Jawnie ogłasza się, iż zarządzający drwalami w Carchtar, Guss poszukuje grupki swoich pracowników, którzy to ostatnimi czasy zaczęli początkowo wracać dziwnie wycieńczeni z lasu. Aby to po paru dniach ilość powracających zmalała. Ze względu jednak na natłok pracy spowodowany brakiem ludzi oraz potencjalnym zagrożeniem, mężczyzna nie może udać, się zbadać tej sprawy samemu. Z tego też powodu, poszukiwana jest grupa ochotników, która pomoże rozwiązać tę sprawę i uniknąć podwyższenia cen za drewno oraz wyroby rzemieślnicze.
Punkt, który to był już ogólnie rozumiany, jako miejsce zbiórki drwali, położony był mniej więcej kwadrans trasy od Seminos. Sama trasa do owego miejsca, nie sprawiała nikomu nigdy problemów, w miarę równe ziemie, z jedynie nielicznymi wybrzuszeniami były idealne do spokojnego transportu drewna. Całkowicie otwarta przestrzeń zapewniała pracującym przy wycinkach mężczyznom względne bezpieczeństwo, wszak nie musieli się przejmować, czy nie zauważą jakiegoś zagrożenia. Dodając do tego jeszcze, że do lasu jest stąd jakieś dziesięć minut drogi, nic nie wskazywało na żadne komplikacje.
No, a przynajmniej takim tokiem myślał Guss, który to obecnie zmuszony do pracy za swoich ludzi, zaczynał nieco rozumieć, dlaczego niekiedy Ci narzekali na samo docieranie do lasu i powrót z niego. Tak, zdecydowanie będzie musiał nieco zainwestować w jakieś wozy. To jednak nie było obecnie jego największym zmartwieniem, kolejny już dzień bowiem, czekał na kogokolwiek, kto byłby w stanie pomóc mu z kwestią zaginionych drwali. Czwarty już więc dzień z rzędu czekał na punkcie zbiórki, siedząc na pniu jednego z drzew, którego nie ma kto przetransportować dalej. Znajdujące się idealnie nad nim słońce, wcale nie umilało mu tego czasu, jednak cóż… Nie, aby miał większy wybór.
Para autystycznego duo herosów podążała ścieżką ku miejsca zbiórki, na którym przysiadł mężczyzna. Ich obecność tutaj nie była przypadkowa. Dowodem tego była kartka ze zgłoszeniem drwali, którą trzymała dziewczyna w czarnych ubraniach i białą aureolą nad głową. Nie była sama, gdyż przy jej boku szedł przeznaczony jej towarzysz, Łosoś. Zanim jednakże oskarży się ją o kradzież czy wandalizm, należy zaznaczyć, że była to odręcznie przepisana/przerysowana kopia zlecenia na jej własną wniosek. W końcu to zadanie nie brzmiało do należących do najbezpieczniejszych, więc egoistyczne zachowanie w postaci zerwania jedynego dokumentu byłoby niczym kopanie sobie grobu. W samym mieście również udało jej się przemyć ręce, by te nie były ubabrane krwią.. rybią krwią. Mieli Wracając jednak do aktualnej chwili, dziewczyna parokrotnie czytała, odczytywała i rozczytywała tekst, jakby próbując dostrzec jakąś głęboko skrywaną prawdę. Było to słychać w postaci jej markotnego i cichego powtarzania tych samych słów, aż ich sens zlewał się ze sobą i powstawało coś niezrozumiałego. Wnet przestała, zauważając, że zbliżali się na miejsce, gdzie znajdował się mężczyzna. Wlepiła w niego swoje złote oczy. Podczas ostatniego fragmentu podchodzenia, przekazała kartę ze zleceniem Łososiowi, bezceremonialnie uderzając na płasko w jego klatkę piersiową.
- Ty rozmawiasz. Upewnij się jednak najpierw, że to Guss, żebyś nie marnował oddechu.
Zabrała rękę, kończąc tym przekazanie zarówno zlecenia, jak i własnego polecenia. Gdy się zatrzymali, jej uwaga przeniosła się na otoczenie, stając w ten sposób na warcie. Wyglądała, jakby przyjmowała rolę ochraniarza, dla którego bezpieczeństwo klienta jest najważniejsze. Nie odbiegało to dalece od prawdy.
I takoż Łosoś podążał równym krokiem wraz z Gwiazdą. Raz rozglądał się wokół, próbując dostrzec ślady tego, co tutejsi określali mianem Anomalii; nie widząc niczego, pogrążał się w nieprzeniknionej świątyni własnych myśli. Jasne, luźne płótno jego kaftana powiewało delikatnie na wietrze, zaś czarne oczy i biżuteria o niespotykanych w tych stronach wzorach nadawały wieszczowi tajemniczej, albo nawet ezoterycznej prezencji. Tylko ten nieodłączny zapach ryby, na który sam Łosoś się zdążył uodpornić, a którego nawet Izarra też mogła po tym czasie nie czuć, nadawał mu jakiegoś “ludzkiego” wymiaru, bez którego czarno-biała prezencja ich dwójki mogła budzić na myśl jakichś wysłanników z innej płaszczyzny istnienia.
No i krew na rękach. Lachs może i też je umył, ale na tyle niedokładnie, że zaschnięta czerwień wciąż znaczyła jego nadgarstki. Zresztą umył je tylko dlatego, że wcześniej po drodze zjadł jednego z dorszy i były zwyczajnie lepkie. Drugą rybę zaś zawinął w kawałek tkaniny i włożył do kieszeni przy wiszącym mu na plecach kołczanie. Groty oszczepów wystawały z niego jak dzioby dwóch wron.
Taki właśnie widok mógł zastać niejaki Guss, przywódca drwali, kiedy to wyrwany z zamyślenia Łosoś o mało nie odskoczył, rażony przez Izarrę kawałkiem papieru. Wróciwszy do rzeczywistości, kiwnął głową, sygnalizując że zrozumiał polecenie. Cóż, ślady destrukcji natury przez człowieka były tu widoczne na pierwszy rzut oka, a usadowiona na jednym ze ściętych pni sylwetka musi zapewne należeć do jej sprawcy — wydedukował w myślach Lachs, przyglądając się osobie, która zapewne była ich zleceniodawcą.
— Niech gwiazdy mają was w opiece — przywitał go spokojnym tonem, splatając dłonie w uprzejmym geście osoby skłonnej do wysłuchania z uwagą czyjejś litanii problemów. Dodałby do tego “dobry człowieku”, ale kwestia moralności drwala była dla niego zasnuta osnową tajemnicy, toteż pozostał przy neutralnej życzliwości.
— Wy jesteście Guss, prawda? Przybywamy w sprawie zlecenia.
Kiedy Izarra stanęła czujnie na warcie, Łosoś przyjął rolę śledczego. Jego pozbawione białek spojrzenie było czujne i przenikliwe: mogło się wręcz zdawać, że należy bardziej do stróża prawa, niźli odklejonego od rzeczywistości ezoteryka. Pewien naszkicowany przez przeznaczenie obraz zaczynał się formować, jednak czegoś w nim wciąż brakowało… dokładniej rzecz biorąc, dwóch elementów.
No cóż Elessar dalej przemierzał świat aż natknął się na zgłoszenie przybite do drzwi karczmy. Przeczytał kartkę i skierował swoje kroki w stronę lasu, odczuwając coraz to lżejszą sakiewkę i coraz większe pustki w brzuchu. Idąc powoli widział już z daleka innych rozmawiających już chyba ze zleceniodawcą. Podszedł więc powolnym krokiem i się przywitał
- Witam, dotarłem na dobre miejsce? Znalazłem jakieś ogłoszenie dotyczące zlecenia w tej okolicy.
Rozejrzał się między innymi i czekał na odpowiedź zleceniodawcy, myślał o tym że może wreszcie zarobi troche więcej, uzbiera pieniądze i kupi sobie nowe ubrania, może nawet jakieś stałe miejsce zamieszkania. Ale to tylko chyba marzenia, narazie czekało go zadanie które nie wyglądało na najprostsze
- Ustaliliście już coś czy zjawiłem się idealnie w czas...?
Spytał jeszcze niepewnie zanim zdążyli odpowiedzieć
Upływający czas działał dość mocno na niekorzyść mężczyzny, ciężko nawet było mu obecnie oszacować straty, jakie skumulowały się do obecnego poziomu. Prawdę mówiąc, Guss zaczynał się już szykować, do powrót. No, a przynajmniej do momentu, gdy to nie dostrzegł zbliżających się do niego sylwetek. W tym momencie, przez jego głowę przeszła prosta myśl “W końcu ktoś do zlecenia?”. Jak się miało okazać, jego nadzieje się spełniły. Nieznana mu dwójka przeszła dość szybko do tematu, próbując się upewnić co do tożsamości mężczyzny. W momencie jak tylko rozpoczęła się “rozmowa”. Wstając, Guss sięgnął i od razu odpalił papierosa. Spokojnie zaciągając się i wydmuchując chmurę dymu tytoniowego, tak aby nie poleciała na rozmawiającą z nim dwójkę.
-Haaa, owszem… Czyli rozumiem, że wy w sprawie moich pracowników? - Mężczyzna wypowiadał się spokojnym, choć chyba bardziej pasowałoby stwierdzenie, zmęczonym głosem. Tak jednak w momencie, gdy to miał już przejść do wcześniej wspomnianego tematu. Jego oczom ukazały się jeszcze dwie zbliżające się sylwetki. Poniekąd musiał przed samym sobą przyznać, że było to jednak dość szczęśliwe zrządzenie losu. Instynkt coś mu podpowiadał, że dwie osoby mogłyby siebie jednak nie poradzić.
-Widzę, idzie tu więcej osób, więc jeszcze na chwilę wstrzymam się dokładniejszymi informacjami. - Rzucił na szybko, ponownie zaciągając się papierosem i na spokojnie czekając, aż pozostała dwójka zbliży się do nich. Jednak nie za bardzo lubiał się powtarzać, co zresztą wiedziała każda osoba, pod nim pracująca. No ale pierwsze dwie persony, które się tu znalazły, nie za bardzo miały prawo o tym wiedzieć.
-Więc… Co chcecie wiedzieć, zanim weźmiecie się do roboty? - Powiedział, siadając ponownie na powalonym drzewie, w momencie, gdy wszyscy już się zebrali.
Astra delikatnie drgnęła, gdy Łosoś przywitał Gussa słowami związanymi z gwiazdami. Reagowała na nie niczym na swoje imię. W ciągu tego wszystkiego zainteresowały ją trzy rzeczy. Dwie z nich to oczywiście inni, nadchodzący herosi, gdy trzecią był zapalony przez drwala papieros. Coś w tym małym geście ją przyciągało. Odwróciła swój zbyt oczywisty i intensywny wzrok, by skupić się na wyglądzie pozostałej dwójki.
Nie przeszkadzało jej odczekanie kolejnej chwili.. a raczej starała tego nie pokazywać. Jej prawa stopa rytmicznie uderzała z niecierpliwości. Mimo niezadowolonej mimiki, powstrzymała się przed jakimkolwiek komentarzem. Musiała jednak przyznać, że pozostała dwójka również się wyróżniała na tle lokalnych osób. Trudno było się jednak dziwić. W końcu byli herosami, osobami nie przynależącymi do tego świata.
Powróciła do częściowej obserwacji otoczenia, nasłuchując to, co Guss miał do opowiedzenia. Jak mówiła, gadanie pozostawiała Łososiowi.
Łosoś z uwagą przyglądał się, jak Guss wkłada do ust niewielkie, zdawałoby się, papierowe zawiniątko, a następnie zapala je, jakby nigdy nic. Choć dym rozwiał się gdzieś w las, zapach naturalnie pozostał. Inny niż wędzarnia, czy jakiekolwiek inne palenisko: aromatyczny, dziwnie znajomy, acz z nieprzyjemną nutą samobójstwa odkładanego jak monety w skarbonce.
Chwila, że czego? — Łosoś zmiótł ten tok myślenia jak muchę. Akt woli powstrzymał go przed poproszeniem drwala o degustację.
— Tak, dokładnie w tej sprawie — powiedział w końcu, gotów do dalszej rozmowy. Widząc jednak, że Guss przygląda się czemuś co znajduje się za nim (a co potwierdzić miały wkrótce jego słowa), Lachs również odwrócił się, ujawniając swoim oczom dwóch przybyszy. Pierwszy z nich, o solidnej budowie ciała rysującej się pod szarym, długim płaszczem, budził swoją prezencją wrażenie swoistej wojskowej powagi. Miecz przy pasie tylko wpisywał się w ten rysopis. Drugi z nich nosił szaty, które w pewien sposób przypominały Łososiowi jego własny strój: z kijem na plecach wyglądał na naturalnego podróżnika, czy – może to trafniejsze słowo – pielgrzyma. Obaj byli, sądząc po wypowiedziach, równie konkretni i skupieni na zadaniu.
— Bądźcie pozdrowieni — powitał ich w imieniu swoim oraz Izarry, biorąc na poważnie powierzone zadanie bycia mówcą.
— W zleceniu stoi, że drwale wracają z pracy wycieńczeni. Ci zaś z nich, którzy nie są wycieńczeni, nie wracają w ogóle — przywołał treść trzymanej w rękach kartki, przepisanej dłonią Gwiazdy. Powodów tego stanu rzeczy mogłoby być wiele. Ciężkie warunki pracy; dieta uboga w zdrowe ryby zapewniające równowagę humorów we krwi; w końcu — brak chęci do pracy i ucieczka z piekła zwanego pracą dla lepszego życia na łonie natury.
— Jeśli sięgacie po pomoc herosów, ma się rozumieć, że zakładacie iż przyczyną problemu jest aktywność anomalii? — bardziej stwierdził niż zapytał. Słyszał wiele różnych opowieści na temat tego zjawiska, jednak nie posiadał żadnej konkretnej wiedzy odnośnie jej wpływu na ludzkie samopoczucie.
— Zacznijmy od tych, którzy nie wracają. Oznacza to, że padają martwi bez sił podczas pracy, czy znikają bez wieści w lesie? — zapytał, oplątując włosy wokół palca w geście zamyślenia. Niewiadomych było wiele. Ale co w zasadzie było wiadomo?
— Czy odcinek lasu, w którym pracowała ta feralna drużyna, wyróżnia się czymś od innych? Oprócz wiadomych objawów, czy robotnicy zgłaszają inne, nietypowe zjawiska?
Łosoś mógłby przeprowadzić tu całe przesłuchanie, i to jednostronne. Ale postanowił dać Gussowi oraz współpracownikom szansę na wypowiedź. Nie tylko z tego powodu – sposób przeprowadzania dochodzenia mógł zapewne powiedzieć o nich więcej, niż sam tylko wygląd i pierwsze wrażenie.
Elessar przyglądał się Guusowi, zdziwiony troche jak zapalił papierosa. Oczywiście podróżująć widział już jak ludzie palą ale widział też że przez to tracili sprawność fizyczną, kaszląć i szybciej tracąc oddech. Zastanawiał się więc czemu drwal by palił, przecież całe dnie pracuje fizycznie, czy to nie jest efekt przeciwny do zamierzonego by mieć więcej sił by więcej pracy zrobić? No cóż może są jakieś efekty o których nie wie, ale z tego toku myśli wybił go Lachs. Chciał coś powiedzieć ale uznał że nie będzie przerywał i słuchał tylko co jego zapewne przyszły współpracownik powie, choć im dłużej go słuchał tym bardziej go zastanawiało co za pytania zadaje. Przecież dla niego to było chyba oczywiste, że skoro nie wracają to raczej nie padają martwi podczas pracy prawda? Chociaż może lepiej i o to się dopytać. W każdym razie postanowił zadać kilka własnych pytań.
-No ja bym chciał się spytać jeszcze o to czy jest tu jakiś wzór, czy osoby które zostały zaatakowane mają coś wspólnego ze sobą? Robili coś razem wcześniej? Albo komuś razem się naprzykrzyli. No i jeszcze czy to się dzieje w całym lesie czy tylko w jakimś konkretnym odcinku, może weszliście na terytorium jakiegoś monstrum niewiadomie i uznało to za atak.
Westchnął i przestał na chwile, samemu próbując zebrać myśli, mamy kilka zaginionych, niewiadome przyczyny i no właśnie, co z tymi którzy wrócili wycieńczeni, przecież to bez powodu dla zachartowanych już w fachu drwali nie powinno być normalne. Chrząknał i zadał jeszcze kilka pytań Guusowi
-A ci którzy nie umarli? Nikt nic nie wie? Dzieje się to zawsze czy tylko co jakiś odstęp czasu reguralny... no i czemu wogóle prace nie zostały odrazu przerwane?
Patrzył się przenikliwie na zleceniodawce, jeśli jest kilka bądź kilkanaście zaginionych i widać było że wracają wycieńczeni to według niego nie przerwanie prac było jawnym zaniedbaniem zdrowia i życia jego ludzi. Elessar pewnikiem zaczął monolog o tym że życie ludzkie jest najważniejsze i takie narażanie pracowników jest karygodne ale... ale widział już wiele rzeczy i wiedział że najważniejsze dla niektórych są tylko pieniądze, nie obchodzi ich nawet życie innych. Zresztą, może nie powinien odrazu go oceniać, a poczekać na odpowiedzi, może po prostu on się pomylił i Guus miał dobre zamiary tylko jakimś cudem myślał że to zwykły przypadek? Przynajmniej w końcu postanowił zatrudnić herosów, ale z powodu swoich ludzi czy braku zysków? Tego to już Elessar mógł się tylko domyślać....
Była konkretna. Zobaczyła na tablicy ogłoszeń przyczepioną kartkę to od razu stwierdziła, że zajmie się zbadaniem sprawy drwali. Potrzebowała pieniędzy, nie robiłaby czegoś podobnego z żadnej dobroci serca. Ale poza zarobkiem zainteresowała się także lasem i wspomnieniem o byciu dziwnie wycieńczonymi. Czyżby wpływy jakichś sił nadnaturalnych? Tej tajemniczej Anomalii, która fascynowała Hex? Istniało też niebezpieczeństwo, a rudowłosą odruchowo ciągnęło do adrenaliny. Gdyby było inaczej to nadal posiadałaby oboje oczu, a jej ciało nie szpeciłaby masa blizn. Po przygotowaniach i zabraniu swoich rzeczy wraz z zapasem prowiantu wyruszyła na wspomniane miejsce zbiórki poza Seminos. Tam znajdowała się już grupka ludzi i najwyraźniej nie każdy z nich pracował jako drwal. Szczerze mówiąc, Hex była niesamowicie sceptycznie nastawiona do osób, z jakimi ewidentnie będzie musiała współpracować przy tym zleceniu, skoro już się połasiły na oferowaną nagrodę. Już przed faktycznym poznaniem „herosów”, a jedynie wysłuchaniem o nich mnóstwa wyssanych z palca opowieści, zaczęła darzyć tę grupę ludzi cierpiących na amnezję niechęcią. Zgrywanie bohatera leżało daleko poza zainteresowaniami rudowłosej, a każdy chyba właśnie tego od niej oczekiwał.
Pamiętała za to spotkanie pierwszego herosa, właśnie po przybyciu do Carachtar parę dni temu. Rozczochrany chudzielec plątał się kompletnie zagubiony po porcie, przeganiany przez rybaków jak bezdomny. Tak mieli wyglądać ci zbawiciele świata, rozwiązujący problem Anomalii… Chyba gorzej rozczarować się nie za bardzo dało. Dlatego widząc następnych herosów zebranych w grupce na miejscu zbiórki drwali patrzyła na nich krytycznie, analizując każdy element ubioru oraz ogólnego wyglądu, jakby właśnie na tej podstawie miała określić czy zasługują na szacunek. Hex z łatwością przychodziło nadawanie ludziom łatek oraz ocenianie po pierwszym wrażeniu. O wiele trudniej było zmienić już wykreowaną opinię, ale i takie cuda się zdarzały. Nadchodziła żwawym krokiem od strony wydeptanej drogi i z daleka przyjrzała się najbardziej wyróżniającej się dwójce. Z jakiegoś powodu uznała, że obie to kobiety: jedna białowłosa obwieszona błyskotkami z kołczanem na plecach, druga niższa z włosami bardziej platynowymi oraz… kółkiem latającym nad nimi. Dopiero po znacznym zbliżeniu się, dziewczyna mogła dostrzec jeszcze całkowicie czarne białka oczu pierwszej niewiasty oraz złote tej drugiej, jakby z tarczami zegara. Skąd one się urwały? Chociaż przynajmniej nie były mieszankami zwierząt, ponieważ ludzie z ogonami i uszami również przewijali się regularnie po Carachtar, gdy Hex badała nowy teren, ku jej konsternacji. Odnosiła nikłe wrażenie, że kiedyś mogła być rasistką lub czymś tego rodzaju. A może to po prostu mocno wryte w jej psychikę poczucie wyższości. Pozostała dwójka – tych jegomości ewidentnie dało się przypisać do grona mężczyzn – wydawała się zwyczajna i dzięki temu rudowłosa odczuła niewielką ulgę. Miała wrażenie, że sama nie prezentuje się prawie wcale, jak heros. Oni mieli być w teorii niesamowici, fantastyczni, właśnie tacy, jak pozostałe przedstawicielki płci pięknej.
Poza opaską zasłaniającą wyrwę po lewym oku właściwie ciężko było dopatrzeć się u nowoprzybyłej cech szczególnych, ba, ją równie dobrze można byłoby ocenić jako mężczyznę ze względu na całkowity brak „kobiecych” walorów i kolczugę. Narzucony na głowę kaptur skrywał rude włosy związany w ścisły kucyk, płaszcz nie ujawniał kabury z rewolwerem i właściwie jedyne, co dało się zobaczyć to błękitne oko oraz wąskie wargi. Mało ujawniała.
Na całe szczęście, nie przyszła tutaj się socjalizować. Hex będzie w miarę zadowolona, jeśli reszta herosów nie przeszkodzi w wykonywanej pracy. Jakoś do jej umysłu nie docierała możliwość, że mogliby się przydać.
— Ja też w sprawie zlecenia. – powiedziała, gdy już skończyła przechadzkę i zatrzymała się na w miarę równym dystansie od każdej osoby. Dźwięk jej głosu był dosyć nieprzyjemny, do tego naznaczony nieznanym akcentem. — Chciałabym wiedzieć dokładniej ile osób należy do grupy poszukiwanych drwali. Kiedy zauważył pan, że nie wrócili?
Pozostawało liczyć na to, że jakoś dużo jej nie zdążyło ominąć. To nie tak, że mieli jakąkolwiek umówioną godzinę. Popatrzyła na mężczyznę palącego papierosa, ponieważ coś w tym dymie ją przyzywało. Czyżby kiedyś była uzależniona od tytoniu? Albo go lubiła, ciężko stwierdzić, przez utratę pamięci zupełnie nie wiedziała, jak smakuje.
Grupa, jaka to zebrała się przed Gussem, zdecydowanie nie prezentowała się najlepiej w oczach mężczyzny. Szczególnie jeśli dodatkowo spojrzeć na zachowanie niektórych z tych “herosów”. Nawet postronna osoba, powiedziałaby zapewne, że to już siwiejący mężczyzna jest tutaj tym silnym. Co w zasadzie może nawet nie być tak daleko od prawdy. No jednak Gussowi przy wystawianiu zlecenia nie chodziło nie tyle o siłę fizyczną, a bardziej ogólne możliwości w walce. Wszak ten nie za bardzo miał jakieś szanse w walkach z Anomaliami, prawda? Odstawiając więc na jakiś czas swoje uprzedzenia względem spotkanego kwartetu, odczekał jeszcze chwilę, aż każdy z nich zada swoje pytania. Zaciągając się po raz kolejny swoim papierosem, posłał jeszcze spojrzenie białowłosej dziewczyny, z dość jasnym przekazem. Ta… Kompletnie nie zdobyła jego zaufania, co jednak może się odbić na uzyskanych przez Herosów informacjach. Wszak czemu miałby powierzyć wszystkie informacje personom, którym nie ufa?
-Pytań nie szczędzicie co? Ahh… Pozwolę sobie więc rozwiązać pierwszą kwestię. W lesie zalęgła się jakaś anomalia niestety, ale nie jestem w stanie powiedzieć więc niż to i pokazać wam, coś co potrafi. - Mówiąc to, mężczyzna zaczął ściągać swój płaszcz, szybko odrzucając go na powalone drzewo. Następnie, uniósł swoje lewe przedramię, ukazując ranę, jakby ktoś przebił go naprawdę sporym hufnalem. Mówimy tu bowiem o średnicy rany jakoś cztery centymetry. Od razu po upewnieniu się, że każdy z nich miał okazję przyjrzeć się ranie, ponownie włożył swój płaszcz.
-Niestety nie ma jednego, konkretnego miejsca, gdzie się pojawia. Moi ludzie pracują na terenie całego lasu, aby nie zaburzyć jego równowagi. Upewniam się również, że moi pracownicy mają czysty rekord i nie zrobią nic tak głupiego, jak robienie sobie wrogów. Ci co umarli, to osoby, które danego dnia nie wróciły z lasu. Pracowali w duetach, więc szybko szło się zorientować, że coś jest nie tak… - Mężczyzna wypowiadał się niesamowicie spokojnie, nawet patrząc jak na ten temat. Tak jednak w jego głosie, nietrudne było wykryć smutną nutę. Wszak powiadamy tu o jego pracownikach. Zasiadając ponownie na obalonym drzewie, dopalił swojego papierosa i obecnie odłożył na wyżłobienie w drewnie.
-Nie mogliśmy przerwać pracy. Ekonomia naszej wyspy już teraz nie jest najlepsza, nie mogliśmy więc pozwolić, aby jeszcze bardziej się pogorszyła. Drewno jest tutaj podstawą, która pozwala zarabiać każdemu. Jeśli jego zabraknie, wzrosną ceny wyrobów z drewna, zwykły kubek może stać się problemem do zakupu…
Zadania zostały zadane, odpowiedzi udzielone, jednakże Astra dalej czuła, że czegoś brakuje. Jakiegoś elementu układanki. Ukazana rana miała z tym jakieś powiązanie. Wyglądała na niedawną, z pewnością uniemożliwiała ona na pełne sprawowanie zawodu drwala, które wymaga pełnej sprawności fizycznej. Jej wewnętrzny niedosyt się powiększył, a zniecierpliwienie się wzmogło. Kontrolowała się jeszcze, lecz myśli same uciekały gdzie indziej.
Rezultat bez procesu. Niczym widok ściętego drzewa. Nieznany sprawca. Nieznana technika. Nieznane narzędzie. Brak sposobu na uniknięcie tego samego losu.
Cichy słowotok wyrwał się z jej gardła. Widocznie nawet tego nie zauważyła, pochłonięta myślami, dalej wpatrując się z daleka w przedramię, teraz zasłonięte już płaszczem, mężczyzny. Bez wskazówek próbowała dojść do procesu jaki zaszedł przy jego ranie. Oczywistym więc było, że nie dotarła żadnych wniosków. Marnowanie czasu. Niepotrzebne. Tak samo jak cała jej tutaj obecność. Anomalia znajduje się w lesie. Byli przed nim, nie w. Bezpieczeństwo Łososa nie było więc zagrożone. Kolejny niewidoczny łańcuch pękł gdzieś w oddali. Po tym jej wzrok się wyostrzył, przestał być zamglony, a sama Astra wróciła na ziemię.
Odwróciła się w stronę zasłony stworzonej z krzewów i drzew. Następne słowa były skierowane głównie do Łososia, lecz nie obchodziło ją, czy ktoś inny by uznał siebie za adresata jej wypowiedzi.
- Nie jestem w tej rozmowie potrzebna. Idę na zwiady. Może będę mieć szczęście i wpadnę na Anomalię.
Z ekscytacji pomyliła rozpoczynającą stopę, potykając się o własne nogi. Nie wywróciła się, a nawet jeśli, to by się podniosła jakby to było nic. Wszystko inne przestało mieć większe znaczenie. Zwłaszcza teraz, gdy czuła jak serce jej łomocze z ekscytacji, a krew buzowała. Będzie mogła zawalczyć. Czy to będzie jej debiut, a może żałosny koniec?
Mimo swojej niecierpliwości, która coraz bardziej się ujawniała po wejściu w zieleń, zachowywała chłodny umysł, zwalczając swoje odruchy. Nie zamierzała oddalać się na więcej niż kilkadziesiąt metrów. Przynajmniej na tę chwilę. Próbowała też nasłuchiwać czy słychać było odległe uderzanie toporami o drzewa, by zapamiętać kierunek. Być może bezpośrednie zapytanie się Gussa byłoby najlepszą decyzją, lecz jego spojrzenie dało do zrozumienia, że nie zamierzał jej powierzać takich informacji. Będąc odwróconą plecami do pozostawionej grupy, spojrzała na krótko do góry, by określić położenie słońca, by wiedzieć, jak się obrócić, gdyby miała zawrócić.
Sprężyna losu wygięła się w przedziwnym kaprysie, kiedy do drużyny dołączył jeszcze jeden mężczyzna: jednooki, przewyższający wzrostem Łososia, o smukłej sylwetce spowitej płaszczem. Głos miał specyficzny: nawykły już do widoku takich cech jak zegarowe oczy Izarry Łosoś nie dał się zadziwić. Skinął mu głową na przywitanie.
Sam Guss zaś, co widać było jak na dłoni, nie okazał się być szczególnie pomocny. Dało się wyczuć w jego manierze coś, co Lachs odczytał jako pewną niechęć. Niemniej jednak z zaciekawieniem przyjrzał się zaprezentowanej przez drwala ranie. Wyglądała dziwnie: tak jakby ktoś coś tam wbił…
— Rana kłuta — stwierdził, zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą, choć być może błędną. Włócznia? Kieł? Róg? Co mogło zadać takiego rodzaju cios?
— I nie pamiętacie, co wam zrobiło taką ranę? — dodał Łosoś ze sceptyzmem wymalowanym tak na twarzy, jak i w głosie. Albo mieli do czynienia z jakąś mocą która wywoływała selektywną amnezję, albo mości Guss próbował coś przed nimi zataić. Trudno było stwierdzić w tym momencie, która wersja była prawdziwa.
— Spróbujcie sobie przypomnieć cokolwiek z tego incydentu. To ważne, abyśmy wiedzieli, jakiego zagrożenia się spodziewać — zaczął białowłosy poważnym tonem, przyglądając się naznaczonym niecierpliwością ruchom Gwiazdy — Jesteśmy tu, by wam pomóc. Oszczędzić dalsze życia twoich współpracowników…
— Izarro, nie kuś Losu! — zdążył krzyknąć w momencie, kiedy jego towarzyszka o mierzących czas oczach o mało się nie wywróciła. Być może przeczuła, że bez względu na ich dalsze starania nie dowiedzą się nic więcej?
— …abyście mogli sypać więcej robaków sumowi zwanemu Ekonomią — Łosoś wrócił do swej poprzedniej wypowiedzi, wypowiadając tę frazę w nabożny sposób. Sum to wszak król rzek! Aby przygotować się do wyruszenia w ślady towarzyszki, Lachs zdjął z pleców jeden z oszczepów, tak jakby miał zaraz rzucić go w tego suma, aby wypruć z niego przegniłe flaki wywołanej niedoborem drewna recesji. Był gotów wyruszyć na polowanie.
Kluczowa okazała się teraz obserwacja i to jej poświęciła najwięcej swojej energii Hex. Nigdy nie przepadała za nadmiernymi słowotokami, a tutaj w rozmowie uczestniczyło tyle osób, że łatwo można było pozostawić sporą część wypytywania pozostałym. Najwyżej wtrąci się lub doda coś od siebie, jeśli uzna to za konieczne. Czujnie przeskakiwała od jednej twarzy do drugiej, zatrzymując się wystarczająco długo zarówno na przemawiających osobach, jak i na tych wybierających milczenie. A nawet nieco bardziej na tych drugich, ponieważ ujawniali mniej.
Drwal zwany Gussem okazał się niewiele bardziej przydatny od pnia drzewa, na którym siedział. Jego zgryźliwy komentarz, co do ilości pytań zadanych przez herosów, sprawił, że lewa brew Hex poszybowała ku górze w kpiącym wyrazie. Zatrudnia ludzi do wykonania zlecenia, o którym praktycznie nic nie wiadomo i coś mu nie pasuje w tym, że chcą uzyskać informacje? Ach, właściwie to czemu miałaby oczekiwać jakichkolwiek logicznych działań z jego strony. Nie spotkała jeszcze na tej wyspie nikogo, kto miałby olej w głowie i jak tak patrzyła na trójkę pozostałych towarzyszy to wątpiła, aby zyskała nowe doświadczenia na tym polu. Rudowłosa obserwowała drwala z powątpiewaniem, darząc go z sekundy na sekundę większą nieufnością. Ani ten rany nie miał owiniętej bandażem ani w żaden sposób opatrzonej, po prostu sobie z nią ciężko pracował fizycznie. I żadnych szczegółów na temat tego, co się stało. Po prostu znikąd pojawiło się takie przebicie na jego ramieniu? Nie towarzyszył temu żadne odgłos, nic nie zobaczył nietypowego, nie wydarzyło się to w jakimś znaczącym miejscu...? Najwyraźniej, bo chyba od razu wspomniałby o podobnych istotnych szczegółach.
Kobieta o złotych oczach zaczęła coś mamrotać pod nosem niczym obłąkana, a druga stwierdziła głośno, że to rana kłuta, jakby nikt inny nie zdążył się już domyślić. Ale przynajmniej w jej melodyjnym i naprawdę przyjemnym dla ucha głosie Hex usłyszała wątpliwości – więc i ona uważała, że drwal zachowuje się niezbyt otwarcie. Guss najwyraźniej nie lubił odpowiadać na pytania, zupełnie jakby sam nie chciał rozwiązania całej sprawy, do której ich notabene wynajmował. Która też swoją drogą z poszukiwania grupy drwali, jak to napisano wyraźnie w ogłoszeniu, nagle wypełniła się trupami. To poszukiwano jakichś osób czy jednak ich nie poszukiwano? Co to za wybiórczość przedstawiania faktów? Albo ktoś po prostu niedokładnie napisał to ogłoszenie. Dziewczynę rozsierdziło, że drwal pominął jej pytania o konkretną liczbę ciał czy też wspomnienie o czas, w jakim się to zadziało. Cóż, napomknął o chodzeniu w parach. Czyli… nadal nie było wiadome czy zginęło ich dwoje czy ile w sumie. Hex nienawidziła takiego bawienia się w domysły zamiast mówienia konkretnie, co i jak. Nie zauważyła niechęci wobec jednej z kobiet, mając problemy z odczytywaniem emocji i odczuć zupełnie obcych ludzi. Gdyby nie to, to założyłaby, że zna już tę jedną heroskę i ma z nią jakiś zatarg z przeszłości. Mimowolnie Hex musiała zgodzić się ze zniecierpliwioną kobietą, jaką nazwano Izarrą, że już lepiej po prostu ruszyć się do lasu niż marnować tlen na próby wyciągnięcia czegokolwiek z mężczyzny. Ona również bardzo nie lubiła się powtarzać. Za to, jak zobaczyła, jak się ta jasnowłosa prawie wywraca to aż wypuściła strumień powietrza nosem. Co to jest za człowiek… Jak ona sobie niby będzie radzić w ewentualnej walce? Wydawała się jeszcze słabszym ogniwem „drużyny” niż czarnooka.
A przynajmniej dopóki do uszu Hex nie dobiegły słowa o sumie. Sumie Ekonomii. Zrobiła już pierwszy krok w stronę lasu i tylko odwróciła głowę do kobiety dalej próbującej wyłuskać jakiekolwiek informacje z Gussa, żeby zmarszczyć brwi w wyrazie niezrozumienia. Naprawdę czuła się, jakby trafiła na jakąś całkiem inną planetę i może właśnie tak było.
— Pójdę upewnić się, że nie zabije się o własne nogi. – rzuciła do reszty, idąc w ślad za oddalającą się Izarrą. Nie mogła jej w pełni potępiać za to parcie naprzód. Sama chciałaby już po prostu samodzielnie wybadać tajemniczy las, ufając własnym domysłom i spostrzeżeniom o wiele bardziej niż tym, które może jeszcze wyjawić drwal.
Hex i Izarra przechodzą do lasu.
Zdawało się, że sytuacja zaczyna prowadzić donikąd. Mężczyzna, który wystawił zlecenie, nie był w stanie udzielić zadowalających odpowiedzi. Nie można było jednak powiedzieć, że należał do person o niskim niskiej inteligencji. Przez wszystkie lata swojej pracy, nauczył się dość dobrze oceniać cudze charaktery oraz ich limity ich cierpliwości. Dość przydatna umiejętność, jeśli pracujesz wśród ludzi o jego posturze i posiadających niezwykłą biegłość w użytkowaniu siekier oraz pił. Nie było to więc dla Gussa żadnym szokiem, gdy wpierw to posiadająca anielskie cechy dziewczyna postanowiła ruszyć i sama się czegoś dowiedzieć. Musiał jednak ukryć przed “herosami”, chęć zaśmiania się na widok potykającej się o własne nogi dziewczyny. Kto by jednak pomyślał, że wystarczyła jeno krótka chwila, aby to i jeszcze jedna persona zdecydowała się ruszyć w las. Oczywiście, z perspektywy samego Gussa, zdecydowanie nie był to najrozsądniejszy pomysł, jednak… Ten doskonale wiedział, że nie ważne co powie. “Heroiny” i tak go zignorują, nie mając więc większego wyboru, postanowił uszanować ich decyzję.
-Ahh… Nigdy bym nie pomyślał, że pewnego dnia, będę równie bezużyteczny, jak… - Mężczyzna wypowiadał się spokojnym tonem, choć w jego głosie szło już usłyszeć nutę lekkiego zmęczenia. Jak się miało jednak okazać, niedane było mu dokończyć swej wypowiedzi, gdy nagle osunął się na kolana i szybko chwycił zranione ramię. Był to moment, który zdecydowanie ukazywał siłę mężczyzny. Siła z jaką zacisnął swoją dłoń, paznokcie, które to przebił się przez materiał rękawa i wbijając się w skórę Gussa, ukazały nieco jego krwi. Zapewne mógł się cieszyć, że nie ma tu pozostałej dwójki, gdyż przynajmniej jedna z nich zapewne, by teraz się z niego śmiała. Szczęśliwie jednak stan ten nie trwał również zbyt długo, pięć? Może sześć minut bólu i krzyku, jakby ktoś wbijał w jego ramię rozgrzany pręt. Uspokajając jednak swój oddech, ponownie spojrzał na pozostałych tu jeszcze “herosów”. Łapiąc się jednak za głowę i przykrywając jedno oko, zdrową ręką.
-Ja… Zaczynam coś pamiętać… Uważajcie na oczy ze szkarłatnymi krzyżami. To była ostatnia rzecz, jaką zobaczyłem, nim to coś, przebiło moje ramię i… Unikajcie cieni, nieważne co się stanie, jeśli staniecie naprzeciw tej anomalii… Nie możecie jej pozwolić, aby zbliżyła się do cienia. - Głos Gussa zdawał się jeszcze lekko drżeć, po wcześniejszej agonii. Tak jednak jego oczy były spokojne i pewne wypowiadanych słów. Był jednak świadom, iż te informacje to zdecydowanie za mało, zarazem nie mogąc nic na to poradzić. Sięgając po kolejnego to papierosa oraz zapałki, zatrzymał swoją rękę jeszcze na chwilę, wystawiając starą, podniszczoną, metalową papierośnicę w kierunku jego rozmówców. Która to zawierała idealnie trzy sztuki.
I w taki sposób zostało ich trzech: Łosoś, jego tajemniczy towarzysz i drwal. Ledwie figura pejzażu domknęła się, już odejście Izarry i jednookiego zdążyło ją otworzyć. Wyglądało na to, że Los opisał dzisiejszy dzień jako szczególnie pracowity…
Spazm bólu Gussa skończył te rozmyślania. Łosoś obudził się na widok krwi i odruchowo zbliżył się do niego, by mu pomóc, chociażby poprzez podłożenie kołczanu pod głowę, czy nawet lament do Losu o przeżycie tego ataku. Otchłań jego oczu chłonęła ten widok.
Drwal wył w cierpieniu, zupełnie jakby przeżywał ostatnie chwile swojego życia. W każdej chwili mógł runąć bez sił i oddać swą duszę gwiazdom, chociażby z samego cierpienia tej straszliwej agonii. Jednak wciąż trwał, a Łosoś jedynie przytrzymywał go, aby nie upadł i nie zrobił sobie dalszej krzywdy. Było w tym coś… heroicznego, co nakryło braki w pamięci i chciwość jaką widział w Gussie. Poczuł wewnątrz siebie coś, czego sam nie potrafił nazwać. Współczucie? Troskę?
— Stłamsimy to monstrum — wycedził Lachs, kiedy ten atak bólu się zakończył. Jego głos był pełen determinacji: w tym momencie był przekonany, że nie bez powodu znalazł się właśnie tutaj. Dlaczego anomalia wywołała takie cierpienie, zamiast – jak dobry rybak – odbierać życie swoim ofiarom szybko i bezboleśnie?
— Pomścimy twoich towarzyszy. I zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by zdjąć z ciebie tę klątwę — zapewnił go. Musiał dać w jakiś sposób otuchy temu biednemu człowiekowi: jeśli bowiem jako heros miałby okazać niepewność i zdecydowanie, to co zostałoby tym biednym śmiertelnikom?
Łosoś przyjął papierosa i w geście solidarności włożył go do ust na wzór tego, jak czynił to Guss. Podał drwalowi rękę, by pomóc mu podnieść się na nogi, a następnie klepnął go pokrzepiająco po ramieniu. Nie miał ognia... ale sam papieros też jest całkiem fajny, prawda?
— Pozostawanie tutaj w tym stanie to zły pomysł. Wróć do miasta i pójdź do medyka, który się tobą zajmie — polecił Gussowi, a następnie skierował wzrok na swojego współtowarzysza.
— Chodźmy, powinniśmy ich dogonić. Jeśli cienie są zagrożeniem, lepiej dla wszystkich żebyśmy zamknęli te łowy przed zmrokiem…
Elessar słuchał Guusa lecz gdy ten zaczął krzyczeć z bólu, odsunął się instynktownie. Było to całkiem niespodziewane i dziwne, w końcu rana była już zasklepiona tak? No cóż jego chwila wachania szybko mineła i podbiegł wręcz do drwala by pomóc w jakiś sposób, ale widząc jak wije się wręcz z bólu postanowił zostawić to Łososiowi. Nie mógł nic zrobić i tak, więc skupił się jedynie by zerknąć na ramie, widząc jak ściska idealnie miejsce przebicia. Nic wiecej nie zdołał zaobserwować jako iż atak bólu minął, lecz wyciągnął wnioski i tak
- Nie odkaziłeś jej ani nie poszedłeś do medyków prawda? Choć pewnie i tak by nie pomogli bo na infekcję zwykłą to nie wygląda.... cholera, palisz tyle to mogłeś na świeżej ranie przypalić ją papierosem ale trudno.
Spojrzał się długo na niego, może to nie był ból przez ranę? Może to co go zaatakowalo nie jest zwykłą bestią, ale co w takim razie spowodowało ten ból, rana wyglądała na zdrowo zarośniętą i napewno nie świeżą na tyle by boleć
- Cholera, wiesz że to mogło mieć truciznę która dostała się do twojego organizmu? Albo gorzej manipulując nawet magią pewnie. Nie chce cię martwić ale jeśli to nie jest zwykła trucizna to.... choć jeśli żyjesz nie mogło nic się stać poważnego.
Zamyślił się i wziął papierosa, może i nie palił choć głównie przez to że nigdy nie miał okazji spróbować. W każdym razie dokończył swoją myśl chowając narazie papierosa tak by się nie pogiął
- Jeśli ból powróci postaraj się nie wracać tu narazie, może to ją ściągać, twoje krzyki z bólu znaczy się dokładniej. Mechanizm taki by ofiara nie mogła uciec, masz cholerne szczęście powiem ci i... dziękuje za informacje
Skinął głową i zdjął ćwierćpałkę z pleców, cokolwiek siedziało w tym lesie jest bardziej niebezpieczne niż myślał więc lepiej się przygotować do walki odrazu. Szkoda że tamte już poszły bo trzeba je ostrzeć i to jak najszybciej, odwrócił się do Łososia i pokiwał głową kierując się w stronę lasu
- ...pamiętaj że to las, cień rzucają drzewa nawet w południe więc ja bym wywabił cokolwiek to jest na jakąś polanę, no i nie muszę chyba mówić że nie możemy dać się trafić prawda?
Jak już odeszli pod sam skraj lasu, na tyle daleko że Guus nie mógł ich usłyszeć dalej zamyślony zaczął cicho mówić
-Jeśli to trucizna możemy stracić pracodawcę, niewiadomo ile miał tę ranę ale skoro dopiero teraz działa to pewnie dlatego że krąży już we krwi, a jeśli krąży we krwi to do serca się dostanie prędzej czy później, a nawet jeśli to sam ból, to i tak może to doprowadzić do skurczu silnego, a on do zawału.
Popatrzył sie w las, nie podobało mu się to że wchodzą w terytorium gdzie taka bestia ma najlepsze warunki ale nie zostawi ludzi na pastwę losu... no anomalii, a tym bardziej tych dwóch heroin które poszły i nie wiedzą o tym niebezpieczeństwie. Przyśpieszył wiec kroku bacznie rozglądając się, w szczególności w cieniach, idąc za Łososiem obserwując ich flanki i tył głównie by nic się nie zakradło.
Lachs i Elessar przechodzą do lasu.
Trójka Herosów, w końcu dała radę dojść do konsensusu. Cała “drużyna”, postanowiła końcowo powrócić do swojego zleceniodawcy, wpierw jednak białowłosa musiała załatwić coś jeszcze. Zbliżyła się dociętej wcześniej nogi bestii i pokrywając swoje palce fuzją cienia i many. Rozpoczęła proces wydobycia, swojego to trofeum. Śmiało ,nie można było powiedzieć, że było to najbardziej, profesjonalne podejście do tego. Choć faktycznie, w końcu to udało się jej wydobyć swoją pamiątkę, która zarzuciła na bark i w zasadzie ledwo to ustała. Okazuje się bowiem, że trofeum jest znacznie cięższe, aniżeli to wyglądało. Jeśli weźmiesz do tego pod uwagę, długość przebijającą wzrost dziewczyny? No na pewno mogło to wyglądać dość zabawnie. Teraz jednak każdy z naszej trójki, szedł w kierunku polany, z której to wyruszyli. W tym czasie pozostała dwójka, mogła dostrzec coś nie do końca typowego. Rudowłosa bowiem, zdawała się nie przejmować potencjalnym powrotem potwora, czy czegokolwiek jemu podobnego. No ale czasu wcale nie było potrzebne dużo czasu, aby Herosi dotarli to ponownie do miejsca spotkania z drwalem. To, co zobaczyli jednak wcale nie było tym czego, oczekiwali. Poza Gussem, znajdowała się tam jeszcze jedna persona, nieznana osoba, skryta pod płaszczem. Miejsce to wyglądało już teraz na pobojowisko. Dookoła zdawały się leżeć liczne kryształy, zdające się rozpadać w nicość. Ciało czerwonego mężczyzny było pokryte licznymi ranami. Gdy to nieznajomy zdawał się nietknięty. Astra, Hex i Elessar, dotarli na miejsce w zasadzie idealnie, aby to obserwować zakończenie całej sytuacji.
— Hehehe… Możesz próbować, ale i tak nie dasz ra… — Lekko obłąkańczy i szalony ton, rozchodził się głosem Gussa po okolicy. Przerwany jednak został dość nagle, gdy jego głowa ni stąd, ni zowąd zwyczajnie spadła na ziemię, a wzrok nieznajomego padł właśnie na Herosów. Nie do końca wiadomo, co się stało. Skryty pod materiałem osobnik ot, tak pojawił się przed nimi, w czasie mniejszym niż mrugnięcie oka. Na tym dystansie, można było dostrzec skryty pod płaszczem miecz.
— Hmm, zdaje się, że nie jesteście z nimi powiązani… A przynajmniej, nie bezpośrednio… Tak to akurat wezmę ze sobą… — Spokojny głos, pozbawiony większych emocji rozbrzmiewał w uszach Herosów. Mężczyzna jak to można by zakładać po głosie, zdawał się kompletnie nie przejmować opinią naszej trójki i nie miał też powodu. Równie szybko i nagle jak się przed nimi pojawił, tak samo szybko znikł wraz z odnóżem bestii. Pozostawiając jednak Astrze coś w zamian, aby to nie pozostawiać jej z pustymi rękami.
Nie wróci. Widziałaś, co się z nim stało. W końcu byłaś tam.
Tak… tam. W tej pustce zawieszonej pomiędzy światami, która wydawała się być najciekawszym, co do tej pory mogła zobaczyć rudowłosa. Prawdopodobnie była jedną z nielicznych osób, jakie miały okazję nie dość, że w ogóle tam się pojawić to jeszcze wydostać się w całym kawałku. W teorii całym, bo tak naprawdę wyraźne wspomnienie bólu po ugryzieniu pajączka stale nakazywało Hex podświadomie się niepokoić o swoją przyszłość. Nie okazywała tego jednak w żaden sposób, emanując aurą zdecydowania, którym ciężko w jakikolwiek sposób zachwiać.
Nie tłumaczyła Astrze, że wcale nie poznała losu Łososia per se. Mogła sobie dopowiedzieć własną historię do tego fragmentu, a to jak daleko zabrnie domysłami to sprawa jasnowłosej, nie Hex. Może to i lepiej, aby posiłkować się tutaj paroma kłamstwami. O tajemniczym miejscu nie mówiła z kolei dlatego, że nie za bardzo chciała testować, jak rozległe są ograniczenia nałożone na nią przez białowłosą nieznajomą z pustki. A przynajmniej na ten moment.
— Drwal będzie skakać z radości – skomentowała dość naiwne podejście mężczyzny, a kącik ust władczyni cieni drgnął w prześmiewczym grymasie. Na miejscu Gussa prędzej by ich przegoniła za niekompetencję i brak konkretnych dowodów… ale Astra podeszła do jednego z drzew i Hex zdążyła zobaczyć, że najwyraźniej w trakcie ich walki zdołali odciąć jedno z odnóży stwora. Wewnętrznie uznała to za dobrą robotę, ale nie chwaliła nikogo głośno.
Dotychczas obecnego herosa traktowała z bardzo marginalnym zainteresowaniem, ale aż zatrzymała się w miejscu, gdy wyciągnął papierosa. Również odnosiła wrażenie, że zagrożenie przeminęło, więc zapalenie dla relaksu wydawało się cudnym zwieńczeniem. Była ciekawa, jak smakował tytoń. Przechyliła lekko głowę na prawo, gdy mężczyzna użył jej imienia, ale przypomniała sobie od razu, że Astra je wyjawiła parę chwil temu.
— Chętnie bym zapaliła. Jak się do Ciebie zwracać? – dopytała wreszcie. Być może zrobiła to
tylko po to, aby podzielił się tym papierosem, a może naprawdę zyskał trochę w jej oku oczach
po tym, jak się uśmiechnął. Towarzysze przystali na decyzję Hex i zrezygnowali z przemierzania
lasu, więc obrali drogę do Gussa. Hex po jednej stronie miała pogrążoną w przygnębieniu i
rozczarowaniu Astrę, która rozmyślała o byciu przeklętą Gwiazdą, a po drugiej rozweselonego
Elessara, który nawet zaczął nucić przyśpiewki. O dziwo, nie irytowało to Hex. Jej ramiona
pozostawały spięte, ale nie spodziewała się napotkać nowych problemów.
Napotkali pobojowisko. Ewidentnie rozegrał się tu pojedynek, a oponenci na ich oczach wymieniali ostatnie słowa. Hex odruchowo postąpiła krok naprzód i wyciągnęła lewą ręką, aby gestem jednocześnie zasłonić towarzyszy, jak i dać im znać, aby pozostali ostrożnie w miejscu. Mogło wydawać się to co najmniej dziwaczne, że osoba, która dotychczas w dużym stopniu miała ich całkowicie gdzieś, teraz przyjęła wręcz pozycję potencjalnego obrońcy i kogoś, kto jako pierwszy zostanie obrany na celownik i przyjmie obrażenia. Jej wzrok przemknął po kryształach, ale głównie wpatrywała się w postać równie zakapturzoną i otuloną płaszczem, co ona sama. Guss zdążył się zaśmiać zanim stracił głowę. W wyjątkowy specyficzny sposób, bo po prostu spadła z jego ramion bez żadnego widocznego cięcia.
— Z nimi… - powtórzyła cicho słowa nieznajomego, nie podejmując jednak żadnych gwałtownych ruchów w stronę zabójcy. I tak nie żywiła do Gussa sympatii, a wręcz mu nie ufała przez szczątkowe informacje, jakie przekazał. Szybkość poruszania się mężczyzny sugerowała teleportację, co nie było Hex obce, a jednak on robił to z o wiele większą łatwością. Próbowała zapamiętać barwę jego głosu, tak jak posturę i miecz.
Zniknął jednak równie szybko, nie pozostawiając im za bardzo pola do reakcji. Dziewczyna opuściła rękę wzdłuż ciała, odwracając głowę na wszystkie strony, aby obejrzeć otocenie.
— Teraz masz i siekierę, i ostrze. – pokiwała głową w stronę Astry.
Hex chwilę stała w zamyśleniu, ale potem zaczęła wykonywać kolejne szybkie kroki. Zamierzała podejść do ciała drwala i je przeszukać, począwszy od kieszeni aż po dokładniejsze odkrywanie materiału ubrań. Ciężko powiedzieć, aby czuła coś poza irytacją, że nie dostaną nic za zlecenie. Chyba że znajdzie jakiekolwiek pieniądze albo papierosy czy zapalniczkę.
Ciężar odciętego odnóża dobitnie dawał o sobie znać na ramieniu Astry. Odrętwiałe mięśnie z powodu gazu miały dużą trudność w utrzymaniu poprawnej postawy dziewczyny. Jedynie całkowite skupienie na swoim celu było główną zasługą, dlaczego Astra nie wylądowała płasko na ziemi już po kilku krokach. Można powiedzieć, że gdy coś sobie postanowiła, poświęcała wszystko, by to osiągnąć. Był to bardzo prosty i wyniszczający sposób na rozwiązanie problemów. Ale skuteczny w swoim założeniu.
Przez całą tą krótką drogę nie wyrwało się z niej nic na wzór narzekania na ogromny ciężar, który uznała za jej i tylko jej. Choć nietrudno było zauważyć jej zainteresowanie, gdy Elessar wyciągnął papierosa. Przeminęło ono jednakże równie szybko, jak zwiększający się ciężar na ramieniu, zmuszając Astrę do skupienia się na własnych krokach.
Miejsce, z którego wyruszyli na początku zlecenia, nie było już takie samo. Pobojowisko zwiastowało kolejne zagrożenie, które mogli niedługo dostrzec. Dwie sylwetki. Jedna, należąca do Gussa, była widocznie w gorszej sytuacji. Natomiast druga wyczekiwała na coś. Już na pierwszy rzut oka było wiadome, że była to zwyczajna egzekucja.
Astra przyśpieszyła kroku, lecz została powstrzymana przez protekcyjny gest Hex. Skrzywiła się niezadowolona, rzucając niezrozumiałe spojrzenie na swoją protektorkę. Choć czy na pewno nią była? Astra nie znała całej prawdy, która rozegrała się w innym wymiarze, dlatego zachowanie jednookiej było z jej perspektywy całkowicie nielogiczne. Nie miało jednakże to znaczenia, gdyż głowa Gussa szybko odbiła się od ziemi, kończąc tym samym jego żywot. To rozpaliło na nowo chęć walki u platynowłosej.
Nie była jednakże przygotowana na to, że nieznajomy natychmiast się pojawi tuż przed nimi, co zbiło ją z tropu. Zanim się poruszyła, aby się zamachnąć lewą ręką zaciśniętą w pięść, nieznajomego już nie było. Prócz tego poczuła, że zamiast odnóża na ramieniu, trzyma coś lżejszego i wygodniejszego w chwycie. Rozejrzała się wokoło, upewniając się, że zagrożenie zniknęło już na dobre. Mimo zmęczenia, targania ciężaru i uczucia odrętwienia w mięśniach, nie bała się wszczynać walki z nieznanym, o wiele silniejszym przeciwnikiem. Ta prawdopodobnie skończyłoby się dla niej śmiercią. Jej pragnienie walki leżało jednakże na innej podstawie niż ta, której świadkiem był Elessar. Bardziej prostolinijna, odruchowa.
- Tsk. Ruchy szybsze niż jakiekolwiek oko potrafi nadążyć.
Syknęła niezadowolona z wyniku całej tej sytuacji. Opuściła powoli ręce i wraz z komentarzem Hex spojrzała na to, co trzymała w prawej dłoni. Ostrze wyglądem przypominało sztylet, który wygodnie układał się w jej metalowej rękawicy. Dla porównania wyciągnęła zza pasa siekierę i umieściła ją w lewej. Choć dla Hex wydawały się zwykłymi przedmiotami, dla Astry były one bardziej abstrakcyjnymi konceptami.
- Siekiera i ostrze. Ofiara i morderca. Czy los chce, abym wybierała, kim zapragnę się stać?
Rzuciła w eter, niezadowolona z tak niesprawiedliwego wyboru. Zacisnęła mocniej oba przedmioty z narastającej złości z uczucia bezsilności.
- Nie mam zamiaru stać się ofiarą, po której zostaną same inicjały. Ani morderczynią, która ucina ostatnie słowa. Już wolę przeć przed siebie, nie wiedząc kim jestem. Nikim ważnym, który nie zatraci swojego nieznanego "ja".
Dalej zaślepiona własnymi myślami, podążyła za Hex, zatrzymując sie niedaleko. Nie wtrącała się w jej przeszukiwanie trupa. Podobnie jak w przypadku innych przypadków, widok nie robił na niej większego wrażenia prócz nikłego zaciekawienia, jak zachowuje się ciało po pozbawieniu go głowy. Po krótkiej chwili kontynuowała z pokręceniem głowy.
- Siekiera do mnie nie należy, a brzydzi mnie posiadanie "prezentu" od typu osoby, którą szczerze gardzę.
Po tych ostrych słowach położyła obie bronie tuż obok ciała Gussa, uznając za najlepsze miejsce na ich porzucenie. Od tego momentu nie interesowało ją, co się z nimi stanie. Po wyprostowaniu się, rozejrzała się jeszcze raz po okolicy.
- Kryształy nie są kojarzone z szybkością. Był tutaj jeszcze inny heros?
Rzuciła niepewnie, nie potrafiąc zignorować tego małego szczegółu.
Elessar wręcz wyrywał się do przodu, wreszcie myśląć że to koniec ich przygody w lesie. Wielkie pająki i wciąganie w nicość? Zdecydowanie nie jego klimaty, wolałby teraz odpocząć, zapomnieć też o niektórych widokach. Po drodze jedynie, oprócz jego przyśpiewki odpowiedział Hex, wyjawiajac jej swe imie, przy okazji przepraszając, że nie przedstawił się wcześniej ale wcześniej wymiana grzecznościowa imionami nie była jego priorytetem. Zbliżając się do linii drzew westchnął z ulgą, ale niestety był w błędzie myśląc że dostaną zapłatę i się rozejdą. Zauważył wręcz.... rzeź, tylko tak można było opisać to co się tam stało i wygląd Guusa. Chciał się wtrącić, ale coś zdecydowanie było nie tak, co Guus starał się powiedzieć, czemu się śmiał? Czemu nieznajomy zabrał odnóże? Co to za nóż? Cholera, czy nic tutaj nie może być proste tylko jakieś zawiłe zagadki? Ustał z boku narazie rozglądając się, sprawdzając te kryształy ale jedynie wzrokiem bo nie był aż tak lekkomyślny by je dotknąć. Nie wskazywało to jednak na nic konkretnego narazie więc postanowił wrócić do towarzyszek. Był troche zniesmaczony przeszukaniem ciała aleeee z drugiej strony jednak wykonali zlecenie i chciałby dostać za to pieniądze. Przy okazji też wysłuchał monogu Astry i w myślach jedyne co mógł zrozumiec z tego to, że gaz musiałbyć mocniejszy niż przypuszczał
No to mamy problem, niektórzy chcieliby szukać teraz poszlak do końca żeby znaleźć wyjaśnienia ale ja mam tego serdecznie dość, więc, Hex znalazłaś coś?
Zapytał unosząc brew, liczył na simiry, ale i na jakieś źródło ognia, bo tak, teraz byłby idealny moment by zapalić tego całego papierosa. Widząc jak Astra składa obie bronie obok trupa on znów wyciągnął papierosa i podszedł do Hex, czekając cierpliwie aż skończy i odpowie. Przy okazji spojrzał na tupa, tak liczne rany lecz z jakiegoś powodu nie wykrwawił się a umarł przez te ścięcie, dziwne. Guus musiał coś przed nimi ukrywać, a ten zabójca był zdaje się herosem.
Tak, to ma sens, ale w takim razie czemu Guus wynajął herosów? Czemu chciał sie pozbyć czegoś z czym najwyraźniej mógł współpracować? Guus może i kłamał im w żywe oczy ale to akurst mogło być prawdą że zaczęło to zabijać jego ludzi. No właśnie "jego" ludzi, czyżby Guus zawarł jakiś pakt przez co pojawiła się bestia która miała coś wyeliminować a on sam stracił nad nią kontrolę? Nie. Jego ostatnie słowa raczej obalały tą teze, dalej czerpał z tego korzyści więc czemu posyłał ludzi na śmierć, czemu posłał ich na śmierć? Może... chciał się pozbyć herosów mogących utrudniac jego plan? Przynajmniej jedno było pewne, tu zadziało się coś dużo bardziej skomplikowanego niż zwykły potwór i coś co działo się dużo dłużej niz mogli przypuszcać. Wygląda na to że inni herosi wpadli na szlak jakieś intrygi której Guus był częścią... ale, cholera znów się zamyślił. Mrugnął kilka razy i rozejrzał się po towarzyszkach, jedynie komentując
Guus nas oszukał, qle nie dowiemy się czemu, więc według mnje powinniśmy po prostu wziąć pieniądze i stąd iść, a najlepiej iść na papierosa.
Nie można powiedzieć, że pozostała trójka Herosów, miała się jak spodziewać tego widoku. Powracając z lasu, pierwsze co zobaczyli to pobojowisko i stale rozpadające się w nicość kryształy. Jeśli dodać do tego pojawienie się i zniknięcie kolejnej, nieznajomej persony. Gdyby to komuś przez głowę przeszła myśl, iż w tym starciu brała udział jeszcze jedna osoba, jakiś Heros mogący tworzyć owe kryształy. Niespodziewane zachowanie skrytego pod płaszczem mężczyzny również nie pomagało w pojęciu nowej sytuacji. Zdecydowanie jako pierwsza, odczuła to Astra, w której to dłoni pojawił się jakiś sztylet. Nie można jednak powiedzieć, że jej reakcja była tym, czego pozostała dwójka mogła się spodziewać. Wszak czego mogli oczekiwać jej “towarzysze”? Wybuchu agresji? Ogólnej utraty kontroli nad swoimi emocjami? Cóż nie byłoby to raczej niczym niezwykłym, po jaki pokazie zaprezentowała, gdy bestia zapadła się we własny cień. Jako pierwsza również podeszła do ciała ich zleceniodawcy, pozostawiając przy nim dwa oręże. Tak jednak Hex jako pierwsza postanowiła przeszukać ciała Gussa, które to zdecydowanie nie zachowywało się naturalnie. Jak to w końcu stało się, że jego szyja nie uroniła ani kropli krwi? Przeszukując je bardziej natomiast, pierwszym co mogło rzucić się Herosce w oczy, to dziwnie twarda skóra, dająca uczucie przejechania palcem po szkle. Pod swoim płaszczem turp skrywał jednak pare rzeczy. Papierośnica, którą to wcześniej Elessar miał okazję zobaczyć, czy sakwa zawierająca trochę pieniędzy. Widać rudowłosa postanowiła przejąć nieco stery, jeśli chodzi o podział nagród. Z papierośnicy wyjęła jedną sztukę oraz zapałki, w ich miejsce wkładając nieco Simirów i rzucając ją w stronę Astry. Mężczyzna z kolei miał okazję złapać sakwę wraz z zapałkami. Widać jednooka postanowiła zadowolić się papierosem i sztyletem. Ostrze o długości mniej więcej dwudziestu dziewięciu centymetrów, z rękojeścią sięgającą niecałych piętnastu. Zdecydowanie był dobrze wykonany, szczególnie patrząc na metalowe wzmocnienia, umiejscowione na chwycie, zakończonym z drugiej strony, krótkim, pięciu centymetrowym ostrzem. Sama broń wydawała się również emitować śladowe ilości many, choć oczywiście ciężko powiedzieć, co takiego dokładnie potrafi. Wychodzi na to, że tutaj chyba kończyć będzie się ta ich przygoda. Choć możliwe, że dla niektórych to zarazem początek problemów.
Nic się nie dało zrobić. Reakcja Astry sprawiła, że mięśnie Hex drgnęły. Tylko tego brakowało, aby dziewczyna swoją kompletną nierozwagą wywołała walkę z nieznajomym, który dopiero co pokazywał, jak potrafi pozbawić kogoś głowy ot tak.
Zdawała się nadążać za rozumowaniem Astry w kwestii siekiery i sztyletu, chociaż nie bez mentalnego wysiłku. Zdaniem drugiej heroski bronie stanowiły symbole, do tego takie, które faktycznie mogą mieć na cokolwiek wpływ. Jednakże rudowłosą rządził pragmatyzm. W życiu nie pozwoliłaby o swoim losie decydować zwykłym przedmiotom, ale poza tym - w życiu by się ich nie pozbyła dopóki były użyteczne. W końcu to tylko narzędzia, a naprawdę "zło" wyrządzał człowiek, który ich używał. One nie miały wyboru. Nie nadawała im dodatkowych znaczeń, były tylko materiałem, który ktoś z ludzi wziął w swoje ręce i uformował w konkretny kształt.
— Lepiej zabić niż zostać zabitym. - skomentowała, ale z mniejszą pewnością niż dotychczas. Czy sama wierzyła w te słowa? Brzmiały logicznie. Instynkt przetrwania był w Hex bardzo silny i dopóki żyła dopóty trzymała się tego życia kurczowo. A jednak nie wiedziała, jak to jest pozbawić kogoś ostatniego oddechu i nie do końca miała ochotę do tego dążyć, aby się przekonać. Lepiej jej było bez tego jednego doświadczenia, ale najprawdopodobniej świat tutaj prędzej czy później jednooką przymusi. Wtedy będzie to sobie tłumaczyć właśnie tymi słowami. Lepiej zabić niż zostać zabitym.
— Gardzisz nim? - dopytała, tego już nie usiłując analizować. Brzmiało to, jakby go już znała. Albo szybko wydała na nim osąd. Hex sama nie wiedziała czy może on nie był tutaj tym właśnie po dobrej stronie, a Guss natomiast po złej. Była uprzedzona do drwala i gdy poczuła dziwną strukturę jego ciała tylko pogłębiły się jej podejrzenia, że coś ukrywał.
Rozdała znalezione w kieszeniach ich byłego zleceniodawcy dobra, od razu decydując o tym, że sama zrezygnuje z simirów. Zapewniła jednak na głos, że sobie też wzięła piętnaście monet, chowając rękę do plecaka. Dlaczego kłamała? Ciężko stwierdzić, ale zrobiła to bardzo dobrze, praktycznie niewyczuwalnie.
— No, w końcu zapalimy. - westchnęła cicho, umieszczając zdobyty kawałek bibułki pomiędzy palce i przykładając do ust. Zapałkami Elessar podpalił im tytoń, a Hex zaciągnęła się dymem. Nie zakaszlała. Jej płuca zdawały się znać to uczucie.
Stała chwilę nad trupem pogrążona w myślach i puszczająca kółka z dymu, a wtedy uklęknęła, aby wziąć porzucony sztylet. Obejrzała go sobie ze wszystkich stron, zważyła w dłoniach. Cóż, może się przydać, jeśli poćwiczy trochę machanie bronią. Dodatkowe zastanowienie budził fakt, że wyczuwała manę bijącą od broni, co sugerowało, że jest w nim jakaś magia.
Siekierę przyczepiła do rzemienia przy plecaku.
— Warto odpocząć w karczmie. - odezwała się zachrypniętym od palenia głosem i odwróciła plecami do towarzyszy, a twarzą w stronę Carachtar.
- Tak. - Astra natychmiast odpowiedziała Hex na pytanie o pogardzie. - Całkowita dominacja, a niecierpliwość do ścięcia głowy? Walka to potyczka: Ideałów. Emocji. Grzechów. Pozbawienie kogoś w trakcie ostatnich słów, to zdeptanie cudzych uczuć. Zignorowanie jej perspektywy. Nie zaakceptowanie jej jako równej na szali życia i śmierci. Większą litością byłoby ścięcie głowy jeszcze zanim słowa wyszły z gardła. Przynajmniej wtedy dalej by należały do ofiary, Gussa.
Choć jej mimika tego nie wyrażała, to jej lekko drgający głoś już tak. Była zdenerwowana, a pogarda to i tak łagodne określenie, co czuła właśnie Astra. Ideologia. Tak niewinne słowo, za które wiele potrafi poświęcić życie swoje i innych, by poczuć choć delikatne spełnienie, bądź uznanie. Przedstawicielka Haske szczególnie desperacko się tego trzymała, wpływając nie tylko na styl walki, ale sposób życia i postrzegania świata. Pewnie, gdyby całe to oddanie, przenieść na jakieś bóstwo, byłaby idealnym przykładem fanatyczki.
- Teraz, te same, niepełne słowa, zatruwają nasze serca.
Dorzuciła, chwytając za papierośnicę. Przyjrzała się jej i zrezygnowana schowała ją do kieszeni swojego płaszcza, nie podważając słów Hex na temat swojej doli. Nie miała powodu, aby je kwestionować, a także nie patrzyła się na na jej ręce. Mimo trawiących ją negatywnych emocji, potrafiła choć udawać, że nic się nie dzieje. Również na słowa Elessara zareagowała, a dokładniej na te ostatnie.
- Właśnie o tym mówię. Nie wiemy tego, czy nas "oszukał".
W tym przypadku jednakże się już nie rozwijała.
Jej refleksyjny nastrój natychmiastowo prysł, gdy skupiła swoją uwagę na jaśniejący żar w papierosach. Jej zainteresowanie nie ustępowało. Jej spojrzenie pytające się "Jakie to uczucie" było identyczne, jakim obdarowywała palącego Gussa na samym początku. Na samym początku.. Pustka.
Nagły zamach dłonią przed Hex mógł wydać się dziwny i niespodziewany, ale jej cel został osiągnięty. Przecięcie dymnego pierścienia. Nie chciała czuć pustki, toteż zajęła się "zbijaniem" dymnych tworów pozostałej dwójki, by zapełnić ją chociaż tym, bezsensownym celem.
To też był powód, dlaczego od razu ich nie opuszczała. Nie chciała wracać do Carachtaru sama, dlatego zamierzała podążyć za Hex.
- Polecasz jakąś? - rzuciła. - Zamierzam zgłosić to wszystko Gildii. Jak nie dotrę, to mnie zamknęli. - nie wydawała się przejmować tym faktem. W końcu więzienie też jakieś miejsce do odpoczynku.. przynajmniej logiką Astry.
Chwile jeszcze musiał się naczekać zanim Hex podała mu zapałki, ale opłacało się. Co prawda pierwszą prawię się poparzył, trzymając główke do dołu podczas odpalania zapałki, ale szybko się poprawił. Użył, więc zapałek do odpalenia swojego papierosa i hex. po czym zaciągnął się. Dziwne, żadnego odruchu nie miał, lecz czuł nieprzyjemne mrowienie w gardle, może sam kiedyś już palił? No cóż, przynajmniej w takim razie nagłe zaniki pamięci idealnie się sprawują jako likwidowanie nałogu, bo go do żadnych papierosów narazie nie ciągneło. Ale skoro już zapalił to postanowił się zrelaksować, odpocząć i pozwolić działać tej śmiesznej roślinie w bibułce. No i tak chwile postał, co prawda miejsce pozwala wiele do życzenia ale zbijanie przez Astrę kółek z dymu wydało mu się.... komiczne i dziecinne, co wywołało na jego ustach nikły uśmiech. Westchnął w końcu, wyrzucając końcówkę papierosa na ziemię i wdeptał ją w grunt, może i tą scene przydałoby się by strawił ogień, ale za duże ryzyko spalenia lasu. W każdym razie wreszcie odwrócił się do Hex, po tym jak zaproponowała wyruszenie wreszczie w drogę
Karczmę powiadasz? No cóż, jak to teraz powiedziałaś rzeczywiście zjadłbym i napił się czegos, podczas tego zamieszania jakoś mój organizm wręcz o tym zapomniał, heh. W każdym razie prowadź, będę tuż za tobą
Odpowiedział jej i też odwrócił się w stronę Carachtar, z minuty na minuty coraz bardziej zmęczony zaczął iść za towarzyskami. Sam nawet musiał przyznać, że zuzycie wszystkich swoich umiejętności było nierozważne, gdyby walka trwała dalej kto wie czy by nie padł z wycieńczenia... Ale nie trwała, uniósł głowę i nią lekko potrząsnął rozglądając się. Nie ma co się zamartwiać na zapas i myślec co by było gdyby, przecież udało się zabić bestię, a jedyne o co teraz może się martwić to stan łóżka jaki zastania w karczmie. Uśmiechnął się, ze zmęczonym wyrazem twarzy ale szczerze, wiedząc jednak w głebi duszy że to nie poczatek końca, a koniec początku tej przygody.