Las

Izarra

Czy rozdzielenie się było odpowiednią decyzją? Tego Astra nie wiedziała, lecz nie była doskonała, aby za każdym razem dokonywać najlepszych wyborów. Nie czuła żadnego żalu, zwłaszcza gdy czuła, że robi coś więcej niż stanie w miejscu.

Po zapamiętaniu pozycji słońca, by móc zawrócić w każdej chwili, brnęła dalej. Zwolniła jednak, słysząc kroki za sobą. Odwróciła się nagle, zatrzymując się, by przyjrzeć innej osobie. Okazał się to być najświeższy nabytek "drużyny". Pytania typu "dlaczego" były niepotrzebne. Ruszyła za nią lub w las, bo taką obrała decyzję. Więcej dla dziewczyny nie było ważne. Tak samo, jak ona podąża za Łososiem, bo tak zdecydowała.

- Mów mi Astra.

Przedstawiła się innym imieniem niż Izarra, co mogło być mylące. Dla "anielicy" nie było to coś dziwnego, w końcu wiele obiektów posiadało niejedno określenie. W międzyczasie sięgnęła po swoją aureolę. Chwyciła i pociągnęła, by przestała być umieszczona nad jej głową.

- Weźmiesz to. Patrz.

Rozkazała, po czym złapała aureolę obiema dłońmi i ją zmiażdżyła ze szklanym trzaskiem. Sekundę później resztki zniknęły, a nad głową Astry pojawiła się identyczna aureola. Złapała ją również i rzuciła nią gdzieś obok. Astra odczekała sekundę i przywołała ją do siebie. Wyglądało to tak, jakby aureola się przeteleportowała z powrotem nad jej głowę. Chwyciła ją po raz trzeci i tym razem ją podrzuciła do Hex.

- Sygnał niebezpieczeństwa. Ty miażdżysz. Ja przywołuję. Uważaj, bo kruche.

W takich sprawach nadmiar słów był niepotrzebny, a pokazanie jak "działa" jej aureola było efektywniejsze niż tłumaczenie teorii. Nie chodziło o to, że gonił je czas. Zwyczajnie nie chciała tego tłumaczyć. Warto też zaznaczyć, że Astra nie trudziła się z odwracaniem wzroku, skupiając się całkowicie na drugiej osobie. Dopiero po tym wszystkim obróciła się na pięcie. Ruszyła jako pierwsza, nie przejmując się tym, czy Hex będzie dążyć do zrównania kroku.

- Ta anomalia.

Zaczęła monolog, gdy jej wzrok wodził po otoczeniu w poszukiwaniu poszlak czy innych wskazówek.

- Uważam, że mogłaby być niewidzialna. Albo drwal miał ważniejszy powód, by nie podawać opisu przy pierwszej okazji. Ale. Anomalia pozostawiająca drwali przy życiu? Niezrozumiałe. Jej celem jest zniszczenie, a nie pragnienie przetrwania. Niestabilne zachowanie? Dwa różne zachowania? Dwie anomalie? Ts.

Syknęła, dając mały upust swojej irytacji.

- Czy ta rana [drwala] wyniknęła po spotkaniu z tą śmiercionośną wersją anomalii? A może tą łagodniejszą? Ghh..

Zatrzymała się, by na krótko odwrócić się do Hex. Na szybko się jej przyjrzała od stóp do głów.

- Wydajesz się starsza. Cierpliwsza ode mnie. To dobrze. Mnie interesuje tylko walka. Mogę zaryzykować nawet życiem.

Obróciła się, by kontynuować poszukiwania poszlak.

- W końcu jesteśmy spisani i tak na straty. Istniejemy tylko po to, aby walczyć z anomalią. Niczym system obronny większego organizmu pożeranego przez truciznę - Anomalię.

Hex

Hex wkroczyła w leśne podszycie sztywnym krokiem, z mięśniami zastygłymi w wiecznym napięciu, ale bynajmniej niezwiązanym ze strachem. Jej jedyne, błękitne oko sunęło czujnie po okolicznej roślinności. Uwadze rudowłosej dziewczyny nie umknęła zarówno ciemna gleba przykryta kępkami zielonej trawy, jak i rozwijające się krzewy, młode sadzonki, a wreszcie także i drzewa. Przyglądała się korze oraz gałęziom tych ostatnich, a swoje oględziny kończyła mocnym zadarciem głowy w górę, aby ujrzeć nad sobą rozłożyste korony. Szukała nieprawidłowości, chociaż można też odnieść wrażenie, że ją po prostu całkiem interesowało poznawanie tutejszej flory oraz fauny, jeśli na jakąkolwiek natrafią. Anomalia prawdopodobnie oddziaływała zarówno na jedno, jak i na drugie. Zapewne sporo ludzi nudziłoby po prostu oglądanie lasu, ale Hex czerpała z tego satysfakcję, będąc niczym botanik, który w umyśle próbuje pozgadywać konkretne gatunki, zidentyfikować wiek lasu, żyzność jego ziem, klimat, jaki tutaj panuje.

Udała się za dziewczyną pod pretekstem bycia miłą towarzyszką chcącą mieć oko na drugą osobę i w razie możliwości ją wesprzeć. W gruncie rzeczy spodziewała się, że będzie musiała nadstawiać za nią karku, bo jednak popis z potknięciem się o swoje nogi mocno zapisał się w pamięci Hex i rzutował teraz na całą ogólną kompetencję jasnowłosej Izarry… A może jednak Astry, bo tak się właśnie przedstawiła. Lekki dysonans nie zbił heroski z pantałyku, ponieważ sama nie przedstawiała się nikomu własnym imieniem, stosując za to dużo prostszy zamiennik. Jednak nie wybrała go do końca tylko ze względu na swobodę.

— Hex. – odpowiedziała lakonicznie, gotowa skończyć na tym wszelką rozmowę i pozwolić ciszy wieść prym, ale była zmuszona zatrzymać się w połowie kroku bliżej jednego z dzikich krzewów, na którym próbowała dopatrzeć się owoców.

Oparła dłoń o wcięcie w swojej talii obleczone kolczą plecionką, gdy obserwowała poczynania z świecącym kółkiem nad włosami Astry. Początkowy sceptycyzm szybko zamienił się w uznanie. Pierwszy raz odczuwała pewnego rodzaju aprobatę wobec cudzych działań. Bez problemu pojęła, jak działa aureola oraz co będzie musiała zrobić, aby w razie czego ostrzec towarzyszkę. Hex sama w ogóle nie pomyślałaby o wykształceniu podobnego systemu na wypadek rozdzielenia, poniekąd przez to, że zupełnie nie przyzwyczaiła się do pracy z kimś innym.

— Rozumiem. – skwitowała krótko, bo jakieś pochwały nie za bardzo przeszłyby jej przez gardło. Wzrok rudowłosej również był w pełni skupiony na złotych tęczówkach Astry, więc dłuższą chwilę wzajemnie przenikały się spojrzeniami. Zaraz po swoim zapewnieniu Hex złapała tajemniczy krążek, próbując być bardziej delikatną niż zwykle. Przesunęła palcami po fakturze aureoli, ale poczuła niewiele, ponieważ nosiła rękawiczki.

Postanowiła założyć sobie krążek wysoko na ramieniu, tak aby się niego nie zsuwał, ale jednocześnie, aby mieć obie ręce wolne. Przeszły razem dalej, chociaż Hex rzuciła jedno spojrzenie za siebie, w stronę obozowiska drwali. Słuchała jednym uchem rozważań dziewczyny przypominającej anielicę, reagując dopiero, gdy nie za bardzo umiała już powstrzymać język.

— Powinnam była zgadnąć, że jesteś specem od Anomalii i widziałaś już ich mnóstwo, skoro wiesz, co jest celem tego zjawiska. – zmarszczyła lekko nos, jednakże w jej głosie nie pobrzmiewała otwarcie drwina. Trochę jakby karciła Astrę za jej pochopność. — Na pewno znamy dwa skutki jej działania. Jeden to wywoływanie mocnego zmęczenia, wysysanie energii. Drugi to zadawanie takich ran, które wyglądają jak przebicie czymś ostrym.

Obie zaczęły dzielić się swoimi przemyśleniami.

— Myślisz, że to dwie anomalie jednak? Może jedno z tych działań należy do anomalii, a drugie, właśnie ta rana, do jakiegoś stworzenia, na jakie mogła mieć wpływ. Ewentualnie coś się zmieniło i teraz działa inaczej.

Mruknęła pod nosem, gdy usłyszała od Astry, że pewnie jest starsza oraz cierpliwsza. Cóż, w głębi duszy czuła, że jest przede wszystkim ostrożniejsza. Kolejne słowa dziewczyny tylko potwierdzały, że jej instynkt samozachowawczy nie za bardzo istnieje. Gdyby Hex odczuwała empatię, na pewno przejęłaby się wizją śmierci złotookiej, ale tak naprawdę jeśli mogła zaryzykować nawet i życiem to… to droga wolna. Dlatego dobrze, że szła pierwsza. Skinęła tylko krótko głową, pokazując, że nie będzie jej na siłę zatrzymywać przed brnięciem dalej, gdy pojawi się już niebezpieczeństwo.

— Ciekawe czy jak herosi pokonają Anomalię to wszyscy powrócą do swoich dawnych żyć i światów. – podzieliła się głośno jedną z myśli, która dopiero teraz się pojawiła. No właśnie… może to powinna być jej motywacja? Bo bynajmniej nie czuła się zmotywowana do po prostu ratowania wieśniaków i nadstawiania za nich karku w imię „honoru”. Ale gdyby na końcu tej drogi czekała nagroda w postaci całkowitego powrotu… musiałaby bardziej się nad tym pochylić w innych okolicznościach. Teraz przede wszystkim trzeba mieć oczy (oko) i uszy szeroko otwarte.

W każdym razie dziwna obojętność wobec swojego losu oraz uznanie, że wszystko jest z góry ustalone zupełnie nie zgadzało się z wewnętrznymi przekonaniami Hex, ale o tym już Astrze nie wspominała.

Mistrz Gry

Dwójka herosów, którym to cierpliwość nie pozwoliła na pozostanie przy zleceniodawcy i postanowiła zdobyć informację same z siebie. Ahh, cóż by mogło pójść w takim wypadku nie tak, prawda? Prawdę powiadając, jeśli mówimy o obecnych wydarzeniach, tak szczęśliwie nie stało się jeszcze nic. Ot dwie kobiety przechodzące się wcześniej wydeptanymi przez drwali ścieżkami. Przechodząc tak, mogły dostrzec część ściętych drzew, które to wskazywały na swego rodzaju wzór. Nie były one bowiem wycinane byle jak. Wyglądało to tak, jakby mieszkańcy wyspy, starali się zachować balans w lesie. Wycinając jedynie te drzewa, które blokowały zbyt dużo światła i nie dawały możliwości na rozwój roślinom z niższych ściółek. Co zresztą nie winno też dziwić. Wszak las był nie tylko źródłem drewna, ale również różnorakich ziół. Choć oczywiście, na wydeptanych ścieżkach, nie ma co ich zbytnio poszukiwać. W pewnym momencie jednak znajdująca się w naszym duecie złotooka mogła dostrzec, leżące w krzakach materiały, które to zdawały się przypominać ubrania. Nie trzeba byłoby nawet się specjalnie zbliżać, aby móc dostrzec co potrzebne.

Było to ciało jednego z zaginionych drwali. Jego skóra wydawała się zapadać w ciało, zupełnie jakby w środku nie znajdowało się kompletnie nic poza szkieletem. W okolicach ramion oraz karku dostrzec można było liczne rany jak u Gussa, występujące jednak w parach oraz znacznie mniejsze. Gdyż pojedyncza nie przekraczała zapewne centymetra. Jego twarz wykrzywiona była w grymasie agonii, zupełnie jakby cała zawartość jego ciała, została z niego wyciągnięta, gdy ten jeszcze żył. Kompletnie puste oczodoły i jedynie sporadyczne, małe ślady krwi w okolicy.

Izarra

- Jeśli Herosi pokonają Anomalię, to Herosi staną się nową Anomalią, a Świat zacznie tworzyć nowe mechanizmy obronne.

Wyrwało jej się samoczynnie. Możliwe, że myślała zbyt pesymistycznie, a raczej.. nie rozmyślała nad tym tak naprawdę wcale. Brzmiała, jakby taka była zasada świata, coś oczywistego. Ta myśl jednakże jej nie martwiła, a sama świadomość bycia zwykłym narzędziem w czyichś nieokreślonych rękach widocznie jej nie przeszkadzała. Właśnie teraz była też wykorzystywana częściowo przez Hex jako nijakie mięso armatnie idące z przodu.

W trakcie rozglądania się po kontrolowanej wycince powróciła następnymi słowami do poprzedniej myśli.

- Spec? Nie rozumiem. Obudziłam się dopiero wczorajszego dnia, wtedy też dowiedziałam się o Anomaliach.

Słyszalnie Astra nie załapała drwiny, sarkazmu czy innego drugiego dna. Obróciła nieco głowę, by móc spojrzeć na Hex swoimi złotymi tarczami zegara.

- Ale jeśli moje oczy nie mają sensu, to czy Anomalie będą mieć go więcej?

Po tym powróciła do rozglądania się wokoło.

Nagle się zatrzymała, nakazując do tego samego Hex ruchem ręki. Jej uwaga na krótko skupiła się na krzakach, aby następnie rozejrzeć się uważnie po okolicy. Ciało, ale czy stare? W dodatku tylko jedno?

- Dwie anomalie.. albo dwa rozmiary.

Opuściła dłoń, powoli się upewniając, że całe to ciało nie było jedną, wielką pułapką. Dalej nią mogło być, lecz przynajmniej nic je nie zaatakowało od razu.

- Ciało, jedno. Gdzieś w okolicy powinno być drugie.

Nawet przez głowę Astry nie przeszła myśl, że druga osoba mogłaby uciec. W końcu z informacji, jakie otrzymała, albo drwale wracali osłabieni, albo nie wracali wcale. Ta para wydawała się podpadać w drugą kategorię.

- Myślałam, że widok śmierci mnie bardziej poruszy. Może to przez adrenalinę i ciągłe uczucie niebezpieczeństwa.. a może po prostu jestem taka nieczuła?

Rzuciła w eter. Brzmiała na zawiedzioną samą sobą. Miała jakąś nikłą nadzieję, że widok śmierci spowoduje, że się cofnie, stanie się bardziej ludzka. Jednak tak się nie stało.

- Pójdę poszukać drugiego ciała.

Jak postanowiła, tak zrobiła. Jako pierwszą poszlakę określiła sporadyczne ślady krwi. Może one doprowadzą ją do celu? Jeśli nie, to postanowiła skorzystać z kierunku wskazanego przez pozycję ciała. Szansa była niewielka, ale stopy lub głowa mogłyby wskazywać stronę, z której lub dokąd uciekał drwal. Chyba że się dawno rozdzielili. Astra nie zamierzała przeszukiwać w tym celu całego lasu, dlatego po przeszukaniu niewielkiego terenu i nie znalezienia drugiej kupki ubrań zapakowanych w wysuszone zwłoki, postanowiła powrócić do pierwszego ciała.

Zaprzątała sobie głowę, jakie szanse będzie mieć przeciwko tej Anomalii. Widać było, że działa na podobnej zasadzie, co komar. Jeśli drwale nie mogli uniknąć tego losu, to jak ona tego dokona? Prócz opancerzonych dłoni nie miała niczego innego, a nawet wątpiła, aby nawet i ten zalążek magii pomógł jej przeciwstawić się atakom.

Zauważyła, że za dużo swojej uwagi poświęca ziemi i krzakom, dlatego dla odmiany również rozejrzała się po tym, co znajduje się ponad jej głową.

Hex

Interesująca koncepcja, aczkolwiek… przypominało to wróżenie z ułożenia rzuconych na stół kart. A w tego rodzaju „przepowiednie” Hex nie potrafiłaby nigdy uwierzyć, będąc tak nieporuszonym sceptykiem. To czysty absurd, aby rezygnować z realizmu i trzeźwości umysłu na rzecz filozofowania czy zgadywanek. Może dlatego młoda dziewczyna nie lubiła rozmów dotyczących abstrakcyjnych tematów, bo to dla niej koncepty zbyt odległe od twardej rzeczywistości. Z dezaprobatą spojrzała na plecy odwróconej akurat w stronę dalszej ścieżki dziewczyny, nie próbując w tamtym krótkim momencie tuszować widocznego na twarzy lekceważenia – zarówno wobec szalonych teorii snutych przez jasnowłosą, jak i ogólnie całej jej zdziwaczałej osoby. Prawdę mówiąc, jednooka czarownica stwierdziła teraz, że dawanie się wplątać w podobne dyskursy doprowadzi zupełnie donikąd. Domysły Astry wybrzmiewały, jakby postrzegała je za fakty, więc równie dobrze mogłaby po prostu przytakiwać. Niech żyje w tej własnej bańce.

— Oczywiście, to normalne, że ktoś się ledwo budzi i już wie wszystko – skomentowała znowu z sarkazmem, nic sobie nie robiąc z tego, że dziewczyna chyba nie rozumiała tego specyficznego tonu wypowiedzi. Na początku jej wzmianka o obudzeniu się zaledwie wczoraj wywołała ukłucie rozczarowania. Oznaczałoby to, że Hex istotnie jest w pewnym sensie starsza, bo ona „istniała” już co najmniej dwa tygodnie. Później uświadomiła sobie, że nie ufa i nie wierzy w prawdziwość słów Astry zwanej również Izarrą. To zbyt podejrzane, aby mogła wiedzieć cokolwiek na temat herosów, Anomalii i całego tego świata, w jakim przyszło im podróżować, a jednocześnie ledwie wczoraj zacząć chodzić po terenach Sylvaris. Coś musiało być kłamstwem, a na wszelki wypadek zamierzała od tej chwili poddawać w wątpliwość wszystko, co towarzyszka może o sobie lub czymkolwiek innym powiedzieć.

W złote tęczówki zerknęła po to, aby upewnić się, że wskazówki rytmicznie poruszają się po tarczy. Mogło to coś oznaczać, ale…

— Nie obchodzą mnie Twoje urocze oczy. – powiedziała wprost, odwracając się naprzód, aby kontynuować miły „spacer”. Niestety, las nie był o wiele ciekawszy od Astry. Hex nie zauważyła tu żadnych dziwnych rzeczy, a jedynie fakt, że drwale byli wspaniałomyślni i nie kierowali się wyłącznie jak największym wyzyskiem. A może właśnie to było tym dziwnym elementem. Nim zdążyła się oddalić, zwróciła uwagę na alarmujące słowa o ciele. Ostrożnie rozejrzała się po okolicy, ale wydawało się, że są same. Pozostali członkowie grupy na razie nie zdołali dogonić dziewcząt. Gdyby coś się wydarzyło przed chwilą pewnie mogłyby coś usłyszeć. Dopiero po chwili dłoń rudowłosej zsunęła się z kolby rewolwera, za którą złapała pod połami płaszcza na wszelki wypadek.

— Nie wiem, jakie emocje miałabyś odczuwać w stosunku do trupa. – skomentowała szorstko, zupełnie bez wyczucia. Pod względem nieczułości były podobne… pod innymi też, ale o tym heroska nie miała na ten moment pojęcia. Kiedy podeszła do porzuconego ciała odczuwała tylko ciekawość. Hex chciałaby pozostać przy pechowym drwalu o wiele dłużej, dlatego jedynie skinęła głową na informację, że Astra pójdzie szukać drugiej połówki tej pary. W momencie kucnięcia nad denatem rudowłosa pewnym ruchem naciągnęłaby na swoje dłonie rękawice, gdyby już ich nie nosiła. Chwilę zbierała informacje jedynie zmysłem wzroku i już to dużo powiedziało dziewczynie. Zapadnięta skóra oraz mięśnie, wyraźne liczne ślady dwóch małych wkłuć. Wygląd ran podobny do tej na ramieniu Gussa aczkolwiek przede wszystkim tutaj były zawsze zadawane podwójnie, no i do tego rozmiar zupełnie inny.

Ofiara nie zginęła od razu, ponieważ przez wykrzywione mięśnie twarzy widać było ogrom cierpienia, jakie musiał przeżywać człowiek, podczas gdy coś wysyłało z niego siły witalne, krew, mięśnie, nawet gałki oczne. Powinny były poczuć zapach trupa, ale tutaj nie za bardzo miało już co gnić poza samą skórą oraz kościami. Hex po oględzinach wyciągnęła ręce i najpierw dotknęła skóry nieboszczyka, aby sprawdzić czy jest wysuszona, potem zaś dotknęła okolice ran, przyglądając się czy nic w nich nie zostało oraz jak głęboko dotarło cokolwiek, co się w nie wbiło. Machinalnie, odruchowo wręcz przeszukała też kieszenie mężczyzny.

— Drugi mógł się gdzieś tutaj schować w czasie ataku. – zwróciła uwagę, gdy Astra znowu zakręciła się w pobliżu. Hex nie zdziwiłoby tchórzostwo drwala.

Lachs

Łosoś kiwnął głową na sugestię Elessara. Trudno było uniknąć cienia, znajdując się pod koronami drzew — w szczególności, kiedy mieli zapuścić się wgłąb tej gęstwiny, gdzie zapewne jeszcze trudniej będzie o światło słoneczne. Zwracanie uwagi na polany brzmiało jak słuszny plan, bowiem mogły one stanowić jakiś rodzaj schronienia przed tym cieniolubnym straszydłem.

Co do dalszej wypowiedzi swojego towarzysza…

— Czas pokaże, jaki los został mu zapisany — skwitował, oddalając od siebie wyobrażenie cierpiącego człowieka. Nie było sensu zastanawiać się nad tym w tej chwili: Łosoś nie był medykiem ani znachorem, a w obliczu bezsilności najbardziej racjonalnym wyjściem była akceptacja.

W każdym razie, dwaj herosi ruszyli pośpiesznym krokiem w ślady Izarry oraz jednookiego nieznajomego. Lachs, trzymając w dłoni oszczep, w większym stopniu niż poszukując tropów wypatrywał zagrożeń – jakiejkolwiek oznaki ruchu w krzakach czy między drzewami, nawet tej uchwyconej samymi peryferiami widzenia. Ufał bowiem, że istotne tropy na tym odcinku drogi zostały już wcześniej rozpoznane; zarazem krzyki Gussa i zapach jego krwi mogły wywabić, czy też wybudzić czające się w pobliżu pomioty Anomalii.

Nie zajęło, zdaje się, długo, zanim otchłań oczu Łososia pochłonęła sylwetkę jednookiego wagabundy. Nie uciekła im także ta dziwna prawidłowość: ta część lasu, którą wycinali drwale, była zdecydowanie jaśniejsza, choć niewiele mniej gęsta od pozostałej. Czy był to wyraz swoistego szacunku wobec natury? W głowie Lachsa pojawiło się kilka przemyśleń, których w tym momencie nie miał czasu zwerbalizować. Widząc, że jednooki nad czymś się pochyla, podszedł do niego, starając się nie narobić hałasu.

— Przeznaczenie znów szczęśliwie splotło nasze drogi — powiedział, patrząc mu przez ramię… i dopiero wtedy dostrzegł obiekt tych oględzin. Trupa? Skórę? Jak określić tę masę, która kiedyś była pełnym życia człowiekiem?

— Został wypatroszony. I wyfiletowany. Ale jak bestia tego dokonała, pozostawiając skórę w tak nienaruszonym stanie? — rzucił temat do namysłu, patrząc z obrzydzeniem na truchło. Było ono tak abstrakcyjnie zdeformowane, że nie przypominało nawet ciała. Przyglądał się przez pewną chwilę poczynaniom jednookiego, pozostawiając mu dokładne oględziny.

— Musiałby zostać w środku poszatkowany. Albo rozpuszczony… — Lachs skrzywił się, wracając myślami do Gussa. Może to, co Elessar zidentyfikował jako jakiegoś rodzaju toksynę, krążyło w żyłach drwala, powoli przygotowując go do konsumpcji? Przez moment odwrócił się do Elessara, szukając z jego strony jakiejś sugestii: jego wcześniejsza wypowiedź wskazywała bowiem, iż miał on pewne pojęcie o medycynie. Te powoli rozkładające się organy, jak najgorsza choroba, wyjaśniałyby to opisywane w zleceniu osłabienie. Może i destrukcji ulegała sama w sobie ich dusza, skoro dotykała ich utrata pamięci…?

Sama ta myśl wywołała u Lachsa chęć zwymiotowania. Musiał jednak zweryfikować tę tezę. Zacisnął dłonie na drzewcu oszczepu.

— Uważaj.

Kiedy tylko ręce jednookiego znalazły się w bezpiecznej odległości od brzucha drwala, wbił w niego grot i wykroił długi otwór, tak jak poczyniłby z rybą, by ukazać czy we wnętrzu pozostało cokolwiek z jego organów.

Elessar

Elessar szedł niedaleko za nim, ciągle obserwując ich otoczenie, wszakże nie chciał skończyć jak Guus czy zaginieni. Im dalej zapuszczali się w las tym dalej miał wyobrażenie zapuszczania się w paszcze lwa, panikując lekko wewnętrznie nawet na najcichsze dźwięki lasu czy łamane przez zwierzęta gałązki lub szelest liści którego jak to w lesie, nie brakowało. Z jego wręcz transu obserwowania wszystkiego wyrwało go dopiero jak Łosoś zaczął mówić do jednookiej. Westchnął z ulgą że ich znaleźli wreszcie i odwrócił się niepewnie, wciąż kątem oka obserwując linię lasu

-Wreszczie was znaleźliśmy, w sumie to daleko zaszłyście biorąc pod uwagę czego się my dowiedzieliśmy w tym czasie jak wy poszłyście zwiedzać widoki

Westchnął i popatrzył się na trupa, wysuszone ciało, liczne ślady ran w.... górnej części ciała tylko? Elessar spojrzał instynktownie do góry, może to co ich zaatakowało kryło się w koronach drzew? Aż dreszcze go przeszły na myśl o spadającej śmierci przed którą ciężko się obronić. W końcu Guus miał ślad na przedramieniu... no cóż w każdym razie podszedł bliżej do trupa by lepiej na niego spojrzeć

-No to nie wygląda mi na robotę czegokolwiek pospolitego, ale albo potwór jest wyższy od człowieka albo zaatakował od góry, zresztą patrząc na ilość i wielkość tych hmm, ugryzień? Można by mówic nawet o tym że nie zaatakowała go tylko jedna anomalia a kilka co zdecydowanie utrudnia sytuację jeśli mogą być tak bardzo skoordynowane

Gdy Łosoś rozciął ciało drwala Elessar o mało co się nie przewrócił, wręcz odskakując od trupa który zaczął nagle dużo gorzej cuchnąć. Może i był wyssany do ostatniej kropli krwi i cholera wie czy nie wszystkich wnętrzności ale skóra od środka zaczęła już dawno gnić. Z trudem zasłonił nos i usta swoją peleryną by lekko zmniejszyć intensywność tego smrodu i podejść znowu bliżej.

-Cholera, za dużo tam w środku oprócz zgnilizny nie ma, ale nie chce was zasmucać bo skoro ciało tu jeszcze jest wogóle a nie rozłożone przez bakterie to znaczy że za długo tu nie leży, więc miejcie się na baczności

Ostrzegając ich on sam przypomniał sobie wreszcie słowa Guusa o anomalii, no tak przecież miał, ba wręcz musiał im to powiedzieć czego się dowiedzieli. Odsunął się od trupa kaszląc lekko przez to jak rozkładające się ciało pachniało i odwrócił do towarzyszek zmierzając je wzrokiem, zdziwiony lekko aureolą w dłoniach Hex już następne myśli niepokoiły jego głowę, jak to wogóle działa, może sobie Astra zdejmować ją jak kapelusz? I czemu wogóle rudowłosa ma ją w rękach?! No ale trudno, nie mógł sobie pozwolić teraz na marnowanie czasu nieważne jak bardzo go ciekawiła anatomia innych herosów lub czymkolwiek jest aureola.

-Zaraza, zapomniałbym ale Guus ostrzegł nas o jednej bardzo ważnej rzeczy którą udało mu się zapamiętać, anomalia ma oczy ze szkarłatnymi krzyżami i... podobno mamy uważać by nie pozwolić jej w żaden sposób zbliżyć się do żadnych cieni, których w lesie jest... pełno dosłownie

Lekko się otrzepał jakoby miało mu to pomóc z pozbyciem się przykrego ataku wciąż atakującego jego nozdrza i znów zanóżył się w swoje myśli, co to może być za anomalia? Im więcej wskazówek znajduje tym bardziej są one ze sobą sprzeczne, choć może dlatego że nikt nic nie pamiętał, środek amnezyjny? Jakaś trucizna? A może jak pająki które rozpuszczają swoje ofiary działa ten enzym jednocześnie uspokajająco pozbawiając sił ofiarę która powoli odpływa w sen, najczęściej ten wieczny. No i czemu ten trup ma wiele małych a Guus jedną dużą rane? No cóż może i ich towarzyszki dowiedziały się czegoś więcej będąc w lesie więc zmierzył je ponownie wzrokiem wyczekując na odpowiedzi, lub jakieś spostrzeżenia dodatkowe.

Mistrz Gry

Ciężko jest obecnie powiedzieć, na czym stała sytuacja. Przynajmniej, to jeśli mówimy dokładnie o obecnym tu kwartecie herosów. Właśnie, kwartecie, gdyż nie minęło jednak aż tyle czasu, nim to pozostała przy Gussie dwójka, dołączyła do dziewczyn. Które to były w stanie znaleźć przynajmniej jednego z denatów, o których to była mowa. Nie można jednak było powiedzieć, że znalezisko to, było dla nich jakoś szczególnie użyteczne. Wszak jeno co ciało było w stanie im dać, to dodatkową konfuzję. Rany jak u Gusss, jednak w większej ilości oraz znacznie mniejsze. Kolejną informację, był w stanie uzyskać jeden z herosów, który przebił oszczepem już to, co można było jeno nazwać skorupą. Potwierdzając przy tym, że poza kośćmi w środku, nie ma kompletnie nic. Tak jednak następujący potem szelest, sprowokował trzymającą oszczep personę, do ruszenia bardziej w głąb. Niestety dla niego jednak odbyło się to w momencie, gdy Hex oraz Astra dostrzegły leżącą nieopodal martwego drwala, szczerbioną siekierę oraz prowadzący w środek lasu szlak krwi. Pomyśleć, że przez to jedynym, który dostrzegł, co takiego się stało, był Elessar. Mógł bowiem zobaczyć, jak jego kompan, stąpając bo ciemno purpurowym cieniu, zostaje nim splątany i finalnie w niego wciągnięty. Aby to szybko po całym zdarzeniu, cień powrócił do normalnego wyglądu, a korony drzew zaczęły się mocniej trząść.

Izarra

Podczas przeszukiwania najbliższego obszaru, do jej uszu dobiegły inne głosy od strony Hex. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby się zorientować, że należały one do pozostawionej dwójki. A więc bez problemu podążyli za ich śladem. Krótko się zastanowiła, czy dowiedzieli się więcej od ich zleceniodawcy. Skupiła się jednakże na postawionym przed sobą celu: znalezienia drugiego ciała. Nasłuchując więc rozmowy na tyle, ile mogła, rozglądała się po krzakach i pod drzewami, uparcie szukając potwierdzenia własnych przemyśleń. Albo przeżywali, albo ginęli. Ich los był powiązany.

Po niedługim czasie ostatecznie jej się udało odnaleźć dowód własnych słów. Drugie ciało.

- Znalazłam.

Obwieściła niezaskoczona znaleziskiem. Jej uwaga padła na siekierę i ślad krwi. Ślad krwi? Czym to mogło być spowodowane? Zawahała się początkowo przed podejściem do drugiego drwala, starając się przeanalizować jego przedśmiertelną sytuację. Czyżby się odczołgiwał ze środka lasu? Skusiła się jedynie, aby podejść i chwycić siekierę. Podrzuciła nią, by następnie się przyjrzeć jej użyteczności. Wyszczerbiona. Brak drugiej mógł świadczyć, że się zmieniali podczas rąbania.

Dopiero wtedy postanowiła zareagować na słowa Elessara, dalej spoglądając na siekierę i na krwawą ścieżkę.

- Jeśli Anomalia wykorzystuje cienie, to las jest jej naturalnym terytorium.

Rozejrzała się wokoło, zauważając obszary światła, o które drwale dbali, by pozostawały. Nie robili tego umyślnie, lecz ich praca powodowała, że terytorium Anomalii nie było perfekcyjne. Chyba. Jej przemyślenia jednakże przerwały szelesty koron drzew. Wiatr? Jej wzmożona czujność dopiero zauważyła ubytek w drużynie.

- Gdzie Łosoś?

Rzuciła do pozostałej dwójki, nie znajdując żadnego logicznego powodu, aby miał tak znikać bez słowa.

Hex

Hex intrygowało to odnalezione ciało z wielu powodów. Właściwie to pierwszy raz zobaczyła, jak wygląda śmierć – a przynajmniej w tym życiu, bo nie miała pojęcia co się działo przed pojawieniem w krainie lewitujących wysp. Odczuwała odrobinę zniechęcania przez to, że kompletnie nic nie odnalazła pomimo przeszukiwań wszytych w ubrania kieszeń mężczyzny, czy dokładnych oględzin ran. Zero wskazówek. Poczuła się znowu trochę, jak przy drwalu, gdy zignorował jej konkretne pytania. Jednakże czasami tak się działo, że żadnych informacji nie dało się zdobyć i musiała zdusić swoje skłonności do niecierpliwienia się. Pracowali tutaj mimo wszystko jako grupa, więc fakt, że inni więcej zauważą tak czy siak powinien się rudowłosej przydać. W głębi duszy wyrzucała sobie jednak własną bezużyteczność oraz bierność.

Usłyszała subtelne kroki po poszyciu i odwróciła głowę do białowłosej kobiety, tej, która nie nazywała się ani Astrą ani Izarrą. Słowa o przeznaczeniu Hex skwitowała tylko uniesieniem brwi. Dziwni się ci kompani trafili.

— Skóra jest naruszona – poprawiła odruchowo towarzyszkę, wskazując palcami na tuziny parzystych wkłuć. Fakt, że tak niewielkie i pozornie niegroźne rany dokonały takiego zniszczenia zdecydowanie sugerował działanie tutaj dodatkowych elementów, a nie tylko fizycznej siły Anomalii. Trucizna, jad, choroba, magia, umiejętność wysysania wnętrzności z człowieka – to raczej coś z tego zakończyło żywot nieszczęśnika. Hex odsunęła się o parę kroków od truchła, gdy kobieta zadecydowała, że je po prostu przebije oszczepem. Patrzyła na uszkodzoną skorupę z lekkim obrzydzeniem, ale i zainteresowaniem.

Lubiła badać to, co nieznane, a to zdecydowanie były bardzo nowe doświadczenia. Nie odrywała wzroku od ciała, kiedy heros, którego imienia też jeszcze nie poznała, zaczął mówić o tym, co Guss zdążył dopowiedzieć. Sam fakt na temat oczu nie zdziwił Hex, ale już wzmianka odnośnie cieni wywołała pierwszy uśmiech na jej twarzy. A więc idealnie trafiła. Sama również odczuwała niezwykłą więź z mrokiem odkąd tylko się przebudziła, a każdą z umiejętności starała się poznać i udoskonalić. Zdecydowanie wolała to niż otrzymać… przykładowo magię uzdrawiania. To byłaby ironia losu. Hex wolała ranić niż rany te opatrywać. Momentalnie więc poczuła jakąś kuriozalną nić porozumienia z czymkolwiek, co żerowało w tym lesie. Na razie rudowłosa zachowała ze swojej strony milczenie, nie zdradzając, że cienie to również dokładnie jej bajka. Odsłanianie własnych kart nie uśmiechało się Hex. Wolała ukrywać informacje o sobie póki było to możliwe. Jeśli dojdzie do walki to i tak się przekonają, co potrafi.

Astra nie dość, że odnalazła i kolejne ciało, to również siekierę. Na bladej twarzy pojawił się ledwo widoczny grymas będący skutkiem odczuwanego przez Hex bólu dupy. Jak na razie to równie dobrze mogłoby jej na tym zleceniu nie być i nic by się nie zmieniło. Do tego siekiera… broń przydałaby się dziewczynie, ponieważ nie posiadała niczego, co działałoby w starciu wręcz. Rewolwer był niezwykle przydatny, ale i on miał ograniczoną amunicję, a do tego łatwo było postrzelić sojusznika, więc posiadanie jakiejkolwiek broni białej na pewno dodałoby kilka możliwości rudowłosej. Czy zamierzała prosić Astrę o znalezisko? Nie, nie zdobyłaby się na to.

Ten ciąg myśli został przerwany przez pytanie. Hex prawie zapytała „Kto?” nie mogąc skojarzyć, dlaczego nagle chodziło o jakąś rybę, ale wydedukowała, że chodzi o osobę, której… nagle nie mogła nigdzie zauważyć. Przecież dopiero co tu była ze swoim oszczepem i tajemniczymi słowami o przeznaczeniu.

To raczej niemożliwe, aby tak szybko się oddaliła i dlaczego robiłaby to bez słowa ostrzeżenia wobec reszty grupy? Rozejrzała się dookoła, zwłaszcza patrząc na cienie, ale sama nie mogła zaoferować żadnego wyjaśnienia. Może obecny obok mężczyzna zdołał coś zauważyć.

Elessar

Elessar już miał ruszyć do następnego ciała zastanawiając się dalej nad sprawcą lub sprawcami tych mordów. Anomalia tak naprawde mogła być czymkolwiek i to mu się tu najbardziej nie podobało, ciągły brak informacji i narastający niepokój zaczęły wprowadzać go w lekką paranoje stojąc w tym lesie pośród cieni. I to może właśnie to go uratowało przed losem Łososia bo gdy Elessar usłyszał szelest zamiast ruszyć w tamtą stronę, uniósł broń i zaczął się rozglądać. Patrząc uważnie w miejsce wydobycia się szelestu spostrzegł... osobliwy kolor cienia coś jakby... purpurowy odcień. Ale niestety zanim zdążył wypowiedzieć słowo jego towarzysz już został wciągniety a on sam zaniemówił wręcz. Jego pierwszą reakcją po tym zajściu było natychmiastowe odskoczenie od tamtego miejsca z uniesionś bronią, choć wiedział że zapewne na dużo mu się ona nie przyda. Spojrzał więc w stronę towarzyszek i szybko skierował tam swoje kroki szerokim łukirm omijająć jakiekolwiek cienie. Gdy do nich dotarł niestety adrenalina już zaczęła przestawać działać i stał się bardzo roztrzęsiony widząc przed chwilą jak atakuje anomalia, w końcu idąc tutaj myślał że będzie walczył ze zwykłym potworem a nie... magicznym bytem wciągających ludzi w cień

Uwaga na cienie! Przed chwilą widziałem jak Łosoś został dosłownie wciągniety przez... "coś" do nich!

Powiedział a raczej wykrzyczałp w ich stronę, dalej ciągle się obracając i wzdrygając na jakiekolwiek szelesty. Myśląc jak to się pozbyć tego zagrożenia z cienia... no i wtedy pomysł zaswitał mu w głowie jak żarówka, a raczej jak lampa bo do żarówek w tym świecie długa droga. Szkoda tylko że nie oświetliła terenu wokół niego bo tym samym mogliby jakoś oddzielić się od cieni, źrodłem światła.

Macie jakąś pochodnię? Cokolwiek co daje jakiekolwiek światło? To chyba nasza jedyna opcja

Powiedział i zrobił krok w bok, ciągły szelest koron drzew i ich ruch oznaczał że same cienie ciągle się ruszają, więc stojąc w miejscu też ich nie uniknie. Zależało mu na tym zleceniu, przydałaby się większa sakiewka ale widząc tą anomalię najchętnirj wziąłby nogi za pas. Ale nie chciałby samemu uciekać, a tym bardziej zostawić w potrzebie Guusa i drwali s tym bardziej opuścić kompanki które chyba nawet nie zauważyły co się stało z Łososiem na wręcz pewną śmierć. Cokolwiek by o nim nie powiedzieć gdy trzeba było, nieważne ile razy by to przeklinał w takich sytuacjach miał serce po dobrej stronie i nie zostawiłby kogoś na pastwę losu, nawet tak jak teraz gdzie może to oznaczać utratę życia przez coś co nie wygląda na szybką smierć patrząc na ciała. Przygotował więc się już mentalnie na walkę z ćwierćpałka wziensioną ku górze i zaklęciami gitowymi do użycia wrazie jakby coś i go porwało ma zamiar użyc energy blasta, nie patrząc na swoje bezpieczeństwo.

Mistrz Gry

Zdawać by się mogło, iż cała ta sytuacja zaczynała odciskać coraz to większe piętno psychiczne na ostałej się trójce herosów. Zdecydowanie ograniczone informacje, jakimi to dysponowali, w połączeniu z widokiem ciał, jakie to pozostawił potwór. Choć raczej winno się tu zwrócić uwagę czysto na ich stan. Tym, co zapewne przechyliło czarę goryczy, było jednak zdecydowanie nagłe zniknięcie czwartej persony z ich grupy i niszcząc wcześniej utworzony kwartet. Najgorsze, że każdy z nich był obecnie od siebie w miarę oddalony, zmieniając całe trio w jeszcze prostsze cele dla potencjalnego zagrożenia. Zagrożenia, którego to wciąż nie byli w stanie dostrzec. No może poza Elessarem, który to obserwował jak purpurowy cień, przypominający swoją strukturą bardziej coś na wzór cieczy pochłaniał ich kompana. Odchodząc jednak na chwilę od tego tematu i przechodząc do Astry. Która to miała okazję podnieść siekierę jednego z pechowych drwali. Było to proste narzędzie, trzon długi na jakieś siedemdziesiąt centymetrów, solidna, żelazna głownia. Ostrze posiadało jedynie jedno wyszczerbienie, choć właśnie dość spore. Zupełnie jakby uderzył nią coś, do czego nie została stworzona. Na jej spodzie jednak widniały do tego dwie litery J.D. Czyli zapewne inicjały jej właściciela, choć mam wrażenie, że ta informacja akurat nie za bardzo obchodzi naszą trójkę herosów. Powiedziałbym nawet, że mają to serdecznie gdzieś. W przeciwieństwie do nasilającego się stale szelestu koron drzew. Powiedzieć jednak, że w tym wszystkim, los postanowił zakpić z owej trójki, to wręcz niedopowiedzenie. Ciemne, praktycznie, że burzowe chmury przesłoniły słońce, pokrywając ich w jeszcze większej ciemności. Wtedy też spośród licznych koron wyłonił się zapewne ich cel. Bestia o ciele pająka, posiadająca to jednak ludzkie ramiona, której to ciało zdaje się stworzone z kryształu? Zdecydowanie nie była to istota, która powstała w sposób naturalny.

To, co rzucić mogło się jednak w oczy, to uszkodzenie jednego ze stawów bestii i zapewne powód wyszczerbienia siekiery. W jednej chwili jednak, na oczach potwora pojawiły się czerwone znaki “X”. Trwało to jedynie krótką chwilę, a gdy tylko znikły, można było usłyszeć kłujący w uszy i świszczący głos.

— Ttaaak jeeeessstt… — Po tych o to słowach, przeciwnik rzucił się na jedną z owej trójki. Jednooką kobietę, wpychając ją na cień o tej samej aparycji, jak ten, co wciągnął wcześniejszego towarzysza. Upewniając się, że nikt nie przerwie procesu, skierował swój wzrok na pozostałą dwójkę.

Hex zostaje przeniesiona do przestrzeni pomiędzy płaszczyznami.

Izarra

Otrzymawszy odpowiedź, umysł Astry zalało multum możliwości i pytań. Nie zamierzała jednakże rozważać każdej z nich i po prostu zaskoczona wypluła pierwsze, które jej się napatoczyło.

- Dlaczego za nim więc nie pobiegłeś?

Dziewczyna nie wiedziała, jak to dokładniej wyglądało od strony mężczyzny. Nie w jej intencji było, by zabrzmiało to tak nieczule. Poczucie winy jeszcze do niej nie docierało, gdy jej umysł wydawał się coraz bardziej przestawiać na tryb bojowy. W przeciwnym wypadku pewnie stałaby sparaliżowana, nie wiedząc, co powinna zrobić. W końcu postanowiła, że będzie ochraniać. Rzeczywistość pokazała, że nie zamierzała spełniać zachcianek każdego. Nie oczekiwała odpowiedzi, gdyż sama zaczęła się rozglądać po otoczeniu z nadzieją, że odnajdzie miejsce, gdzie został pochłonięty Łosoś. Było to oczywiste, że gdyby była okazja, ruszyłaby bez przemyślenia za nim.

- Nie.

Krótko i sucho odpowiedziała mężczyźnie na temat pochodni, przenosząc swoją uwagę na nagłe ściemnienie otoczenia. W tej sytuacji możliwość ucieczki od cienia stała się niemożliwa. Mocniej ścisnęła trzonek siekierki, mając dziwne przeczucie, że za niedługo Anomalia zaatakuje ponownie. To była zbyt idealna okazja ograniczona limitem czasowym, gdyż chmury mogły w każdej chwili się rozrzedzić. Jej ciało drżało ze strachu i podekscytowania, a serce starało się wyrwać z klatki piersiowej i uciec jak najdalej stąd. Na szczęście nie musiała zbyt długo oczekiwać w tym stanie, a jej złote oczy skupiły się na wyłoniętej bestii.

- Wielki pająk. Kryształowy? Ranny. Możliwe odcięcie?

Jej mruczenie pod nosem zostało przerwane przez niespodziewany głos, który rozproszył jej dotychczasowe myśli, a wizja się rozmazała przez przymknięte oczy. Okropny dźwięk rozszedł się po całej jej czaszce. Jej krótkotrwałe oszołomienie spowodowało, że kolejna osoba z drużyny została wciągnięta w cień. Mogła tylko obserwować jak znika. Podświadomie oczekiwała aż aureola do niej wróci, lecz tak się nie działo. Nagłe zrozumienie zalało Astrę, co umocniło jej determinację.

- Hex i Łosoć żyją!

Krzyknęła pewna własnych słów do mężczyzny, orientując się, że nie znała jego imienia. Nie widziała, aby Sługa przebijał ją swoim odnóżem. A może ma jeszcze kolejny szpikulec w środku swojej jamy po rozdziawieniu szczękoczułek? Tam, gdzie wylądowała Hex, nie było miejscem natychmiastowej śmierci. Naturalnie mogły istnieć inne sposoby, aby zabić ciało bez naruszenia aureoli, lecz nie było czasu nad nimi się roztrząsać.

Choć pragnęła walki, jej całe ciało krzyczało, że nie przeżyje, gdy zaszarżuje na ślepo prosto na Sługę. Zakładała, że Anomalia jest od niej szybsza, zwinniejsza i silniejsza. Może nawet i inteligentniejsza. Ruszyła więc biegiem, starając się okrążyć Anomalię, nie zmniejszając dystansu tak, aby mężczyzna i Astra byli pod dwóch przeciwnych stronach, aby Sługa nie mógł tak łatwo zwrócić swojego wzroku na ich dwójkę jednocześnie. Po tym kucnęła, dotykając zacienionej ziemi lewą dłonią, gdy siekierę ustawiłaby defensywnie przed sobą. Jej następne ruchy były jednakże na podstawie tego, na kim skupiłby się Sługa. Może ponownie wejdzie do korony drzew i zeskoczy na kolejną ofiarę? Wtedy to byłoby dla niej na rękę, gdyż musiała określić, na kim użyje paraliżującego spojrzenia. Miała nadzieję, że nie zakłóca on aktywacji jej magii. Mieli niedobór informacji i byli zmuszeni do stawianiu niebezpiecznych założeń.

Dlaczego jednakże potrzebowała wiedzieć, kto stanie się następnym celem Sługi? Musiała określić miejsce wyjściowe Gloom Gate, które będzie następujące: Jeśli ona stanie się cieniem, otworzy bramę pod sobą i na drzewie po jej lewej na wysokości dwóch i pół metra. W przypadku Elessara, zamierzała otworzyć bramę pod sobą i po jego lewej. W obu przypadkach planowała to samo, czyli przenieść się tuż przed atakiem (tuż po ataku w przypadku, gdy celem był Elessar), chwycić siekierę oburącz oraz dołożyć wszelkich wysiłków, aby trafić z całej siły w zranione już miejsce. Podobnie jak Sługa, ona również zyskiwała na tym, że całe otoczenie było pokryte cieniem.

Warto też wrócić do tego, dlaczego Astra zaczęła określać pająka mianem Sługi. Najprostszą odpowiedzią by było to, że dziewczyna lubi nazywać rzeczy po imieniu. W końcu od początku podejrzewała, że istnieją dwie Anomalie, a początkowe słowa Sługi nie były skierowane do nich, a do swojego Pana. Była to odpowiedź na otrzymany rozkaz, co potwierdzało jej przeczucia, że pozostała dwójka jeszcze żyje. Nasuwało to oczywiście wiele innych pytań, lecz nie był to czas na zgadywanki.

Elessar

Zdziwiony widokiem pająka odrazu wiedział co nadchodzi teraz, lecz z jakiegoś powodu nie mógł wydobyć z siebie głosu lub nawet się ruszyć, jakby sama obecność anomalii go paraliżowała wewnętrznie przez co Hex na jego oczach została wciągnieta w to coś. Zagryzając zęby wyrwał się z tego stanu bezmocy i unosząc broń spojrzał na Astrę

Masz jakiś plan? Bo nie wygląda to za dobrze.

Skupił się na pająku a szczególnie jego kończynie która była naruszona przez siekierę. Przynajmniej wiedział że nie stoi naprzeciw czegoś czemu nic nie zrobi, bo jeśli krwawi to można to zabić. W każdym razie w jego głowie już formował się plan, widząc jak dziewczyna biegnie na drugą strone wiedział, że jakby we dwójke zaatakowali napewno jedno z nich by trafiło.... kosztem drugiego. Nie, musi być lepszy plan. Spojrzał się ponownie na anomalie i powoli odchodząc analizował sytuację bacznie stawiając swoje kroki starając się zrobić trochę miejsca między samym sobą a pająkiem po to by móć skorzystać ze swojej mocy. Ten moment nadszedł gdy wielki pajęczak na chwilę tylko poświęcił swoją uwagę jego towarzystce i Elessar skupił całe swoje siły na swojej mocy. Użył Augende artes, odrazu czując przypływ mocy, czuł to w sobie jakoby napełniło go to dodatkową siłą, tej której potrzebował by nie tylko przeżyć czy pokonać anomalię. Nie, on chciał pomścić swoich towarzyszy nawet jeśli jeszcze zyli to coś wciągneło ich niewiadomo gdzie, może teraz ich torturuje w jakieś czarnej dziurze. Jego taktykę przysłoniła chęć zemsty, i w jego myślach pojawił się jedyny cel - pająk. Może to było przez magię lub po prostu nagłą realizację i wściekłość straconych kompanów, teraz jego głos nawet nie był już opanowany a Astra mogła usłyszeć zamiast zwykle miłego choć suchego głosu. wręcz rozkaz.

Odwróć jego uwagę, mam plan! Użyj-...

Ugryzł się w język, nie wiedział czy anomalia rozumie ludzkie słowa lecz nie będzie ryzykować, Astra musi mu zaufać. Elessar już skupił się na jednej rzeczy, na oczach pająka przez które najwyraźniej używał swojej mocy. Jeśliby je uszkodzić może by udało im się zaskoczyc bestie i ją nawet pokonać choć będzie to ryzyko, ale chyba tylko mu to pozostało, bo nie ucieknie i nie zostawi kompanów w potrzebie. Podniósł więc wysoko ćwierćpałkę i wyczekiwał odpowiedniego momentu, choć nie do ataku nią. Każda walka polega na podstępie i jeśli ma choćby szanse wprowadzić bestię w przeczucie że zaatakuje wręcz zrobi to, by wybić ją z rytmu magicznym atakiem energy blasta. Używając swojej chwilowej zwiększonej energii czekał na dogodny moment, gotów odskoczyć w każdej chwili, czując że może uda mu się zrobić unik i wyprowadzić kontrę. Jedyne czego się bał to magii tej anomalii lecz postanowił że jeśli go złapie... to ostatkiem swoich sił całą energie zużyje na energy blasta prosto w oczy potwory, mając na celu rozwalić jej łeb.

Mistrz Gry

Pomyśleć, że wystarczyła jeno chwila, aby to pozbyć się jednej z osób, które to stały naprzeciw bestii. Śmiało, można powiedzieć, że podziałało to na jej pewność siebie. Zupełnie jakby ta rozumiała pojęcie dumy i pychy. Które to teraz zdawały się ją przepełniać. Zachowanie, jakie prezentowała, wydawało się wyjątkowo ludzie. Zachowanie nieco niespodziewane jak na zwykłego potwora. Co jednak może też dawać naszym herosom zamysł, iż ta jest zdolna do logicznego myślenia oraz planowania. A taka wiedza, może okazać się dla nich nad wyraz ważna. Jakie to były jednak ich plany? Wydawać by się mogło, jakby ich przeciwnik kompletnie się tym nie przejmował. Uważając się za zwyczajnie lepszego do swoich przeciwników. Powiedzieć, że potwór staje się ucieleśnieniem pychy, nie byłoby zapewne zbyt daleko od prawdy. Pytanie pozostaje jednak, na kogo ten postanowi się rzucić. Nie trzeba było jednak długo czekać na odpowiedź. Dość szybko bowiem, bestia ta zdecydowała się zaatakować pozostała tu jeszcze kobietę. Wystrzelił wręcz w jej stronę, z zamiarem zaatakowania jednym ze swoich, pokrytych kryształami odnóży. Śmiało, jednak można było dopowiedzieć, że los w tym momencie był po stronie Astry. Lekkie przerzedzenie się chmur. Krótkotrwały prześwit światła słonecznego. Tyle to wystarczyło, aby to ze strony potwora, usłyszeć bolący w uszy pisk, a atak miast uderzyć dziewczynę, wbił się w drzewo. Na jakiś czas zapewne unieruchamiając potwora, który to nie omieszkał pozostać w ciszy.

— Nieeeee…. Nieee… Uniiikniieeciee… Swwwweggoo lloossssuuu… Wszzyst- t-t-tko… Dlaa mmmejj P-p-p-aaniii… — Głos potowora pozostawał skrzeczący i niesamowicie nieprzyjemny dla uszu. Zdawać by się mogło, że w momencie, gdy to jego odnóże wbiło się w drzewo. Rana, jaką posiadał, nieco się poszerzyła.

Izarra

Astra nie należała do osób umiejących odczytywać atmosferę. A dotychczasowe jej zachowanie i reakcje jasno wskazywało, że daleko jej było również do bycia empatką. Mogło to więc zdawać się dziwne, gdy uczucie pychy oraz dumy potwora zostało wyłapane przez dziewczynę. Ta mała informacja brzydziła wewnętrznie Astrę. Czuła dziwne przeświadczenie, że było to coś niepotrzebnego i nienaturalnego. Defekt.

Był to iście poetycki moment ukazujący drastyczne przeciwieństwa między Astrą a potworem. Pająk przejawiający ludzkie zachowania, tymczasem kobieta starająca się ich pozbyć i upodobnić się do wyczekującej zwierzyny. Po jednej stronie Sługa działający na rozkaz swojej Pani, gdy po drugiej ochroniarz bez osoby chronionej. Polujący i polowana.

Sługa obrał ją za cel, a sama Astra przeceniła swój czas reakcji, zdołając jedynie oznaczyć Bramy, gdy odnóże potwora sunęło po powietrzu. Nie krył się, że zamierzał ją zabić. Czyżby jej złote oczy utkwione w jego istocie tak bardzo go drażniły? Nie udało mu się jej sięgnąć. Czy nagłe światło było pomocą od samego Losu? Przeznaczenia? A może coś innego obserwowało jej poczynania i postanowiło udzielić drobnej pomocy? Astra nie zamierzała zmarnować nadanej jej szansy, postanawiając podążyć za swoim planem z drobnymi zmianami. Skupiła swoje myśli, a dłonie heroski otoczył jej własny cień, by się utwardzić i przekształcić rękawice ze szponami na końcu. Siekiera została przerzucona do lewej ręki, a prawa dłoń dotknęła ponownie ziemi pod nią. Sekunda i Astry tam już nie było.

Pojawiła się tuż nad utkwionym w drzewie odnóżem, by od razu poczuć skutki grawitacji. Była na to przygotowana. Złączyła ze sobą wszystkie palce w prawej dłoni, by z dodatkowym zamachem i dodatkową siłą spadku uderzyć "szpikulcem" prosto w charakterystyczne miejsce - jedyną ranę Sługi. Nastawiała się, że albo ją odrąbie, albo połamie sobie rękę o coś niemożliwego. Po wylądowaniu na ziemi, szybko wyskoczyła do przodu, świadoma, że kieruje się prosto na potwora. Chciała skrócić tym dystans, ograniczając ruchy jego odnóży. W trakcie tych cennych sekund łapana oburącz siekiera miała jej pomóc przy następnym ruchu. Po zbliżeniu się szeroko zamachnęła się nią od góry prosto w jedną z ludzkich rąk potwora. Choć pragnęła ją odrąbać, wątpiła, aby było tak proste z tak okropnym stanem siekiery. Zamierzała ją porzucić po ataku, by mieć wolne dłonie, którymi postara złapać cokolwiek, czym potwór postanowi się jej odwdzięczyć. A przynajmniej tego spodziewała się dziewczyna.

Słowa Elessara nie docierały do Astry, której uwaga została całkowicie pochłonięta przez potwora. Otrzymała to, czego pragnęła - przeciwnika. Jednakże mocne uderzenia serca wspomagane przez adrenalinę nie dawały jej upragnionej satysfakcji. Nie, chciała zabić tego potwora, nie z powodu zlecenia, zemsty czy bycia heroską. Robiła to z chorej zazdrości. Chciała poczuć to samo, co On. Powiązanie. Służba. Obowiązek. Zatracić się w wykonywaniu cudzych rozkazów. Może jak się Go pozbędzie, to zajmie Jego miejsce? Czy wtedy odzyska to, co straciła?

Elessar

Elessar widząc atak Astry skupił się i znalazł dogone miejsce z idealnym widokiem na głowę pajęczaka. Wziął kilka głębszych oddechów by się uspokoić i przycelować wyciągając ręce przed siebie. Wiedział że to raczej jego jedyna szansa i ten atak pozbawi go z jego energii magicznej na dłuższy okres czasu ale nie mógł tak po prostu zostawić Astry samej sobie w atakowaniu potwora. Skupił całą swoją energie na użyciu energy blast'a, prosto w głowe potwory. Zachwiał się lekko, używanie wzmocnienia i potem umiejętności magicznych mocno nadwyrężało jego ciało ale wiedział że 2 razy silniejszy atak mógł być tym co da im przewagę w tym momencie. Wstał i zaczął biec w strone pająka, nie odpuszczając mu nawet teraz. Wiedział już że długo nie uda mu się utrzymać tego stanu więc starał się wykorzystać go jak tylko mógł. Niestety może i zrobił dystans między sobą i pająkiem ale teraz będąc dwa razy szybszym i tak nie da rady przybiec, a w tych ważnych sekundach kiedy skracał dystans myślał o tym czy to prawda że Hex i Łosoś żyją, myślał czy teraz pająk ich też złapie w cień jak ich. Potrząsnął tylko głowią wiedząc że nie da temu potworowi zabić już nikogo innego. Widząc jak Astra walczy jak może przyśpieszył, wiedział że każda sekunda się liczy, bo ta bestia pokazała już na ile j3st groźna. Podziwiał jej walkę, widać było że ma motywację, choć nawet w tantym momencie Elessar nieraz słysząc jej brak empatii podejrzewał że nie chodziło o zniknięcie ich towarzyszy. Nie zatrzymały go nawet te momantalne podejrzenia, wszystko może być wytłumaczone po walce a nie teraz, więc biorąc głęboki oddech przygotował się do zaatakowania potwora.

By pomóc Astrze zrobił wślizg i uderzył dwa odnóża ćwierćpałką, tylko by odrazu po tym odskoczyć licząc na przynajmniej zachwianie się pająka i skupienie uwagi na sobie. Podniósł broń do góry i teraz wyczekiwał znowu ataku potwora, uważając ciągle by nie wdepnąć w cień. Jego planem jest zablokowanie jakichkolwiek dalszych ataków bestii lub szybki unik. Wiedział ze w razie uderzenia przez odnóże nie będzie to dla niego łatwe je sparować więc gdyby do ataku doszło, był gotowy w każdej chwili odskoczyć. Wiedział też że pająk będzie chciał go osaczyć tsk by uwięzić w cieniu więc w jego myślach pojawiła się myśl... Jeśli nie będzoe miał moejsca do uniku, skoczy do przodu i zaatakuje dając z siebie wszystko i nie dając się złapać jak ryba w sieć.

Mistrz Gry

W zasadzie ciężko jest powiedzieć, kto taki posiada obecnie przewagę. Z jednej strony faktycznie bowiem, to dwójka naszych herosów jest teraz w nieco lepszej sytuacji. Mogą w miarę spokojnie atakować poniekąd unieruchomionego przeciwnika. Tak, jednak jeśli wziąć by pod uwagę czystą siłę fizyczną, czy wytrzymałość, punkty powędrowałyby zdecydowanie do tego monstrum. Które to zresztą aniżeli samych przeciwnikach. Jak to los miał zamiar zaprezentować decyzja, jaką ten podjął, zdecydowanie nie należała do najlepszych. Do czego jednak to wszystko doprowadziło? Pierwsza uderzyła Astra, korzystając ze swojej umiejętności, do przemieszczania się poprzez cienie. Jakaż ironia to, co wykorzystał do pozbycia się dwóch herosów, teraz zadziałało na jego niekorzyść. Łącząc w sobie zarówno naturalną siłę heroski, pęd jej upadku oraz wcześniej posiadaną ranę? Efekt był dość prosty do przewidzenia, Astra przebiła się przez zranione odnóże potwora, pozbawiając go jednej z kończyn. Była do zarazem dostatecznie dobra dystrakcja, aby to jej towarzysz, był w stanie trafić swoim atakiem w głowę monstrum. Od razu po tym, jego jeszcze ludzkie ręce zakryły jego oczy, gdy ten zaczął się chybotliwie wycofywać, wraz z kłującym w uszy skrzekiem. Wszystko wskazywało na to, że nasi herosi mają pewną przewagę w walce. W ten jednak, z pyska potwora, zaczęła wydobywać się jakaś dziwna, zielona ciecz.

Press me.

Jej ilość zwiększała się drastycznie i to w zastraszająco szybkim tempie. Z pomocą całkowicie losowych i gwałtownych ruchów pyska, zaczął rozprzestrzeniać, ową ciesz na swoją okolicę oraz własne ciało. Każda roślina, jaka została tym trafiona, zaczęła być wyżerana, tak samo zresztą, jak kryształowe pokrycie jego ciała. Rozpadające się kryształy, zaczęły opadać na ziemię i ukazywać skrytą pod skorupą formę. Ciało, którego kości zaczęły się przemieszczać, skóra rozrywała i zrastała się na ich oczach. Aby to ukazać im, poniekąd prawdziwą formę ich przeciwnika.

— AAAARGHH! — Wcześniej skrzeczący głos czyjegoś sługi, nagle stał się znacznie bardziej dopasowany do tego, jaki można usłyszeć od większości bestii. Pozbawiony większych emocji, poza złością. Zupełnie jakby to ten stracił tę pozostałą część swojego człowieczeństwa i stał się najzwyklejszym potworem. Nie potrzebne było również czekać za długo, aby ponownie ruszył na dwójkę naszych herosów. Wypuszczając w ich stronę jakiś dziwny, podejrzany gaz, szybko pokrywając nim całą okolicę.

Izarra

Astra już miała kontynuować swoje natarcie, dążąc do ograniczenia ruchów odnóg Sługi, lecz coś zmieniało. Twardym stąpnięciem w ziemie zmusiła się do zatrzymania, obserwując, co się dzieje z potworem. Substancja skapująca na okolice była.. czymś niebezpiecznym. Astra łatwo mogła sobie wyobrazić, że podobnie jak rośliny, jej skóra bardzo łatwo podda się kwasowi. Atak od frontu stał się więc zbyt ryzykowny. Komplikowało to jej taktykę. Nie oszukujmy się, Astra nie należała do taktyków i choć posiadała ogromne pokłady doświadczenia bojowego, te zanikły wraz z wspomnieniami Armagedonu innego świata. Wiedzieć mogła jedno: Sługa zrzucił z siebie powłokę, która go dotychczas ograniczała. Wydawał się teraz jeszcze bardziej przerażający niż poprzednio, jednakże serce Astry wypełniało się nie strachem, a spełnieniem.

- Tak! Odrzuć swoją durną dumę i zatańczmy razem w obustronnej destrukcji!

Wyrzuciła z siebie podekscytowana. W tej jednej chwili ten defekt w potworze zniknął, przeobrażając się w złotych oczach Astry w coś wspanialszego niż było ledwie minutę temu. Bo czymże było piękno? Zwykłym subiektywnym określeniem. Warto jednak nakreślić, że Astrę nie kręcą potwory. Nie widziała w Słudze zwykłego przerośniętego, zmutowanego pajęczaka, a istotę, która postanowiła pokazać pełnię siebie. Istota, która w tej krótkiej chwili zaakceptowała tym, czym była.

Astra jednakże się zawahała, jeszcze zanim istota postanowiła na nich zaszarżować. Chciała tak samo, pokazać siebie w pełni okazałości, lecz dalej była nieznana sytuacja Hex, a aureola była jedynym dowodem, że jeszcze ma szansę żyć. Czy podda się chwilowemu szczęściu, przerywając połączenie z zaginioną towarzyszką? Oczywiście, że tak. Jedna myśl wystarczyła, aby jej aureola pojawiła się nad jej głową. Nagłym ruchem lewej dłoni wyrwała ją tak nagle, że poczuła małe szarpnięcie głowy. W prawej dalej trzymała siekierę i w tym samym momencie, co potwór ruszyła w jego kierunku.

Widząc nadlatujący gaz, zaczerpnęła większy oddech, by go zatrzymać w płucach oraz zamknęła lewe oko, nie przerywając swojej szarży na potwora. Nie wiedziała, czym to było, dlatego przygotowała się na dwie możliwości: żrący gaz i truciznę. Jedynie jej głowa była najbardziej odkryta i pewnie jej uroda zostanie oszpecona, lecz tym najmniej się aktualnie przejmowała dziewczyna.

W biegu pochyliła się do przodu i rzuciła w stronę potwora swoją aureolą, aby ocenić czy jego delikatne światło jakkolwiek zadziała, i by zadziałało jako mała dystrakcja. W tym czasie Astra starała obserwować odnóża i samą paszczę, by nagłym zwrotem w lewo uniknąć zamachu lub splunięcia, gdy wejdzie w zasięg. Wszystko to miało na celu, aby utrzymać się na po jego prawej stronie, której brakowało jednego odnóża. Choć pragnęła jak najszybciej znaleźć na odległość siekiery od pyska, to wiedziała, że tam będzie najniebezpieczniej. I jeśli już się tam znajdzie, nie będzie już odwrotu.

Dalej trzymała siekierę, lecz swoje płytkie cięcia w kierunku odnóży potwora przeprowadzała szponami lewej ręki. Chciała tym dowiedzieć się, czy tym kwasem była przemieniona krew?

Potrzebowali informacji, a Astra bezceremonialnie zgłosiła się na królika doświadczalnego.

Elessar

Elessar sam nie marnował czasu, odskoczył widząc przemianę wroga nie dając się zaskoczyć z bliska kwasem. Widząc jego reakcję z roślinami nie chciał ryzykować ale wiedział, że nie ma siły na kolejny atak energii. Nadzieje dało mu jednak odsłonietę spod kryształowego pancerza ciało które mógł zaatakować licząc na zadanie kreaturze obrażeń, lub przynajmniej osłabienia go. Już miał skoczyć znowu do akcji, gdy.... zauważył jak potwór wypuszcza jakiś gaz w ich stronę i sam na nich rusza. Zatrzymał się i spojrzał w stronę Astry lecz zauważył że ona sama skoczyła w wir akcji nie przejmując się niczym gazem. Przeklnął pod nosem i postanowił to zrobić też po swojemu. Ta chwila przemyślenia dala mu czas na pomysł, miejąc nadzieję że zadziała. Otoczył sie tarczą z energii, licząc z całych sił na to że gaz też zablokuje i rzucił się w stronę potwora celując w jego obnażone teraz ciało. Wykorzystał resztki swojego wzmocnienia by uniknąc potwora który chciał ich zaatakować, pomimo mienia tarczy nie chciał ryzykować jakiekokolwiek ataku, zresztą to jego energia więc też wolał jej nie marnować na ciosy które może uniknąć. Zacisnął mocno ręce na ćwierćpałce i przygotował się do ciosu który nastąpi po uniku. Wyprowadził cios prosto w szczękę potwora mocnym zamachem ćwierćpałki od dołu, nie tylko dlatego że jest to w naturze słabo opancerzone miejsce, ale też dlatego by przynajmniej móc go zdezorietnować i pozwolić Astrze w pełni uzyć swoich umiejętności na tej poczwarze by razem go pokonać. Odrazu po tym nie dał potworze żadnego czasu na odetchnięcie wykorzystując momentum jego ataku by wyprowadzić odrazu półobrót prosto w tułów potwora by uderzyć go i odepchnąć go od siebie.

Mistrz Gry

Chyba na spokojnie można powiedzieć, że walka zaczęła nabierać tempa, prawda? Pozostałe jeszcze resztki światła, które to zaczęły być pochłaniane przez chmurę gazu, jaką to wypuściła bestia. Co byłoby najbardziej rozsądne w tym momencie? Zapewne chwilowe wycofanie się, próba unikania teraz walki i poświęcenie tego czasu na analizę sytuacji oraz nowego stanu, w jakim znajduje się przeciwnik. Wszak kto wie, może pozwoliłoby to na odnalezienie jakiejś z jego słabości… Jak to się jednak miało okazać, Astra miała nieco inne plany. Wypełnienie wpierw swoich płuc jeszcze czystym powietrzem, aby to następnie po tym od razu zaszarżować na przeciwnika. Można by się zacząć zastanawiać, czy ta zna pojęcie słowa taktyka. Choć zapewne odpowiedzią byłoby nie. Zarazem jednak, zdecydowanie znalazłaby się grupa osób, do których jasnowłosa bez problemu by się wpasowała. Niestety jednak los miał nieco inne plany, gdyż ich przeciwnik wybrał sobie tym razem nowy cel. Spluwając na nadlatującą aureolę i strącając ją na ziemię. Niemal natychmiast po tym, przeskoczył nad dziewczyną i ruszył w stronę drugiego herosa. Tyle czasu wystarczyło też, aby gaz rozprzestrzenił się dostatecznie obszernie i gęsto, aby nasza dwójka mogła zacząć czuć jego efekty, gdy ten wchłaniał się przez ich skórę. Trucizna, choć jak się miało okazać, o dziwo wcale nie zabójcza. No, a przynajmniej jeśli spojrzymy na ich obecny stan. Tym, co jednak zostało zaatakowane, był wzrok herosów. Wszystko, co widzieli, było lekko rozmyte, a każdy ruch przeciwnika czy kompana, zdawał się tworzyć lekkie powidoki, utrzymujące się jakieś półtora sekundy. Monstrum wylądowało praktycznie przed Elessarem, który to przywitał je atakiem swojej ćwierćpałki w pysk i jak się okazało, ten zdaje się teraz jednak bardziej wrażliwy. Gdyż lekko się zachwiał, co jednak nie oznaczało, iż miał zamiar pozostać mu dłużny. Szybki i silny atak odnóżem, który to posłał mężczyznę prosto w drzewo.

Izarra

Aureola została zestrzelona, lecz nie minęło długo nim ta rozpadła się i powróciła z powrotem nad głowę pozbawionej skrzydeł anielicy. Nie było ważne czy to z powodu otrzymanych obrażeń, czy może szybkiej, krótkiej myśli Astry. Dziewczyna była przygotowana na wiele scenariuszy, jednakże nie na ten, w którym potwór postanowi ją zignorować. Zadarła w górę głowę przez ułamek sekundy obserwując spód pająka, by po tym się odwrócić i być świadkiem krótkiej wymiany ciosów. W tym momencie Astra czuła się szczerze zdradzona i niezrozumiana. Myślała, że nawiązała krótką nić porozumienia. Okazała się ona jednostronna. Jednakże nie było jeszcze za późno. Dalej mogła szybko dobiec i kontynuować ich walkę. Obróciła się i zrobiła jeden krok, by natychmiast się wstrzymać. Rozmazany wzrok początkowo wkręcił dziewczynie, że na miejscu znajdowało się więcej potworów. Szybko załapała, że winnym był gaz. Spodziewała się, że był on gorszą, bardziej zabójczą substancją, stąd te prowizoryczne zabezpieczenia. Pozwoliła sobie więc wziąć oddech i otworzenie lewego oka.

Kolejna zmienna w postaci rozmazanego wzroku wprawiło Astrę w zawahanie. Dotychczasowe jej ruchy były podyktowane głównie tym, co widzi. W momencie, gdy ten dostęp do informacji został zaburzony, jej ciało i umysł nie potrafiły tak ochoczo skoczyć do paszczy lwa. Lecz nawet i ten stan zostałby przełamany, gdyby nie nagła, kolejna zmiana zachowania potwora. Z powodu zaburzonego wzroku nie mogła dokładnie stwierdzić, co się działo, dlatego zrobiła krok do tyłu, tworząc gardę z siekiery i podtrzymującej jej od tyłu ręki. Skupiając się bardziej na dźwiękach niż tym, co rzeczywiście widzi, zrozumiała, że sług zaczął rozwalać drzewa. Próbowała skleić to, co widziała, w jedną całości, aż potwór zniknął. Zapadł się pod ziemię. Początkowo Astra uznawała to za dziwnie niezrozumiałą zasadzkę, lecz.. coś jej nie pasowało. Minęła sekunda, druga, a nawet i czwarta, gdy do dziewczyny zaczęło powoli docierać, że żaden atak nie zostanie wyprowadzony w jej stronę. Została porzucona w połowie. Nieusatysfakcjonowana. Opuściła siekierę. Razem z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy z trudnościami dotarła do miejsca, gdzie zniknął jej niedawny przeciwnik. Brak reakcji cienia jedynie potwierdzało jej największe obawy.

- Hej.. wracaj tutaj. Jedno z nas miało tutaj umrzeć. - wydusiła z siebie. - Czyż nie taka była nasza rola? Moja rola?

Wraz z ostatnimi słowami padła na kolana i zaczęła rozgrzebywać ziemię. Po stalowych rękawicach nie było żadnych śladów. Jedynie skórzane rękawice chroniły jej dłonie przed zranieniem i brudem. Szybko przestała, orientując się, że to na nic się nie zda. Na próżno szukać było najmniejszego śladu po pająku.

- Czy to moja kara? Wieczne niespełnienie? Czyżby świat pragnął, aby wyżarta przez brak wspomnień pustka w moim wnętrzu nigdy nie została wypełniona? Co ja uczyniłam, że zasłużyłam na taki los?

Rozpaczała. Zbyt skupiona na swojej krzywdzie, aby przejąć się bezimiennym towarzyszem, który wyszedł z tej krótkiej potyczki bardziej poturbowany od nierozważnej Astry. Nawet nie poczuła jak pojedyncze łzy spłynęły po policzkach. Nie nad nieznanym losem Hex i Łososia, a nad własnym, niezrozumianym "ja". Całą tą sytuację obwiniała świat, los, przeznaczenie czy cokolwiek, co mogłoby czuwać nad nimi w takich chwilach. Wybuch rozpaczliwej złości powstrzymywał mały szczegół: Pragnęła akceptacji właśnie od tej samej, wmówionej sobie, niedostrzegalnej siły. Pragnęła odnaleźć wyższy cel, który mogłaby nazwać swoim własnym. Maszyny, dla której stanie się małoznaczącym i łatwo zastępowalnym trybikiem. Jednakże to będzie jej miejsce i to się dla niej najbardziej liczyło.

Należałoby się podnieść, wziąć siekierę i wrócić do Gussa z wieściami o zaginionych dwóch herosach oraz zranionym potworze. Ale Astra nie chciała się jeszcze podnosić. Mała jej część pragnęła utonąć w tej nierozsądnej rozpaczy, a przynajmniej dokładniej posmakować jej po raz pierwszy od przebudzenia się w tym świecie.

Elessar

Elessar westchnął, powolli odchodząc od miejsca gdzie jeszcze kilka sekund temu był pająk. Uciekł, ale gdzie, do nich? w las? Powinien dać sobie spokój, wrócić do Guusa i dalej żyć. Oznaczałoby to jednak pozostawienie jego towarzyszy w pułapce, nie mówiąc o tym że gdy pająk wróci to będzie znowu zabijał ludzi. Potrząsnął jednak głową by pozbyć się tych myśli, może powinien porozmawiać z astrą?

Hej, wiesz może czy-

Urwał w połowie zdania dopiero teraz zdając sobie sprawę co się działo koło niego. Wewnętrzny monolog? Grzebanie w ziemi? Płakanie? Może Łosoś był jej bliższy niż przepuszczał, albo dziewczyna po prostu zaczęła już stradać zmysły. W każdym razie, po części rozumiał jej uczucie, bezsilność z tym co nadejdzie teraz. Westchnął więc jeszcze raz i rozejrzał się za poszlakami, zmęczonym wzrokiem rozglądając się, chcąc ujrzeć coś co naprowadzi go na jakiś trop. Jednak im dłużej patrzył dookoła, tym bardziej zaczynało do niego docierać że.... przegrali tą walkę. Nie zabili potwora, pozwolili mu uciec, zregenerować się i znów zacząć atakować. Zły sam na siebie szybkim krokiem podszedł do Astry.

Chodź, nie ma czasu na leżenie w ziemi, chyba że odnalazłaś jakieś przejście do jego.... cokolwiek to było w co wciągnął naszych towarzyszy.

Nie chciał mówić jej że najpewniej trzeba będzie zostawić tamtych wciągniętych samych, tym bardziej że teraz razem z nimi będzie potwór. Chocią w jego głowie już powstawał plan, może uda im się skupić jego uwagę spowrotem na nich, żeby wrócił i dokończyli walkę. Tylko jak ma to zrobić, zniknął nie pozostawiając nic za sobą, chociaż był prawie pewny że wie w jakimś sensie co się dzieje w tym lesie.

Zawsze pojawiał się nagle i atakował nieważne gdzie kto był, jedyną zależnością były cienie. Spojrzał znowu przed siebie, w stronę gęstszego i ciemniejszego lasu, gdzie światło dnia ledwo co się przebijało przez korony. Jeśli szukać jakiegoś gniazda potwora to tylko tam, a nawet jak nie podoła zadaniu to przynajmniej będzie wiedział że nie poddał się do końca

Idziesz ze mną dalej? Zamierzam znaleźć leże tego sukinsyna i je zniszczyć. To może być nasza jedyna szansa by tu wrócił, bo aż się zregeneruje nie zamierzamy czekać, prawda? Może w ten sposób uda nam się go zabić jeszcze dziś, a przynajmniej nie zaszkodzi spróbować.

Mistrz Gry

Co tu się wydarzyło? Jak wygląda obecna sytuacja? Przeciwnik, z którym to dopiero co walczyli, niespodziewanie zapadł się pod ziemię Rozprzestrzeniony przez niego gaz, zaczął dopiero teraz się rozrzedzać, dzięki to wiejącym pomiędzy drzewami wietrze. Co niestety nie oznacza, że stali się nagle bezpieczni od jego efektów. Wszak wciąż tu się znajdował i zdawali raczej nie przejmować się jego obecnością, normalnie się wypowiadając i wdychając go jeszcze więcej. Szczególnie zagrożona w tym wszystkim była Astra, która to dodatkowo postanowiła zejść nieco niżej. Wtedy też mogła się zorientować, że owy gaz zdaje się cięższy od powietrza i im niżej zejdziesz, tym większe jego natężenie. Co to może jednak oznaczać? Ciężko powiedzieć. Nasilające się symptomy u naszej dwójki, może okażą się w tym nieco pomocne. Wcześniejsze problemy ze wzrokiem, zaczęły się bowiem nasilać powodują, iż oczy herosów, stały się dziwnie wrażliwe na światło. Dodatkowo mogli odczuć, iż ich kończyny, stają się lekko zdrętwiałe. W tym momencie też zupełnie jak gdyby nigdy nic, z cienia jednego drzew wyszła pewna persona. Rudowłosa kobieta, z przepaską na oku, która to jako jedyna nie była pod wpływem dziwnego gazu. Tak zdawała się jednak również nie wyglądać najlepiej, zupełnie jakby ktoś zrzucił ją z klifu.

Hex

Z utworzonego w tajemniczy sposób portalu wśród drzew wychyliła się odziana w płaszcz postać. Spod opuszczonego nisko kaptura widać było jasny błysk błękitnego oka, a w dłoni obleczonej rękawicą trzymała wyciągnięty z kabury rewolwer. Zrobiła zaledwie jeden krok naprzód, przesuwając lufą broni po otoczeniu, jakby wypatrywała odpowiedniego celu.

Hex spodziewała się wszystkiego, ale przede wszystkim tego, że dołączy do prób obezwładnienia potwora. W ciągu kilku sekund przygotowała się psychicznie na widok rozwleczonego po leśnej ściółce truchła Astry tak, aby nie zdołał wybić jej ze skupienia. Nawet z prawdopodobną śmiercią obu herosów rudowłosa zdążyła się pogodzić. Bo czy miała jakąkolwiek pewność, że nieznajoma w przestrzeni pomiędzy wymiarami czy czymkolwiek było to zagadkowe miejsce uszanuje zawartą umowę i to wszystko nie będzie jedynie ułudą, aby dobić ostatnią z tego trio? Nie, nie ufała jej, nie ufała temu cholernemu pajączkowi, który wbił się w jej szyję i przez co nadal wyczuwała otępiający ból w całym ciele. Mogła w każdej chwili zarobić przysłowiowo lub dosłownie nóż w plecy. Czy to już zakrawało o paranoję, gdy węszyła podstęp wszędzie i na wszelki wypadek zakładała najgorszy możliwy scenariusz? Trochę tak, ale jeśli miało to ocalić jej życie to zachowywała ostrożność. Nawet jeśli zazwyczaj Hex była bardzo czujna to teraz dosłownie spięła wszystkie mięśnie w oczekiwaniu, a palec wskazujący spoczywał pewnie oraz zdecydowanie na spuście.

Ale potwora nie było, a dwójka towarzyszy nadal wydawała się być jak najbardziej żywa. Jakby nie zostali draśnięci. Jedynie teren dookoła nosił na sobie ślady pobojowiska, a rozgrzebana ziemia budziła w Hex pytanie o to, co się właściwie dokonało.

— Hmm – mruknęła z nutą rozczarowania. Nie dozna przyjemności walki tego dnia… Schowała swoją broń za pas, który potem przysłoniła połą płaszcza. Kawałkiem tego samego materiału zasłoniła również dolną część twarzy, aby nie wdychać tego dziwnego gazu, jaki tutaj widziała. Jej ruchy wyzbyte były czegokolwiek, co można byłoby nazwać strachem lub niepokojem. Nieznajoma dotrzymała słowa. Zabrała swojego pupila i nie będzie już terroryzował lasu, dokładnie tak, jak się umówiły. Tylko jak to wyjaśnić skąd takie rzeczy wie, aby nie brzmiało głupio? Jeszcze herosów to Hex mogłaby może przekonać. Sami widzieli, jak zniknęła w cieniu, jeśli połączą kropki i jakimś cudem zaufają rudowłosej to nie będzie problemu. Ale jak potem przyjdą do Gussa to kto wie czy uwierzy w tę historię. No właśnie, Guss sam został zaatakowany i niewiele tłumaczył na temat tamtej rany.

— Ty płaczesz? – zapytała nagle zdumiona po tym, jak podeszła do Astry, aby zerknąć, co próbuje wykopać z ziemi. Hex wydawała się tak zdziwiona, jakby pierwszy raz w życiu zobaczyła cudze łzy i kompletnie nie rozumiała, co to w ogóle oznacza. — A, to przez ten gaz. – wyjaśniła sama sobie. To było bardzo dobre i rozsądne wytłumaczenie, które nie wywracało świata dziewczyny do góry nogami. Mogła pojąć łzawienie oczu po wystawieniu na drażniące działanie jakiejś substancji. Bo płacz ze smutku lub frustracji pozostawał poza granicami rozumowania rudowłosej.

Izarra

Trucizna po przeciwniku wsiąkała coraz bardziej w Astrę, niczym jej rozlana rozpacz. Nie odrzucała jej, a akceptowała, powoli uspokajając się i dochodząc do siebie. Słysząc zbliżające kroki, lekko obróciła głowę, by skupić swoją uwagę na większym półcieniu wśród cieni.

- Nie.. Fakt, że nadal tu jestem, oznacza, że nie znalazłam.

Jej ton głosu osłabł zarówno w tonie, jak i w bardziej metaforycznym sensie. Była rozczarowana. Włożyła duże pokłady własnych emocji w ten pojedynek na śmierć i życie, aby ta się zakończyła w tak nagle i bez konkretnego wyniku. Ah, to był najgorszy z możliwych scenariuszy. Był to ogromny do cios dla Astry. Jej dotychczasowa ogromna motywacja do działania prysła za pstryknięciem palców, a w jej miejsce wkradła się apatia.

- Leże?

Astra podniosła wzrok na mężczyznę stojącego obok niej. Musiała mocno zmrużyć oczy przez niewyjaśniony światłowstręt. Nie potrafiła w ten sposób odczytać dokładnych szczegółów u Elessara, choć sama jego mowa ciała mówiła, że buchał energią do działania. Być może to albo jego pełne przekonania słowa noszące plan działania powodowały, że energia wracała do dziewczyny. Wystarczał dla niej sama proponowana cień szansy, że będzie mogła dokończyć ich pojedynek. Nie był to idealny pierwszy raz dla Astry. Może to nawet było zbyt naiwne, by wierzyć, że wszystko pójdzie zgodnie z jej wolą.

- Jeśli znajdę w tym planie drugą szansę, to tak, pójdę z Tobą.

Do jej głosu wlała się ponownie ta sama motywacja i zdecydowanie, choć apatia nie zamierzała jej całkowicie opuszczać, wygodnie się ugaszczając w jej sercu. Zdołała jedynie przez rozmazany wzrok odnaleźć siekierę i ją chwycić, zanim usłyszała kolejne kroki, tym razem od jej drugiej strony. Tam skierowała swoją głowę. Choć nie zdołała od razu rozpoznać po samej sylwetce, tak sam głos nakierował dziewczynę, że była to Hex.

- Płaczę?

Proste i szczere zaskoczenie. Początkowo Astra nie była pewna, czy były to słowa skierowane do niej, ale mimo to postanowiła to sprawdzić. Nie pomyślała jednak, aby najpierw zdjąć rękawiczki, dlatego część wygrzebanej ziemi zatrzymała się teraz na jej policzkach, gdy ta rozcierała łzy.

- Nie. To tylko pot.

Powiedziała to spokojnie, jakby właśnie mówiła rzecz niezwykle oczywistą. Trudno było to sobie wyobrazić, ale niczym dziecko wierzyła, że tym właśnie była ta drobna wilgoć: zwykłym potem. Przedramieniem swojego stroju postanowiła zetrzeć ziemię z polików, by były czystsze niż wcześniej. Powoli zaczęła się podnosić. Podczas tego ruchu czuła coraz większe skutki trucizny. Nie atakowało więc to tylko oczu? Z trudem się wyprostowała, a trzymana siekiera wyglądała, jakby miała wypaść przy silniejszym szarpnięciu. Rozejrzała się wokoło, mrużąc oczy po zacienionym otoczeniu.

- Jeśli nie jesteś zjawą, to.. Czy spotkałaś Łososia? Gdzie jest Łosoś?

Naiwnie dalej się rozglądała wokoło. Bezskutecznie. Nie dostrzegała nigdzie trzeciej sylwetki.

- Zaraz, czy to też skutek gazu? Halucynacje? Niemożliwe, aby tylko Hex została wypuszczona. Ty też jesteś halucynacją?

Odwróciła głowę do sylwetki mężczyzny.

- To dlatego chciałeś mnie zaprowadzić do leża Sługi? Nie mam nic przeciwko, nawet jeśli to pułapka.. ale też skąd mam wiedzieć, że też nie jestem halucynacją?

Przyśpieszyła ze swoimi słowami, starając wszystko zrozumieć. Złapała się wolną ręką za głowę, mając małe trudności nad przestawieniem własnej perspektywy na tą sytuację.

Mistrz Gry

Sytuacja można powiedzieć, że wreszcie zaczęła być jakkolwiek pod kontrolą. Bestia, która zniknęła Astra, która w końcu dała radę jakoś zapanować nad własnymi emocjami. Choć nie można tutaj również odmówić wsparcia, jakie to zapewnił jej w tym temacie Ellesar. Jednak jak to miało się okazać, niespodzianki jeszcze się nie skończyły. Zdecydowanie obecność Hex, również miała wpływ na ogólny nastrój, szczególnieszczególnie że mogła dawać jasnowłosej przynajmniej złudną nadzieję, iż jej wcześniejszy kompan wciąż żyje. Wychodzi jednak na to, iż owa Heroska, nie do końca chce wierzyć swoim oczom, czy nawet uszom. Wydaje się, że gaz, który to rozprzestrzenił ich wcześniejszy przeciwnik, mógł mieć jeszcze dodatkowy efekt, zwany powszechnie jako placebo. W końcu kto wie, czy samo przekonanie i nastawienie Astry, do jej obecnego stanu, nie ma jakiegoś działania, na to jak substancja, którą zostali zaatakowani na nią działa. Pewnym jest jednak, że przez jakiś czas, jej oczy nie będą się zbytnio lubić ze światłem. Przejdźmy może jednak do innego członka ich drużyny. W czasie bowiem, gdy dziewczyny toczył między sobą dyskusję, Elessar zajął się badaniem otoczenia. Przyglądanie się roślinności poddanej działaniu kwasu bestii, czy sprawdzanie wpływu gazu na nie, zdawało się go pochłonąć na tyle, iż nawet nie zorientował się co do powrotu rudowłosej. Która to swoją drogą, wciąż mogła być jeszcze obolała po odbytej rozmowie. Coś, co jednak mogła jeszcze zauważyć, to bijący od Astry dziwny zapach, zupełnie jakby to coś, co ona wdychała, znajdowało się jeszcze na niej.

Hex

Na mężczyznę Hex nie zwracała większej uwagi podobnie, jak on na nią na ten moment. Praktycznie nic o nim nie wiedziała, nawet czegoś równie banalnego, co zwykłe imię. Prawdopodobnie nie mrugnęłaby okiem, gdyby jednak poległ w tej walce. Może i nie zdążyła poznać się na nowo w tym świecie ze śmiercią, ale miała świadomość, że ludzie przychodzili i odchodzili. Na pewno w tym momencie na którejś z wysp pojawiają się nowi herosi, więc jakie to ma tak naprawdę znaczenie czy ktoś umrze czy nie? To nawet nie kwestia tego, że uważała przywiązanie się do kogoś za słabość, a słabości należy eliminować. Na razie czuła, że nie do końca w ogóle potrafi kogokolwiek polubić.

Hex obserwowała, jak Astra rozmazuje sobie kawałki gleby na policzkach. Co za nieuważna dziewczyna. Trochę przypominała L z tą jej dziecięcą niefrasobliwością. Zdecydowanie wydawała się czasami co najmniej dziwna, taka banalnie bezpośrednia, do bólu szczera w tym, co robiła i mówiła, jakby sam koncept udawania, ukrywania czegoś, kłamania pozostawał jej zupełnie obcy. Tak jak koncept wstydu, strachu, zażenowania. Nie zdążyła się tego wszystkiego jeszcze nauczyć, nie weszły jej te uczucia w krew. Dlaczego rudowłosej ukrywanie emocji przychodziło tak naturalnie? To właśnie okazanie czegoś wprost sprawiłoby jednookiej większą trudność, tak jak przyznanie się, że czegoś nie wie lub, że nie rozumie. Widziała, że Astra naprawdę zdziwiła się tymi łzami i nie próbowała zgrywać chojraka, chociaż to przecież byłoby logiczne. Hex zmarszczyła brwi w wewnętrznym zmieszaniu sytuacją.

— Łosoś już nie wróci. - powiedziała głosem wyzbytym z emocji. To też była osoba, której nigdy nie poznała, osoba, o której zapomni następnego dnia. Do tego z tak głupim imieniem, że może to i lepiej, że to ostatni raz, gdy je wypowiada. Czy wiedziała na pewno, co się z nią... nim stało? Nie, ale przeczuwała w kościach, że ten heros już się tu nie pojawi. Próbowała zrozumieć kim mógł być dla Astry. Przyjacielem? Zresztą, nic to nie znaczy. Jeśli ją zaboli to jakoś to zniesie. Zmężnieje.

Zarzuty bycia halucynacją wywołały w duszy Hex tylko zniecierpliwienie. Potarła dłonią część szyi. Pomimo że nie robiła wiele to ogarnęło ją pewne zmęczenie. Wątpiła, aby jeśli Sługa miał tu jakieś leże to do niego wrócił. Jakby miała zgadywać to pająk został przez swoją ukochaną panią unicestwiony.

Tylko nie mogła powiedzieć tego głośno.

— Nie mam czasu na Twoje dziwactwa. - warknęła szorstko, ale potem zrozumiała, że Astrze dokuczają efekty gazu, jaki wydzielał stwór. Intensywnie mrużone oczy sugerowały, że boli ją światło. Może głowa też, ponieważ się za nią złapała. Albo to emocje przez całą sytuację. Nie do końca myślała trzeźwo. Hex zbliżyła się o krok i pociągnęła uważnie nosem, wyczuwając specyficzny zapach.

— Musisz się umyć. Wy oboje. - stwierdziła od razu. — Zresztą, nic tu po nas. Las jest bezpieczny, a przynajmniej na tyle, na ile może być bezpieczny zwykły las.

Z całej postawy Hex biła, jak zwykle pewność siebie, jakby zawsze wiedziała o czym mówi i co należy zrobić. Kłóciło się to jednak ze słowami, które najwyraźniej nie miały żadnego logicznego pokrycia. Dziewczyna odwróciła się jednak i wykonała już pierwsze kroki w stronę powrotną, do obozowiska drwali.

Izarra

Jej niezrozumienie sytuacji się pogłębiło, gdy mężczyzna zignorował pytanie i postanowił skupić się na własnych badaniach albo szukaniu czegokolwiek innego. Może naprawdę był halucynacją? Drgnęła na słowa okrutnej prawdy i obróciła się z powrotem do Hex. Jej motywacja podupadła. Ale na twarzy Astry nie dało się dostrzec cienia wątpliwości, niedowierzania. Potrzebowała zwykłego potwierdzenia jej domysłów. I właśnie je dostała.

- Nie wróci. Widziałaś, co się z nim stało. W końcu byłaś tam.

Wyrzuciła z płuc. Jej ton był zmęczony i rozczarowany. Nie była smutna, ale ta informacja zabolała ją z całkowicie innej strony. Jej kompetencje zostały rozszarpane i to, co uważała w zasięgu jej możliwości, szybko okazało się nieprawdą. Karmiła się kolejnymi złudzeniami, nie kwestionując niczego, co mówiła Hex. Jakby sama idea kłamstwa dla niej nie istniała. Ten fakt był bardzo niebezpieczny na wiele sposobów.

Na krytykę jej zapachu, sama podniosła lewe przedramię pod swój nos, aby spróbować zrozumieć, o czym mówiła. Nic jednakże nie poczuła. Opuściła je więc bez komentarza. Ledwo zauważalnie przytaknęła głową. Krótko po tym mogła tylko obserwować plecy jednookiej. Przynajmniej na tyle, na ile jej światłowstręt pozwalał.

- Ale.. leże.

Błagalnie rzuciła za Hex, niczym dziecko, które pragnęło jeszcze się bawić. Jednakże jakie normalne dziecko traktuje stawianie własnego życia na szali za największą frajdę? Spojrzała się błagalnie w kierunku sylwetki mężczyzny, chcąc znaleźć w nim pomoc, lecz ten był dalej skupiony na własnych sprawach. Wypuściła powietrze zrezygnowana. Mimo najszczerszych chęci, bez pomocy nie odnajdzie wspomnianej kryjówki potwora. Zwłaszcza w takim stanie. Co dziwne, Astra nie uznawała, aby przeszkadzało jej to w walce. A przynajmniej w to wierzyła.

Ruszyła z miejsca, ale nie za Hex. Jej celem było konkretne drzewo, w którym dalej powinna być utkwiona część odnóża Sługi. Nie zapominała o niej. Zatrzymując się obok, ubrudzoną siekierę schowała gdzieś za pas, a na swoich dłoniach uformowały się z cienia rękawice ze szponami. To nimi właśnie najpierw zaczęła rozdrabniać wnętrze drzewa, by poluźnić ciało obce. Odrętwienie mięśni jej w tym przeszkadzało, lecz Astra nie zamierzała odpuszczać. Chciała z tej całej walki zdobyć przynajmniej tą "nagrodę". Dowód, że nie jest taka bezużyteczna. Dopiero po poluzowaniu odciętego odnóża, złapała je i wyciągnęła z drzewa, by ulokować część na swoim ramieniu. Z tym ostatnim starała zachować ostrożność, nie zapominając o krwi, która mogłaby nie tracić swoich kwasowych właściwości, a jej rozchlapanie mogło być bolesne.

Dopiero po osiągnięciu swojego celu, ruszyła za Hex z opuszczonym wzrokiem. Miała dużo przemyśleń. Chciała dać im wszystkim upust, lecz wolała skupić swoje siły na tym, aby przenieść jej bagaż i nie potknąć się przy okazji.

- Może jestem przeklętą Gwiazdą?

Rzuciła w eter coś na zasadzie podsumowania wniosków, do jakich dotychczas doszła.

Elessar

On sam wreszcie oderwał się od okolicznych roślin, nie znalazł nic szczególnego, efekt kwasu nie był jakoś szczególnie silny. Wypalił liście i... to tyle, żadnych spektakularnych rzeczy, westchnął wiedząc że to ślepy trop. No i wreszcie się odwrócił idealnie w pore by zarejestrować to że Hex stoi przed nim i rozmawia z Astrą. Czego jeszcze nie wiedział to to, że to dopiero początek niespodzianek bo zdążył usłyszeć że nie tylko bestia nie wróci ale i Łosoś. Westchnął cicho pod nosem, nie chciał pytać, podejrzewając że Hex pewnie też nie chciała rozmawiać o tym, a on sam miał już dosyć wszystkiego i był niemiłosiernie zmęczony.

Widze że udało się wrócić w jednym kawałku... już mnie dziś chyba nie zadziwi... chodźcie odbierzmy nagrodę za zlecenie, Guus się ucieszy za jakiekolwiek dobre wieści

Podszedł do nich, co prawda skonfundowany zachowaniem Astry dalej, ale musiał przyznać że akurat odnóże przerosniętego insekta się przyda. Zawsze lepsze to niż wracanie z pustymi rękoma. W każdym razie rozejrzał się, teraz ten las nagle jakby przestał być taki straszny, przerażające cienie których bał się wcześniej zamieniły się w po prostu przyjemne chłodne miejsca, drzewa wyglądające jak wysokie pułapki z których może spaść przeciwnik? Teraż dostrzegł piękno liści migoczących pośród promieni słońca, westchnał i.. przypomniał sobie o ich prezencie od Guusa. Szybko sprawdził swoje sakiewki i dzięki dobremu zapakowaniu wyjął w miare całego papierosa. Już miał go odpalić ale... cholera nie ma czym

Nie macie może jakiegoś krzesiwa? Albo nie wiem, cokolwiek? Bo chce wreszcie odpocząć po tym wszystkim. Zresztą, Hex ty sama nie zapalisz?

Spytał się, co prawda mogłoby to być uznane za niemiłe ale według niego wyglądała na osobę paląca. Spotykał kiedyś juz ludzi mówiących że palenie zabija, może dlatego nie ma oka? Jak tak dalej pójdzie to trzyosobowa drużyna będzie miała 3 oczy, heh.

Sam nawet nie wiedział kiedy poczucie humoru mu wróciło ale ucieszył się, uśmiechając się po raz pierwszy od dawna

Chodźcie, może Guus ma jakiś ogień i więcej papierosów, trzeba odebrać nagrodę i dotrzeć do karczmy przed zmrokiem bo znowu coś z lasu wylezie

I w ten sposób jako pierwszy rozpoczął podróż powrotną, odkładając spowrotem papierosa i nucąc po drodze - A droga wiedzie w przód i w przód Choć zaczęła się tuż za progiem I w dal przede mną mknie na wschód, A ja wciąż za nią tak jak mogę... Wreszcie mógł odpocząć, wrócic do normalności, szczęsliwy że udało mu się przeżyć i jeszcze szczęśliwszy że przynajmniej Hex udało się uciec też, pomimo tego że z ich punktu widzenia było to niemożliwe. No cóż, czas skończyć przygodę...

Herosi wracają na tereny przed lasem.