Wróg wśród nas

MG: Apophis

Zakazany las znany jest z bycia miejscem, które jest zbudowane inaczej. Gęsta, niemalże nieprzenikniona w niektórych miejscach mgła nadaje mu posępnego, mrocznego klimatu, a zniekształcona magią flora absolutnie nie jest tym, na co chcący zapuścić się w te tereny ludzie powinni uważać w pierwszej kolejności. Rzeczą tą są bowiem Anomalie same w sobie, zamieszkujące gęstwiny gąszczu, który nie bez powodu został okrzyknięty zakazanym. Zaginięcia w jego granicach nie są więc dla mieszkańców wyspy czymś wyjątkowym, mimo wielu ograniczeń i środków ostrożności, jakimi obłożono jego okolice. Nikt więc nie byłby szczególnie zdziwiony, gdyby ciało anonimowego myśliwego, na które to natknęła się grupka dzieci zbierających jagody, zostało znalezione właśnie tam. Ale tak nie było. Zmasakrowane wręcz truchło rosłego mężczyzny leżało bezwładnie w zwykłym, sporych rozmiarów zagajniku, czekając tylko na odnalezienie. Kilkoro roześmianych synów i córek miejscowych wieśniaków z pewnością utraciło swoje uśmiechy na dłuższy czas, będąc tymi, którzy na rzeczone zwłoki się natknęli. Nie było to wywołane jednak samym widokiem trupa, chociaż ten czynnik też z pewnością był istotny. Sedno problemu leżało jednak w tym, jak myśliwy został potraktowany. Jego ciało w paskudny sposób zdobiły liczne rany kłute, a twarz wyglądała, jakby nagle zgniła od zewnątrz, zapadając się do środka pustej, wypełnionej brunatnym płynem czaszki. Po wstępnych oględzinach miejscowy wójt wykluczył zarówno morderstwo z afektu bądź na tle rabunkowym, czy miłosnym. Martwy myśliwy nie miał żadnych znajomych, był wręcz odludkiem żyjącym w lesie, czym nie przysparzał sobie sympatii wśród ludności okolicznych wiosek. No ale przede wszystkim, żaden spośród wieśniaków nie znał tak potężnej magii, zwyczajnie nie stać by ich było na katalizatory. Wniosek nasuwał się jeden, w okolicy mógł grasować oszalały heros. Zbierając z kilku okolicznych wiosek fundusze, wójt z ogromnym niesmakiem musiał więc zwrócić się do osób, które stały na szczycie jego listy podejrzanych, otwierając nabór na małą grupkę śmiałków, którzy odważą się zbadać sprawę i dostarczyć mu rozwiązanie. Nikt jednak nie wiedział, że całej sprawie przygląda się ktoś jeszcze. Ani zabójca, ni też wójt wraz z resztą wieśniaków, czy nawet herosi chcący znaleźć winnego, nie mogli zdawać sobie sprawy z tego, że w chwili, gdy krew została przelana tamtego wieczoru w momencie śmierci myśliwego, śmierci pełnej bólu i sadyzmu, usta anonimowego obserwatora rozciągnęły się w szerokim uśmiechu…

Gracze biorący udział w zleceniu

Vesna Vihil Nero Elice

Wioska Belhatov

Mistrz Gry

Wioska, do której przyszło się dostać herosom nie wyróżniała się w zasadzie niczym szczególnym. A przynajmniej wyglądało to tak na pierwszy rzut oka, lecz uważny obserwator mógłby dostrzec pewne niuanse, które zebrane w całość mógłby zwrócić na siebie uwagę, lub też nawet skłonić do refleksji. Bieda, która z niektórych miejsc zionęła bardziej, aniżeli w innych miejscach, spojrzenia ciekawskich dzieci, w których brakowało jednak nastolatniego wigoru i ciekawości tak znaczących dla osób w ich wieku. Czy też wreszcie spojrzenia dorosłych, które odprowadzały bohaterów nie nadzieją, a skrywaną lub też w niektórych przypadkach wręcz jawną wrogością. Niezależnie od tego, od której strony dany bohater wszedł bądź wjechał do miasta, tak wszędzie witały go właśnie te nieprzychylne spojrzenia i komentarze rzucane między sobą, niekiedy wręcz na głos, jakby z chęcią wywołania reakcji u przechodzących bohaterów. Bohaterów, którzy teoretycznie przybili na miejsce rozwiązać problem wywołany przez innego herosa. Najprawdopodobniej wszystkie reakcje wieśniaków pochodziły właśnie stąd, że jeden z nich zginął niedawno z ręki herosa, a ci teraz niczym wielcy obrońcy przybywali na miejsce wytropić sprawcę, jednego spośród swoich, pobierając za to jeszcze opłatę w wysokości średnich miesięcznych zarobków jednej spośród rodzin, które właśnie nieco ostentacyjnie obgadywały docierających na miejsce odrodzonych. To, czego te komentarze dotyczyły nie ma tutaj większego znaczenia. Czy była to aluzja na temat domniemanej orientacji Vihila, która według jednego rzeźnika z zapijaczoną twarzą odbiegała od normy, czy wypowiedziane półszeptem komentarze na temat chłopięcego wyglądu Vesny, lub też żart na temat podobno przygłupiej twarzy Elice, wymieniony między parą wiejskich głupków. Nie zapominajmy tutaj oczywiście o Nero, któremu oberwało się w zupełnie inny sposób. Większość wieśniaków bowiem kompletnie go zignorowała, szczędząc mu nawet spojrzeń swoich zmęczonych oczu. Najwidoczniej był dla mieszczan zbyt przeciętny, by chociaż go porządnie obgadać. Potraktowali go więc jak tło, co samo w sobie również zbyt miłe nie było. Nic z tych rzeczy nie miało jednak większego znaczenia, lub też wręcz przeciwnie, miało dla herosów ogromną wartość i wagę, wszakże mieli oni ten przywilej wolności wyboru i chowania urazy wobec czego tylko chcieli. Lecz czy naprawdę tak małostkowe rzeczy, jak kilka kąśliwych miało przysłonić im to, po co w ogóle przybyli do tak zapomnianego przez Boga miejsca? Stosunkowo wysoka nagroda jak za zadanie, które w teorii jawiło się dość prosto.

Podjąć się wszelkich możliwych prób wytropienia i ujęcia herosa, który doprowadził do śmierci anonimowego myśliwego, rezydującego zwykle w leśnej chatce mającej swojej położenie w pobliskim zagajniku. Śmierci okrutnej i ewidentnie doprawionej sporą dozą sadyzmu, lecz przede wszystkim okrutnej. Jaki człowiek bowiem byłby zdolny do przeciwstawienia się herosowi, który najprawdopodobniej jednym ruchem dłoni rozpuścił większą część czyjejś głowy? Odpowiedź na to pytanie jest prosta, na pewno żaden spośród wieśniaków zamieszkujących Belhatov, tych bowiem najprawdopodobniej nie byłoby stać nawet na jeden magiczny katalizator. A mimo to, postępując zgodnie z wolą ich wójta, do którego rezydencji właśnie się zbliżali, wieśniacy ci zebrali wszystkie swoje oszczędności i uzbierali łącznie lekko ponad osiemdziesiąt simirów, co dla ludzi ich pokroju było majątkiem życia. A teraz miało być przekazane w ręce osób, które równie dobrzy mogły wymordować ich wszystkich w chwilę, tak jak miało to miejsce w przypadku ofiary z lasu… Fakt ten naprawdę dawał do myślenia i ponownie nieco tłumaczył zachowanie mieszkańców wioski, kilka pytań jednak wciąż pozostawało bez odpowiedzi. Pierwszym, jakie nasuwało się na myśl było to dotyczące rezydencji wójta Dervicka, do której czwórka póki co anonimowych herosów dotarła. Bielony wapnem budynek o solidnej, w niektórych miejscach nieco wręcz artystycznie wykończonej konstrukcji, mocno wyróżniał się ponad stare i podnoszone domostwa okolicznych mieszkańców, niczym ten jeden, czysty płat skóry u trędowatego. Lub też wręcz przeciwnie, zupełnie jak ogromny czyrak toczący zdrową tkankę… Niezależnie od tego, jak kto interpretował ten czteropiętrowy gmach, tak faktem było, iż obecnie wszystkim udało się zebrać pod jego drzwiami. Te zaś były zamknięte na klucz, nic nie wskazywało również na to, by ktoś oczekiwał przybycia herosów. Wedle ogłoszenia rozsyłanego między karczmami na wyspie, chętni podjęcia się tropienia sprawcy, stawić mieli się właśnie w tym miejscu w samo południe, więc dlaczego w tym momencie przyszło im patrzeć się na dębowe wrota? Wniosków nasuwało się tutaj na myśl wiele, lecz patrząc na niechęć mieszkańców do herosów samych w sobie jak i fakt, jak wójt wywyższał się ponad swoich mieszczan, tak można było pomyśleć, że tym prostym faktem przetrzymania bohaterów pod swoimi drzwiami chciał pokazać im ich miejsce w szeregu… Niezwykle małostkowe zagranie, lecz zarazem tak bardzo ludzie, o dziwo. Co jednak zrobią nasi przybysze w tej sytuacji? Stojąc pośrodku wioski, w której ewidentnie nie są mile widziani, w dodatku przez zamkniętymi na cztery spusty wrotami do domostwa, do którego powinno zostać zaproszeni?

Vesna

Wywieszone na jednej z tablic rzadko uczęszczanej karczmy na uboczu ogłoszenie na temat z pozoruj prostego oraz dobrze płatnego zadania prędko przykuło uwagę Vesny, która to już od kilku dni włóczyła się po okolicznych gospodach, nadal poszukując kogokolwiek, kto mógłby wytłumaczyć jej trochę więcej na temat herosów oraz ich pochodzenia. To jednak się nie stało, a całkiem słabe warunki, w jakich kobieta znajdowała się już od paru, dobrych tygodni nie przynosiły żadnych pozytywnych skutków.

Vesna przywykła do spania pod gołym niebem na legowisku zrobionym z mchu i zebranych liści, tak samo, jak pogodziła się z faktem, iż jej głównym źródłem pokarmu były rośliny napotkane po drodze. Już podczas jej pobytu z zielarzem została nauczona kilku tych najbardziej pospolitych i przydatnych ziół, stąd na całe szczęście nie otruła się pierwszą, lepszą jagodą. Do wszystkiego, co jednak pozostawało jej nieznane, kobieta podchodziła z ogromną ostrożnością. Wpierw nacierała kawałek skóry podejrzaną rośliną i dopiero po upewnieniu się w ten sposób czy ziele nie wywołuje żadnej reakcji, postanawiała robić krok dalej, np. rozsmarowując je sobie na wardze. Dzięki temu zdążyła dowiedzieć się, które z nich były niebezpieczne, a które można było bez obaw zjeść. Pomimo tego, przeżycie w takich warunkach nadal było ciężkie i odbijało się to na jej fizycznym zdrowiu.

Życie bez ani jednej monety przy duszy nie pozwalało na zakupienie sobie jakiegoś ciepłego posiłku lub na spędzenie chłodnej nocy w jakiejś karczmie, a na samej zieleninie ciężko było wyżyć. Należało w końcu podjąć jakąś decyzję, która pozwoliłaby jej na trochę lepsze życie. W końcu będąc chuderlawą i wycieńczoną daleko by nie zaszła w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje pytania. Stąd też zwróciła się do wykonania jednego z zadań – była to perfekcyjna okazja na podszkolenie swoich umiejętności i jednoczesne zarobienie, a dodatkowo nie musiała martwić się faktem, iż będzie zmuszona przebywać w jednym miejsc dłużej niż tydzień.

Gdy nareszcie dotarła do miejsca zlecenia, została przywitana z… na pewno nieotwartymi rękoma. Miasto, w którym się znalazła, było widokiem wyjątkowo przykrym, nawet jak dla niej samej. Rozglądając się po brudnych uliczkach, czuła dziwne i niespotkane jej wcześniej uczucie współczucia… Gdyby tylko mogła, chciałaby im w jakiś sposób pomóc, zrobić coś, aby to miejsce nie wyglądało niczym cmentarz dla podtrzymujących się jeszcze przy życiu ludzi. Z drugiej jednak strony miała dziwne odczucie, iż aktualny stan miasta spowodowany był jej własną obecnością. Vesna raczej nie była za bardzo zdziwiona, słysząc nieprzyjazne plotki dotyczące jej wyglądu. Była im zupełnie obojętna, jakby już w tym czasie zdążyła nabyć na tego typu słowa pewnej odporności. Ciężko jednak było jej się dziwić tutejszym mieszkańcom. Sytuacja, jaka miała miejsce, nie była niczym, z czego można by było się zaśmiać na głos. Póki ich cel pozostawał na wolności, dla wszystkich tych mieszczan każdy dzień stawał pod jednym, wielkim znakiem zapytania.

Idąc tak do miejsca spotkania ze zleceniodawcą, Vesna już zaczęła zastanawiać się nad całym tym zabójcą. Myśliwy, który był odludkiem… Cóż, odosobnione cele zawsze są tymi, które najprościej jest zaatakować, zwłaszcza jeśli żyją w samym sercu lasu. Warto jednak było też zauważyć, iż rzekomy morderca był najprawdopodobniej herosem. Kobieta jednak nie potrafiła stwierdzić, czy ten „obudził się” całkiem niedawno, czy też może zdążył zaaklimatyzować się z tutejszą społecznością i po prostu udawać jednego z jakichś wieśniaków? Może był to ktoś zupełnie z zewnątrz? Ktoś, kto po prostu trafił na to miejsce i postanowił biednego myśliwego ściągnąć prosto w zaświaty… Cóż, bez większej ilości informacji ciężko było to w pełni pojąć.

Kobieta prędko dotarła tuż pod drzwi rezydencji wójta, wpierw głośno w nie pukając, a następnie pociągając za klamkę. Lekko się zaskoczyła, gdy kawał drewna ani drgnął. Czy pomyliła budynki? Nie, ten na pewno był tym, o którym wspominało polecenie. Godzina również się zgadzała, a mimo tego zleceniodawcy nigdzie nie było… Vesna głęboko westchnęła, odwracając się od drzwi i rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu kogokolwiek, kto może przechodził gdzieś w okolicy. Kto pyta, nie błądzi, więc i w tym wypadku kobieta chciała wpierw wypytać się miejscowych, gdzie mógł pójść sobie wójt.

Vihil

Choć status herosa jest niewątpliwie olbrzymim przywilejem, pewnych rzeczy nawet dzięki niemu nie da się przeskoczyć. Jedną z nich jest najgorszy z ludzkich wynalazków - pieniądze. Śmieszne metalowe krążki, których niedobór nie pozwala człowiekowi spełnić nawet tak podstawowych potrzeb jak jedzenie i picie. Jakże nisko upadliśmy jako gatunek, że tak wysoko cenimy coś tak absurdalnie głupiego? Tego rodzaju myśli przewijały się w głowie Vihila, kiedy zapędzony finansowo w kozi róg, zrywał z tablicy ogłoszeń zlecenie ujęcia grasującego w okolicach biednej wsi mordercy. Jego nastawienie uległo pewnej zmianie dopiero wtedy, kiedy przed jego oczami stanęła zapisana u dołu strony nagroda. 21 simirów... Więc taka jest tutaj cena ludzkiego życia? To ci dopiero heca. Wszyscy tyle mówią o moralności, o domniemanej wyższości dobra nad złem, a tu proszę. Morderca myśliwego jest potępiony, ten którzy zamorduje jego, będzie za to cieszyć się uznaniem i pokaźną nagrodą. W jego przypadku zbrodnia przestaje być zbrodnią. Fascynujące. Vihil bezzwłocznie wyruszył w drogę, głęboko zafascynowany tym co czeka go w Belhatovie. Dotarłszy na miejsce, jego entuzjazm jednak drastycznie zmalał. Wioska śmierdziała, ścieżki brudziły stopy, a wieśniacy zdawali się zapominać swojego miejsca w szeregu. Jakim prawem takie szkodniki podnosiły na niego wzrok? Jak mogły odzywać się w jego stronę? Żaden z nich nie zasłużył na wyciągniętą do niego rękę, a oni i tak mieli czelność ją odtrącać. Każdy z nich powinien skończyć jak tamten myśliwy. W miarę możliwości nawet gorzej. Maszerując przez ulicę Vihil z trudem opierał się chęci przetestowania swoich limitów na tych zwierzętach, w niektórych momentach na prawdę będąc wręcz o krok od sprowadzenia na nich armagedonu. Do porządku przywrócił go dopiero niespodziewany widok, jak wnioskował po reakcjach brudasów, innego herosa. Czyżby obława przewidywała więcej niż jednego zleceniobiorcę?

- Uszanowanie

Zagadał w stronę wyróżniającej się z tłumu kobiety przybierając do tego sympatyczną fasadę. Opierając prawą dłoń na sercu, cofnął nieco lewą nogę i ukłonił się elegancko. Kąciki jego ust powędrowały w górę, malując na porcelanowej twarzy przyjazny uśmiech.

- Zgaduję, że Pani tutaj również w celach biznesowych, dokładniej w sprawie poszukiwań mordercy. Czy się mylę?

Prostując się Vihil dyskretnie zmierzył kobietę wzrokiem, wyglądała raczej na kogoś kto pada ofiarą zabójców, niż ich likwiduje. Chociaż po prawdzie herosów definiują raczej ich zdolności, znacznie mniej aparycja. Lepiej będzie nie dochodzić do przedwczesnych konkluzji. Przenosząc wzrok z sylwetki heroski, Vihil skupił się na rezydencji wójta. Pasowała do tej dziury jak pięść do nosa i tylko utwierdzała szarowłosego w przekonaniu, że tutaj o tym, co złe a co dobre decyduje coś zgoła innego niż moralność.

- Czyżby zleceniodawcy nie było w domu?

Nero

Elice i Nero ruszyli o poranku. Ich celem była znajdująca się nieopodal wioska, która wysłała swoje zlecenie do Karczmy pod Wzgórzem. Dla nich ten instytut mógł się okazać zbawieniem i rozwiązaniem ich problemu. Nero nie chciał nadużywać gościnności farmerów dłużej niż było to konieczne. Takie zlecenia, choć niebezpieczne, mogły się okazać stałym źródłem dochodu. No i były też świetną okazją na ćwiczenie swoich mocy i okazją na spotkanie innych Herosów. Choćby na to zadanie ponoć zapisała się dwoje innych, których nie znał. Elice również mogła przetestować swoje moce na czymś innym niż on i jego tarcza. W taki więc sposób dotarli do wioski Belhatov w celu odnalezienie mordercy i zlikwidowania go, jeżeli wymusi na nich sytuacja.

Nero nie spodobała się wioska ani trochę, przypominała slumsy na Delgami. Brudno wszędzie, Śmierdząco wszędzie. Dzieci pozbawione blasku w oczach. Ze wszystkich dobrych miejsc na świecie, ta wioska na pewno do nich nie należała. Dochodziły do tego jeszcze wredne komentarze od strony mieszkańców. Czyżby smród im przeżarł rozum, że miały czelność obrażać Elice, która nad wszystkim górowała? No i jeszcze traktowali go jak powietrze. Nie był fanem takiej podstawy. Kot siedzący na jego zamiauczał, jakby się z nim zgadzając. Mężczyzna go pogłaskał i poprawił uśmiech na twarzy, wracając do rozmowy ze swoją towarzyszką, którą zasypywał słowami. Mówił normalnym głosem, lecz wystarczająco głośnym, żeby pobliscy wieśniacy mogli go usłyszeć.

- Dość mała ta wioska, czyż nie? Zapewne większość, jak nie wszyscy, się ze sobą znają. Nic dziwnego, że śmierć jednego z nich wywołała taki szok i gniew. - zdjął kota ze swojej głowy i ułożył w rękach, po czym zaczął go głaskać - Musimy znaleźć sprawcę i wymierzyć sprawiedliwość. A i jak tak myślę, to 80 simirów to nie lada suma dla tak małej wioski. Pewnie większość mieszkańców musiała zapłacić ze swojej kieszeni. Powinniśmy zmniejszyć nasze wynagrodzenie do pięciu simirów. Starczy nam przynajmniej na kilka dni. W końcu będziemy mogli zasnąć w łóżkach, hehe. - zaśmiał się, promieniując uśmiechem. Doprawdy nie wyglądał heroicznie w swojej formie, więc nic dziwnego, że nie zwracano na niego aż takiej uwagi. Kot w jego rękach zamruczał - Patrz, nawet kotek się ze mną zgadza. Zobaczymy co możemy zdziałać wójtem. Powinien być zadowolony, że chcemy pomóc miejscu, którym rządzi. W końcu taka jest jego odpowiedzialność. O zdaje się, że dotarliśmy na miejsce.

Tak, właśnie dotarli na miejsce zlecenia. Zza rogu zaczął się wyłaniać biały , wapienny dom, który zupełnie nie pasował do tego miejsca. Nero powstrzymał westchnięcie, które pojawiło mu się w piersi. Zdecydowanie nie zostanie fanem tego wójta.

- Ciekawe skąd miał na to pieniądze. - mruknął, na co para pobliskich wieśniaków lekko drgnęła. Ewidentnie również im się to nie spodobało. Chłopak uśmiechnął się w ich stronę, po czym przeniósł wzrok na dwójkę stojącą przed drzwiami. O tak, wyglądali na Herosów. Ich ubiór i wygląd nie pasował zupełnie do otoczenia.

Zbliżając się do nich, zauważył że nieznajomi już wdali się w rozmowę. Nie był w stanie jednak usłyszeć o czym mówili. W tym samym momencie zauważył nogi szarowłosego, które zdecydowanie nie wyglądały na ludzkie, chociaż szybko przełknął zdziwienie, bo Elice przecież też nie była w pełni człowiekiem. Poprawił jedynie mimikę i się do nich zbliżył. "Czyżby zleceniodawcy nie było w domu?", usłyszał będąc już wystarczająco blisko. Nim druga osoba zdążyła odpowiedzieć, Nero wdał się w rozmowę.

- Moje uszanowanie. Wybaczcie, że przerywam waszą rozmowę, ale z tego co rozumiem, drzwi są zamknięte? - zapytał się, zrzucając lekko kota na ziemię. Ten zaś zgrabnie wylądował i miauknął w oburzeniu, po czym zaczął się łasić do Elice. - Miałem nadzieję porozmawiać w środku, przy filiżance herbaty. - powiedział, podchodząc do drzwi. Na ten widok, nieznajomy stojący przy drzwiach się odsunął. Mężczyzna położył swoją dłoń używając Nakreślenia. Został w tejże pozycji na dwie sekundy, po czym odwrócił się do swojej towarzyszki - Są zamknięte na klucz, więc Elice, moja droga, jeśli możesz, proszę rozwal te drzwi, a ja je później po prostu naprawię. Boję się, że nas zleceniodawca mógł mieć jakiś wypadek, dlatego też nas nie wita. - powiedział ze swoim standardowym uśmiechem na twarzy.

Elice

Elice chyba jako ostatnia dotarła na miejsce zlecenia. Na które zapisała się trochę przez sugestię jedynej osoby, którą znała. Co więcej udała się tam razem z nim, więc nie było jak się zgubić. Była to jednak jedna z niewielu pozytywnych rzeczy, jako że wieśniacy nie wydawali się zbyt mili. A w zasadzie możnaby uznać ich za po prostu chamskich w stosunku do nieznajomych. Odbiegało to trochę od pięknej wizji, jaką Nero roztaczał nad nią wcześniej. Ale no nic, spodziewała się różnych reakcji. Nie mniej i tak w sumie bardziej od reakcji wieśniaków ważniejsze było wykonanie zadania. I być może też zapoznanie się z pozostałą dwójką wspólników w tym zleceniu. No i nie ma co ukrywać, Vihil już od początku jakoś nie wyglądał jej na osobę godną zaufania. Ale może to tylko pierwsze wrażenie. Nie zamierzała też skreślać go po wyglądzie, który zawsze jest pierwszym wrażeniem. - Witajcie. Jestem Elice. - odparła, odnosząc od razu wrażenie, że jest jedyną kobietą w tym gronie, co nie było do końca prawdą, ale cóż, pomyliła płeć Vesny. Szybko okazało się też, że przywitały ich zamknięte drzwi. Był to niespodziewany początek, no bo jednak jak można przyjśc wykonać zlecenie i nie móc wejśc do zleceniodawcy. Podejrzane... Nie mniej Nero miał dobry pomysł. Po prostu je rozwalić. Wiedziała, że może po prostu zwiększać swoją siłę i wyciągnąć je z zawiasów. Ale pomyślała, że znając życie takie drzwi nie będą zbyt solidne. Więc by nie nadużywać zdolności po prostu użyła mocnego kopniaka. To powinno wystarczyć by wyleciały...

Mistrz Gry

W głowach każdego spośród czwórki herosów najprawdopodobniej malowały się w tej chwili inne przemyślenia, podobnie zresztą jak miało to miejsce w przypadku obserwujących wszystko z bezpiecznej odległości wieśniaków, na pewno jednak co do jednej rzeczy byli zgodni. Drzwi były zamknięte, co stanowiło problem. Nie znając jeszcze przyczyny tego stanu rzeczy, przybyli do miasta bohaterowie obrali różne drogi na poradzenie sobie z kłopotem, z których pierwsza zakładała niepodejmowanie póki co żadnych działań, a uprzejmą wymianę informacji. Vesna, której żołądek zaciskał się już naprawdę mocno, domagając się w ten nieprzyjemny dla niej samej sposób pożywienia, mimo chęci zamienienia słowa z wieśniakami, została zaczepiona przez Vihila. Szarowłosy mężczyzna dał przy tym pokaz iście książęcych manier, powstrzymując przy tym toczącą się w jego głowie batalię na temat tego, którego z wieśniaków uciszyć najpierw, w ramach kary za ośmielenie się patrzyć na niego z góry. Do tej jakże kontrastującej ze sobą pary wkrótce dołączyła druga, w zasadzie dołączając, czy może i przerywając swoim przybyciem powoli kiełkującą rozmowę. Mężczyzna i kobieta, których wzrost dzieliło blisko piętnaście centymetrów na korzyść przedstawicielki piękniejszej spośród płci, swoim przybyciem może i nie zrobili furory wśród wieśniaków, lecz ich kolejne działania z pewnością będą tematem opowieści przekazywanych przez kilka z następnych pokoleń. Przejmujący inicjatywę w tej patowej sytuacji Nero, odstawił na ziemię swojego pupila, który początkowo faktycznie otarł się o nogi lwicy, następnie zaś potuptał w kierunku nieco spłoszonych dzieci stojących kawałek dalej, jakby wyczuwając ich niepokój i mając zamiar je pocieszyć swoją puszystą obecnością. Jego właściciel zaś jako pierwszy z herosów zdecydował się na użycie magii. Wrodzonej od momentu przeniesienia się do tego dziwnego świata zdolności, do wpływania na otaczającą rzeczywistość swoją wolą w określony sposób, który w jego przypadku był zresztą dość specyficzny. Dotykając drzwi od rezydencji wolną dłonią, czarnowłosy mężczyzna w przeciągu krótkiej chwili poznał ich dokładną budowę oraz skład, prosząc tym samym Elice by ta je zniszczyła. Wiedza, jaka dotarła w tym momencie do jego głowy nie była niczym ciekawym. Ot, bardzo porządnie zbudowane drzwi z dębowej drewna, składające się z wielu desek i gwoździ, oraz kilku metalowych wzmocnień i kołatki, klamki oraz mechanizmu zamykającego. Jednakże, ich porządna budowa okazała się kluczowa dla tego, co chciała z nimi zrobić towarzyszka mężczyzny. Wysoka ponad wszelką miarę kobieta faktycznie zadziałała zgodnie z tym, co wskazał jej Nero, nie przebierając w środkach by w siłowy spodnie pozbyć się stojącego przed grupą problemu.

Elice najpierw obróciła się lekko, by następnie uderzyć z półobrotu we wrota swoją stopą, licząc iż to załatwi sprawę. Niestety jednak, nawet spora siła heroski i wykorzystanie przez nią wagi jej ciała nie wystarczyło. Wprawdzie całe drzwi, wraz z framugą a nawet większym fragmentem frontowej ściany zatrzęsły się w posadach, posyłając w powietrze i na ubrania pobliskich herosów tumany kurzu, same wrota jednak ucierpiały w niewielkim stopniu. Dwie deski pękły, tworząc średnich rozmiarów wgłębienie w ich strukturze, nie była to jednak dziura na wylot, całe szczęście zresztą dla stopy Elice. Coś zostało mimo wszystko zrobione, o czym świadczył momentalny harmider z wnętrza budynku, jak i odgłosy krzątaniny ze środka, a w zasadzie tuż zza drzwi.

Już po kilkunastu sekundach do uszu odrodzonych dotarł szereg nieprzyjemnych dla oka bluźnierstw, a chwilę później one same gwałtownie się otworzyły, o mały włos nie trafiając lwicy oraz Nero swoim impetem. — Co tutaj do licha się dzieje? Mało Wam ofiar w naszej pięknej wiosce?! — Głośnym barytonem zagrzmiał osobnik, który doprowadził do trzaśnięcia wrotami o ścianę sekundę wcześniej. Mężczyzna szerszy niż wyższy, którego obwód w pasie mógłby przewyższyć nawet wzrost Elice, a nadmiar tkanki tłuszczowej w jakiego był posiadaniu, mógłby zostać podarowany wszystkim wychudzonym dzieciom we wiosce. Na oko starszy, wpadający już pod pięćdziesiąty rok życia brunet, ubrany w dobrej jakości ubrania, okalające wręcz jego beczkowate ciało, mierzył właśnie spojrzeniem swoich głęboko osadzonych, gniewnych oczu grupkę przybyszów i nie wyglądał, jakby miał zamiar ich wpuścić do środka, ani tym bardziej ich w jakikolwiek sposób honorować. — Co to niby miało znaczyć? Do cholery, zdajecie sobie sprawę, ile kosztują takie piękne, wykonane na zamówienie dębowe wrota?! — Dalej głośno wykrzykując, wójt, gdyż to z pewnością był właśnie on, mocno gestykulował rękoma, jakimś cudem nie trafiając palcami przypominającymi grube pęta kiełbasy w futrynę drzwi o których tyle mówił. Te kilka krótkich zdań jednak zmęczyło go na tyle, iż zdążył się nieco zasapać, prawdopodobnie chwilę wcześniej zbiegając, oczywiście w cudzysłowie patrząc na jego tuszę, z góry budynku, o czym świadczyły wcześniejsze odgłosy z jego wnętrza. Siwiejący choleryk otarł krawędzią rękawa pot zraszający czoło, mierząc jeszcze raz gniewnym spojrzeniem czwórkę odrodzonych, by po krótkiej chwili milczenia cofnąć się ponownie do środka i ciężkimi, powolnymi krokami wtoczyć się wgłąb budynku — No wchodźcie żeś! Do diaska, bogowie, dlaczego stawiacie przede mną tak ciężkie próby…? — Głos wójta powoli cichł, w przeciwieństwie do jego głośnego sapania, które było słyszalne nawet z innego pomieszczenia, a drzwi do domostwa stanęły przed drużyną otworem. Wnętrze prezentowało się dość bogato, oczywiście mimo wszystko jak na standardy wsi. Ściany zdobiło parę gobelinów i poroży zwierząt, podłoga była wypolerowana, a boazeria sprawiała wrażenie przynajmniej względnie nowej. Jeśli bohaterowie zdecydowali się podążyć za wójtem, tak po przejściu przez przedsionek ich oczom ukazałaby się duża jadalnia, w której mężczyzna właśnie zasiadł. Na jedynym krześle, co warto podkreślić, gdyż w sporym pomieszczeniu nie było innych mebli ponad dużym stołem i właśnie jednym, potężnym krzesłem, czy też wręcz drewnianym tronem, podtrzymującym potężne gyatt wójta w tym właśnie momencie.

Vesna

Uwagę kobiety prędko przykuł zbliżający się do tego samego miejsca młody mężczyzna. Już na pierwszy rzut oka Vihil zdawał się nie pasować do reszty: jego ubiór oraz przyjaźniejsze nastawienie do heroski zdradzały, iż nie był jednym z mieszkańców tego miasta, nie mówiąc nawet o niecodziennym wyglądzie jego kończyn. Wszystkie jej przemyślenia zostały potwierdzone, gdy ten w końcu dotarł tuż pod drzwi, witając się z nią. Vesne ewidentnie lekko zaskoczyło tak miłe jej zdaniem zachowanie nieznajomego.

— Zgadza się. Drzwi były już zamknięte, gdy tutaj dotarłam. Sądziłam, że zapytam któregoś z mieszkańców o to, gdzie może znajdować się wójt, ale… — na chwilę przerwała, odrywając wzrok od swojego rozmówcy i spoglądając w stronę oddalonych od nich mieszczan, którzy tak jak wcześniej obserwowali ich z wyjątkową nieufnością.

— Chyba i tak niczego pożytecznego bym się nie dowiedziała. Miło jednak wiedzieć, że nie jestem już w tym zadaniu osamotniona. — stwierdziła, również posyłając w stronę Vihil’a miły uśmiech. Cóż, ten na pewno zrobił na niej wyjątkowo dobre, pierwsze wrażenie. Nim Vesna miała okazję kontynuować rozmowę i podzielić się swoim własnym, wstępnym planem ze swoim nowym towarzyszem, na miejsce dotarła jeszcze dodatkowa, dwójka osób.

Drugi, nieznany jej mężczyzna zagadnął w ich stronę. Nie czekał on jednak długo, nim postanowił on wziąć sprawę, w swoje ręce. Kobieta już otworzyła usta, by zwrócić się do dwójki i przejść do jakiegokolwiek omówienia zadania, lecz nim zdążyła wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, usłyszała kilka prostych słów wypowiedzianych przez Nero „Elice, proszę, rozwal te drzwi”. Włosy na skórze Vesny mimowolnie stanęły dęba, a ta momentalnie zwróciła się do dwójki, próbując odciągnąć ich od zamierzonego celu.

— Nie musimy chyba tak szybko przechodzić do rękoczynów? Może wójt po prostu na~ — nim jednak mogła dokończyć, kobieta już zamachnęła się prosto na drzwi i w nie uderzyła.

Po chwili na niezadowoloną Vesne spadła chmura pyłu, który to zaczęła momentalnie strzepywać ze swojego ubrania. Jej raczej niezbyt przychylnie wyglądająca mina jedynie się pogorszyła, gdy ujrzała nadal dumnie stojące przed nimi drzwi. Wszystko to poskutkowało jedynie połamaniem kilku desek i narobieniem sobie większych problemów w przyszłości… W jaki sposób mieliby oni zdobyć zaufanie kogokolwiek w tym mieście i tym samym ułatwić sobie zadanie, jeśli dwójka jej nowych „towarzyszy” po prostu postanowiła podejść do drzwi i przywalić w nie z całej siły? W najlepszym wypadku wójt zignoruje szkody, jeśli cały ten „mechanik” naprawdę przywróci przedmiot do poprzedniego stanu, w najgorszym po prostu powie im, że do zadania znajdzie kogoś innego, a za naprawę drzwi będą musieli złożyć się z własnych pieniędzy…

Kobieta głośno westchnęła, spoglądając to na Nero, to na Elice. Choć zwykle przemilczałaby tę sytuację i udawała potulny słup soli, który bezmyślnie dąży do celu, tak teraz wolała sama wcielić się w rolę prowizorycznego lidera. Mogła w końcu albo pokonać swój strach, albo kontynuować powolne umieranie z głodu…

— Następnym razem może przedyskutujmy plan wspólnie. W końcu wszyscy jesteśmy tutaj w jednym i tym samym celu, czyż nie? Zarobienie paru monet? — zapytała, ale nim mogła kontynuować swój mały wywód, Vesna podobnie zresztą jak reszta drużyny usłyszała hałas wydobywający się zza drzwi. Czyżby całe to głośne pukanie wybudziło wójta? Cóż… Może nie było to jednak aż tak głupie zagranie, choć patrząc na to wszystko z innej strony, to nadal zachowali się w tej sytuacji niczym barbarzyńcy, nieróżniący się zbyt wieloma cechami od tego, kto zamordował tamtego myśliwego. Ostatnie co pozostawało, to posiadanie nadziei, iż mało osób przyglądało się temu małemu pokazowi siły Elice.

Kobieta odsunęła się parę kroków do tyłu, gdy drzwi do budynku nagle się otworzyły, niemało nie uderzając dwójki herosów. Widok wójta oraz jego początkowe zachowanie nieźle zniechęciło Vesne do całej tej misji. Mężczyzna zdawał się równie przepełniony jedzeniem, jak i swoim nadwyraz olbrzymim ego. To pierwsze mogło jednak zostać na pewno spożytkowane w trochę lepszy sposób, biorąc pod uwagę stan tutejszego mieszczaństwa. Heroska jednak długo się nie zastanawiała i postanowiła prędko zareagować na to, co właśnie wygadywała ta beczka na nóżkach.

— Raczy pan wybaczyć moim towarzyszom, po prostu ochoczo ciągnie ich do zadania, jak widać to aż trochę zbyt ochoczo. — stwierdziła, uśmiechając się zarówno w stronę wójta, jak i Alice oraz Nero.

Na razie Vesna planowała podejść do tego wszystkiego na spokojnie. Nie jej było oceniać postępowanie mężczyzny, nie kiedy nie posiadała przy sobie nawet złamanej monety. Mimo tego jak głośno jej silne poczucie sprawiedliwości krzyczało, by nie pomagać tego typu człowiekowi, ona musiała niestety uciszyć swój honor i spróbować wykonać to zadanie… Zresztą kto wie, może przy odrobinie szczęścia udałoby się upiec dwie pieczenie na jednym rożnie? W końcu wykonując to zadanie, pomagali mieszkańcom tego miasta… nie byłaby to już wystarczająco duża pokuta?

Gdy ten nareszcie pozwolił im wejść do środka, Vesna postanowiła ruszyć za wójtem jako pierwsza. Momentalnie zaczęła kątem oka rozglądać się po bogato zdobionym pomieszczeniu, a jej ego ponownie zawyło narastającą w jej sercu niepewnością co do tego wszystkiego. Jeśli to miejsce było aż tak dobrze utrzymane w porównaniu do reszty miasta, to dlaczego sam wójt nie zapłacił za herosów na wynajęcie? Z pewnością miał jakieś oszczędności na czarną godzinę, a jako „głowa” tego miejsca, to on powinien robić najwięcej, aby utrzymać je względnie bezpiecznym… A mimo wszystko ten wyglądał niczym nażarte prosie, którego wagę ledwo co mogło utrzymać krzesło, na którym siedział, no tak… krzesło… Pojedyncze krzesło w całym tym salonie… No cóż, drużyna będzie musiała niestety stać niczym te wierne pieski w pobliżu swojego pana…

— A więc moglibyśmy wpierw zapytać o jakieś dodatkowe informacje? Nowe wieści, które nie zdążyły zostać przelane na papier ogłoszenia? A może jakieś wskazówki? Wszystkie informacje z pewnością przyśpieszą nasz proces wyśledzenia tegoż całego mordercy. — zapytała Vesna, stając kilka metrów od wójta i oczekując jakiejś sensownej odpowiedzi. W międzyczasie jej wzrok odwrócił się w stronę jej towarzyszy, jakby dając im znak, by ci również przyłączyli się do rozmowy. Mimo wszystko kobieta nie była zbyt dobrym mówcą i z pewnością ktoś z tej trójki był obdarzony o wiele lepszymi umiejętnościami negocjacji niż ona sama.

Vihil

Zamieniwszy parę słów z nowo nabytą sojuszniczką Vihil zamierzał bez niepotrzebnej zwłoki przejść do interesów. Rozglądając się dyskretnie po okolicy, spróbował prędko ustalić jakąś drogę, która mogłaby poprowadzić go wygodnie na drugą stronę zamkniętych drzwi. Nim zdążył jednak dostrzec cokolwiek obiecującego, do jego uszu dotarł jeszcze jeden obcy głos. Heros zaintrygowany odwrócił głowę w jego stronę i powstrzymał pchający się na twarz wyraz zaskoczenia, kiedy stanęła przed nim para kolejnych bohaterów. Aż czterech będzie ich potrzebnych do ujęcia jednego mordercy? Czy to nie lekka przesada? Nastawiony już na 21 simirów nagrody Vihil, miał głęboką nadzieję, że duża ilość rąk do pracy nie wpłynie negatywnie na jego wypłatę. Kłębiące się w głowie wątpliwości nie wpłynęły jednak na jego występ. Utrzymując dalej przyjazny głos i mimikę zwrócił się do nowoprzybyłych.

Zgadza się. Wygląda na to, że wójt nie wyróżnia się taką samą punktualnością, jakiej oczekuje po innych — odparł, po czym podobnie jak przed paroma minutami, ukłonił się teatralnie przed Vesną, tak i teraz dla zasady zaszczycił nowych towarzyszy takim samym gestem. Słysząc późniejsze polecenie wyważenia drzwi, uśmiechnął się nieznacznie. Imponowało mu, że nowa para nie zamierza bawić się w podchody, naturalnie więc nijak nie protestował przed realizacją ich pomysłu. Cofając się o krok, by zrobić im miejsce, sprawnie ulokował się za najbliższą mu postacią, tak by kurz z wykopywanych drzwi przypadkiem nie osiadł mu na ubraniu i skrzyżował ręce na piersi dając reszcie działać. Zgodnie z poleceniem czarnowłosego, jego przyjaciółka z wymierzyła w drzwi mocne kopnięcie, które co prawda zatrząsnęło drzwiami, ale nie wystarczyło by je otworzyć.

Koniec końców, efekt był jednak zbliżony. Wywołany przez herosów harmider obudził wójta, który niewiele później stanął przed nimi. Widok takiej świni był dla Vihila czymś nowym, obserwując jego potężne cielsko i słysząc sapanie ciężko było powstrzymać się wybuch śmiechu. Mimo trudności zachował jednak kamienną twarz i mógł bez zwracania na siebie uwagi podążyć dalej. Wewnątrz willi nie przyłączał się do rozmowy, zamiast tego zaciekawiony na jakim poziomie żyje tutaj człowiek zamożny, wolał uważnie przyglądać się wystrojowi wnętrza. Dotarłszy do jadalni, Vihil zajął sobie od razu miejsce najbliżej wyjścia. Opierając się plecami o ścianę pozwolił by jego towarzysze poprowadzili rozmowę wstępną, z zamiarem wtrącenia się kiedy w jej toku wspomniane zostaną interesujące go kwestie.

Nero

Nero kaszlnął dwukrotnie, próbując pozbyć się pyłu z płuc. Nie spodziewał się aż takiej ilości kurzu przy tak kunsztownych drzwiach. No i nie spodziewał się, że będą one na tyle wytrzymałe, że Elice nie będzie mogła się przez nie przebić jednym kopniakiem, choć mogła po prostu nie użyć swoich mocy. Nie przemyślał tego do końca, w końcu minął dopiero dzień odkąd zaczęła z nich korzystać. Przejechał dłonią po włosach, patrząc jak wypada z nich pył i sypie się na ziemię. Parsknął i postanowił zostawić włosy w spokoju, skupiając swoją uwagę ponownie na drzwiach. Miał właśnie przyjrzeć się bardziej szkodom wyrządzonym w przeszkodzie, oddzielającej ich od wnętrza budynku, kiedy to usłyszał głośnie sapanie i poczuł wibracje w ziemi. Nadchodziło coś ciężkiego. Wspomniane drzwi otworzyły się z impetem, omal nie uderzając jego i Elice. Ich oczom ukazała się świnia chodząca na dwóch nogach. A nie, był to po prostu niewiarygodnie okrągły i masywny człowiek. Po jego reakcji zdawało się, że był właśnie ich zleceniodawcą, wójtem wioski Belhatov. Jego zachowanie i wygląd zdecydowanie nie wpłynęły pozytywnie na zdanie, które miał o nim Nero. Mężczyzna nie był nawet zdziwiony widząc wójta, miał jedynie przemożną chęć do ponownego parsknięcia śmiechem. Do tego dochodził jeszcze nowy towarzysz, którego słowa wcześniej zignorował, i który właśnie przepraszał wójta za ich zachowanie. Swoją drogą, ten ich kolega miał dość chłopięcy, a nawet damski głos, ale nie była to pora na zastanawianie się nad tym, bo świnka uciekła ponownie wgłąb domu.

Nero ruszył za resztą drużyny, w końcu był to jednak ich zleceniodawcą. Poza tym był ciekaw wystroju domu wpieprza. Bogate wnętrze zupełnie nie pasowało do tej wsi, a każda z wiszących tu i ówdzie ozdób, mógł być równie dobrze ich wynagrodzeniem. Mag się wewnątrz siebie skrzywił, widząc aż taką korupcję i zaczął tworzyć w głowie jakiś plan.

Dotarli w końcu do jadalni, gdzie świniak zasiadł na jedynym krześle w pokoju. Nero minął przy drzwiach szarowłosego i przejrzał pokój. Dziwny wystrój. Zastanawiał się czy to był zabieg celowy, czy też po prostu nikt wójta nie kochał na tyle, żeby z nim jadać przy tym samym stole. Nie myślał nad tym za długo, bo białowłosy zaczął już zadawać pytania. Korzystając z chwili, kiedy jego nowy towarzysz jeszcze mówił, Nero usiadł na stole, metr przed wójtem, jednocześnie ciężko wzdychając.

- Ależ ta podróż była długa, a tu miałem nadzieję przynajmniej chwilę odpocząć na krześle, ale nie szkodzi. Stół wystarczy - powiedział, zmieniając zmęczony wyraz twarzy z powrotem na uśmiech - Skoro nie ma nawet poczęstunku ani krzeseł to bierzmy się do roboty, bo widzę że mój kolego już zaczął zadawać pytania. Nim jednak pan odpowie, pozwoli pan, że przeproszę za te zniszczone drzwi. Jednakże powiedziano mi, że będzie nas pan oczekiwał, a tu, żadnej odpowiedzi ani znaku życia z wnętrza domu. Po prostu martwiłem się, że naszemu kochanemu zleceniodawcy mogło się coś stać, albo co gorsza, mógł już paść ofiarą mordercy, którego przyszliśmy szukać. - powiedział z miną niewiniątka, po czym klasnął w ręce - Ale całe szczęście nic Panu się nie stało! Drzwi naprawię kiedy przyjdzie na to czas, więc o to też nie musi się Pan wójt martwić. - nachylił się ku rozmówcy z lekkim uśmiechem i przymróżonymi oczami, po czym kontynuował, lekko obniżając swój głos - Niestety zrobię to dopiero po zleceniu, bo muszę zachowywać resztki energii jaką mam. Dlatego im szybciej da nam Pan wszystkie informacje, o które zapytał mój towarzysz, tym szybciej zniknie dziura w pańskich drzwiach. W końcu byłoby problematycznie, gdyby biedni wieśniacy zobaczyli bogaty wystrój pańskiego domu, nieprawdaż? Dlatego zrobi pan swoją część, a my swoją, I wszyscy ludzie będą szczęśliwi.

Elice

Czyli jednak nie trzeba było rozwalać drzwi, tylko właścicielowi nie chciało się otwierać. No cóż, bywa i tak. Nie mniej Nero miał rację. - Miałam takie same obawy, czy na pewno coś się Panu nie stało. - odparła, bo to poniekąd była prawda. Jak wszystko zamknięte to jest ta nutka niepokoju że mogła być kolejna ofiara i to ofiarą jest osoba, która miała im wyjaśnić. Nie mniej skoro została zaproszona to weszła do środka. Od razu zaczęła przyglądać się wystrojowi. No robił on wrażenie. Choć sprawiał on, zresztą podobnie jak no nie chcąc urazić, ale wygląd wójta, że mamy do czynienia z sytuacją, gdy jeden korzysta z życia kosztem biednych wieśniaków, którzy ledwo wiązą koniec z końcem. Równocześnie nie da się ukryć, że gdy byli już w jadalni, to pewnym minusem było to, że nawet krzeseł dla gości nie było. Ale trudno, postoi. No i na marginesie można jeszcze wspomnieć, że naturalnie słyszała sugestię Vesny, ale po prostu zgodziła się na nią głową. Mogą w następnych przypadkach dogadać się, nie ma problemu.

Mistrz Gry

Czwórka Herosów powoli wchodziła do rezydencji wójta, zostawiając za sobą zszokowanych kopniakiem wieśniaków. Tak, jak wcześniej było widać po nich niechęć i wrogość, tak obecnie do całej tej mieszkanki dołączył strach. Elice wraz z Nero dobitnie przypomnieli im, że odrodzeni nie muszą przejmować się etykietą i zasadami panującymi w mieście, a mogą po prostu robić co chcą zgodnie z własną wolą. Dwumetrowa, agresywna kobieta, która chciała włamać się do rezydencji wójta, najprawdopodobniej była kwintesencją wszystkich ich obaw względem herosów, nic więc dziwnego, że kilkoro z nich chwyciło za pobliskie widły bądź inne narzędzia rolne, szybko jednak zdając sobie sprawę, że nic im one nie dadzą. Atmosfera w wiosce, którą już od dłuższej chwili dało się kroić nożem, zgęstniała jeszcze bardziej, lecz przynajmniej na ten moment, każdy z czwórki przybyłych do miasta odrodzonych, zostawił to za sobą, wraz z momentem zamknięcia wrót do domostwa wójta. On sam, po rozlaniu się na tronie, momentalnie został obsłużony po kręcącą się przedtem w kuchni służkę. Starsza, na oko podupadająca już pod siedemdziesiąt wręcz lat kobieta, trudziła się jak tylko mogła, by donieść na stół ogromną tacę z posiłkiem, najprawdopodobniej nie pierwszym tego dnia, lecz zahaczyła przy tym stopą o jedną z nóg wielkiego blatu. Spojrzenie wójta momentalnie sprawiło, że przeprosiny cofnęły się jej w ustach, a ona sama po postawieniu tacy drżącymi rękoma, natychmiast uciekła kłaniając się z powrotem do kuchni. Starsza kobiecina utykała lekko na lewą nogę, nic więc dziwnego, że przenosząc ogromną tacę, wypełnioną różnego rodzaju mięsiwem, wieloma gatunkami sera, paroma owocami i pieczywem, nie wytrzymała jej ciężaru i musnęła nogę stołu swoją stopą. Mężczyzna oczywiście nie zważał na ten fakt, jak gdyby nigdy nic biorąc w dłonie pozłacane sztućce, przygotowane już wcześniej na stole i zaczynając jeść za ich pomocą. Jeść w zaskakująco wysublimowany sposób, a nie jak wskazywałaby jego aparycja świni na dwóch nogach, w sposób łapczywy. Każdy kęs był najpierw dokładnie pokrojony, a następnie przetransportowany między ogromne, mięsiste wargi wójta przy pomocy widelca, bez opuszczania chociażby kropli sosu. Było to na swój sposób imponujące, lecz przecież sposób spożywania przez mężczyznę trzeciego tego dnia obiadu, nie jest tematem, dla którego herosi weszli do jego domostwa. Wiszące w powietrzu pytanie i przeprosiny Vesny zostały całkowicie zignorowane przez knura, który ponownie skupił spojrzenie na czwórce przybyszy dopiero wtedy, gdy odezwał się jakiś mężczyzna, w tym przypadku Nero. Chociaż najprawdopodobniej bardziej jego uwagę zwrócił fakt, iż chłopak usiadł pośladkami na jego wypolerowanym stole, z pewnością zostawiając na nim stosowny odcisk.

— Najpierw zabijacie jednego z moich poddanych, następnie demolujecie mój stawiany przez długie lata dzięki wysiłkowi mieszkańców tej pięknej wioski dom, a teraz jeszcze oczekujecie darmowego wiktu…? — Zimny, ostry ton mężczyzny pasował do jego spojrzenia, które osiadło na Nero niczym kurz z wcześniej, zdając się mieć ciężar porównywalny do tuszy jegomościa. — Nie dostaniecie NIC ponad to, co zostało Wam obiecane, a i tę wartość pomniejsze o stosowną ilość sztuk złota, jeśli choćby JEDNA drzazga nie będzie na swoim miejscu przed Waszym, mam nadzieję rychłym opuszczeniem mojej pięknej wioski. — Wójt ewidentnie walczył z samym sobą, by znowu nie podnosić głosu, tak jak miało to miejsce wcześniej, musząc aż wytrzeć pot zraszający jego wielkie czoło przy pomocy skrawka serwetki. — Darujcie sobie też troskę, nie potrzebuje jej od takich jak WY. — Kolejny kęs mięsiwa przepłynął właśnie przez przełyk wójta, w akompaniamencie grubej i hojnie posmarowanej tłuszczem kromki pieczywa. — Nie będę się dwa razy powtarzał, wszystkie informacje przekaże Wam ta członkini Waszej wszędobylskiej rasy, która miała tę odrobinę taktu, by stawić się na miejscu wcześniej. I nie demolować przy tym wrót mojego stawianego w pocie czoła domostwa… — Wraz z tymi słowami, wójt odprawił od swojego stołu herosów, niczym natrętne muchy, nie mówiąc im jednak oczywiście ani o kogo chodzi, a nie gdzie mieliby się z tą osobą spotkać. I gdy można było się spodziewać, że to wszystko co usłyszą z jego ust, tak nagle mężczyzna zamarł w miejscu, ponownie wbijając swój ciężki i pełen wrogości wzrok w Nero, na dźwięk ostatnich wypowiedzianych przez niego słów. — Czy Ty próbujesz mi grozić…?

Pytanie ciężko zawisło w powietrzu i prawdopodobnie wisiałoby tam jeszcze dłuższą chwilę, gdyby nie harmider dochodzący ze strony schodów, które prowadziły na górę domostwa. Ewidentnie ktoś z nich właśnie spadł, o czym świadczył nie tylko hałas, ale i dziewczęcy głos mu towarzyszący. — Przepraszam!!! — Po paru sekundach krzątaniny, kobieta do której głos należał, pojawiła się przed wszystkimi, otrzepując jeszcze krańce swojej długiej, czarnej sukni z kurzu. Na oko była młoda, mając może odrobinę ponad dwadzieścia lat, lecz jej blada skóra i czerwone, a wręcz krwistoczerwone oczy wskazywały na to, że z pewnością to ona jest heroską wspominaną przez jego otyłość. — Przepraszam! Mam te zeznania, o których Pan mówił wielce szanowny Wójcie, ale nie ma w nich zbyt wiel… O, dzień dobry! — Dziewczyna z radością na twarzy dygnęła nieco niezdarnie przed grupką odrodzonych, jedną ręką ściskając zbiór kilku kartek, najprawdopodobniej będących wynikami śledztwa, które wieśniacy próbowali przeprowadzić na własną rękę.

Tucznik widząc przed sobą kolejnego herosa poczerwieniał jeszcze bardziej na twarzy i wydukał tylko przez zaciśnięte zęby. — Zejdźcie. Mi. Z oczu. — Poziom jego urazy musiał być niezwykle głęboki, co jednak nie przeszkodziło mu dodać po chwili kolejnego polecenia w kierunku odrodzonych bohaterów. — Ale najpierw możecie nalać mi wina. — Mówiąc to, wójt wskazał gestem ręki jeden z blatów za swoimi plecami, na którym faktycznie stała butelka z winem jak i sporych rozmiarów kielich. Oprócz tego leżała na nich naszykowana pozłacana zastawa, czekająca już najprawdopodobniej na kolejny posiłek wójta. Komplety talerzy, kielichów i sztućców błyszczały w świetle słońca wpadającym przez okiennice, tak bardzo kontrastując z szarą rzeczywistością, jaka malowała się za nim…

Vesna

Słysząc zwrot “mój kolega już zaczął zadawać pytania”, Vesna jedynie głęboko westchnęła. Nie tylko musiała się nasłuchać o swoim wyglądzie od tutejszych mieszczan, to jeszcze jej własny towarzysz musiał jeszcze bardziej posypywać jej rany solą. Cóż, to jednak w tej chwili nie było najważniejsze. Widząc to wszystko, kobieta chciała już po prostu zrobić zadanie, odebrać pieniądze i po prostu pozwolić sobie na ten jeden, pojedynczy dzień wypoczynku… Nie skomentowała ona już zachowania Nero – nie miała za bardzo po co, a zresztą niezbyt jej się do tego śpieszyło. W końcu, jeżeli wójt postanowi wyrzucić go z zadania, to może dostanie ona w swoje ręce trochę więcej pieniędzy?

Widząc starszą kobietę siłującą się z całą tą toną jedzenia, Vesnie humor jeszcze bardziej się pogorszył. Szkoda jej było nieznajomej – musiała pracować dla ewidentnego gbura, który poza swoim ósmym podbródkiem prawdopodobnie nie widział nic innego. Jej dobroduszna natura nie mogła pozwolić jej na bezczynność i Vesna prędko postanowiła podejść do kobiety, pomagając jej zarzucić cały ten talerz ofiarny na stół. Od samego zapachu tego jedzenia, jej żołądek zawiązał się na supeł. Jakby mogła zjeść, chociażby 1/10 tego wszystkiego, byłaby już prawdziwie szczęśliwym człowiekiem, a tak musiała pozostać tutaj i przechodzić przez tortury w postaci obserwacji świniaka, wpychającego sobie do gardła masę pokarmu.

Całe te męki przerwał dźwięk spadającej ze schodów kobiety. Heroska momentalnie odwróciła się w stronę hałasu, prędko zauważając kolejną nieznajomą. Jej umysł chyba nie da rady zapamiętać aż tak dużej ilości ludzi w tak krótkim odstępie czasu… Spokój Vesny jednak nagle dobiegł swojego końca, gdy usłyszała kolejne polecenie padające z ust beczki na nóżkach. Jeszcze przed chwilą próbowała całą tę sytuację rozwiązać pokojowo, lecz ewidentnie z tymże jegomościem się po prostu nie dało. Kobieta zmarszczyła czoło i stwierdziła krótko w stronę wójta.

— Obawiam się, że żadne z nas nie zostało zatrudnione jako „służący”, więc ja muszę stanowczo odmówić. — po tych słowach Vesna odwróciła się do nowoprzybyłej nieznajomy, podchodząc do niej bliżej.

— Nie zostało nam nic innego, jak podzielić się informacjami wywiadowczymi. Możesz mówić mi Vesna, a to jest reszta moich towarzyszy na czas tego zadania. — wytłumaczyła kobiecie, podając w jej stronę dłoń na przywitanie.

Przynajmniej skupiając się na rozmowie z nią, Vesna mogła, chociażby na chwilę zapomnieć o jedzeniu, które mogłaby przecież po prostu zabrać z tacy i wybiec z nim przez okno. Pewnie cały ten „obiadek” wójta byłby wart o wiele więcej niż te 21 simirów. Mimo wszystko kobieta nie pozwoliła sobie, aby jej natrętne myśli zagłuszyły jej zdrowy rozsądek.

A co do samego wójta – Vesna po prostu przestała się nim przejmować. Reszta jej towarzyszy mogła zrobić cokolwiek, tylko zapragną: posłusznie nalać mu wino, kontynuować denerwowanie go czy nawet po prostu zjeść go żywcem. Nie mieli się zresztą czego bać. Cała ta wioska pełna była niedożywionych ludzi i gdyby tylko ich piątka czy nawet czwórka zapragnęłaby wyciąć wszystkich tutaj obecnych, to mało kto byłby w stanie stanąć im na drodze. Patrząc na to z drugiej strony, to właśnie wójt powinien w tej chwili kłaniać się im i błagać o łaskę. W końcu pączuszek był teraz sam na sam z czwórką, zdenerwowanych na niego herosów, których jedyne co powstrzymywało od ataku to obiecana nagroda oraz resztki moralności… chociaż jakby o tym pomyśleć, to cała ta wioska raczej nie płakałaby za stratą kogoś takiego, jak siedzący przy bogato obstawionym stole wójt, który przez okno może obserwować sobie biedę mieszkańców jego miasteczka.

Vihil

Vihil pozostawał bierny przez większość rozmowy. Preferował raczej leniwie wodzić wzrokiem po pomieszczeniu, przysłuchując się tylko jednym uchem wypowiedziom wójta oraz swoich towarzyszy. Nie interesowało go ani trzecie śniadanie wieprza, ani jego stosunek do podstarzałej służącej. Więcej uwagi poświęcał kłębiącemu się od niedawna w jego głowie dziwnym przeczuciu, jakoby zapomniał o czymś dosyć ważnym. Wędrówkę w głąb własnej podświadomości przerwał mu dopiero uniesiony ton wójta, którym ten zarzucał jednemu z herosów domniemaną groźbę oraz dobiegający z innego pomieszczenia huk. Niebieskie oczy Vihila powędrowały instynktownie w stronę tego drugiego. Wychylając częściowo swoją sylwetkę zza framugi szarowłosy zerknął do korytarza, gdzie uchwycił wzrokiem urodziwą sprawczynię zamieszania. Potwierdziwszy, że źródłem dźwięku nie jest nic groźnego, przywitał panienkę skinieniem głowy, jeszcze zanim ta weszła do jadalni i wrócił do swojej wyjściowej pozycji. Idealnie w porę by doświadczyć kolejnego wybuchu świńskiego gniewu. Tym razem jednak szarowłosy zdecydował się nie puszczać go koło uszu. Widząc na twarzach sojuszników, jaki jest ich stosunek do zleceniodawcy Vihil mógł wydedukować, że nie spotka go dezaprobata z ich strony i włączyć się jakoś do wymiany. Kiedy z ust wójta padło polecenie, by nalać mu wina, kąciki ust herosa uniosły się do góry. Stawiając krok naprzód wysunął się przed grupę i bez słowa skierował w stronę wskazanego blatu. Chwycił butelkę za szyjkę i drugą ręką wyciągnął korek. W tym samym momencie spod rękawa jego koszuli wypełzła nagle dżdżownica, która bez zastanowienia, jak na czyjeś polecenie zanurkowała w butelce trunku. Vihil zbliżył się do wójta, podniósł pustą lampkę i zaczął powoli napełniać ją napojem centralnie przed jego twarzą.

W tym samym czasie nachylił się nieco nad nim i złowrogim, nietolerującym sprzeciwu tonem, niepokojąco przy tym melodycznym i paradoksalnie wręcz sympatycznym szepnął mu cicho do ucha.

Na miejscu szanownego wójta, zwróciłbym więcej uwagi na manierę wypowiedzi. Szczególnie tych kierowanych w stronę osób, mogących zrównać Pańską wioskę z ziemią i pochować Pana pod jej gruzami.

Kończąc swoją wypowiedź Vihil odstawił lampkę wina z niespodzianką z powrotem na stół, po czym wyprostował się i posyłając w stronę wójta uśmiech mówiący jednocześnie "Proszę uprzejmie" oraz "Piśnij choć słówko, a zarżnę cię jak świnię" skierował się żwawym krokiem w stronę reszty grupy. Stając obok nich wskazał ręką na wyjście z jadalni i wracając do swojego sympatycznego alter ego wtrącił się do zaczętej przez Vesnę rozmowy z nieśmiałą propozycją.

Wygląda na to, że wójta nie cieszy nasza obecność. Może lepiej będzie porozmawiać na zewnątrz?

Nero

Słysząc niesłuszne zarzuty w swoją stronę, Nero jedynie odsunął się twarzą od wójta z uniesionymi rękami, jakby się poddawał i pokazując, że jest niewinny. Na ustach wciąż malował mu się uśmiech, lecz w oczach widać było chłód i brak zupełnych emocji w stosunku do wójta. Nim zdążył jednak cokolwiek powiedzieć, w domu rozległ się huk, który skutecznie zwrócił uwagę wszystkich zebranych. Nero również odwrócił głowę w kierunku schodów, spod których wstawała właśnie najwyraźniej ich piąta towarzyszka. Chłopak jedynie skinął głową, po czym przeniósł wzrok na szarowłosego, który również poruszył się, jakby obudził go harmider. W tym samym czasie wójt postanowił im wydać nader śmiały rozkaz nalania sobie wina.

Nero omal nie parsknął, słysząc te słowa i podczas tej krótkie chwili kiedy próbował się opanować, białowłosy zdążył już odmówić, a szarowłosy zaczął powoli zmierzać w ich kierunku, sięgając po butelkę wina. Widząc to, mężczyzna uniósł brew, która powędrowała jeszcze wyżej, widząc, jak dżdżownica wpada z cichym pluskiem do butelki. Zdziwienie jednak szybko zostało zastąpione przez uśmiech. Ten jego towarzysz najwyraźniej podzielał jego wizję przynajmniej w jakimś stopniu. Nie słyszał dokładnie co szepnął do ucha wójta, jedynie coś o manierach o pochówku i sądząc po reakcji świniaka, nie były to miłe słowa. Nero cicho parsknął.

- Ja Panu nie grożę, ale obawiam się, że mój obecny tu towarzysz owszem. Jednak postanowię rzucić trochę światła na powody, dla których tak się zachowujemy. - powiedział, stukając palcem w stół - Po pierwsze, nie docenia nas Pan chyba trochę za bardzo. Nie wiem, co daje panu taką pewność siebie, ale zapewniam, że samą wagą nas pan nie przestraszy. Nie jesteśmy niedożywionymi wieśniakami, tylko legendarnymi Herosami. - podniósł jedną rękę ze stołu i uniósł ku górze swój palec wskazujący - Po drugie, Pan nam nie robi tutaj żadnej łaski. Zlecenie zostało zaakceptowane przez Karczmę. To Pan będzie miał problemy, jeżeli nie dostaniemy zapłaty. Jeżeli chodzi o szkody, które wyrządziliśmy, to też musi się Pan zgłosić do Karczmy. - wyprostował środkowy palec - Po trzecie, przyszliśmy znaleźć zabójcę, który zagraża wiosce, ale z tego, co widzę, pański rozrzutny styl życia stanowi większe zagrożenie, niż ten cały dewiant, dlatego na pana miejscu bym się zachowywał, a nie wywyższał się nad nami. Król obory to tylko król obory. Niech Panu ta władza nie uderza do głowy. - podniósł trzeci palec, po czym opuścił rękę - Co do nagrody, niech się Pan zastanowi jeszcze raz, bo obawiam się, że te drzazgi z drzwi mogą nie wylądować na swoich miejscach tylko w czyimś oku. A, i uprzedzając Pańskie, jakto inteligentne pytanie. Tak. Była. To. Groźba. - powiedział ostatnie słowa bardzo wolno i dokładnie, żeby świniak nie miał wątpliwości co do intencji schowanej za jego słowami, po czym podsunął kielich z winem i okazem miłości ze strony jego towarzysza trochę bliżej wójta - Mam jednak nadzieję, że nie popsuje to Panu humoru przy tym wspaniałym posiłku.

Skończył swój wywód i zeskoczył ze stołu, przeciągając się. Skinął głową w kierunku reszty kompanii i ruszył w kierunku drzwi za szarowłosym, rzucając krótkie - Nic tu po nas.

Elice

No niestety rozmowy z wójtem nie szły za dobrze. No ciężki z niego człowiek. Znaczy się w tym sensie, że z charakteru. Ale w innych w sumie też. Nie mniej może znowu niech nasza lwica nie robi już żartów z wyglądu wójta. Dobre jednak w tym wszystkim było, że podobno ktoś inny był tu już przed nimi. No przynajmniej jest nadzieja, że się dowiedzą czegokolwiek. Zwłaszcza, że wójt na koniec tylko jeszcze wkurzył ją żądaniem dania mu wina. Na szczęście w daniu nauczki uprzedził ją już ktoś inny. Więc po prostu bez słowa udała się razem z resztą w kierunku wyjścia, choć miała wewnętrznie nadzieje, że Nero się nie zapędzi za bardzo w swych słowach. Przy okazji jednak przyglądnęła się tej dodatkowej członkini. Po pierwsze zastanowiło ją to czemu właściwie pojawiła się tu tak szybko. Przecież właściwie to ta czwórka z tego co wie raczej przybyła na czas. A po drugie czerwone oczy nie były dla niej codziennym widokiem. Ale nie zamierzała oceniać jej po oczach. Co to, to nie. Po prostu była jej ciekawa.

Mistrz Gry

Służka zareagowała na działania Vesny w dwójnasób, z ewidentną ulgą i cieniem podziękowania na twarzy, ale i z jeszcze większą ilością strachu, w wyniku wzorku wójta, który osiadł z widocznym komentarzem na postaci staruszki. Kobieta szybko odkuśtykała z powrotem do kuchni i prawdę mówiąc nie byłoby nic zaskakującego w tym, gdyby zaczęła od razu przygotowywać kolejną porcję jedzenia dla tucznika... Tak czy siak, służka odeszła a wójt przystąpił do konsumpcji, świecie przekonany, że ktoś faktycznie mu tego wina naleje, do tego jednak przejdziemy za chwilę... Najpierw powiedzmy parę słów o osobie, którą herosi mieli właśnie okazję poznać. Dziewczyna z radością uścisnęła wolną dłonią rękę wyciągniętą przez Vesne, potrząsając nią przez chwilę w górę i w dół. Jej skóra była ewidentnie zadbana, chociaż faktura dłoni wskazywała na to, że nie obca była jej również jakaś forma pracy, która wymagała ich używania. Oprócz tego ciekawił również chłód kończyny. Ta była stosunkowo zimna, lecz w przyjemny, kojący sposób, co w zasadzie pasowało do lekkiego, choć nieco zmieszanego uśmiechu niewiasty. — Miło mi, mam na imię Diana. — Dziewczę puściło dłoń Vesny, z lekkim niepokojem spoglądając po twarzach zebranych, wyczuwając zagęszczoną atmosferę. Z wdzięcznością odwzajemniła skinienie w kierunku Vihila, lecz ewidentnie kompletnie nie wiedziała co ze sobą zrobić, gdy z ust świni wciśniętej w ludzką skórę padały kolejne nijak nie zaowoluwane obelgi i polecenia. Zignorowała je więc, mnąc papier dokumentów w dłoniach, lecz tego samego nie można powiedzieć o Vihilu i Nero, którzy postanowili przejść do działania. Robak, który niczym za sprawą czarodziejskiej sztuczki wysunął się z rękawa pierwszego mężczyzny, zdawał się zadomowić w kieliszku z najwyższej jakości, sądząc przynajmniej po zapachu, winem, przykuwając uwagę wójta. A przynajmniej mógłbym tak napisać, gdyby jego uwagi nie przyciągnęły już wcześniej słowa, które Vihil wyszeptał mu z morderczo sympatyczną manierą prosto do ucha. Szarowłosy momentalnie mógł wyczuć, jak właściciel domostwa spina mimowolnie mięśnie karku i czerwienienie w okolicach uszu. Pierwszy raz od dłuższej chwili tucznik zamknął również usta, wręcz zaciskając te dwie olbrzymie fałdy mięsa, jakby w formie walki z samym sobą by nie odpowiedzieć w żaden sposób. I prawdopodobnie, gdyby w grę wchodził wyłącznie komentarz Vihila, tak nic poza śliną ściekającą z koniuszka ust mężczyzny by ich nie opuściło, jednak... Cóż, starczy powiedzieć, że użyte przez niego słowa ewidentnie trafiły w czułe punkty wójta, lub też zwyczajnie przelały szale goryczy, nadwyrężając jego ego w tak znacznym stopniu, że ten zaczął przypominać bardziej pomidora, aniżeli przedstawiciela rasy ludzkiej.

A przynajmniej z koloru skóry na twarzy, gdyż waga dalej zbliżona była bardziej do świni. Wójt naprawdę próbował się opanować, czy to ze strachu przed faktycznymi możliwościami herosów, czy z obawy o to, by mogli zrezygnować z tego jakże ważnego zlecenia, jakie przed nimi postawił. Jednakże, mimo usilnych starań, słowa "król obory" definitywnie przesądziły o tym, co miało się wkrótce wydarzyć. Do tej pory wójt zaledwie siedział napięty jak nigdy wcześniej, sapiąc cicho pod nosem i naciskiem swojego ogromnego, napiętego cielska wywołując trzeszczenie blatu, teraz jednak sapnął głośno, wypuszczając głośno zgromadzone wcześniej powietrze przez usta. Temu głośnemu niczym parsknięcie konia dźwiękowi towarzyszył jeszcze głośniejszy, w postaci gwałtownego uniesienia się mężczyzny z jego "tronu". Gigantyczne ciało wójta podniosło się, by po chwili opaść bezwładnie z równie wielkim rumorem, co mogło nieco zdziwić tych, którzy w tym momencie skupili się bardziej na sylwetce wójta, aniżeli Diany. Tak, jak po nim było widać, że zamierza krzyknąć coś w kierunku herosów, najprawdopodobniej prosząc ich by wypierdolili z jego wioski, tak już subtelny ruch dłoni czerwonowłosej mógł umknąć uwadze niektórych. Ci, którzy jednak widzieli co mieli zauważyć, tak byli świadkami jak białowłosa pstryknięciem palcami posyła w kierunku wójta coś na kształt małej, czerwonej strzałki, po trafieniu którą mężczyzna gruchnął o swój wysłużony tron. — Wiecie, że głupio zrobiliście, prawda? — Niepokój na twarzy Diany był widoczny jak nigdy wcześniej, gdy ta ze smutkiem na twarzy podeszła do stołu, przy którym zaległo cielsko tucznika, gestem dłoni odprawiając na górę przerażoną tym wszystkim służkę. Kobieta bez chwili zwłoki ulotniła się kuchni i praktycznie wbiegła na górę, zapewne bojąc się, że padnie następną ofiarą kobiety. Wprawne oko mogło jednak zauważyć, że klatka piersiowa otyłego pana dalej się porusza, ten więc najprawdopodobniej tylko stracił przytomność. — Im bardziej go obrażacie, tym bardziej po naszym powrocie dostanie się mieszkańcom tej biednej wioski, na których wójt się wyładuje z racji na to, że na nas nie może… Biedni ludzie. Widzieliście, w jakich warunkach oni tutaj żyją? — Dziewczyna pokręciła głową, z lekką pretensją w spojrzeniu patrząc przez dłuższą chwilę zarówno na Vihila, jak i na Nero, po chwili zaczynając rozkładać na stole grupkę trzymanych uprzednio papierów. — Podczas gdy ten tutaj opływa w takie luksusy… — Diana skończyła wykładać na wolną część blatu dosłownie kilka kartek z przebiegiem dotychczasowego śledztwa, po chwili, co nieco zaskakujące, sięgając do tacy wójta by wziąć stamtąd jedno, krągłe i soczyste winogrono o fioletowej barwie — Na taki jeden owoc ci wieśniacy muszą pracować w pocie czoła przez długie godziny, podczas gdy z tego co zauważyłam, on zjada ich kiście w ramach przekąski między czteroma obiadami. Przybyłam na miejsce parę godzin wcześniej by dokonać rekonesansu i w miarę możliwości wpaść w dobrą komitywę z miejscowym zarządcą, ale prawdę mówiąc żałuję tej decyzji, jak i ogólnie przybycia do tego zaniedbanego przez etykę miejsca… — Niewiasta westchnęła, wsuwając sobie winogrono między podkreślone delikatną czerwienią wargi, by następnie cicho je rozgryźć i połknąć, chwilę delektując się smakiem. — Najgorsze jest to, że nie mogę nawet rozdać tego jedzenia biednym, bo wywołałoby to tylko więcej sporów i nienawiści. No i też nie po to wszyscy tutaj przybyliśmy, wybaczcie tę dygresję z mojej strony. — Diana lekko się zarumieniła, co było miłą odmianą od jej dość bladej cery, wycierając dłonie o serwetkę i faktycznie przechodząc do konkretów, w ciągu najbliższej chwili streszczając wszystkim zebranym to, co znajdowało się na kartkach papieru, jak i oczywiście pozwalając im by sami zapoznali się ze sprawą. Nie było wprawdzie tego dużo, ale najciekawszą z rzeczy była odręcznie sporządzony list do wójta od zielarki, która podobnie jak myśliwy zdawała się mieszkać samotnie poza granicami wioski.

𝑇𝑦 𝑔𝑟𝑢𝑏𝑎 𝑤𝑦𝑤𝑙𝑜𝑘𝑜, 𝑧𝑎𝑐𝑧𝑛𝑖𝑒𝑠𝑧 𝑤 𝑘𝑜𝑛𝑐𝑢 𝑑𝑏𝑎𝑐 𝑜 𝑠𝑤𝑜𝑖𝑐ℎ 𝑚𝑖𝑒𝑠𝑧𝑘𝑎𝑛𝑐𝑜𝑤? 𝐺𝑑𝑦𝑏𝑦𝑚 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑤𝑖𝑒𝑑𝑧𝑖𝑎𝑙𝑎, 𝑧𝑒 𝑤𝑦𝑟𝑜𝑠𝑛𝑖𝑒𝑠𝑧 𝑛𝑎 𝑡𝑎𝑘𝑖𝑒𝑔𝑜 𝑑𝑎𝑟𝑚𝑜𝑧𝑗𝑎𝑑𝑎 𝑖 𝑡𝑢𝑐𝑧𝑛𝑖𝑘𝑎, 𝑡𝑜 𝑗𝑢𝑧 𝑝𝑜𝑑𝑐𝑧𝑎𝑠 𝑝𝑟𝑧𝑦𝑗𝑚𝑜𝑤𝑎𝑛𝑖𝑎 𝑝𝑜𝑟𝑜𝑑𝑢 𝑜𝑑 𝑇𝑤𝑜𝑗𝑒𝑗 𝑠𝑤𝑖𝑒𝑡𝑒𝑗 𝑝𝑎𝑚𝑖𝑒𝑐𝑖 𝑚𝑎𝑡𝑘𝑖 𝑢𝑑𝑢𝑠𝑖𝑙𝑎𝑏𝑦𝑚 𝐶𝑖𝑒 𝑝𝑒𝑝𝑜𝑤𝑖𝑛𝑎!

Następny fragment jest nieczytelny, zupełnie tak jakby ktoś rozmazał atrament ściskając papier tłustymi palcami…

[...] 𝑇𝑜 𝑤𝑠𝑧𝑦𝑠𝑡𝑘𝑜 𝑧𝑎𝑐𝑧𝑒𝑙𝑜 𝑠𝑖𝑒 𝑝𝑎𝑟𝑒 𝑑𝑛𝑖 𝑝𝑜 𝑠𝑚𝑖𝑒𝑟𝑐𝑖 [𝑛𝑖𝑒𝑐𝑧𝑦𝑡𝑒𝑙𝑛𝑒], 𝑑𝑜 𝑘𝑢𝑟𝑤𝑦! 𝑍𝑏𝑖𝑒𝑟𝑧 𝑤𝑟𝑒𝑠𝑧𝑐𝑖𝑒 𝑡𝑒 𝑠𝑤𝑜𝑗𝑎 𝑤𝑖𝑒𝑙𝑘𝑎 𝑑𝑢𝑝𝑒 𝑤 𝑡𝑟𝑜𝑘𝑖 𝑖 𝑤𝑦ł𝑜𝑧 𝑧𝑙𝑜𝑡𝑜 𝑛𝑎 𝑧𝑎𝑝ł𝑎𝑡𝑒 𝑑𝑙𝑎 𝑡𝑦𝑐ℎ 𝑝𝑜𝑧𝑎𝑙 𝑠𝑖𝑒 𝑏𝑜𝑧𝑒 ℎ𝑒𝑟𝑜𝑠𝑜𝑤, 𝑏𝑦 𝑟𝑜𝑧𝑤𝑖𝑎𝑧𝑎𝑙𝑖 𝑡𝑒𝑛 𝑝𝑟𝑜𝑏𝑙𝑒𝑚. 𝐽𝑎𝑘 𝑡𝑎𝑘 𝑑𝑎𝑙𝑒𝑗 𝑝𝑜𝑗𝑑𝑧𝑖𝑒, 𝑡𝑜 𝑤𝑠𝑧𝑦𝑠𝑡𝑘𝑖𝑒 𝑚𝑜𝑗𝑒 𝑟𝑜𝑠𝑙𝑖𝑛𝑦 𝑛𝑎 𝑑𝑜𝑏𝑟𝑒 𝑠𝑧𝑙𝑎𝑔 𝑡𝑟𝑎𝑓𝑖! 𝐴 𝑤𝑖𝑒𝑠𝑧 𝑐𝑜 𝑏𝑒𝑑𝑧𝑖𝑒 𝑤𝑡𝑒𝑑𝑦 𝑧 𝑙𝑒𝑐𝑧𝑒𝑛𝑖𝑒𝑚 𝑇𝑤𝑜𝑖𝑐ℎ 𝑤𝑖𝑒𝑠𝑛𝑖𝑎𝑘𝑜𝑤? 𝐶ℎ𝑜𝑐𝑖𝑎𝑧 𝑚𝑜𝑧𝑒 𝑙𝑒𝑝𝑖𝑒𝑗 𝑠𝑝𝑦𝑡𝑎𝑚, 𝑐𝑧𝑦 𝑤𝑖𝑒𝑠𝑧 𝑧𝑒 𝑐𝑧𝑒𝑠𝑐 𝑧 𝑛𝑖𝑐ℎ 𝑖𝑑𝑧𝑖𝑒 𝑛𝑎 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑎𝑤𝑦 𝑑𝑙𝑎 𝑡𝑦𝑐ℎ 𝑤𝑠𝑧𝑦𝑠𝑡𝑘𝑖𝑐ℎ 𝑑𝑎𝑛 𝑘𝑡𝑜𝑟𝑒 𝑤𝑝𝑖𝑒𝑟𝑑𝑎𝑙𝑎𝑠𝑧, 𝑇𝑦 𝑝𝑖𝑒𝑟𝑑𝑜𝑙𝑜𝑛𝑦 [...]

Tutaj ponownie tekst się urywa, zupełnie tak, jakby ktoś w złości podarł resztę listu… Tak czy siak, oprócz tej jednej wiadomości herosi nie dowiedzieli się niczego konkretnego. Żadnych dodatkowych informacji prócz tego co już wiedzieli. Myśliwy zginął w środku lasu, na oko chcąc z niego wyjść w kierunku drogi wjazdowej do miasta. Nie miał żadnych krewnych, bliskich czy innej rodziny. Jego jedyny znajomy, rzeźnik Beck, któremu ten dostarczał upolowane mięso, twierdził że mężczyzna nie zachowywał się nienormalnie w ostatnim czasie. Może raz czy dwa wspomniał tylko, że ciężej przychodzi mu tropienie zwierząt po śladach w trawie czy nawigacja przy pomocy mchu, ale Beck niezbyt się tym przejął, interesując się wyłącznie tym, by mięso jakie myśliwy przynosił było jak najbardziej tłuste. Chyba nie muszę tłumaczyć, z jakiego powodu…

Vesna

Vesna przez resztę czasu stała w ciszy tuż obok ich nowo poznanej towarzyszki niedoli. Jej uwagę przykuło oczywiście zachowanie reszty jej „drużyny”. Kobieta głośno westchnęła i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, oglądając cały ten cyrk z odpowiedniej odległości. Nie była w stanie zrozumieć, w jakim celu ta dwójka nadal dręczyła i tak wystarczająco poddenerwowanego wójta. Mogli przecież zignorować go i przejść w końcu do ich głównego zadania, ale zamiast tego, zaczęli się bawić niczym grupka noworodków w piaskownicy. Jak już mieli czerpać przyjemność z wnerwiania wieprza, to mogli to już zrobić po zadaniu – byłoby dużo łatwiej, a sama Vesna nie musiałaby już tego oglądać.

Kobiecie nie umknął jednak rzucony przez czerwonowłosą pocisk – stała w końcu bardzo blisko niej i choć jej wzrok w głównej mierze wędrował bezwiednie po całym pomieszczeniu, tak świst i skupiający uwagę kolor strzałki szybko wpadł w oko Vesny (oczywiście niedosłownie). Ostatnie co zdążyła w pełni zaobserwować to, to jak całe, olbrzymie cielsko wójta osuwa się na ziemię i opada z impetem, prawie nie roztrzaskując posadzki znajdującej się pod nim.

Słysząc słowa Diany, kobiecie nie pozostało nic innego jak lekko skinąć głową. Podzielała jej tok rozumowania – prędzej czy później świniak się obudzi, a wtedy cała ta sytuacja stanie się jeszcze bardziej niezręczna. Kto wie, w jaki sposób zareaguje wójt po odzyskaniu przytomności? Może zacznie krzyczeć na całą wioskę o tym, jak grupka herosów go zaatakowała? Robiąc to, nawet by nie skłamał, biorąc pod uwagę, iż ci na serio go obalili. Co za nagrodą i co z całym tym zleceniem? Jak tylko wrócą z zabitym mordercą, to będą musieli wyrwać pieniądze prosto z gardła wójta, czy ponownie pozbawić go przytomności? Cóż, bez względu na wynik tego zadania, ich grupka raczej nie będzie mogła wchodzić do tej wioski bez żadnych problemów… Nie rozpoczęli oni jeszcze zadania, a już zdążyli zaprezentować się niczym prawdziwi barbarzyńcy, którzy jedynie pogorszyli całą tę sytuację.

Wzrok Vesny prędko spoczął na kartkach, które rozkładała Diana. Jedną z nich kobieta wzięła do ręki i zaczęła powoli czytać, w międzyczasie rzucając w stronę towarzyszki.

— Pozwolę sobie zapytać, bo może któreś z was jest bardziej doinformowane na ten temat, ale… Czy to nie mieszkańcy wioski wybierają wójta? Nawet jeśli nie, to dlaczego pozwalają oni mu na taką rozpustę? Z pewnością jakby zebrali się wszyscy razem i szturmem spróbowali obalić aktualną władzę, to bez problemu by im się to udało. Nie widzę tutaj żadnej straży — w końcu jakby takowa istniała, to raczej problem mordercy rozwiązałby się sam. — rzuciła do towarzyszy, przeglądając dalej kartki. Nie minęło zbyt dużo czasu, nim uwagę Vesny przykuł bardzo ciekawy dokument. Kobieta prędko położyła kartkę ponownie na stole i palcem wskazała na pierwszą z wiadomości sporządzonych przez nieznaną im zielarkę.

— Myślę, że to nasza pierwsza poszlaka. Zielarze z natury wiedzą bardzo dużo na temat życia wioski i ich mieszkańców. Myślę, że ta kobieta mogłaby okazać się dobrym źródłem informacji. Z treści jej listów wynika, że jest ona w jakimś stopniu skora do pomocy, przynajmniej dla wioski. Być może udałoby nam się zapytać również o tego całego wójta… Moim skromnym zdaniem to człowiek zbyt podejrzany, by przejść koło niego obojętnie, zwłaszcza gdy spojrzymy na to. — po tych słowach Vesna wskazała ostatnie zdanie z drugiego fragmentu listu „Chociaż może lepiej spytam, czy wiesz, że część z nich idzie na potrawy dla tych wszystkich dań […]” Czyżby nieznana im zielarka zarzucała wójtowi kanibalizm, czy może sama Vesna była już na tyle głodna, że dochodziła do tak chorych wniosków? Nawet jeśli nie o to chodziło, to spotkanie z zielarką mogło im jedynie pomóc w całym tym śledztwie. Być może siwowłosa była z lekka przekonana, iż każdy z zielarzy jest tą „dobroduszną osobistością” i właśnie to popchnęło ją jeszcze bardziej w stronę odwiedzenia nieznajomej… pytanie jednak gdzie mogliby ją znaleźć?

No cóż, znalezienie zielarza raczej nie wydawało się takie trudne, w końcu ile budynków może znajdować się w takiej małej miejscowości jak ta? Zresztą w razie potrzeby, Vihil i Nero wyciągną tę informację z wieśniaków siłą.

Vihil

Owocem przedstawienia, w którym Vihil, Nero i ich nowa towarzyszka zagrali główne role był poetycki wręcz obraz. Nieprzytomny wójt w końcu porzucił niepasująca do niego fasadę cywilizowanego człowieka i nareszcie, jak przystało na świnię, leżał zwinięty na podłodze dysząc ciężko przez niedomknięte usta. Szarowłosy zaśmiał się pod nosem omijając walające mu się pod nogami cielsko i klasnął lekko w dłonie.

Niechże śliczna Panienka nie dąsa się w ten sposób. Ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć swojego miejsca w szeregu i usilnie próbują przed niego wystąpić powinni ponosić właśnie tak dotkliwe konsekwencje. Jeśli dzisiejsze doświadczenie nie będzie dla mości wójta stanowić wystarczającej lekcji pokory i rzeczywiście spróbuje wyżyć się na mieszkańcach, wówczas zwyczajnie przedłużymy okres jego niedyspozycji... — odpowiedział na zarzuty białowłosej, podszywając przy tym swoją wypowiedź lekko żartobliwym tonem, tak by nikt nie potraktował jej przypadkiem zbyt dosłownie. W międzyczasie zbliżył się do rozłożonych na stole papierów i rzucając w eter — Co my tu mamy? — podniósł do oczu pierwszą z rozłożonych przed nim stron. Kiedy Diana wykładała herosom wszystko, co udało jej się dotąd ustalić, niebieskie oczy Vihila przeskakiwały prędko po zapisanych na kartce zdaniach, by później zahaczyć o ich leżącą na stole kontynuację. Szarowłosy pokiwał głową, odłożył podniesioną stronicę na jej miejsce i oparł się plecami o stół, krzyżując ręce na piersi.

Zielarka faktycznie może być kimś pomocnym, ale nie nastawiałbym się na zbyt wiele. Osobiście myślę, że najlepiej byłoby skierować się prosto na miejsce zbrodni. Tam możemy oczekiwać najwięcej śladów. Mordercy mają też tendencje do regularnych powrotów, przy odrobinie szczęścia możemy zwyczajnie na niego wpaść. — rzucił nieco poważniejszym, bardziej "biznesowym" głosem, chociaż bez szczególnego przekonania. Ot co, luźna propozycja. Nie zależnie, czy reszta na nią przystanie Vihil i tak podąży raczej za nimi.

Oczekując reakcji rozmówców heros sięgnął po jedno z winogron, zaintrygowany tym jak chętnie sięgnęła po nie Diana. On sam jednak pierwszy raz spotykał się z takim owocem, to też przed konsumpcją musiał dokładnie się mu przyjrzeć. Na jego twarzy widać było zaciekawienie i co zabawniejsze, pewną dozę niepewności. Nie trwały one jednak zbyt długo, a owoc ostatecznie wylądował w jego ustach. Słodki smak wywołał subtelny uśmiech na twarzy szarowłosego, który zaspokoiwszy swoją ciekawość wrócił do toczącej się obok rozmowy.

Nero

Mężczyzna już odwrócił się w kierunku wyjścia z zamiarem podążenia za szarowłosym towarzyszem, kiedy to usłyszał głośniejsze i agresywniejsze sapnięcie, niż te, które dotychczas słyszeli. Zerknął za siebie, patrząc na poczynania wójta. Najwyraźniej jego słowa mocno zabolały, bo purpurowa góra tłuszczu wyglądała na wściekłą. Na tyle wściekłą, że zdołała pokonać grawitację i wstać na nogi. Nie ustał jednak za długo, ponieważ coś mignęło w powietrzu i wójt upadł z łomotem na ziemię. Widząc całą tę sytuację, Nero odwrócił się w pełni, kręcąc głową. Przynajmniej grubas upadł do tyłu, zapadając ponownie na swój tron. Gdyby upadł do przodu, to pewnie udusiłby się od swojej własnej wagi. Zdążył jeszcze zmierzyć nieprzytomnego świniaka wzrokiem, nim to usłyszał ponownie głos ich najnowszej towarzyszki, narzekającej na całą wioskę i nieszczęście wieśniaków. Nie jest aż tak źle, w końcu my tu teraz jesteśmy, pomyślał Nero. Szarowłosy miał chyba podobne zdanie, a jego wypowiedź nasunęła chłopakowi nowy pomysł.

- Zgadzam się z obecnym tutaj Paniczem. Ego świnia chyba jest proporcjonalnie wielkie co jego tusza. Pft. - parsknął - Poza tym, zadbamy o to, że życie wieśniaków się poprawi. Moja w tym głowa. - uśmiechnął się ponownie i dodał w myślach Umarł król, niech żyje król.

Nie chciał jednak rządzić jakimś chlewem, więc przedyskutuje całą sprawę z resztą, kiedy przyjdzie na to czas. Nadchodził koniec tych wszystkich lat reżimu, w którym żyła cała wioska. Wschodziło nad nią nowe słońce, a może nawet 5, byleby nie spalili wszystkiego za szybko. Nim się Nero sam zorientował, zaczął on myśleć o swoich towarzyszach, jak o długoterminowej znajomości. W końcu wszyscy byli tutaj Herosami, z podobnym brakiem przeszłości i niejasnym celem w życiu.

Wracając jednak do teraźniejszości, Diana właśnie stanęła przy nim, rozkładając dokumenty na blacie i podjadając z talerza wójta. Mamrotała pod nosem, ale było na tyle wyraźne, że wszyscy zebrani to usłyszeli. Nero nie był tym za bardzo zainteresowany, pozostała czwórka się tym zajmie, a on jedynie będzie słuchał, a sam się zajmie innymi sprawami. Po pierwsze potrzebował kluczy do domu. Zerknął do przedpokoju, gdzie nic nie zauważył, po czym wrócił do jadalni i stanął przy wójcie. W międzyczasie przysłuchiwał się też rozmowie innych na temat zielarki. Chłopak nie był w stanie stanąć przed wieprzem, gdzie byłby łatwiejszy dostęp, przez sam fakt, iż gruby był zbyt ciężki, aby go przesunąć. Tak samo ze stołem. Mag nie miał wyboru i stanął obok świniaka, po czym położył dłoń na jego szatach. Miał teraz moment, żeby bliżej się mu przyjrzeć. Co jak co, ale jak na świnię, na którą wyglądał, to był bardzo czysty i zadbany. Być może ta biedna służka się tym zajmowała za niego. Ta czy inaczej, prędko zakończył Nakreślenie i znał ubrania wójta jak swoje własne.

Zwinnie i szybko przeleciał rękami przez wszystkie kieszenie w ubraniach świniaka. Ze względu na dosłowną wielkość swojej osoby, kubrak miał 8 kieszeń po swojej wewnętrznej stronie, gdzie w każdej Nero znalazł kiełbasy. Chyba były to racje na czarną godzinę. Wyjął je po kolei i odłożył na stole, będą obserwowany przez swoich towarzyszy. Zerknął jedynie na nich i powiedział - Mną się nie przejmujcie. Kontynuujcie. - po czym wrócił do eksplorowania szat wójta. Dwie zewnętrzne kieszenie kubraka były puste, tak samo, jak te kieszenie w spodniach, chociaż przez moment Nero myślał, że w prawej trzyma kolejną kiełbasę, ale szybko sobie zdał sprawę, że jednak był w błędzie. Wyciągnął swoje ręce z kieszeni, po czym oparł je na swoich biodrach, świdrując świniaka wzrokiem. Mała była szansa na to, że klucz był w tylnych kieszeniach, bo wójt pewnie nawet do nich nie dosięgał. Została więc tylko jedna opcja. Mężczyzna udał się do kuchni, gdzie zastał służkę, która mimo hałasu, zawzięcie czyściła blat i wszystkie naczynia. Nero odchrząknął i podniósł rękę w geście powitania. Uśmiechnął się łagodnie i pomachał lekko podniesioną dłonią.

- Wybaczy Pani, że przeszkadzam. Pojawiły się pewne komplikacje i obawiam się, że musimy interweniować. Mianowicie wójt stracił przytomność, ale jego stan jest, powiedzmy, stabilny. Dlatego proszę, żeby Pani przyniosła mi zapakowany bochenek chleba i klucz do domostwa, bądź klucze, jeżeli jest ich więcej. Zapewniam, że nic się Pani nie stanie po pobudce wójta. Ja i reszta moich towarzyszy o to zadbamy. - powiedział spokojnym głosem, wciąż się uśmiechając.

Elice

No cóż. Tym razem przesadzili i jedynie nowa osoba ich uratowała. Znaczy tak dokładniej to najnowsza, bo wszyscy się ledwo poznali, no Nero zna ten... dzień dłużej. Ale w każdym razie chodzi o Dianę. Ale tak poza tym ważniejsze było dla niej jednak zadanie. Jak widać zielarka coś tam może wiedzieć. Choć podejrzenia przy czytaniu były też czy przypadkiem wójt nie je mieszkańców. No cóż Elice wolała wierzyć że to tylko niewłaściwą interpretacja. Vesna za to rzuciła dobrą uwagą. - Faktycznie. Sami go wybrali. No chyba że zmienił się po wyborze. - mogła tylko rzucać przypuszczeniami. Przy okazji obok opcji zielarka pojawiło się też opcja miejsce zbrodni. Lwica wolała jednak to pierwsze. - Mimo wszystko warto odwiedzić zielarke. Niestety list jest mocno uszkodzony. I warto zdobyć też pozostałe informacje. - zasugerowała. Może jest tam coś co przyda się do śledztwa. Potem za to można odwiedzić miejsce zbrodni. Zastanawiała się też co odwala Nero. Ale tu już dała jej wolną rękę. W sumie z wójtem i tak trzeba zrobić porządek.

Mistrz Gry

Diana, słysząc rzucone pół żartem pół serio słowa Vihila na temat przedłużenia stanu wójta, westchnęła jedynie ciężko i zaczęła masować się po skroniach, manifestując tym samym lekką irytację, a być może po prostu zmęczenie patrzeniem na leżąca, czy też wręcz rozlaną na podłodze bryłę olbrzymiego męskiego ciała. — Wolałabym nie, naprawdę... Raz, że tak, jak cenie sobie dobro rdzennych mieszkańców tego świata, tak nie płacą nam za rozwiązanie ich bądź co bądź politycznych problemów i dwa, że nie przepadam za znęcaniem się nad słabszymi... Póki co wójt będzie nieprzytomny około sześciu godzin, to chyba wystarczy nam na znalezienie co najmniej kilku poszlak. — Heroska odpowiedziała Vihilowi neutralnym głosem, ewidentnie faktycznie zgodnie ze swoimi słowami, nie chcąc pchać się w sytuację we wiosce bardziej, niż było to koniecznie, by następnie zwrócić się do drugiej osoby, która rozpoczęła z nią dialog. Widać było przy tym zdziwione spojrzenie skierowane w stronę Nero, który zadeklarował że jego głową w tym, by życie wieśniaków się poprawiło. Faktycznie mogło to dziwić, wszakże ani nie to było zadaniem grupki bohaterów, ani samo zrealizowanie tego celu nie jawiło się jaki coś, co możnaby zrealizować w krótkim terminie. Przechodząc jednak dalej, Vesna, co może być nieco zaskakujące patrząc na charakter dziewczyny, dość szybko złapała nić porozumienia z Dianą, wychodząc z podobnych założeń co czerwonooka w kwestii chociażby traktowania świni. Pytanie przez nią zadane, spotkało się jednak początkowo z dłuższą chwilą ciszy, gdy kobieta musiała zebrać myśli, ewidentnie również nie wiedząc w tej kwestii zbyt wiele. — Ciężko powiedzieć, wydaje mi się że w takich zaściankowych wsiach dalej panuje dziedziczenie tytułu, więc wieśniacy nie mieli zbyt dużej możliwości wyboru... — Diana nachmurzyła się nieco wraz z tymi słowami, nie do końca przekonana raz że do ich prawdziwości a dwa, co do sensu takowej praktyki. — Przyzwyczajenie, wygoda, syndrom Sztokholmski... Łatwo jest psioczyć na wyjadającego większość zapasów wójta... — W przerwie między paroma słowami, Diana ponowne sięgnęła do tacy, raz jeszcze częstując się kilkoma winogronami, parę nawet najwidoczniej biorąc na później, zawijając je w serwetkę tak by się nie zgniotły w kieszeniach jej ubrania. — ... Ale gdy przychodzi co do czego, to on zajmuje się sprawą zabójcy, dba o to by wszyscy żyli na niskim, ale jednak jakimś poziomie i tak dalej. Mało który z wieśniaków na co dzieje zajmujących się wypasaniem nomen omen świń, byłby zdolny do przejęcia tych obowiązków. Więc ten chory cykl... pasożytnictwa trwa dalej — Wydawać by się mogło, że jedno ze słów jakie padło z ust dziewczyny było zaakcentowane w dziwny sposób, jakby ta nie do końca chciała je wypowiadać.

A może to jedynie przewidzenia Vesny, która z niedożywienia zaczęła już widzieć w liście przesłanki do rzekomego kanibalizmu wójta? Podczas, gdy prawie wszyscy zgromadzeni zaczęli głowić się nad rozwiązaniem zagadki, lub przynajmniej wybraniem kolejnego kroku w śledztwie, tak Nero jak gdyby nigdy nic, podszedł do zalegającego na podłodze cielska, zaczynając je dotykać w dość specyficzny sposób. Nikt poza nim samym nie wiedział, co siedzi mu właśnie w głowie i jaki jest cel tego obszukiwania, lecz brew Diany podniosła się o kilka milimetrów wyżej, na widok kiełbas wyciąganych spomiędzy fałd, bądź też może po prostu z kieszeni mężczyzny. Nawet używając zdolności magicznych, Nero musiał poświęcić chwilę na dostanie się do wszystkich kieszenie wójta, przez sam wzgląd na jego ogromne rozmiary i kształt, finalnie jednak faktycznie nie znajdując nic poza jedzeniem na czarną godzinę. Co ciekawe dosłownie nic, nawet krzty brudu. Najprawdopodobniej podejrzenia bruneta były słuszne, a "król" był co najmniej kilka razy dziennie myty, bo nie oszukujmy się, istota o tak gigantyczny gabarytach nie byłaby zdolna, by samodzielnie zadbać o higienę. Nie znajdując tego, czego szukał, chłopak udał się na poszukiwania służki, podczas gdy reszta wymieniała się uwagami na temat kolejnych działań, możliwych w tej chwili do podjęcia. — Najgorsze jest to, że wszyscy macie rację... — Diana mruknęła z pewnym niezadowoleniem, odpowiadając na sugestie grupy, by następnie zwrócić się do Elice. — Słuszna uwaga, najwidoczniej fragmenty których nie było nam dane przeczytać, wywołały z jakiegoś powodu gniew u wójta... Zielarka jest pewnym tropem, ale jeśli mam być szczera, osobiście również wolałabym udać się na miejsce zbrodni. Z całym szacunkiem dla wieśniaków, tak jednak... Wątpię by ich biedne, niedożywione mózgi były zdolne do przeprowadzenia dokładnych oględzin. — Było w tym sporo racji, tym bardziej że jak zauważyła wcześniej Vesna, nie sposób było doszukać się w Belhatovie jakiejkolwiek straży, bądź chociaż czegoś na jej wzór. — Proponuje więc rozdzielenie się, dwie osoby chcące zbadać miejsce zbrodni pójdą właśnie tam, a pozostała trójka do zielarki. Nie powinniśmy pozwalać sobie na ignorowanie któregoś z tropów, bo jeśli za te parę godzin wrócimy do wójta z pustymi rękami... Nie wiem jak Wy, ale ja nie zamierzam z nim walczyć w żaden sposób, a jestem pewna że wtedy po prostu każe nam się wynosić, i jeszcze spróbuję nałożyć na nas sankcje finansowe... — Ostatnie słowa wywołały u Diany pojawienie się grymasu niezadowolenia na jej zazwyczaj spokojnej twarzy, być może wskazującego na to, że i ona znajdowała się obecnie w ciężkiej sytuacji finansowej. — ... I będzie miał do tego prawo. Co sądzicie? Kobieta rozejrzała się po wszystkich zainteresowanych, mając nadzieję usłyszeć od nich ich opinie na temat jej planu, spoglądając finalnie w kierunku kuchni, gdzie to właśnie Nero otrzymał upragniony klucz do domostwa wójta.

Jak jednak wszedł w jego posiadanie? Cóż, służka gdy tylko usłyszała jego kroki, zaczęła jeszcze mocniej szorować talerz, i aż dziwne że nie rozbiła go przy tym na części, będąc tak bardzo zaaferowana tą czynnością. Wszystko, by tylko nie zauważać zbliżającego się do niej herosa. Skąd miała wiedzieć, czy i ona za chwilę nie padnie ofiarą napaści? Najprawdopodobniej liczyła, że Nero szybko da jej spokój, ten jednak wbrew wszelkim jej nadziejom, odezwał się bezpośrednio do niej, powodując odłożenie przez kobietę talerza na bok, i posłuszne pójście po chleb. Staruszka nie zamierzała nawet nijak odpowiadać, słowa prawdopodobnie ze strachu uwięzły jej w gardle, lecz ewidentnie była przystosowana do służenia silniejszym od siebie. Jej stan zdrowia, widoczne niedożywienie czy wreszcie ślady urazów, takie jak utykanie czy siniaki, które chłopak miał okazję zauważyć na jej ramionach, gdy ta podnosiła ręce sięgając po chleb, jasno wskazywało na to, że wójt jedynie swój apetyt traktuje z należytym szacunkiem. Po chwili staruszka z zauważalnym lękiem w oczach, wbijając je jednak w posadzkę, by nie ośmielić się choćby spojrzeć na herosa, położyła przed nim zawinięty w kawałek ceraty bochenek świeżego, jeszcze pachnącego i lekko parującego chleba, a także metalowy klucz z przytwierdzonym do niego rzemykiem. Po chwili służka odsunęła się na krok, najwidoczniej oczekując na dalsze polecenia od tymczasowego pana, nieudolnie próbując powstrzymać drżenie ramion wywołane strachem.

Vesna

Kobieta zdecydowała się nie przeszkadzać w rozmowie między Vihil’em a Dianą. Osobiście stanęłaby po stronie wampirzycy: takie bezmyślne wymierzanie sprawiedliwości mogło skończyć się problemami dla całej ich grupy. Nie zostaną oni przecież w tej wiosce wiecznie, a gdy tylko wójt zrozumie, iż grupka herosów już tutaj nie zawita, jego złość skupi się na bogom winnych wieśniakach. Jedynym sposobem na pozbycie się takiego człowieka byłoby… usunięcie go z jego aktualnej pozycji, co w pewnym stopniu nie wchodziło w grę, gdy żadne z nich nie wiedziało, kto przejmie pałeczkę po wieprzu. Pozbawienie miasteczka ich „lidera” mogłoby przynieść dodatkowy zamęt w wystarczająco już kulejącej społeczności. Może świniak nie był dobrym władcą swoich włości, ale sam fakt jego istnienia ustalał ścisłą hierarchię w tym miejscu – hierarchię, której to przełamać bali się mieszkańcy.

Słowa Diany jedynie utrwaliły jej wcześniejsze wnioski. W miasteczku tym nie było nikogo, kto byłby na tyle odpowiedzialny, aby zająć się całym tym chlewem i postawić go na równe nogi. Większość z wieśniaków prawdopodobnie nigdy nawet nie nauczyła się czytać, a co dopiero mówić o jakichkolwiek umiejętnościach zarządzania. Vesna na krótką chwilę podniosła swój wzrok z wcześniej analizowanej kartki i rozejrzała się po swoich towarzyszach. Gdyby tylko którykolwiek z nich wiedział cokolwiek o byciu głową miasta… Mogliby przecież wykorzystać sytuację i obalić aktualną władzę, obracając całe to zabójstwo myśliwego na ich korzyść.

Przejęcie władzy poprzez strach, a później pokierowanie wsi na prostą – gdyby takie coś miałoby miejsce, Vesna przynajmniej na chwilę znalazłaby miejsce, w którym mogłaby zdobyć trochę więcej wiedzy i umiejętności przed dalszym wyruszeniem w drogę. Patrząc jednak tak na swoich towarzyszy, w głowie kobiety pojawił się kolejny wniosek – oni wszyscy byli równie pozbawieni umiejętności i wiedzy w dziedzinie zarządzania jakimikolwiek włościami. Sama Vesna dopiero co pojawiła się na tym świecie i sama nie znała jeszcze zbyt dobrze aktualnego ustroju politycznego tejże wyspy, inni raczej nie mogli być w jakiś drastyczny sposób o wiele bardziej oświeceni niż ona.

Z jej chwili zamyślenia wyrwał ją widok analizującego cielsko wójta herosa, który to jak gdyby nigdy nic postanowił sprawdzić, co ten posiadał w swoich licznych kieszeniach. Mimowolnie jedna z jej brwi uniosła się lekko ku górze, ale sama nie miała chyba na tyle odwagi, aby kwestionować wybór jej towarzysza. Widząc wyciąganą przez Nero kiełbasę, cały ten wcześniejszy apetyt Vesny magicznie zanikł. Kto normalny trzyma dosłowne pęta kiełbasy w swoich kieszeniach? Jak długo musiały one tam leżeć? Nie, ona nie chciała już o tym dłużej myśleć.

— Osobiście jestem za tym, aby trzy osoby poszły na miejsce zdarzenia, a dwie poszły do zielarki. Ja chętnie zapiszę się do tego drugiego. Pójście do tej prawdopodobnie starszej kobiety zbyt dużą grupą herosów mogłoby jedynie zmniejszyć nasze szanse na odnalezienie jakiejś nici porozumienia. Sama czułabym się z lekka zagrożona, gdyby do moich drzwi zapukał nie jeden, nie dwóch a trzech herosów, z czego każdy z nich mógłby mnie w pojedynkę zamordować. — wytłumaczyła swój tok rozumowania, spoglądając na resztę swoich towarzyszy. Większa ilość oczu z pewnością przyda im się na miejscu zdarzenia, zwłaszcza że mogliby tam spotkać również i samego zabójcę. Przecież mordercy rzekomo lubią wracać na miejsce zbrodni. Pojedyncza zielarka nie powinna się raczej okazać żadnym problemem dla dwójki herosów, a większa ilość rąk do pomocy byłaby zdaniem Vesny po prostu zbędna.

— Nie wyglądam zbyt zastraszająco, czyż nie? Na pierwszy rzut oka przypominam bardziej jakiegoś zagubionego, wychudzonego chłopca niżeli herosa, który mógłby kogokolwiek obalić. Będę jedynie potrzebować osoby do towarzystwa. — dodała, oczekując, aż któreś z jej drużyny postanowi się do niej przyłączyć. Vesna osobiście wolałaby pójść do zielarki w jak najmniejszej grupie. Wierzyła, iż przy odrobinie szczęścia udałoby jej się odnaleźć jakąś nić porozumienia z nieznajomą jej kobietą. W końcu zielarze nie mogą się między sobą tak różnić, czyż nie? Ostatecznie ich praca w mniejszym lub większym stopniu polega na opiece nad chorymi, kto o takiej specjalizacji mógłby być jakimś olbrzymim złolem? Zresztą sama treść listów przekonywała ją w kilku rzeczach: Zielarce ewidentnie zależało w mniejszym lub większym stopniu na stanie mieszkańców wioski. Kobieta musiała być również w bardziej poczciwym wieku. Sam wójt nie wyglądał na młodego dwudziestolatka, a zielarka odbierała przecież jego poród. W najlepszym przypadku mogłaby ona mieć z około 50 lat, ale nawet to zdawało się jej zdaniem zbyt hojną liczbą.

Vihil

Vihil skrzywił się nieco, wysłuchując odpowiedzi Diany. Po tym jak wampirzyca użyła magii, by pozbawić wójta przytomności postrzegał ją przez chwilę jako kogoś podobnego sobie, chętnego do wzięcia sprawy w swoje ręce i znającego dobrze swoją wartość. Jej komentarze sugerowały jednak wręcz przeciwne usposobienie. Niechęć do mieszania się w konflikt między wieprzem i wieśniakami oraz unikanie konfrontacji z możnowładcą nawet kosztem przyjęcia niższej pozycji było dobitnym świadectwem słabości, zaszczucia wręcz. Tragedia... Zebrało się tu czterech innych herosów i z nich tylko Nero sprawiał na ten moment wrażenie kogoś, komu nie brakuje kręgosłupa. Szarowłosy przewrócił oczami i zrezygnowany odszedł parę kroków od stołu. Udawanie sympatycznego zaczynało powoli nie tylko go męczyć, ale też nużyć. Puszczając mimo uszu temat politycznego ustroju wiochy Vihil skierował się w stronę barku. Tam zatrzymał się na moment, by wyjrzeć za okno i przy okazji przyjrzeć się też nieco lepiej należącej do pana domu bogatej, złotej zastawie. "Przyjrzeć się" miało tutaj oczywiście znaczenie metaforyczne. Vihil bowiem nie tylko niczemu się zbyt uważnie nie przyglądał, ale też nie zastanawiał się nawet chwili, przed przywłaszczeniem sobie jednego kompletu sztućców. Dyskretnie pakując do torby swoją zaliczkę, przespacerował się jeszcze po jadalni, co jakiś czas zerkając ostentacyjnie czy reszta zleceniobiorców przypadkiem nie doszła w tym czasie do konsensusu odnośnie planu działania. W ramach swojej przechadzki natknął się w pewnym momencie na przetrzepującego kieszenie wójta Nero. Uśmiechnął się pod nosem widząc jego poczynania, jednak nie chcąc zwracać niepotrzebnej uwagi na kolegę, nijak ich nie skomentował. Minąwszy czarnowłosego, który po przeszukaniu udał się żwawym krokiem gdzieś na zaplecze pomieszczenia, Vihil skierował się z powrotem w stronę stołu, gdzie rozmowa zdawała się zmierzać do rezolucji.

Planem, który zaproponowała Diana było rozdzielenie się i podążenie za dwoma wątkami na raz. Za propozycją Vesny trzy osoby miały zacząć faktyczną pracę badając miejsce zbrodni, pozostałe dwie zaś miały zmarnować trochę czasu na rozmowie ze starą zielarką. Vihil jako po części pomysłodawca, naturalnie zgłosił się do grupy pierwszej, do której zadeklarowała się też Diana. Pozostało zapełnić jeszcze jedno miejsce.

Te, dyplomata! — Vihil zawołał do opuszczającego kantorek Nero — Chodź z nami, żebyś przypadkiem nie zafundował zielarce takiego samego wylewu jak temu wieprzowi.

Nero

Mężczyzna wziął do ręki najpierw klucz, który z zadowoleniem schował do kieszeni spodni, po czym ujął ostrożnie chleb i wziął wdech. Ach, pachniał cudownie, aż mu zaburczało w brzuchu, lecz nie była to pora na to. Spojrzał na biedną służkę i uśmiechnął się najłagodniej jak potrafił, po czym delikatnie sięgnął po jej dłoń i położył na niej zawinięty bochenek.

- Wiem, że wójt nie traktuje cię najlepiej i wiem, że mieszkańcy wioski cierpią przez niego. Mimo bycia Herosem, nie jestem w stanie pomóc im wszystkim i jest mi za to wstyd. Ale tobie jestem w stanie zapewnić przynajmniej dzień odpoczynku. Wójt nie będzie pamiętał dzisiejszego dnia, dlatego weź ten chleb i wracaj swojego domu. My się zajmiemy całym tym bałaganem - powiedział, popychają lekko chlebek w kierunku klatki piersiowej staruszki - Jutro musisz jedynie się stawić do roboty tak jak zawsze. Nie będziesz miała żadnych problemów. - odwrócił się mając zamiar wyjść, ale stanął w drzwiach i spojrzał na kobietę jeszcze ostatni raz i rzekł z tym samym uśmiechem co wcześniej - Prosiłbym jednak o jedną rzecz. Będziemy niedługo wychodzić, dlatego proszę się troszkę pospieszyć, bo będę zamykał dom na klucz. A i uważaj z tym chlebem, żeby Ci go nie ukradli. Weź drugi jeżeli potrzebujesz. Chciałbym, aby chociaż jedna rodzina się dzisiaj najadła. - po tych ostatnich słowach w końcu wyszedł z kuchni i skierował się z powrotem do jadalni.

Przy stole, jego towarzysze chyba doszli do porozumienia, bo szarowłosy najwyraźniej czekał na jego powrót, zapraszając go do swojej kompanii, która miała pójść obejrzeć miejsce zbrodni. Druga grupa miała pójść porozmawiać z zielarką. Zerknął na Elice i Vesnę, zastanawiając się czy powinien się z tą pierwszą rozdzielać. Z drugiej strony co mogłoby się stać u zielarki. Najgorsze co może się wydarzyć, to strata czasu przez zbyt pasywne podejście Vesny.

- Jasne. - odpowiedział krótko, podchodząc do stołu i podnosząc jeden z listów. Przeczytał go, po czym go podarł na pięć części i podał kawałek każdemu z zebranych - Trzymajcie to przy sobie na wszelki wypadek. Jeżeli ktokolwiek się oddzieli od grupy, to będę w stanie ich znaleźć za pomocą tego skrawka. - powiedział, pokazując na swój kawałek listu, po czym go schował do drugiej z kieszeni - Jeżeli grupy są ustalone, to możemy ruszać. Chyba, że ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia? - zapytał się dla pewności, biorąc z tacy kiść winogron i rozkoszując się ich smakiem. Jego myśli zdawały się zwalniać, lecz jedno spojrzenie na nieprzytomnego wójta i trybiki w mózgu Nero znów zaczynały pracować na pełnych obrotach. Jego wzrok powędrował do okna, wychodzącego na ogród, czekając na odpowiedź innych.

Elice

Dziedziczenie tytułu brzmiało w sumie rozsądnie. Choć jest też głupie. Prowadzi właśnie do takich patologii. - Ciekawe czy jego rodzice zmarli z obżarstwa. - rzuciła, bo patrząc na niego to nasuwa się to na myśl, bo jednak przykład idzie od góry. Ważniejsza jednak była od tego misja. A w tej jak widać ostatecznie zaakceptowano opcję by się rozdzielić. Przy czym jej od razu przypadło zadanie odwiedzenia zielarki. Była raczej z tego zadowolona, bo wydawało się jej, że lepiej jej pójdzie zwykła rozmowa niż szukanie igły w stogu siana. No przynajmniej tak się jej wydaje. Minusem było jednak za to rozdzielenie z Nero. Szczerze wolałaby iśc z nim, bo mu jedynie tu jakoś ufa. A reszcie nie ma w sumie powodu ufać. Nie mniej zaakceptowała plan. - Myślę, że możemy już ruszać. Im szybciej zaczniemy tym szybciej się czegoś w tej sprawie dowiemy. Pora połączyć kropki w całośc... Wzięła także skrawek od Nero. Może się przydać.

Mistrz Gry

Wszyscy zaczęli powoli zbierać się do wyjścia, przechodząc obok nieprzytomnego wójta, nad nim, lub też korzystając z tego skrawka wolnej przestrzeni, nie zajmowanej przez jego ogromne cielsko. Przedtem ich plan zaczął w końcu jawić się jakkolwiek klarownie, a każdy przystał na propozycje Vesny na temat tego, jak powinien wyglądać podział. I może zdawać się to dziwne, lecz osoba będąca w tej chwili najbliżej Diany mogła zauważyć delikatne drgnięcie jej powieki, gdy jej propozycja spotkała się z dezaprobatą... Albo to ponownie jedynie zwidy wywołane atmosferą? Ta była wprawdzie już nieco mniej gęsta, lecz w kuchni dalej panował strach, za sprawą działań czarnowłosego. Staruszka dalej się go bała, to można było ewidentnie poznać, lecz... Drżenie jej ramion odrobinę ustało, i przez jeden, tylko jeden krótki moment, spojrzenie oczu kobiety ośmieliło podnieść się na twarz Nero. Ten mógł zobaczyć tam mieszankę strachu, niepewności, ale też i tę jedną, małą krztynę wdzięczności w postaci łzy ściekającej z kącika oka. Może to niewiele, ale z drugiej tego typu drobne momenty według niektórych są w życiu najważniejsze, cóż. Interpretacja tego zależała już tylko i wyłącznie od chłopaka, który w końcu odstąpił od służki, gdy ta machinalnie zaczęła pakować swoje rzeczy. Nie wzięła przy tym drugiego bochenka, chociaż jej ręka na sekundę zawisła nad miejscem, w którym ten spoczywał. Strach jednak był zbyt silny, a chwila rozmowy z kimś nie nastawionym do niej wrogo, nie miała prawa rozwiać wielu lat strachu i przemocy. Po chwili kobieta opuściła dom, starając się przemknąć obok herosów jak najszybciej, patrząc oczywiście wyłącznie pod własne nogi, a ci zostali sami. Kolejnych kilka chwil zajęło im finalne dopieszczenie planu działania, podział na dwie asymetryczne grupy, oraz dość zaskakująca prośba od Nero, na którą póki co przystała z całą pewnością jego dotychczasowa towarzyszka, a być może i reszta drużyny. Nadeszła pora na wyjście z domostwa wójta i faktycznie, herosi zaczęli opuszczać jego równie olbrzymią co apetyt mężczyzny rezydencję, lecz... Jeden z nich, dotychczasowy prowodyr większości akcji dalej czuł z tyłu głowy, że powinien zająć się czymś jeszcze, zanim opuścić chatę.

Vihil przechodzi na miejsce zbrodni. Vesna i Elice przechodzą na drogę do zielarki.

Nero

Nie słysząc głosu sprzeciwu, Nero ruszył za resztą jego towarzyszy w kierunku drzwi, trzymając się z tyłu. Poczuł chyba pewną niepewność od strony Elice co do planu działania, więc postanowił się jeszcze do niej odezwać przed ich rozdzieleniem.

- Spokojnie, musicie tylko porozmawiać z zielarką i to wszystko. Musicie tylko się postarać, żeby nie sprawić kłopoty wieśniakom. Oni mają już wystarczająco ciężko. Co do tych wrednych komentarzy... powoli zmienimy ich zdanie na nasz temat. - uśmiechnął się i poklepał kobietę po plecach dla otuchy. Dochodzili właśnie do drzwi, przy których mężczyzna stanął i rzekł do innych - Chwileczkę, naprawię te drzwi.

Położył dłoń na drzwiach, czekając przez dwie sekundy, po czym zmarszczył brwi - Coś jest nie tak... - mruknął i kucnął, przyglądając się dziurze zrobionej przez Elice, po czym padł na czworaka, jakby czegoś szukając. Rozglądał się dookoła w pośpiechu i minęło dobre kilka sekund, nim się opanował i wstał z powrotem. Uśmiechnął się do reszty z zakłopotaniem - Haha, obawiam się, że są pewne komplikacje z moją magią i muszę coś znaleźć. Straciliśmy już wystarczająco czasu, więc pójdźcie przodem, ja was dogonię. Wolałbym jednak, żeby wieśniacy nie dobrali się do nieprzytomnego wójta. - nie czekał nawet na odpowiedź reszty tylko się schylił, przyglądając się podłodze i idąc w głąb domu.

Mistrz Gry

I takim o to sposobem, większość herosów opuściła budynek, zostawiając Nero sam na sam z dużo większym i dużo starszym od niego mężczyzną, jakkolwiek by to w tym momencie nie brzmiało. A przynajmniej młodzieniec był w takim właśnie przeświadczeniu, nie sprawiając wszakże reszty domu pod kątem innych domowników, zakładając że cisza zakłada właśnie to... Ale cóż, na tę chwilę faktycznie wydawało się, że tak też i było. Cisza, przerywana odgłosami typowymi dla starego domostwa otaczała czarnowłosego, który po zamknięciu drzwi przez swoich towarzyszy, mógł słyszeć wyłącznie je, połączone z dziwną melodią tworzoną przez zmieszany, głośny oddech wójta, oraz cichszy w postaci tego, który wydobywał się z jego własnej krtani. Cały dom stał przed Nero w tym momencie otworem, mógł udać się do dowolnego miejsca w tej wielkiej chacie, zbudowanej ewidentnie z myślą o więcej niż jednej osobie, cóż jednak mężczyzna planował począć z tym faktem?

Nero

Nero odczekał minutę, po czym się wyprostował i się przeciągnął. Mięśnie na twarzy mężczyzny się rozluźniły, pozbawiając go jakichkolwiek widocznych emocji. Odwrócił się i stanął z powrotem w przedsionku, po czym spojrzał na drzwi. Machnął ręką i dziura w nich sama się zapełniła porozrzucanymi fragmentami, tworząc na powrót bardzo wytrzymałe, drewniane drzwi. Podszedł do nich powolnym krokiem i je zamknął na klucz. Skończywszy pierwszy etap jego planu, Nero wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze. Miał właśnie zrobić co jego zdaniem był Heroicznym obowiązkiem. W końcu jak mógł odwrócić wzrok od tyranii, która panowała w wiosce.

Skierował się z powrotem do kuchni i zaczął przeglądać dostępne tam narzędzia. Podniósł noże, wybrał jeden z dłuższych z ostrym zakończeniem i przeniósł swój wzrok na tasaki. Wziął taki co najlepiej leżał mu dłoni, po czym rozejrzał się za czymś, na czym mógł wypróbować te narzędzia kuchenne. Zobaczył wiszącą na ścianie wędzoną szynkę. Najwyraźniej wieprz był kanibalem, bo szynka była tak naprawdę całą nogą wieprzową i Nero musiał się natrudzić, aż w końcu położył ją na blacie i mężczyzna mógł wziąć się za cięcie. Ostrza wchodziły bardzo gładko, z minimalnym oporem. Widać było, że ktoś nie regularnie czyścił i ostrzył, żeby zawsze były jak nowe. Zadowolony z wyniku, zjadł odkrojony kawałek szynki, po czym skierował się z powrotem do drzwi. Po drodze jednak coś zwróciło jego uwagę. Niedaleko noży, zobaczył wiszące dwa szpikulce. Nigdy nie widział tego narzędzia, kiedy pracował w karczmie jeszcze na Delgami i z ciekawości podniósł te narzędzia. Podszedł do szynki i postarał się wbić jedno z nich. Tym razem spotkał trochę większy opór, ale nie wciąż mógł sobie łatwo poradzić. Wyciągnął je i spróbował wygiąć. Metalowy pręt okazał się w tym aspekcie bardzo wytrzymały i widząc to, w oczach Nero pojawiły się płomyki, które szybko zgasły, kiedy to wpadł na pomysł jak z nich skorzystać. Teraz jego plan był doskonalszy. Znalazł inny fragment ceraty, dokładnie taki sam, w jaki służka owinęła bochenek i w końcu ruszył do jadalni. Rozłożył narzędzia przy nieprzytomnym wójcie i spojrzał na śpiącego wieprza jeszcze raz. Czy miał jakieś wyrzuty sumienia co do tego, co miał właśnie zrobić? Absolutnie nie. Na pewnym etapie grubas stał się w oczach chłopaka niczym innym, jak właśnie zwierzęciem, o którym nie należało myśleć jak o człowieku. Upewnił się jeszcze, że chociaż wszystkie drzwi do tego pokoju były zamknięte i zerknął jeszcze raz na ogród. Przez te okna nikt nie powinien być w stanie go zobaczyć, a światło zawsze ułatwiało sprawę. Nero czuł dziwny spokój, a nawet dumę, bo wypełniał swój obowiązek. Nie wiedział kto go tutaj przeniósł, ale skoro jego powołanie jest walka ze złem, to właśnie postawić na tej ścieżce swój pierwszy krok. Wziął kawałek ceraty i delikatnie przykrył górną część twarzy wójta, tak aby nie zasłaniał ust, przez które wieprz oddychał. Wypalił sobie w mózgu miejsca, w których znajdowały się oczy śpiącego, po czym przeszedł do jego szyi. Delikatnie wymacał wśród tego całego tłuszczu, fragment, który był twardszy, jego gardło. To miejsce również sobie wypalił w mózgu. Miał tylko jedną szansę i nie miał zamiaru jej spartolić. Będąc pewien, że te punkty zapisały się w jego głowie, zdjął on puklerz i położył na ziemi, a nim resztę narzędzi.

Pierwsze do ręki wziął nóż z ostrym zakończeniem, który ustawił prostopadle nad gardłem. Ręce Nero były pewne, pozbawione jakiegokolwiek zawahania się. Miał właśnie odebrać komuś życie, ale było to w celu większego dobra. Poza tym ten ktoś był tyranem i podczłowiekiem, który i tak zasługiwał na przedwczesną śmierć. Złapał nóż obiema rękoma i uniósł do góry, po czym opuścił je z całej siły, przebijając się przez warstwy tłuszczu i samo gardło. Polała się krew i rozległ się bulgot, ale mężczyzna nie czekał na wyniki swoich działań i w ułamek sekundy pochwycił za szpikulec, który wbił w oko wójta. Po takiej pobudce i tak nie mógł nic zobaczyć przez ceratę, a teraz miał oślepnąć naprawdę na jedno oko, chociaż i to niedługo minie. Zaraz po tym chwycił tasak i zamachnął się w kierunku rozwartych ust wójta. Zapewne otworzył je z bólu, chcąc krzyknąć, ale tasak oddzielił jego szczękę od reszty czaszki, robiąc z niej jedynie luźny kawałek tłuszczu i kości. Z ran polała się krew, z której część popłynęła po jego głowie, prosto na ziemię, a reszta w głąb jego gardła, które i tak było już zalane. To jednak nie było wszystko, albowiem Nero chwycił jeszcze za puklerz, którym zaczął uderzać w szpikulec jak młotem, z każdym uderzeniem wbijając go głębiej i rozprowadzając fale bólu prosto do mózgu wieprza. Uderzał raz po raz, aż nieludzkie odgłosy w końcu ustaną, a ciało przestanie się ruszać. Nawet po tym, dla pewności będzie uderzał jeszcze przez dobre kilkanaście sekund, aż w końcu przestanie, ciężko dysząc.

Mistrz Gry

Zalegające na podłodze drzazgi prędko zebrały się w jednym miejscu, praktycznie bezszelestnie umacniając na powrót drzwi do rezydencji wójta, pozwalając mężczyźnie zamknąć je tak, by w teorii nikt nieporządny nie dostał się na teren budynku. Zakluczenie zamka, upewnienie się czy nikt nie widzi go przez okna i zamknięcie się w jadalni sam na sam ze swoją przyszłą ofiarą... Plan zdawał się być idealny, lecz jeszcze nie pora by przedstawić jego konsekwencje. Wpierw przecież chłopak postanowił przetestować narzędzia zbrodni na materiale, który łudząco przypominał budową ludzkie ciało, chociaż w tym należącym do wójta, z pewnością było o wiele więcej tłuszczu, aniżeli w wędzonej szynce. Swoją naprawdę sporej, jak Nero miał okazję się przekonać, lecz i wyjątkowo smacznej. Aromat dymu i przypraw w połączeniu z rozpływającym się w ustach mięsem wywołał lekki uśmiech na twarzy bruneta, do w połączeniu z jego przyszłymi planami było prawdę mówiąc dość niepokojące. Niezależnie od tego, w jaki sposób by nie usprawiedliwiał tego co zamierzał, tak dalej było to bezlitosne zabójstwo. Morderstwo w wiosce, która borykała się już z jednym zabójczym herosem, o ironio. Gdyby tylko mieszkańcy widzieli skrupulatne przygotowania czarnowłosego, to jak ten z precyzją chirurga bada ciało wieprza i sprawdza w jakich miejscach biegną żyły, przymierzając się do wbicia swoich narzędzi w jego bezwładną i pozbawioną przytomności osobę. Ale nie mogli tego zobaczyć, gdyż heros był z wójtem sam na sam, mogąc skupić i oddać się w pełni misji, jaka mu przyświecała. To dość zabawne, jak osoba, która przyjechała do Belhatova by pojmać mordercę sama się nim stała, i jak niewielka granica oddzielała człowieka chcącego nieść pomoc, od kogoś tak zapatrzonego we własną wizję świata, że ten jest gotowy odebrać komuś życie. Ale to wszystko w słusznym celu, prawda?

To właśnie z myślą o nim Nero obudził wójta w najgorszy z sposobów, przebijając się prostym ruchem przez okolice krtani otyłego mężczyzny. Pchnięcie przy tej ilości sadła nie było oczywiście idealne, a wręcz nie mogło takie być, lecz wystarczyło zarówno do oburzenia tyrana, jak i rozlania pierwszej krwi, zarówno wewnątrz jego gardła, jak i na zewnątrz, brudząc rękawy chłopak. Wójt nie zdążył nawet wykonać ruchu przy pomocy swoich ogromnych kończyn, mogąc zaledwie wzdrygnąć się lekko w spaźmie szoku i bólu, gdy szpikulec do lodu przebił się przez jego gałkę oczną, z nieprzyjemnym dla ucha, mokrym dźwiękiem zagłębiając się w jego czaszce. Prosiak spróbował krzyknąć z bólu i przetoczyć się na bok, lecz to pierwsze skończyło się tylko nasileniem krwotoku z gardła, która barwiąc otoczenie na czerwono wypływała z niego nierównym strumieniem, a także głośnym bulgotem dobiegającym z wnętrza dróg oddechowych mężczyzny. To drugie zaś uniemożliwiał mu pręt wbity w jego zwoje mózgowe, który zaburzając pracę drugiego najważniejszego organu mężczyzny, zaraz po żołądku oczywiście, pozwalał mu tylko na spazmatyczne drganie. Plan Nero jednak na tym się nie kończył. Odbierając zarządcy wioski możliwość chociażby próbowania by złapać oddech, bohater kolejnym ruchem ręki odciął jego szczękę od ogromnej, okrągłej twarzy. A przynajmniej sprowokował to zrobić jednym ruchem, lecz niestety ilość ścięgien, tłuszczu i ułożenie zębów mężczyzny mu to uniemożliwiła, zmuszając do krojenia swojej ofiary na żywca, w akompaniamencie spazmów, bulgotu i krwi tryskającej z każdym pozbawionym emocji uderzeniem tasaka. Gdy w końcu udało się oddzielić część twarzy, wójt już tylko drgał i wydobywał z siebie coraz dziwniejsze dzięki, będąc ewidentnie na skraju śmierci. Plan jednak musiał zostać doprowadzony do końca, tak, jak to sobie założył heros. Nie pozwalając umrzeć mężczyźnie w spokoju we własnym tempie, Nero zapragnął dokończyć makabrycznego dzieła szybciej, niczym kowal rozpoczynając wbijanie szpikulca wgłąb czaszki wójta. Był przy tym na tyle dokładny, że zajęło mu to blisko minutę, ostatecznie przebijając czaszkę na wylot tak, że pręt wydostał się z drugiej strony. Głuche uderzenia rozchodziły się więc po pustym domostwie przez kilkadziesiąt uderzeń serca, a bulgot wywoływany wcześniej chęcią złapania oddechu stopniowo cichł.

Odrywając w końcu dłonie od swojego puklerza, Nero mógł zauważyć spore wgniecenia w jego strukturze, lecz czy dla tak znamienitego herosa to w ogóle się liczyło? Mógł wprawdzie naprawić swoje narzędzie, tak jak zrobił to z drzwiami chwilę wcześniej, równie łatwo jak właśnie przyszło mu zabicie człowieka. Wstając wreszcie z klęczek, mężczyzna mógł odnotować przede wszystkim ogromną ilość krwi, pokrywającą go dosłownie od stóp do głów, włącznie z ubraniem i skórą oraz fragmentami twarzy, ale nie tylko.

Odwracając się w kierunku zamkniętych wcześniej przez siebie drzwi prowadzących z kuchni do przedsionka mógł dostrzec, że te są uchylone. Nie było to jednak wszystko. Tuż za nimi, wpatrując się w niego ze strachem na twarzy, stały dwie młode dziewczynki, na oko wyglądające jak siostry. Ich rudobrązowe włosy były ładnie uczesane a skóra względnie czysta, podobnie jak ubiór, lecz tym co przykuwało największą uwagę, były ich przestraszone oblicza, lecz to nie wszystko. Ta bardziej po lewej trzymała kota należącego do Nero, który faktycznie przed wejściem mężczyzny do domostwa wójta odłączył się od niej i poszedł w kierunku dzieci, domagając się pieszczot. Zwierzę to było chyba najbardziej przerażone z całej grupy, wiercąc się niespokojnie w rękach dziewczynki, zupełnie tak, jakby chciało się wydostać. O dziwo w kierunku pokrytego krwią Nero. Druga zaś kurczowo trzymała uchylone drzwi do jadalni, w końcu zbierając się w sobie by wydukać spomiędzy zaciśniętych warg. — D-dlaczego zabiłeś naszego pape? — Jej drobne ciało trzęsło się niczym osika, a słowa ewidentnie ledwo przechodziły jej przez usta, mimo faktu, iż po oczach obydwu młodych nastolatek nie dało się poznać, jakie emocje właśnie nimi targają.

Nero

Oczy Nero rozszerzyły się z niedowierzania i w szoku, że ktoś taki jak wójt mógł być ojcem. W końcu ledwie chodzić, a co dopiero o rytmicznych ruchach biodrami. Nawet leżąc, jego brzuch był tak ogromny, że dostęp do jego prywatnej kiełbasy był prawie żaden. Chłopak złapał się na tym, że zaczął myśleć o bzdurach, zamiast o zaistniałej sytuacji. Szybko się otrząsnął i zakrył całą twarz wójta ceratą, po czym sięgnął po torbę, z której wyciągnął bukłak z wodą polał sobie głowę. Próbował zmyć krew z twarzy i głowy, bo czuł jak lepiła się do skóry. Nie miał lustra, więc jakieś fragmenty mogły zostać, ale powinno być dużo lepiej. Resztką wody zmył krew z rąk i zaczął powoli iść w kierunku drzwi. Uśmiechnął się lekko, unosząc puste ręce.

- Wybaczcie, że musiałyście tę scenę zobaczyć. Jestem Herosem i przyszedłem wykonać powierzone mi zadanie i niestety było to usunięcie pana wójta. - dzieci wciąż patrzyły na niego z przerażeniem, stojąc w miejscu. Chyba przerażenie odebrało im umiejętność chodzenia. Kot, widząc podchodzącego właściciela, trochę się uspokoił i przestał się tak wierzgać, ale wciąż miauczał jakby domagając się atencji Nero. Chłopak posłusznie pogłaskał kotka, który się uspokoił na tyle, że mag mógł przejść do dziewczynek. Pstryknął palcami, żeby zwróciły na niego uwagę i poprawił uśmiech - Nie skrzywdzę was. Moje zadanie na tym świecie polega na ochronie jak największej liczbie osób, tak? Na pewno słyszałyście o tych historiach. I wy macie w sobie coś bohaterskiego, bo zaopiekowałyście się Mruczkiem - słysząc to imię, kot zamiauczał w oburzeniu - No dobrze nie Mruczek, jeszcze nie wybraliśmy dla niej imienia. - Nero przechylił głowę trochę na bok i położył dłonie na głowach dziewczynek, delikatnie je głaszcząc - Chodźmy stąd dobrze? Pokażcie mi gdzie jest łazienka, bo chciałbym się umyć. A i możecie mi mówić Nero. Jak wy macie na imię? - ostrożnie je obrócił i leciutko pchnął poza drzwi.

Mistrz Gry

Faktycznie, kwestia tego w jaki sposób wójt mógł zapłodnić jakąkolwiek kobietę była dość interesująca, lecz nawet ona schodziła na dalszy plan w obliczu sytuacji, jaka zaczynała rozgrywać się w domostwie wójta. Nero rozpoczął przygotowania do kolejnego, chłodno wykalkulowanego planu, obmywając się wodą by chociaż z twarzy i palców zmyć pozostałości po swoim makabrycznym przedsięwzięciu. Krew dalej niestety spoczywała w sporej mierze na jego ubraniach i włosach, zlepiając w nieprzyjemne, trwarde i ciężkie kosmyki, zaczesana palcami do tyłu. Co nieco ironiczne, chłopak wyglądał w tym układzie naprawdę dobrze, a nowa fryzura jawiła się jako elegancki kontrast do jego bladej cery. Nie miało to jednak oczywiście żadnego znaczenia, wątpliwym jest by obie dziewczynki, i ta trzęsąca się ze strachu, jak i ta trzymająca kota sparaliżowana w miejscu, zwróciły w ogóle uwagę na taki szczegół. Czy w ogóle na cokolwiek, poza zalegającym pośrodku pomieszczenia cielskiem ich już świętej pamięci ojca, które dalej broczyło krwią, powoli wylewającą się spod ceraty. Zresztą krew była oczywiście nie tylko tam, brunet idąc z szerokim, wątpliwie szczerym uśmiechem w kierunku córek przed chwilą zamordowanego mężczyzny, zostawiał za sobą lepkie, krwawe ślady, powstałe w akompaniamencie dźwięku odklejania się podeszwy jego podeszwy od podłogi. To wszystko nie wywołało jednak żadnej reakcji u nastolatek, może prócz tego, że te drżały po prostu odrobinę mocniej. Ponownie też pierwsze słowa Nero nie odciągnęły ich uwagi od zwłok, nie przebijając się nijak przez otępienie. Dopiero pstryknięcie palcami, nagły i głośny dźwięk, dodało odrobinę koncentracji obu pozbawionym ojca córkom. Te zogniskowały w końcu spojrzenie na mówiącym w ich kierunku herosie, który niczym potwór z najgorszych koszmarów zbliżał się w ich kierunku, wciąż utrzymując na twarzy swój łagodny, chyba najbardziej w tym wszystkim niepokojący uśmiech. Nie umniejszało to ich przerażenia, dziewczynka po lewej stronie dalej ściskała kurczowo kotka, któremu średnio podobał się zarówno ten fakt, jak i nadanie mu nowego imienia. Widać to było po jego reakcji i próbie wysupłania się z uścisku nastolatki, a także głośnego, drażniącego uszy miauczenia. Zwierzę miało uszy położone płasko na głowie, więc zdawać by się mogło, że się boi, co w tej sytuacji byłoby normalne, może gdyby nie fakt, że próbowało uciec od zwykłego, spokojnego dziecka, do mężczyzny którego praktycznie znało przez chwilę, a który cuchnął tłustą krwią i był w nią w całości pokryty. Brunet mógł to oczywiście zauważyć, tak samo jak fakt, który mógł rzucić się mu w oczy już poprzednio, gdy tylko po raz pierwszy ujrzał te dwie dziewczynki. Obie reagowały naturalnie na strach, paraliżem oraz panicznymi drgawkami ciała, jednakże ciężko było doszukać się odbicia tych emocji w ich oczach. W przypadku tej po lewej, trzymającej kota był wprawdzie w nich ślad niepokoju, lecz wzrok tej po prawej nie różnił się niczym od typowego, neutralnego spojrzenia każdego wieśniaka. Ale cóż, patrząc na to co właśnie zobaczyły, tak równie dobrze mogła to być zupełnie naturalna reakcja na silny stres, podobnie jak było nią to, co nastąpiło po chwili. Tak, jak początkowo Nero nie mógł przebić się swoimi działaniami przez otępienie dwójki dzieci, tak chęć ich dotknięcia zdecydowanie była błędem. Gdy tylko dłoń herosa i samozwańczego obrońcy wioski musnęła lekko włosy na głowie dziewczynki po prawej, tak ta wydała z siebie paniczny krzyk i rzuciła się do ucieczki, wywracając się po drodze o własne nogi.

Nieustannie krzycząc udało jej się przebiec w najbardziej możliwy z pokracznych sposobów do zamkniętych drzwi, by następnie zacząć się do nich dobijać próbując je otworzyć, oczywiście wciąż nieustannie krzycząc. Druga z dziewczynek zaś, cóż. Tak, jak kot w końcu wydostał się z jej uścisku, by następnie czmychnąć gdzieś po schodach w górę, tak i z jej pęcherza właśnie coś się wydostało. Paraliż ustąpił, a nastolatka osunęła się bezwładnie na ścianę, mocząc się przy tym tak, że Nero bez problemu mógł dostrzec jak sukienka w okolicy nie krocza nagle ciemnieje, a do odoru krwi, dołącza równie charakterystyczny zapach moczu.

Nero

Sytuacja nie wyglądała dobrze, ale przynajmniej tylko jedna z dziewczynek zaczęła panikować, druga zaś nigdzie się nie wybierała. Nero nie miał czasu do stracenia. Poderwał sie do biegu i dopadł dziecko stojące już teraz przy drzwiach wejściowych. Zdążyła dopiero szarpnąć za klamkę i uderzyć w drzwi dwa razy, kiedy to jej wołania o pomoc zostały przerwane przez maga. Jedną z dłoni zakrył usta dziewczynce i docisnął na tyle, żeby nie była w stanie dalej krzyczeć, jednocześnie starając się zminimalizować szansę na ugryzienie. Drugą ręką złapał ją w pasie i odciągnął od drzwi, podnosząc ją trochę z ziemi. Naturalną reakcją było dalsze wierzganie się i kopiące powietrze nogi, ale co mogło zrobić dziecko, które wyglądało na najwyżej 11 lat, przeciwko w pełni wykształconemu Nero.

Chłopak wiedział, że popełnił błąd, próbując logicznie podejść do sytuacji. Wątpił, czy dzieciaki były w ogóle w stanie zrozumieć jego słowa, dlatego musiał spróbować czegoś nowego. Musiał je zmusić do posłuszeństwa, ale Nero nie miał ochoty ich krzywdzić. Może i były dziećmi wójta, ale to wciąż były dzieci. Nie miały wpływu na to co działo się w wiosce. Przez ten sam powód, Nero był w dużym niebezpieczeństwie, gdyby nie złapał dziewczynki i ta zdołała wezwać pomoc, to musiałby samemu uciekać, niczym jakiś złoczyńca. Osobiście z całą wioską sobie nie poradzi, w końcu każdy szermierz dupa, kiedy wrogów kupa, a on nawet nie miał miecza, tylko tarczę. Musiał szybko uspokoić całą sytuację. Skoro słowami nie dotrze do dzieci, to może zrobią to emocje.

- Hej, hej, hej - powiedział zirytowanym głosem - Tak się nie bawimy. Przestań, bo naprawdę nie chcę cię skrzywdzić - irytacja w głosie Nero rosła, wraz z siłą, z jaką dociskał usta dziewczynki. Robił to stopniowo i nie na tyle, żeby bolało, ale dzieciak zdecydowanie czuł, jak nacisk stopniowo rośnie - Jeżeli zrozumiałaś, kiwnij powoli dwa razy główką i cię postawię na ziemi. Wrócimy do siostry i tam pomyślimy co dalej. - ostatnie słowa wypowiedział prosto do jej ucha, żeby je usłyszała wyraźnie i przestraszyły je na tyle, żeby przestać stawiać taki opór.

Mistrz Gry

Dopadając dziewczynki praktycznie dwoma szybkimi susami, Nero momentalnie ukrócił jej krzyki, brutalnie chwytając oburącz za jej drobne ciało, i odciągając od drzwi. Oczywiście nasiliło to jedynie jej strach i panikę, brunetka młóciła powietrze rękami i nogami niczym ryba wyjęta prosto z wody, a z jej siłą zamkniętych ust wydobywało się tyle dźwięków, ile tylko było w stanie się wydostać zza dłoni "herosa". Ten wreszcie odrzucił pozory bycia miłym, i choć dalej nie zamierzał być bardziej brutalnym niż to koniecznie, po chwili już praktycznie dusił dziewczynkę swoją dłonią, która z racji na wielkość przysłaniała również część nosa. Nie pomagało to w dotarciu do umysłu przerażonej nastolatki, która słysząc słowa "nie chce cię skrzywdzić" spróbowała jednocześnie kopnąć i ugryźć bohatera. Ten zirytowany docisnął ją jeszcze mocniej, co doprowadziło do błędnego koła nasilania się szaleńczego pisku i szarpaniny ze strony dziecka, które zdecydowanie uspokoić się nie zamierzało. Cóż, opcji było kilka, a pozbawienie jej przytomności szybkim ciosem w głowę było zaledwie jedną z nich, lecz Nero nie przewidział, ponownie zresztą, jednej rzeczy w swoim planie. Tego, że wróg był wśród nich, nawet w tej chwili i nawet biorąc pod uwagę to, jak niewiele osób było w tej chwili wraz z nim w pomieszczeniu. Zaaferowany i przede wszystkim zirytowany ponad wszelką miarę Nero szamotał się z jedną spośród sióstr, pozwalając się okładać po torsie, ramionach oraz nogach, siłą rzeczy przez hałas i zamieszanie nie mogąc zwrócić większej uwagi na otoczenie. Zresztą, po co miałby to robić? Prawdopodobieństwo, że w domostwie jest ktoś dodatkowy, kto nie został obudzony przez to wszystko było praktycznie zerowe, jedna z sióstr za chwilę miała zostać spacyfikowana, a druga grzecznie leżała bezwładnie w kałuży własnego moczu... Taki obrót sprawy z pewnością ucieszyłby młodego wyzwoliciela wiosek, lecz była to wizja pełna złudnej nadziei, że wszystko idzie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Gdyby tak było, druga z bliźniaczek nie wykorzystała by okazji do bezdźwięcznego wstania i zakradnięcia się za plecy "herosa". Bynajmniej nie zrobiła tego w celu przytulenia swojego wybawcy, bohatera który uwolnił ją od otyłego ojca, chociaż tak jak Nero wcześniej mądrze zauważył w swojej głowie, to by wójt zapłodnił jakąkolwiek kobietę było praktycznie niemożliwe, lecz ze zgoła innym założeniem. Zaaferowany brunet w jednej chwili poczuł ukłucie tak bolesne, jak nic co doświadczył do tej pory w swoim życiu, abstrahując oczywiście od jego niedorzecznie marnej długości. Zupełnie tak, jakby ktoś właśnie wbił w niego rozpalony do czerwoności pręt, umieszczając go idealnie w prawej nerce mężczyzny, od strony pleców. Machinalnie odwracając głowę i mimowolnie, ze względu na silny ból, rozluźniając uchwyt na tyle, by druga z bliźniaczek mogła wykorzystać okazję i przy pomocy wbicia chłopakowi łokcia w żebra, uwolnić się z opresji, Nero mógł zauważyć widok przedziwny w swojej naturze.

Trzymając wbity w jego plecy sztylet, druga z bliźniaczek uśmiechała się uroczo w jego kierunku, poruszając niemrawo ostrzem tak, by wywołać jeszcze większy ból. — Długo Ci zajęło, Linel! — Wyswobodzona dziewczynka przestała krzyczeć, nagle całkowicie się uspokajając, a czarnowłosy mógł uświadczyć, jak z jego ciałem dzieje się coś dziwnego. Przede wszystkim ból był zbyt duży. Mały sztylet o zielonym ostrzu, który leżał wręcz zaskakująco idealnie w dłoni dziewczynki określonej właśnie jako Linel, zdecydowanie nie powinien powodować takich spazmów bólu. A jednak, mimo wbicia się zaledwie na około dziesięć centymetrów, fale gorąca, bólu i napięcia mięśni rozchodziły się już po całym ciele "herosa", promieniując od błyszczącego w świetle wpadającym przez kratownice ostrza. Oprócz bólu, w zaledwie sekundę czoło Nero zrosił pot, ślina praktycznie zniknęła, zostawiając wyschnięte na wiór gardło, a nogi zaczęły się trząść na wzór liści osiki. Cokolwiek właśnie się stało, miało ekstremalnie szybki czas działania, upośledzając go w zaledwie ułamek chwili, ku jego ogromnemu zadziwieniu. — Dłonie tego zboczeńca cuchną krwią tamtego wieprza, coś okropnego... — Pierwsza z dziewczynek narzekała dalej, powoli zaczynając obchodzić Nero, a on sam czuł się z sekundy na sekundę coraz gorzej, powoli czując również, jak zarówno jego słuch jak i wzrok zostają upośledzone. Jeśli zamierzał cokolwiek z tym faktem zrobić, tak musiał działać szybko, gdyż nie minęło nawet pięć sekund od momentu wbicia mu noża w plecy, a on już ledwo utrzymywał się na nogach.

Nero

Młody mag już powoli zaczął irytować całą to szamotaniną i braku chęci do współpracy ze strony dziewczynki, że zaczął rozważać, czy by po prostu jej nie znokautować, nim jednak zdołał dojść do jakiejkolwiek konkluzji, jego umysł zalał ból, ból, który przybrał formę nieustającego ryku w głowie Nero. Jego ciało w reakcji, napięło wszystkie mięśnie, ale dziewczynka w jego rękach szybko to przerwała, dając mu kuksańca prosto w żebra. Uderzenie było niczym, w porównaniu ze sztyletem w jego nerce, ale i tak odebrało mu na moment dech w piersiach, dzięki czemu dziecko mogło się oswobodzić. Chłopak machnął instynktownie ręką, ale ta po prostu się odsunęła i zaczęła go obchodzić z uśmiechem. Nero w końcu spojrzał na źródło jego cierpienia i hałasu w jego głowie. Przez zamglone oczy zobaczył drugą z dziewczyn, która z uśmiechem poruszała kawałkiem metalu, który znajdował się w jego ciele. Spróbował ją złapać, ale i ona po prostu odskoczyła, wyjmując sztylet z jego nerki i powodując kolejną falę ból. Ryk w jego głowie się wzmagał, ale i tak był w stanie usłyszeć komentarze dziewczynek. W tym momencie w głowie Nero przeskoczył jakiś przełącznik.

Myśli maga nie były uporządkowane w żadnym przypadku. Były chaotyczne, pędziły we wszystkie strony, wrzeszcząc, ale on o dziwo był w stanie się w nich odnaleźć. Analiza, planowanie, działanie. Te słowa płonęły w głowie chłopaka. Analiza? Wyłapał szczątki myśli, rana w okolicach nerki, być może sama nerka, krew, sztylet, suchość w gardle. Nigdy nie był w takim stanie, ale był przekonany, że nie powinien czuć się aż tak źle po samym dźgnięciu. Mogło to jedynie oznaczać zatrucie. Musi uwzględnić jego stan w fazie planowania. Zachowanie, akcje dziewczynek. Ich sposób działania i miny, jakie miały w tym momencie. Siostry stanęły obok siebie, śmiejąc mu się w twarz, z oczami pełnymi pogardy. Były pewne, że już był martwy i nie mógł nic zrobić. Trucizna musiała być silna, bo bardzo szybko przeszło do działania, ale to nie ona była głównym powodem, przez który Nero poruszał się jak mucha w smole. Ból zaćmiewał mu myśli i ciało nie było do niego przyzwyczajone, ale z upływem każdej sekundy i bez Linel ruszającej sztyletem, zaczął się on stabilizować. Najwyraźniej ból nie było obce jego ciału, co można wywnioskować po wszystkich bliznach, jakie miał na rękach. Plan? Pomysły, przeróżne plany działania zaczęły przepływać mu przez mózg, lecz większość z nich miała bardzo niską szansę na powodzenie. Planowanie polega używaniu wiedzy. Co już o nich wiesz i czego o tobie nie wiedzą?, powiedział głos, przedzierając się przez ryk i nieład panujący w głowie Nero. Co już wiedział? A, no tak. Wszystko, czego potrzebował miał w swoim zasięgu. Teraz tylko wykonać ten plan. Na dzieciach.. WAHANIE POWODUJE PORAŻKĘ, A PORAŻKA OZNACZA ŚMIERĆ, wrzasnął ten sam głos, przekrzykując jego myśli i rozjaśniając jego umysł na ułamek sekundy. Mgła, która zachodziła jego pole widzenia, nie było tak naprawdę mgłą, był to dziwny czerwony filtr, który pokazywał młode dziewczynki jako wrogów. Nie miał po co się wahać.

Nero odwrócił się do dziewczynek, mając Linel z nożem po swojej prawej stronie, a tą drugą po lewej. Wyglądał na zmęczonego i zatoczył się w swoją prawą stronę, lądując przy stoliczku z dwiema wazami. Były one wykonane z porcelany i pomalowane ozdobnie złotą farbą. Miały z trzydzieści centymetrów wysokości, może więcej. Mag podniósł je i użył na obu Nakreślenia. Były one proste w budowie, dlatego też skończył czar w mgnieniu oka, po czym cisnął je byle jak w stronę dziewczynek. Te jedynie się trochę schyliły, podśmiewając się z niego jeszcze bardziej. Nero dyszał przez usta, ale podniósł powoli rękę w jak to znajomym znaku i pstryknął tak jak wcześniej, skupiając na nim uwagę dziewczyn, żeby nawet nie sprawdzały tych rozbitych wazonów. Mężczyzna po kolejnym sapnięciu powiedział bardzo powoli:

- Głupota... powoduje... śmierć. - po każdym słowie, poruszał specyficznym palcem, aż w końcu przed dziećmi pokazał się Środkowy palec chłopaka w całej swojej okazałości.

Podczas swoich powolnych ruchów, Nero wycelował dokładnie, gdzie chciał użyć swojej mocy i nim dziewczynki zdążyły zareagować na jego wulgarne zachowanie, ich gardła przeszył ból, a świat spowiła ciemność. Dna wazonu próbowały się uformować na ich gardłach, a górna część przykryła ich twarze, zasłaniając oczy i zmniejszając ilość dostępnego tlenu, o który i tak już było trudno. Pierwsza z dziewczynek użyła obu rąk, próbując pozbyć się porcelany, która wbijała jej się w ciało, lecz ta cały czas wracała wraz z czasem działania, Linel zaś używała tylko jednej ręki, bo w prawej wciąż trzymała sztylet. Nero miał dokładnie 5 sekund, nim poczuje się jakby dostał obuchem w głowę, więc momentalnie skoczył do przodu, choć był to bardziej wykrok, ponieważ dzieciaki przez swoją arogancję, stanęły jedynie trochę ponad metr od niego. Jego ręce owinęły się wokół dna wazonów i przewalił się do przodu, głównie dając działać swojej masie. w końcu był co najmniej dwa razy cięższy niż każda z dziewczyn. Padł na prawe kolano, które szybko poprawił, aby przygwoździć nadgarstek od dłoni, w której znajdował się sztylet. Po tym wszytskim zaczął w końcu używać więcej siły i masy, starając się wbić porcelanę jak najgłębiej w drobne szyje dziewczynek. Znów trysnęła krew, ale co miało to zmienić dla Nero, który był już cały we krwi. Moc ustała po jeszcze jednej sekundzie, ale to nie oznaczało, że porcelana zniknęła. Oznaczało to jedynie, że dziewczyny przestały czuć nacisk również z tyłu ich głów, ale nie było to ważne, bo ich umysły okupował głównie ból i brak tlenu.

Mistrz Gry

Czy los odwrócił się na stałe od bohatera, tego nie da się łatwo ustalić, podobnie jak nie sposób powiedzieć, czy ktoś taki jak on zasługuje w ogóle na miano Herosa. Jednak jednego nie sposób odmówić młodemu mężczyźnie, wygranej dumy i woli nad bólem, przeciwstawienia się magii i truciźnie na choćby krótką chwilę samym wysiłkiem umysłu. Ruchy Nero nie były przy tym tak zgrabne jak w momencie zabójstwa wójta, lecz imitujące raczej pływanie w melasie, z metalowymi obciążnikami doczepionymi do stóp. Zataczając się pod ścianę, z tak wieloma kłębiącymi się myślami w głowie, jak to tylko możliwe, chłopak nie tylko uderzył przy tym boleśnie barkiem o stolik obok tego, do którego zmierzał, ale i musiał wysłuchiwać kolejnych przytyk w kierunku swojej osoby. — Oj... Jak słodko, spójrz Linel, chodzi na czworaka jak ten pies, którym jest. I w ogóle zrób coś ze sobą, zsikałaś się! — Zataczając się do waz, Nero nie tylko wyglądał na zmęczonego, ale i faktycznie był coraz bardziej ociężały. Użycie umiejętności zajęło mu chwilę dłuższą niż zazwyczaj, mag udał więc że próbuje w tym czasie odpowiednio wycelować, co pozwoliło dziewczynkom na kontynuację rozmowy między sobą. — Fizel, ale ja tylko grałam, tak jak nas uczono... — Dzierżąca sztylet nastolatka ewidentnie posmutniała, co było mocno niepasujące do tego, jak chwilę wcześniej z uśmiechem na twarzy przeszyła nerkę Nero bronią. Fakt, że gdzieś tam w środku były dalej przekomarzające się dzieci nie sprawił jednak, iż heros zrezygnował ze swojego nakreślonego w głowie planu. Oszalałe, pełne bólu spojrzenie nabiegłych krwią oczu bohatera spoczywało na zabójczyniach, wwiercając się wręcz w ich drobne ciała, gdy w końcu czarnowłosy mógł zabrać się w sobie na tyle, by cisnąć wazami. Te oczywiście nie trafiły, obie zręcznie uniknęły pocisków, nie wiedząc co za chwilę je czeka. — Nie, Linel! Ty po prostu się zsikałaś! — Krótkowłosa dalej szydziła z siostry, która ze smutkiem na swojej dziecięcej twarzy zaczęła miętolić rąbek swojej sukienki. Trzask stłuczonej porcelany nie zwrócił ich uwagi choćby na sekundę, zwiększając jedynie pełen szydery uśmiech na twarzy Fizel, która jednak nie była w stanie rzucić kolejnej obelgi w eter, ze względu na to, że Nero rozpoczął dialog. Słowa wychodziły z jego ust ociężale, a on sam ledwo był w stanie ułożyć je w logiczną całość. Jakoby w ramach wyśmiania tego, pozbawiona broni w ręce dziewczyna przysłoniła dłonią usta i zachichotała cicho, zaczynając mu odpowiadać. — Tak, za chwilę umrz... — Jej wypowiedź została jednak przerwana. Młode heroski nie doceniły Nero, zupełnie tak jak on wcześniej nie docenił ich. Świst porcelany został usłyszany przez obie bliźniaczki, lecz tylko jedna zdążyła jakkolwiek zareagować. Ewidentnie lepiej wyszkolona Fizel odsunęła się na czas, by nie zostać pochwycona przez upadającego prosto na jej siostrę Nero, lecz to nie wystarczyło by mogła uniknąć obrażeń.

Przelatujące zaledwie parę metrów odłamki, lecąc zza ich pleców przebiły jej kark, a magia formującą je na nowo w ważę zdążyła za ich pomocą rozoroać jej gardło w próbie oddalenia się. Niezwykle mądrze użyte zaklęcie w normalnych okolicznościach patrząc na stan Nero nie zadziałałoby poprawnie, on sam niemal natychmiast mógł poczuć jak fragmenty łączą się w jakiś bliżej niesprecyzowany kształt, lecz to wystarczyło. Liczyła się szybkość i przewaga ułamków sekund, które heros dostał z racji walki z dziećmi. Dobrze wyszkolony zabójca zabiłby go od razu, nie tak jak dwie małe sadystki, które chciały jeszcze chwilę go podręczyć. Porcelana z cichym chrzęstem łączyła się dalej wokół twarzy Linel, która obalona spróbowała jeszcze krzyknąć, lecz wbity w krtań kawałek easy skutecznie to uniemożliwiał. Mężczyźnie udało się ją przytrzymać tylko i wyłącznie dzięki swojej masie oraz ilości bólu, który dziecko właśnie przyjęło.

Sztylet już na samym początku wylądował na ziemi, gdy ta wytrzeszczając oczy w spaźmie, spróbowała zdjąć z szyi ceramiczne pęto, skok bruneta skutecznie jej to jednak uniemożliwił. Potłuczone kawałki wazy próbowały łączyć się dalej pod palcami herosa, podczas gdy druga waza, czy też raczej zlepek ułożonych i spojonych losowo fragmentów, upadła na ziemię obok. Niszczyło to jeszcze bardziej strukturę gardła bliźniaczki, zalewając je krwią, która raz jeszcze tego dnia obryzgała twarz czarnowłosego, lecz też poważnie poraniło jego lewą dłoń, którą dociskał dziewczynę do ziemi. Ta wiła się, przygnieciona ciężarem jego ciała, kilka razy boleśnie kopiąc go w podbrzusze oraz krocze, co sprawiało, że i on był obecnie na skraju bólowej wytrzymałości. Trucizna bowiem dalej paliła, lecz nie tak bardzo jak gniew i ból, który zadawał sobie samemu w tej chwili. Zaklęcie działające na elementy wazy dalej było zaburzone stanem fizycznym chłopaka, więc fragmenty skupiły się wyłącznie wokół szyi Linel. Nero widział więc doskonale pod sobą jej pełne bólu, otwarte i błagające o ratunek oczy, wytrzeszczone w nienaturalny sposób po tym, jak równie nienaturalnie krew zaczęła wyciekać z jej gardła. Porcelana rozerwała już niemal doszczętnie powierzchnie lewej dłoni mężczyzny, który mógł obserwować jak wola uchodzi z ciała leżącej pod nim nastolatki, wraz z kolejnymi strużkami ciepłej krwi, mieszającej się z jego własną. Ciało bliźniaczki w końcu jednak przestało się poruszać, a jej wręcz oszalałe z bólu oczy wbijały się już tylko tępo w sufit. W tym też momencie Nero poczuł silną presję z tyłu swojej głowy, która zwiększyła mroczki przed jego oczami do tego stopnia, że ten mógł jedynie opaść na zabite przez siebie dziecko, dodatkowo raniąc prawą stronę twarzy fragmentami ceramiki, które dalej pokrywały podłogę. Traf chciał, że upadł twarzą akurat w tę stronę, w którą Fizel spróbowała uciec. Jej czas reakcji i zwinne ciało nie wystarczył bowiem, by mogła uniknąć ataku. Początkowo nadlatujące zza niej fragmenty trafiły ją w kark, powodując niemalże odruchową chęć odsunięcia obracając ciało w lewo i odskakując, lecz to właśnie odsunięcie sprawiło, że jej gardło również zostało rozorane. Paskudna, poszarpana rana po lewej stronie szyi broczyła prędko wypływającą krwią, a dziewczynka kurczowo próbowała oburącz ją zatamować, z mizernym skutkiem.

Ból i utrata krwi sprawiły, że bliźniaczka musiała oprzeć się plecami o ścianę i opaść przy niej, będąc obecnie około półtorej metra w linii prostej od Nero. Gdyby którekolwiek z dwójki herosów było w tej chwili w stanie, tak z pewnością rzuciłoby się właśnie do gardła drugiego, lecz oboje mogli zaledwie na siebie patrzeć z. W przypadku Fizel z pełnym nienawiści spojrzeniem, które jednak o dziwo było podszyte zarówno rozbawieniem, jak i ekscytacją, gdy ta spróbowała coś powiedzieć w kierunku mężczyzny. Ten jednak nie słyszał nic, praktycznie ogłuszony skutkiem ubocznym działania swojej umiejętności, jak i płynącą w jego żyłach trucizną, która ograniczała jego wzrok do widzenia tunelowego, zakończonego właśnie wykrzywioną w grymasie twarzą siostry. Jej usta poruszały się bezdźwięcznie, a on sam nie potrafił czytać z ruchu warg, by zrozumieć przekaz. Gdyby jednak tak było, wiedziałby iż zabójczyni z wręcz sadystyczną pasją, bulgocząc próbuje powiedzieć “Znajdę Cię”, co było dość dziwne patrząc na to, że za chwilę miała umrzeć. Upływ krwi z rozerwanej zarówno tętnicy i żyły z pewnością by ją zabił, dziwne jednak było to, że nie próbowała ona pociągnąć za sobą Nero do grobu. Sztylet jej siostry leżał wszakże kawałek dalej, a sił w jej młodzieńczym ciele wystarczyłoby do tego, by w ostatnim zrywie przeszyć serce herosa, który właśnie leżał na jej zabitej chwilę wcześniej siostrze. Ta jednak zamiast tego uśmiechała się szaleńczo, wykrzywiając swoją twarz dziecka w sposób, w który żadne dziecko nigdy nie powinno tego robić. Śmierć ewidentnie była niestraszna młodej dziewczynie, czego Nero mógł być już całkowicie pewny po tym, co stało się sekundę później. Szukając najpierw czegoś w swoich ustach językiem, dziewczynka w końcu rozgryzła z całej siły rzecz, która spoczywała tam wcześniej w ukryciu.

Wraz z tym momentem kolejny spazm przeszył jej ciało, a krew dosłownie trysnęła z rany, niczym rozpędzony leśny strumień brocząc ścianę w iście artystyczny sposób. Usta Fizel wypełniły się pianą, oczy nabiegły krwią i praktycznie wyszły z jej orbit, finalnie wybuchając tkanką niczym rozgniecione pomidory, aż w końcu bezwładne i martwe ciało dziewczynki osunęło się na ziemię, po raz ostatni z uśmiechem spoglądając w kierunku cierpiącego Nero.

Nie był to widok ani konieczny ani przyjemny, lecz w zasadzie heros nie miał zbytnio czasu na przejmowanie się takimi drobiazgami w obliczu tego, jak blisko był śmierci. Silnie unaczyniony organ broczył krwią, trucizna powoli go paraliżowała, a ból dodatkowo upośledzał. Możliwości ruchowe mężczyzny były już mocno ograniczone, lecz nawet z równie ograniczoną zdolnością pojmowania ten mógł być pewny, że czasu jest niewiele. Za chwilę miał zemdleć, a utrata przytomności w tym stanie równała się pewnej śmierci, której dobrze byłoby uniknąć.

Nero

Mężczyzna leżał, obserwując, spod przymrużonych oczu, makabryczną scenę, która się przed nim działa. Ryk w głowie, skutecznie odbierał mu zmysł słuchu, a może zrobiły to fragmenty porcelany, które wbijał mu się w policzek i bok głowy. W uchu szumiała mu krew, a w głowie słyszał ból. Ledwie co mógł przetworzyć, to co widziały jego oczy. Rejestrował je jedynie w mózgu, mając nadzieję, że później będzie miał okazję je przeanalizować. W końcu ciało drugiej dziewczynki również przestało się ruszać, a na twarzy Nero ponownie pojawił się uśmiech. Co za farsa. Chciał jedynie poprawić sytuację w wiosce i zdobyć bazę do operacji dla jego towarzyszy, ale wszystko już się skończyło. Mógł zamknąć oczy i odpocząć. Życie z amnezją i tak go męczyło bardziej, niż zdawał sobie z tego sprawę. Może po śmierci zobaczy swoich bliskich. Może zobaczy swoje wspomnienia i doświadczy wszystkiego na nowo. W końcu dane będzie mu śnić i mieć marzenia. WSTAWAJ, TWOJA ROLA NIE ZOSTAŁA JESZCZE WYPEŁNIONA, usłyszał ten sam wrzask w swojej głowie co wcześniej. DLA SŁABYCH NIE MA ODPOCZYNKU NAWET PO ŚMIERCI. Coś w tym było. Chciał zobaczyć ten świat. Obiecał samemu sobie o byciu Herosem. Wójt nie był wielkim złem tego świata. Ani dziewczynki ze sztyletami. Chciał żyć. Musiał przeżyć. Albo zacznie działać, ale zmarnuje drogocenny czas, który mu pozostał.

Wydusił resztki sił, ciężko oddychając, ale udało mu się usiąść i rozejrzał się po okolicy. Nie musiał skupiać się na dziewczynkach, więc w końcu poczuł, jak krew leje mu się na plecach, i wędruje do spodni. Nie miał czasu na planowanie. Miał może dwie, trzy minuty nim straci przytomność, czy to od utraty krwi, czy to od trucizny. Musiał posłużyć się instynktem. Jego wzrok wylądował na leżącym niedaleko sztylecie. Schylił się po niego i chwycił pewnie. Tak pewnie, jak pozwalał mu na to jego obecny stan. Zsunął się z Linel i usiadł na kolanach obok niej, po czym zaciął szybko ciąć jej spódniczkę. Cześć była w moczu, ale nie mógł wybrzydzać, starał się jedynie zrobić to jak najszybciej, omijając mokre fragmenty, tylko kiedy naprawdę mógł. Wziął jeden z podłużnych kawałków i go przekręcił, po czym go ugryzł, zabezpieczając język. Wziął kolejny kawałek, który był mniejszy, i również go zwinął, po czym wepchnął w ranę. Na szczęście była to rana po sztylecie, więc nie była szeroka, ale i tak była głęboka na 10 centymetrów. Nero powtórzył cały proces jeszcze dwa razy, zapychając całą ranę, i gryząc materiał z bólu. W końcu wypuścił materiał z ust, ciężką dysząc. Spojrzał jeszcze na sztylet, który schował w pasie, za sobą, i zarzucił na niego płaszcz. Potrzebował teraz prawdziwej pomocy medycznej.

Przekręcił się w kierunku drzwi, które były zaraz obok. Było to szczęście w nieszczęściu. Gdyby walczył w głębi domu, to z pewnością by nawet nie przebył połowy korytarza. Kilka ruchów na czworaka i był przy drzwiach. Drżącymi rękami wyciągnął klucz z kieszeni. Musiał użyć obu rąk, aby wycelować w dziurkę i go przekręcił. Nie miał nawet sił, żeby nacisnąć porządnie na klamkę i pchnąć te wrota, więc ponownie posłużył się grawitacją, napierają na klamkę i drzwi samą swoją wagą. Heros na dobrą sprawę wypadł przez nie, lądując z powrotem w pozycji leżącej. Teraz naprawdę był zmęczony. Nie chciał już ruszyć nawet palcem, ale musiał co najmniej do czołgać się do drogi, żeby ktoś go zobaczył. Musiał to zrobić. Odpoczniesz, kiedy będziesz martwy. podniósł się na ręce, ale szybko wylądował na swoich łokciach. Nie pozostało mu nic jak tylko się powoli czołgać w stronę drogi. Odpoczniesz, kiedy będziesz martwy. jeszcze dwa metry. Zagryzł swoje wargi, przebijają się przez skórę. Odpoczniesz, kiedy będziesz martwy. Tak, droga. Już ją widział. Odpoczniesz, kiedy będziesz martwy. Chyba widział głowy niektórych wieśniaków. Padł na ziemię, pozbawiony sił. Wbił palce w ziemię, gorączkowo próbując się nimi podciągnąć. Odpoczniesz, kie- Milcz. Ach, nawet na myśli już nie miał energii. Ryk, jaki słyszał, zaczął się oddalać, stając się coraz cichszy. Czy powieki zawsze ważyły dwie tony? Czerwony świt, który widział, zaczął powoli gasnąć, zastępowany przez czerń. Miał nadzieję, że kot przyjdzie sprawdzić jego stan i może wezwie pomoc. Jeśli nie to miał nadzieję, że znajdzie lepszego właściciela. Miał też nadzieję, że reszta jego towarzyszy była bezpieczna, zwłaszcza Elice, którą zdążył lepiej poznać. Miał nadzieję, że ktoś pokaże jej ten świat i nauczy reszty podstaw. Kąciki ust się lekko uniosły. Ciekawe czy w końcu miał trzy tygodnie, czy 23 lata. Gałki oczne mu się wywróciły ku górze, a on stracił przytomność.

Mistrz Gry

Ból i to dziwne uczucie odrealnienia, poprzedzające utratę świadomości mieszały się ze sobą, nie pozwalając Nero paść na ziemię, jeszcze nie. Resztami sił, wytężanymi tym małym ułamkiem woli, który nie był jeszcze zdeptany rozchodzącym się po jego ciele marazmem, heros powoli zaczął się podnosić. Chwytając broń, która najprawdopodobniej będzie niedługo odpowiedzialna za jego śmierć, zaczął drżącymi dłońmi odcinać skrawki materiału z sukienki niedoszłej, ale być może przyszłej zabójczyni. Tworząc z nich knebel, czarnowłosy poczuł na języku ostry smak moczu, nie miał jednak nawet czasu o tym myśleć. Zajmując się raną w podświadomie najlepszy możliwy sposobów, czuł jak jego tętno zmienia się nieregularnie, a zimny strach przesuwa swoimi iluzorycznymi palcami po kręgosłupie, to jednak nic nie zmieniało. Trzęsac się niczym w delirium, włożył w ranę tyle ile tylko mógł, nie chcąc nawet patrzeć na to, ile krwi stracił. Ale i tak spojrzał. Podłoga i jego dłonie była w całości nią pokryta, chociaż to równie dobrze mogła być krew którejś z zabójczyń, albo i grubego wójta. Co z tego. Ważne było, że on jeszcze żył, a oni już nie. On wciąż miał szansę, podczas gdy trzy trupy zalegające wokół niego już jej nie miały. Szansa jednak była tylko szansą, którą należało wykorzystać. Omal nie wymiotując z bólu i wysiłku, Nero zaczepił zdobyczną broń o pas, jak i nałożył płaszcz, czołgając się niczym pies którym był nazywany do drzwi wejściowych. Tracąc coraz bardziej kontakt z rzeczywistością, mając spojrzenie zredukowane do wąskiego punktu a słuch praktycznie do zera, uchylił je wreszcie, praktycznie wyciągając z domu władcy Belhatova. Nie czuł jednak tego, że zarył twarzą w ziemię, nie czuł też złamanych paznokci, które wbijał w glebę by przeczołgać się kawałek bliżej zbiorowiska ludzi, które stało kawałek dalej. Najwidoczniej kilkoro wieśniaków usłyszało wrzaski Fizel, lecz bało się przy tym podejść pod chatę ciemiężyciela. A teraz obserwowali z niemniejszym strachem, jak właśnie wyczołguje się z niego ktoś, kto swym obecnym wyglądem przypominał zabójcę z ich największych koszmarów. Jeśli brunet myślał, że ktokolwiek spośród gapiów będzie chętny by mu pomóc, tak zdecydowanie się przeliczył. Ostatnią rzeczą jaką widział były puste, zimne oczy wieśniaków, przypominające zresztą nieco jego własne. Pomoc nie miała nadejść, chociaż w momencie, w którym jego umysł już powoli się wyłączał, heros zauważył jeszcze jakoby w formie zwidów, jak jakaś dziwna, czerwona persona zbliża się nienaturalnie szybko główną drogą. Jednak, jakie miało to znaczenie, gdy chłód otulił go przytulnym objęciem, a mrok wreszcie zasnuł jego oczy, odcinając od skierowanych ku niemu spojrzeń pełnych lęku, wrogości i obojętności. Mdlejąc i powoli wykrwawiając się na śmierć, Nero nie słyszał już do działo się wokół niego. Nie słyszał pełnych bólu wrzasków, dźwięku łamanych kończyn i chlupotu mięsa padającego na ziemię. Ominął go też potworny widok jaki właśnie rozgrywał się w Belhatovie, a który miał zmienić wioskę nie do poznania. Nie został jednak całkowicie porzucony przez los, najwidoczniej mając jeszcze jakąś rolę do wykonania w tej powieści. Po kilku kolejnych minutach, jego bezwładne i nieprzytomne ciało zostało podniesione niczym worek z mąką, a następnie przerzucone przez czyjeś dziwnie lepkie ramię. Po chwili osoba, która go podniosła zaczęła biec, przez co heros latał wręcz jak szmaciana lalka, a jego rana zaczęła ponownie broczyć krwią z jeszcze szybszym tempem. Nie wiedział o tym, lecz zostały mu dosłownie minuty życia, i to takie mogące być policzone na jednej dłoni niezbyt bystrego pracownika tartaku. Przedzierając się jako bagaż przez leśną gęstwinę w tempie galopującego konia, Nero ponownie nie wiedział jednak, że być może śmierć byłaby dla niego lepszym losem niż to, do czego właśnie był prowadzony...

Nero "przechodzi" na miejsce zbrodni.