś ewidentnie pobierało energię ze wcześniej jakże agresywnej roślinności i najprawdopodobniej gromadziło ją w jednym miejscu… Cokolwiek miało tam za chwilę powstać, z pewnością będzie o wiele potężniejsze niż enty i ostre jak brzytwa krzewy razem wzięte. Czy aby na pewno którakolwiek z nich będzie mieć w sobie jeszcze na tyle energii oraz woli walki, aby stanąć oko w oko z dosłownie całą siłą tego przeklętego lasu? Jeżeli tylko Vesna zobaczy na horyzoncie jakiegoś olbrzymiego jak 20 lwic drzewołaka, to po prostu postanowi odwrócić się na pięcie i odejdzie w siną dal, nie chcąc nawet myśleć o całym tym jakże „wyjątkowym”, pierwszym zleceniu.
Zresztą… Może każde zadanie tak wyglądało, a Vesna po prostu nie była jeszcze na tyle doświadczona, aby uznawać takie rzeczy za normę? Cóż, najprawdopodobniej pomyśli o tym trochę później, gdyż teraz na drodze dwójki pojawiła się następna przeszkoda. Pokryte dziwnymi bąblami krzewy z pewnością nie wyglądały zbyt przekonywająco, aby białowłosa w ogóle próbowała ich dotknąć. Już po incydencie z Elice zdążyła nauczyć się, iż na takie dziwne, przypominające zarodniki części roślin lepiej jest uważać. Szkoda jej również było i trzymanej przez lwicę mikstury, która to mogła okazać się bardziej przydatna trochę później.
Jedynym, najbardziej logicznym pomysłem, na który była w stanie wpaść heroska, było po prostu wycięcie sobie drogi przy pomocy glewii. Ta sięgała przecież całkiem daleko w porównaniu do zwykłego miecza lub, co gorsza próby rozgarnięcia roślin gołymi rękoma, więc i cokolwiek z tych pęcherzyków miałoby się wydostać, raczej nie dotknęłoby Vesny – przynajmniej nie w jakimś bardzo dużym stopniu.
Kobieta poprawiła więc kawałek materiału na swojej twarzy i pewne chwyciła za broń, spoglądając w stronę towarzyszki.
— Odsuń się, żebyś znowu się nie nawdychała jakichś pyłków. — rzuciła i nie czekając na odpowiedź towarzyszki, przeszła do wycinania sobie drogi z odległości. Po każdym „uderzeniu” w ścianę Vesna pozwalała sobie zrobić kilka kroków do tyłu i poczekać, aż wszystkie pyłki i kurz spokojnie wyląduje na ziemi, aby dopiero wtedy przejść do następnego ciosu.
Elice bacznie obserwowała otoczenie. O dziwo wszystko było aż za spokojne. Skojarzenie było tu jednak oczywiste. To nic innego jak cisza przed burzą. I faktycznie z czasem nie trudno było jej zauważyć schemat. Magia cofała się do jednego punktu. Podpowiadało to co prawda że zapewne faktycznie idą w kierunku serca anomalii, ale ta na pewno też coś szykuje, to nie mogło być takie proste, że nagle anomalia stwierdziła, że sobie pójdzie. Zanim jednak dotarły faktycznie do serca, pojawił się mur. W zasadzie nie było innej opcji, jak się przez niego przebic, jeśli chcą dotrzeć do celu. Oczywiście najlepiej przecinając drogę, no bo co dałoby ewentualne zużycie substancji, która na to zapewne też by działała. No nic bo przecież wtedy wejdą bez tego, co mogłoby anomalie zatrzymać. Zero sensu. Vesna jednak stwierdziła, że sama przetnie. Elice uszanowała to, oczywiście miała też swoje sposoby, na pozbycie się przeszkody, ale postanowiła na razie trzymać je na dalszą wędrówka. Stąd też odsunęła się i czekała aż Vesna wytoczy im drogę. No chyba, że jej starania okażą się mało przydatne. Wtedy rzecz jasna przystąpi do akcji i ona, choć fakt faktem, sama teraz będzie zapewne starać się trzymać dystans. Choć to trudne przy no cóż, jednak zdolnościach opartych na ciele...
Nauczona na błędach swojej koleżanki, Vesna chwyciła swoją broń możliwie najbliżej końca, rozcinając na próbę kilka pierwszych roślin. Te nie były wypełnione zarodnikami, jak pierwotnie się obawiała, a żółtym, lepkim płynem, który spadając na glebę palił ją niczym kwas. O dziwo, oznaczone dziwnym gradientem ostrze glewii kobiety nijak przy tym nie ucierpiało. Każdy z przecinanych krzaków jednak parował po uderzeniu, a opary z nich wywołały u obu herosek łzawienie oczu. Vesna mądrze zakryła wcześniej twarz, Elice jednak musiała szybko podążyć jej śladem, gdyż palące opary podrażniły jej i tak obolałe gardło, na jakiś czas odbierając kobiecie zdolność mowy, oraz wywołując sporą dawkę bólu. Gdyby lwica zdecydowała się przy tym pomóc Veśnie, tak najprawdopodobniej poszłoby im szybciej, lecz ta posłusznie stała z tyłu czekając, aż dwa razy mniejsza od niej dziewczyna zrobi za nią całą robotę. Trud ten był naprawdę mozolny i żmudny, zwłaszcza gdy sok kapał na wszystkie strony, w tym i na jej odsłonięte ręce. Ostrożny sposób radzenia sobie z problemem pomógł, lecz szybko został zweryfikowany ilością pracy, zmuszając heroskę do większego, mniej rozważnego wysiłku. Idąca za nią blondynka zachowywała przy tym stosowną odległość, bo w końcu skoro i tak nie zamierzała pomóc, to po co miała ryzykować polanie kwasem. Po około kwadransie wzmożonego wysiłku ze strony drużyny, czy też raczej jej połowy, wreszcie się udało. Po raz ostatni krztusząc się oparami, ledwo widząc przez załzawione oczy, białowłosa opadła z trudem do kałuży krwistej cieczy, która pomimo upiornego wyglądu, przypominała po prostu czerwoną, chłodną wodę. Jej ręce były poparzone, płyn w paru miejscach przepalił również ubranie i dotarł na twarz, lecz przynajmniej herosce udało się bezpiecznie przebrnąć przez przeszkodę.
Czego nie można już powiedzieć o Elice. Ta profilaktycznie trzymała się z tyłu, omijając szerokim łukiem zarówno pracę, jak kwaśne opary, las jednak tylko czekał. Anomalia w tym miejscu dalej była silna i pomimo ospałości, która najwidoczniej kazała jej trzymać się z daleka od wymachującej bronią Vesny, była również głodna. Gdy tylko największe w jej odczuciu zagrożenie zniknęło, pędy i narośla tworzące mur zamknęły się za plecami białowłosej, rozdzielając ją od towarzyszki, jeśli faktycznie lwice można było tak nazwać z perspektywy drugiej kobiety. Ta została otoczona przez wijące się rośliny, które choć spowolnione dziwnym stanem wypalenia z magii, ciągle najwidoczniej przenoszonej gdzieś dalej, wciąż pozostawały spragnionego krwi. Pnącza spróbowały przy tym złapać kobietę i ją opleść, łapiąc ją póki co na wysokości lewej kostki tak, że pęcherzyki na ich zewnętrzne części pękły, boleśnie raniąc skórę lwicy. Ta została więc postawiona przed dylematem, czy próbować walczyć jedną ręką, gdzie każdy cios mieczem równał się erupcji kwasu, czy też zużyć zawartość słoju i mieć problem z głowy. Mogła też oczywiście liczyć na pomoc swojej koleżanki z drużyny, ale czemu ta w ogóle miałaby chcieć jej pomagać, skoro wcześniej została pozostawiona samej sobie? Wszakże w końcu dotarła do miejsca docelowego, a przynajmniej była blisko. Ogromny mur, wznoszący się wysoko w górę, aż do koron najwyższych drzew, rozciągał się w każdą ze stron. Zbudowany z przypominających bardziej kości obleczone skórą korzeni, stale krwawił czerwonym płynem, w rytm coraz mocniejszych uderzeń serca dobiegających zza niego. Splecione ciasno korzenie zdawały się być nieustępliwe, gdzieniegdzie jednak miejsca było trochę więcej, więc przy włożeniu raz jeszcze odpowiednio dużego wysiłku w cięcie, przejście byłoby możliwe. Gdyby jednak białowłosa zdecydowała się po pierwsze zostawić Elice samą sobie, i po drugie obejść mur od lewej strony, gdyż to w tym kierunku szpary pomiędzy pojedynczymi korzeniami stawały się coraz szersze, po kilku minutach marszu natrafiłaby na ślady kroków, oraz pracy. Wyrąbany przesmyk, przez który bez większych przeszkód mogła się przecisnąć, prowadził do czegoś na kształt pulsującej błony, ostatniej przeszkody przed dojściem do miejsca, w którym znajdowało się serce. Przejście ewidentnie było świeże, wycięte siłą ludzkich rąk i broni, a ślady nietypowych stóp jasno wskazywało na to, że przechodził tędy Vihil, mający towarzystwo jednej osoby.
Elice nie pomagała, bo Vesna nie chciała. To od razu należy zauważyć. Nie mniej przez opary też musiała zakrywać twarz, zwłaszcza że i tak już miała podrażnione gardło. I teraz miała tylko bardziej podrażnione. Ogólnie powoli miała już dość tego zadania, ale nie chciała się już wycofywać. Niestety stanie z boku ostatecznie oddzielilo ją od partnerki, która zresztą też by dawno nie zginęła, gdyby nie heroiczna postawa Elice, która wcześniej też mogła zostawić ją samą sobie, ale tego nie zrobiła. Nie mniej sama lwica nie liczyła na jej pomoc, bo wolała sama pozbyć się zagrożenia. Choć należy przypomnieć, że to Elice ma słój. I nie zamierzała go zużywać. Stąd też ostatecznie postawiła na rozcinanie tego, co ją otaczało mieczem. Oczywiście starała się być tym razem uważna, bo pierwsze cięcie od razu dało jej prosty sygnał. Tam jest kwas! Stąd też każde kolejne cięcie szacowala tak by kwas jak najwięcej leciał nie na nią tylko obok niej. Bo w sumie tyle mogła zrobić bez używania słoju, którego nie zamierzała egoistycznie wykorzystywać. Ten raz przy chatce i tak już wystarczy, cała reszta jest na docelowy cel.
Słysząc za sobą wyjątkowo głośny szelest roślinności, heroska prędko odwróciła się na pięcie prosto w stronę dźwięku i cóż – zaistniała sytuacja nieźle ją zaskoczyła. Jej towarzyszka została dosłownie pochłonięta przez pnącza, które to pomimo utraty większości swoich sił nadal pozostawały wyjątkowo żarłoczne. Choć białowłosa już mocniej chwyciła za swoją glewię i postawiła jeden, pojedynczy krok w stronę Elice, to prędko myśl pomocy Lwicy postanowiła ulotnić się z jej umysłu. Co takiego miałaby zresztą zrobić? Rozdzieranie roślin rękoma byłoby idiotycznym pomysłem – w pełni pokryłaby się kwasem, a biorąc pod uwagę jej czystą siłę fizyczną to nawet wtedy nie byłaby zbyt pomocna. Rzucenie się z bronią prosto w rośliny też wychodziło z gry: w najlepszym wypadku cały ten kwas spadłby i tak na Elice, w najgorszym ta oberwałaby jeszcze pokrytym w żrącej mazi ostrzem, co też nie brzmiało zbyt przekonywająco.
Ostatecznie Vesna więc zdecydowała się po prostu nie reagować. Lwica również była herosem, czyż nie? Przy odrobinie przemocy i odpowiedniego manewrowania przez pnącza, Elice powinna wydostać się z całej tej sytuacji w znacznie lepszym stanie, niż gdyby białowłosa zdecydowała się jej pomóc. Należy dodatkowo pamiętać o tym, iż obie nie miały całego dnia na wzajemną pomoc i tkwienie w nieskończonym kole walki z krwiożerczą roślinnością. Bicie lasu nadal przyśpieszało, a co za tym idzie – prawdziwe niebezpieczeństwo miało dopiero co nadejść. Do tego czasu Vesna chciała przynajmniej odnaleźć resztę jej drużyny, aby w razie potrzeby dopiero wtedy grupą przyjść i pomóc lwicy… choć ta powinna wydostać się z pułapki znacznie szybciej na własną rękę.
— Idę dalej. Próbując ci pomóc, jedynie wyrządzę większą krzywdę. — rzuciła w stronę Elice, chcąc poinformować ją o tym, co zamierzała zrobić.
Vesna „otrzepała” się z czerwonej cieczy, która to zdążyła lekko przemoczyć jej i tak nieźle podniszczone już ubrania. Cóż, przynajmniej nieznana jej substancja nie okazała się kolejnym żrącym kwasem lub co gorsza, kałużą krwi. Białowłosa nie chciała już marnować większej ilości czasu i momentalnie przeszła do poszukiwań jakiejś kolejnej, tym razem o wiele łatwiejszej drogi. Jakże ta się ucieszyła, gdy jej oczom ukazało się ewidentnie stworzone już przez kogoś innego przejście. Jak się szybko okazało po świeżych śladach, jej towarzysz Vihil i ktoś jeszcze musiał przed chwilą tutaj przechodzić. Ostatnie więc co pozostało, to ruszyć w stronę, w którą kierowały się odciski stóp.
Pozostawiając na razie Elice samą sobie, Vesna zdecydowała się pospieszyć w kierunku tego, co w jej głowie jawiło się jako o wiele większe zagrożenie. Lecz czy naprawdę zwiastun narodzin czyjegoś życia był tak straszną wizją? Cóż, przyglądając się okolicznej faunie, najprawdopodobniej tak właśnie było, dlatego heroska nie marnowała ani sekundy, szukając sposobu by przedostać się przez kolczasty mur. Z zaskoczeniem, najprawdopodobniej pierwszym tego dnia, które było pozytywne, kobieta odnotowała ślady stóp, jak i wydrążone w drewnie przejście. Jeśli w ogóle substancję tę dało się nazwać drzewnej, wydrążony przesmyk pełen był ostrych zakończeń, które przypominały w swojej budowie kości, odznaczając się bielą od czerwieni tkanek, jakie je pokrywały. Nie było to jednak istotne, to w końcu tylko jeden z wielu przerażających faktów, na które białowłosa w zasadzie przestała już zwracać uwagę, koncentrując się wyłącznie na własnym przeżyciu i wykonaniu zadania, a w tej chwili również na pomocy towarzyszom. Przechodząc pewnie przez wyłom, z trudem powstrzymując syk z bólu przy każdym kolejnym kroku, gdy jej nadwyrężone ciało płakało wręcz o chwilę odpoczynku. Ta być może miała nadejść niedługo, lecz najpierw należało przebić się przez błonę, jaka skrywała ostatni etap wędrówki Vesny. Jakież mogło być jej zdziwienie, gdy po rozcięciu przesłony i przejściu przez nią, oczom heroski ukazał się być może najpiękniejszy widok w jej dotychczasowym życiu. Krystalicznie czysta wodą płynęła wąskimi strumykami, rośliny zieleniały w promieniach popołudniowego słońca, a szum liści po raz pierwszy od dawna nie był wywołany magią, a delikatnymi podmuchami wiatru. Mająca około sto metrów średnicy polana, zdawała się być skoncentrowanym do tak niewielkiej formy lasem samym w sobie. Mnogość roślin w postaci różnorakich pokrytych pnączami i mchem drzew, łąki pełne kwiatów i ziół, a także krzewy porastające obramowania tego miejsca. Dając parę kroki do przodu, kobieta mogła zauważyć jak błona za jej plecami momentalnie się zamyka, lecz nie było to wszystko. Jej ciało natychmiast zaczęło się leczyć, zupełnie tak jakby z każdym wdechem krystalicznie czystego powietrza, siły życiowe jej wracały, uzupełniając nie tylko straconą krew, lecząc wszystkie rany czy stłuczenia, ale też przywracając jej niesamowicie nadszarpniętą kondycję, zabierając jednak zdolność do używania magii. Heroska mogła poczuć jak ta ulatnia się z jej ciała, i zupełnie jakby przechodząc przez nie od góry do dołu, przez stopy zostaje uwolniona do zagajnika samego w sobie. Cudowne miejsce, kwintesencja spokoju natury i pokojowego lasu, z jednym tylko wyjątkiem. A właściwie dwoma. Pośrodku tego przedziwnego widoku spoczywało coś, co zdecydowanie było sercem które Vesna słyszała. Czerwona, obrośnięta lianami sfera o średnicy 10 metrów, zwisająca z gałęzi potężnych drzew, które z trudem utrzymywały ją nad powierzchnią małej sadzawki, do której ściekała woda, dość mocno zauważalna wokoło, czy to na liściach, czy w mokrej, przyjemnie uginającej się pod stopami glebie, czy też w strumyakdh płynących między drzewami. Druga z rzeczy była trójka herosów, których dziewczyna miała okazję poznać w domu wójta. Diana, Vihil i Nero stali niedaleko serca, zdając się o czymś rozmawiać.
Vesna przechodzi do serca lasu.Lwica dzielnie broniła słoju, który zdobyła w domu zielarki, podczas podziału łupów, których z pewnością zmarła kobieta nie będzie już potrzebowała. Herosce ani widziało się z niego korzystać, by ułatwić sobie życie bądź walkę, za co należał się ukłon w stronę jej wytrzymałej psychiki. Jednakże, wybierając taką a nie inną drogę, blondynka mocno utrudniła sobie walkę. Chroniąc jedną stronę swojego ciała, by żądne krwi i mięsa pnącza nie rozbiły przypadkiem szkła, lwica musiała manewrować jedną ręką, co nie należało do zadań najłatwiejszych. Jej słusznych rozmiarów wzrost był jednocześnie autem, jak i wadą. Szeroki zasięg ataków mieczem pozwalał herosce na sprawne wycinanie roślin, wszakże jej ataku sięgały daleko, lecz jednocześnie dawał anomalii dość duży cel, w który i ona mogła celować. Uderzenia flory były niczym bicze, trafiające celnie i boleśnie, chociaż jednocześnie bez większych obrażeń samym w sobie. Najgorszy w tym wszystkim był ból od kwasu, który dodatkowo zaogniał rany kobiety wchodząc w nie, co wręcz paliło jej skórę, a przynajmniej blondynka mogła odnieść takie odczucie. Raz po raz wymachując mieczem szerokimi atakami płazem tak, by fontanny kwasu nie leciały w jej stronę, lwica przez kilka następnych minut zmagała się z przewagą liczebną roślin, mozolnie kontynuując ich wycinkę. Z każdym kolejnym ściętym pnączem, ona sama obrywała w plecy bądź nogi, dalej nie chcąc skorzystać ze słoju, ani co bardziej zaskakujące, z własnych magicznych umiejętności herosa. Między innymi dlatego walka skończyła się dla niej plecami poranionymi niczym po intensywnej pokucie przy pomocy bicza, podobnie zresztą sprawa miała się z jej nogami. Za tę cenę jednak udało jej się wygrać, nie zużywając ani kropli cennego wywaru, mającego w teorii pozbyć się problemu raz na zawsze. Wychodząc spomiędzy wyciętych w pień roślin, Elice mocno broczyła krwią z pleców, na horyzoncie nie było zaś ani śladu Vesny. Lwica jednak z pewnością widziała, że ta skręca w lewą stronę. Jeśli zdecydowałaby się podążyć jej śladem, tak tak samo jak ona parę minut wcześniej, natrafiłaby na wyłom w kolczastym murze, jak i ślady zarówno dwóch par ludzkich stóp, jak i dziwnych odnóży Vihila.
Elice faktycznie miała mimo wszystko zelażną psychikę, skoro tyle jeszcze wytrzymała. Co do zdolności magicznych to rozważała je, ale w sumie co by one jej dały. I tak padłaby ofiarą chociażby kwasu i tak. Poza tym wolała trzymać je na później, co oczywiście może okazać się błędem, jak i strategicznym ruchem. A już na pewno było wykalkulowanym ryzykiem. Gdy udało się jej przebić przez rośliny, Vesna już sobie poszła. Na szczęście jednak widziała, że skręca w lewo. Sprawdzenie kierunku jednak mogło okazać się za małym krokiem dla odnalezienia. Na szczęście jednak po pokierowaniu się w lewo szybko widziała coś, co wyglądało na stopy ludzkie, a nie na ślady zabójczych roślin. A obok tego był wyłom prowadzący zapewne do celu. Z nadzieją, że nie została oszukana tym strzępkiem informacji, które była w stanie wydobyć, przeszła przez dziurę w murze. Pora zanieść coś, co może okazać się kluczowe.
Idąc przez ten krótki fragment lasu, który z jednej strony wił się mozolnie, z drugiej zaś został uformowany przez nieznaną siłę w dziwaczny mur, oddzielający coś co znajdowało się za nim od reszty świata. Tylko czemu? Co takiego mogło się kryć za wysokim na kilkadziesiąt metrów murem z kolczastych korzeni spływających krwią? Tego Elice jeszcze nie wiedziała, póki co niepewnie idąc dalej, szczęśliwym zrządzeniem losu wpadając na ten sam trop, co Vesna parę minut temu. Ślady stóp i wyłom, prowadzący do dziwnej, pulsującej w rytm uderzeń serca błony. Była ona ostatnią rzeczą, która oddzielała lwicę od serca lasu, tak więc podobnie jak czwórka herosów wcześniej, kobieta zdecydowała się ją przebić i dać krok naprzód. To, co ujrzała za przejściem chwilowo wręcz ją oślepiło, gdy ze zdziwieniem na twarzy stawiała dalsze kroki wgłąb tego, co znajdowało się w samym sercu lasu, a także miejscu zabicia myśliwego przed paroma dniami. Zielony i piękny w swojej naturze zagajnik promieniał życiem, a każdy pojedynczy liść, który rósł na ociekających wodą drzewach, błyszczał się cudowną zielenią w promieniach popołudniowego słońca. Liany zwisające z gałęzi drzew, krzewy porastające jego granice a także miękka, uginająca się pod stopami gleba, wszystko to dawało wręcz rajski obraz miejsca, które najprawdopodobniej w głowie herosów jawiło się zupełnie inaczej. Jedynym co nie pasowało do tej układanki był sam środek tego dziwnego miejsca a także to, co stało się z Elice po wejściu do niego. W jednej chwili tętniąca życiem energia wpłynęła w jej ciało, momentalnie pozbywając się wszelkich ran, stłuczeń i innych urazów, a także w przedziwny sposób odnawiając witalność kobiety. W jedną sekundę całe jej zmęczenie ulotniło się, lecz miało to wszystko swoją cenę. W tej samej chwili energia magiczna heroski przepłynęła przez jej ciało, nagle uwalniając się i wnikając w glebę, zupełnie tak, jakby zagajnik w jakiś sposób pobrał zapłatę za to, że zapewnił jej dobre zdrowie i siłę. Nie to jednak było najdziwniejsze. Pośrodku tego dziwnego miejsca znajdowało się coś, co zdecydowanie było bijącym sercem, które kobiety wcześniej słyszały. Czerwona kula o średnicy 10 metrów, która zwisała na z trudem utrzymujących ją gałęziach drzew na sadzawką, tworząca centrum lasu. Sfera ta pulsowała rytmicznie, a heroska mogła być pewna, że coś w jej wnętrzu subtelnie się porusza. Jakby tego było mało, jej dotychczasowi towarzysze zdążyli już dojść pod to dziwne zjawisko, stojąc przy nim i wydając się o czymś rozmawiać.
Elice przechodzi do serca lasu.